|
Blog > Komentarze do wpisu
Banki mniej kłamią w reklamach. Ale za to bardziej przynudzająW tym roku w sprawie nierzetelnych reklam instytucji finansowych Komisja Nadzoru Finansowego interweniowała osiem razy, podczas gdy w całym poprzednim roku - 22 razy - ujawniła w weekend Katarzyna Biela z biura prasowego nadzoru, cytowana przez PAP. Według Bieli banki, fundusze i firmy ubezpieczeniowe coraz częściej stosują wydane przez nadzór kodeksy dobrych praktyk, mimo że nie są one wiążące. I bardzo dobrze, że stosują. Z nadzorem się nie dyskutuje, chociaż czasami ów nadzór z troską o konsumentów przesadza. Moje wynurzenia na ten temat znajdziesz tutaj, a także tutaj. Według KNF najczęściej wciąż spotykane nieprawidłowości to niejasne informacje o oprocentowaniu lokat, o długości ich trwania, dacie rozpoczęcia okresu naliczania odsetek, czy konieczności spełnienia dodatkowych warunków, aby można było skorzystać z promocji. W przypadku propozycji inwestycyjnych bankom wciąż zdarza się udawać, że oferują typową lokatę bankową, a nie tzw. „strukturę”, wiążącą się z inwestowanirm pieniędzy. Jest jeszcze jeden grzech bankowych reklam, o którym przedstawicielka KNF - zapewne przez nieuwagę - nie wspomina. To śmiertelne przynudzanie. Nie ma nic gorszego, niż reklama, która powoduje, że jej odbiorca traci siły witalne i chęć do życia. A takich reklam banków w TV ostatnio jest najwięcej. Gdyby nie BZ WBK i jego Danny DeVito (o co chodzi - dowiesz się tutaj, zaś swoją wiedzę pogłębisz tutaj) nie byłoby na czym oka zawiesić. Gwiazdy w spotach wciąż się pojawiają, ale pomysłowość scenarzystów woła o pomstę do nieba. A raczej brak tej pomysłowości woła. Przykłady? Proszę bardzo:
Po lewej screenshot z reklamówki Eurobanku. Bank zatrudnił gwiazdy pierwszej wielkości - Michała Żebrowskiego i Jana Peszka. Ale aktorzy, zamiast zrobić coś ciekawego, nieszablonowego, prezentują... przerwę w spłacie kredytu, przerywając się (za pomocą prostego tricku filmowego) wzdłuż albo w poprzek. Po lewej fotografia kadru z reklamy banku BOŚ. Sztampa, aż oczy bolą: szczęśliwa rodzina, uśmichnięte dzieci, zrelaksowani rodzice, którzy - odbierając telefon od bankowców z innych banków - mówią, że mają już najlepsze na świecie konto. Bleee... A konto, nota bene, całkiem nowatorskie. Czytaj o nim tutaj. Ale w moim prywatnym rankingu najbardziej przynudzających reklam na czele jest bez wątpienia ta:
Przepraszam, że musieliście to oglądać. Zadawać sobie taki ból z własnej woli to perwersja. Cóż, nie bardzo rozumiem jak ktoś w ING może uważać, że profesor w gronostajach, odmieniający w różnych czasach czasownik "oszczędzać", będzie skutecznie nakłaniał ludzi do odkłądania pieniędzy. Nawet jeśli za chwilę drugi profesor w takich samych gronostajach powie, że "tak było, jest i będzie". Musi być w tym jakaś głęboka myśl, której mój umysł nie ogarnia. A przecież ten sam bank miał megaudaną serię kampanii z Markiem Kondratem - by wspomnieć tylko ostatnie spoty "prezydenckie". Albo ta, dość ryzykowna, ale też bardzo ciakawa reklamówka z Miśkiem Koterskim o kredytach hipotecznych, przypominająca czasy, kiedy o możliwość udzielenia nam kredytu hipotecznego na 120 proc. wartości nieruchomości bankowcy błagali nas na kolanach.
A teraz? Ech, kryzys odebrał niektórym marketingowcom poczucie humoru... Marku Kondraaaaacie! Wróóóóóć!
poniedziałek, 15 czerwca 2009, maciek.samcik
TrackBack
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|