|
Blog > Komentarze do wpisu
Przepis na szczęście: banany, kawa i tropikiNajszczęśliwszymi ludźmi na świecie są mieszkańcy Kostaryki - ogłosiła właśnie Fundacja na rzecz Nowej Ekonomii. W zestawieniu, w którym brano pod uwagę 143 kraje, Polska nie zmieściła się nawet w pierwszej połowie stawki - jesteśmy tylko" na 77 miejscu wśród najszczęśliwszych narodów świata. Na pocieszenie można dodać, że generalnie Europejszycy niespecjalnie cieszą się życiem, bo nawet najbardziej optymistyczni na naszym kontynencie Holendrzy (jak na ironię tkwiący od stuleci w geograficznej depresji) znaleźli się dopiero na 43 miejscu. Znacznie szczęśliwsi od nas są Niemcy (51. lokata), ale już Brytyjczycy - tylko o włos (są trzy miejsca wyżej, niż Polska). Za to szczęście jest nam bliższe, niż np. Amerykanom (są dopiero 114 miejsce w zestawieniu). Zupełnie nie rozumiem dlaczego Amerykanie nie są szczęśliwsi od Brytyjczyków. Na pozycję w rankingu składa się oczekiwana długość życia, odsetek mieszkańców deklarujących zadowolenie z życia i zasoby naturalne poszczególnych krajów. Co nas różni od najszczęśliwych ludzi na świecie? Cóż, przede wszystkim to, że leżymy w zimnej Europie, a nie w pulsującej rytmami samby Ameryce Łacińskiej. Na dziesięć najszczęśliwszych nacji świata aż dziewięć pochodzi z tej części świata. Z innych regionów do czołowej dziesiątki wcisnęła się tylko Australia. Ale to akurat nic dziwnego, kraina kangurów to dla wielu z nas synonim najspokojniejszego i najbardziej atrakcyjnego miejsca na ziemi. "Indeks Szczęśliwej Planety" (HPI), bo to on jest liczbowym odzwierciedleniem szczęśliwości ludzi, po raz kolejny dowodzi oczywistej prawdy, że pieniądze szczęścia nie dają (tylko dlaczego tak wszyscy za nimi ganiamy, hę? :-)). Taki Kostarykańczyk pod względem bogactwa to się nawet nie umywa do Amerykanina. Ba, nie umywa się nawet do mieszkańca kraju nad Wisłą. Na głowę jednego Polaka przypada 13,8 tys, dolarów produktu krajowego brutto, a taki Kostarykańczyk syci się do pełni szczęścia raptem 7,1 tysiącem dolarów. Jest szczęśliwy nie tylko dlatego, że żyje w tropikalnym klimacie i nie musi co chwilę zmieniać opon w samochodzie na zimowe. Nie tylko dlatego, że ma do dyspozycji 1290 km linii brzegowej morza (my też mamy, ale nasze morze jest zimne, jak jasna...). I nie tylko dlatego, że nie musi się obawiać utraty pracy (bezrobocie w tym kraju nie przekracza 5,5 proc. to dwa razy mniej, niż u nas). Taki Kostarykańczyk jest szczęśliwy przede wszystkim dlatego, że syci się prawdziwym bogactwem ziemi, a nie bogactwem papierków drukowanych przez bank centralny (z pokryciem lub bez pokrycia). Żeby nie było wątpliwości: kostarykański bank centralny oczywiście też drukuje papierki bez opamiętania, inflacja w tym kraju wynosi bowiem 12 proc. w skali roku. Ale w kraju, który żyje z eksportu bananów - tak, tak, słynna Chiquita to marka rodem z Kostaryki - i kawy, w którym występują rudy żelaza, miedzi i ołowiu, a także srebro, złoto i ropa naftowa, zaś lasy są pełne drewna, gotówka naprawdę nie musi być synonimem bogactwa.
Kostarykańczyk, mając w ziemi i na ziemi takie nieprzebrane bogactwa, mógłby więc leżeć do góry brzuchem i zajmować się nic-nie-robieniem. Ale - jak przeczytałem w serwisie www.sciaga.pl - on woli główkować. Stolica Kostaryki San Jose (miasto założone w 1737 r.) było trzecim miastem na świecie, w którym zainstalowano uliczne lampy i jednym z pierwszych z infrastrukturą telekomunikacyjną. A jak się jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, to można się wyluzować. To pewnie dlatego ulice w San Jose nie mają nazw, a miejscowi wykorzystują system kierunków - np. coś, co my nazwalibyśmy ulicą Marszałkowską, u nich jest miejsce "200 metrów na północ i 50 metrów na wschód od poczty". A więc map też nie potrzebują. Odpada więc problem przemysłu kartograficznego :-).Kostarykańczyk ma tylko jedno utrapienie: mnóstwo wulkanów, które czasem wprawiają się w erupcję. Ale my mamy za to powodzie...
Ale żeby dojść do tego, że ulice nie muszą mieć nazw (tamtejsi radni nie tracą więc czasu na kłótnie, czy powinny one nosić nazwy po hiszpańskich kolonizatorach) Kostarykańczycy też musieli najpierw pogłówkować. Każdy budynek w stolicy (kwadratowa parcela), mierzy dokładnie 100 metrów. U nas, budując warszawski Ursynów, nikt o tym nie pomyślał. :-). No i nazwa naszego kraju w języku hiszpańskim nie oznacza bynajmniej "Bogatego Wybrzeża". A nazwa Kostaryki - i owszem (w oryginale: Costa Rica). niedziela, 05 lipca 2009, maciek.samcik
TrackBack
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|