Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

BRE ma ofertę dla zbuntowanych klientów! Ale tylko dla niektórych...

Wakacje się kończą i od razu mamy przyspieszenie w próbach rozwiązania konfliktu mBanku i Multibanku z kilkoma tysiącami zbuntowanych klientów. Jeśli nie wiesz o co walczą klienci, przeczytasz to tutaj. Jak dowiedziała się moja redakcyjna koleżanka Nina Hałabuz, lada moment do części posiadaczy starych kredytów hipotecznych mBanku i Multibanku trafi propozycja zmiany sposobu naliczania odsetek.

Banki BRE mają zaproponować klientom zamiast stawek uzależnionych od arbitralnej decyzji zarządu oprocentowanie oparte na stopach rynkowych i marży banku. Według Pawła Kucharskiego, zarządzającego pionem detalicznym w BRE, klienci - jeśli zgodzą się na zmianę umowy - będą płacili stawkę WIBOR plus 1,8-2 proc. marży. To niewiele, biorąc pod uwagę średnie marże obowiązujące na rynku.

To dobra wiadomość, bo świadczy o tym, że banki z grupy BRE chcą jakoś załatwić sprawę kredytów tzw. starego portfela, nie czekając na kolejne spektakularne akcje zbuntowanych klientów, ani na rozstrzygnięcia przed Sądem Ochrony Konkurencji. Niezadowoleni klienci już na początku wakacji wyciągali rękę do zgody, więc być może do kompromisu bliżej.

Ale daleki jestem od wieszczenia szybkiego porozumienia BRE z inicjatorami akcji Nabiciwbrebank oraz mStop. Przede wszystkim spokój mój mąci fakt, że ta - chyba poważna i godna rozważenia - oferta, jaką kieruje do klientów BRE, dotyczy tylko stosunkowo niewielkiej części zainteresowanych. Tych, którzy mają kredyty w złotych. Dla klientów frankowych na razie porównywalnej propozycji brak. W BRE tłumaczą, że bank musi płacić za franki drożej, niż za złote, więc ma związane ręce. I też mają trochę racji...

Argumenty o drogim franku już się w dyskusji z klientami pojawiały. Pytanie brzmi: jak ci ostatni zinterpretują najnowsze propozycje BRE. Mogą je odczytać jako jaskółkę zmian na lepsze i przyjąć albo... uznać to za kolejną próbę rozbicia ich jedności. Jeśli zwycięży ta druga opcja, to grupa inicjatywna akcji przeciwko BRE może chcieć zaczekać z decyzjami przynajmniej do czasu, gdy bank złoży też analogiczną ofertę kredytobiorcom frankowym.

Pytanie tylko czy w takiej sytuacji grupa inicjatywna mogłaby liczyć na lojalność wszystkich swoich członków. Pokusa skorzystania z kompromisowej oferty może być dla części osób mających kredyty w złotych niemała. A stawka jest wysoka, bo im więcej klientów przyjmie oferty podsuwane przez BRE, tym bardziej na znaczeniu tracić będą pozostali opozycjoniści. 

wtorek, 01 września 2009, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/09/01 12:53:48
Jak zwykle pozorowane ruchy. Próbują "rozwiązać" coś, co tak na prawdę nie stanowi głównego problemu. Grunt, żeby się mówiło, że coś zrobili. To tak jak w starym kawale - czy to prawda, że w Moskwie auta rozdają? Odp: tak to prawda, ale nie w Moskwie, tylko w Petersburgu i nie auta tylko rowery i nie rozdają, ale kradną. A teraz postawmy inne pytanie - Czy to prawda, że BRE obniża oprocentowanie kredytów??
-
2009/09/01 13:23:16
Jak zwykle pozorowane ruchy. Próbują "rozwiązać" coś, co tak na prawdę nie stanowi głównego problemu.

Dlaczego nie stanowi, to co to są gorsi Klienci bo nie mają kredytu w jedynie słusznej walucie? Bo nie rozumiem tego zdania. W PLN nie było do tej pory specjalnej propozycji z naszej strony (były obniżki oprocentowania) więc jest to w pewien sposób wyjście naprzeciw oczekiwaniom. Nigdy też nie ukrywaliśmy że w momencie kiedy będzie okazja i dobre otoczenie takie oferty się pojawią.

Grunt, żeby się mówiło, że coś zrobili.
No cóż to subiektywna opinia. Troszkę w myś zasady cokolwiek nie zrobi BRE zawsze będzie źle.


A teraz postawmy inne pytanie - Czy to prawda, że BRE obniża oprocentowanie kredytów??

Jeżeli będzie do tego klimat to dlaczego nie.

Pozdrawiam.
-
2009/09/01 14:42:06

Dlaczego nie stanowi, to co to są gorsi Klienci bo nie mają kredytu w jedynie słusznej walucie? Bo nie rozumiem tego zdania.

Zatem wyjaśniam. To nie ja dzielę klientów na lepszych i gorszych. To tradycja mBanku. Dla jednych (tych "be") mBank/Multibank ma drogie franki, dla innych (tych "cacy") pozyskuje franki tanio. Tak by wynikało z oprocentowania kredytów i wypowiedzi przedstawicieli mBanku. Tę "jedynie słuszną walutę" wasi sprzedawcy proponowali klientom, więc znakomita większość kredytów hipotecznych była udzielana w CHF a nie PLN, nieprawdaż? Żebyśmy mówili o konkretach, proszę podać szacunkową liczbę jednych i drugich kredytów udzielonych w omawianym okresie.

W PLN nie było do tej pory specjalnej propozycji z naszej strony (były obniżki oprocentowania) więc jest to w pewien sposób wyjście naprzeciw oczekiwaniom.

W CHF tym bardziej nie było, a sprawa dotyczy o wiele większej liczby osób...

Nigdy też nie ukrywaliśmy że w momencie kiedy będzie okazja i dobre otoczenie takie oferty się pojawią.

No ale mówi Pan znów bardzo ogólnie. Klienci oczekują jasnej deklaracji typu "jeśli LIBOR dla CHF spadnie do x, my zaproponujemy y" a tu, niestety, żadnego konkretu nie ma... W zamian za to słyszymy zdania typu "bo nam wzrósł koszt pozyskania franka". A co to obchodzi klienta, że bank (teoretycznie fachowiec) nie wiedział, jak się zabezpieczyć?

Grunt, żeby się mówiło, że coś zrobili.
No cóż to subiektywna opinia. Troszkę w myś zasady cokolwiek nie zrobi BRE zawsze będzie źle.

Oczywiście, opinia kilkunastu tysięcy niezadowolonych klientów jest zwykle "subiektywna", zdanie pracownika banku jest zawsze "obiektywne" :))) Jakoś inne banki nie mają takiego problemu, może warto zadać pytanie - dlaczego? Może mają inną definicję obiektywności/subiektywności? Proszę także zwrócić uwagę, że narzekanie klientów na BRE zaczęło się w ściśle określonym czasie - no właśnie, co się wtedy w BRE wydarzyło?


A teraz postawmy inne pytanie - Czy to prawda, że BRE obniża oprocentowanie kredytów??

Jeżeli będzie do tego klimat to dlaczego nie.

Proszę więc zdefiniować słowo "klimat". Bo coś mi się wydaje, że klimat stworzy konkurencja udzielająca tańszych (lub uczciwszych, co akurat nie stanowi wyzwania) kredytów. Wtedy zrobicie to, co niedawno - zaczniecie przelicytowywać ich oferty. Ale klienci pamiętają jak etycznie postępujecie i ta sprawa za mBankiem jeszcze kilka lat się pociągnie. Ludzie do tej pory nie chcą brać kredytów w PKO BP ze względu na reklamę, jaką im zrobiła pewna Alicja. A skala zjawiska była wtedy mniejsza.


Również pozdrawiam
-
2009/09/02 08:39:00
Spróbuję Was pogodzić. Od dłuższego czasu namawiam BRE Bank do przygotowania i upublicznienia oficjalnej i uczciwej (ale nie dumpingowej) oferty dla wszystkich kredytobiorców ze starego portfela. Ostatnia propozycja dla klientów złotowych jest częściwą realizacją tego postulatu. Teraz czekam na podobny ruch w stosunku do kredytobiorców frankowych. Jeśli bank solidnie i przekonująco uzasadni dlaczego proponuje taką marżę, a nie inną, przedstawi rachunek własnych zysków i strat, to zrobi duży krok w kierunku załatwienia sprawy.
Pozdrawiam!
-
2009/09/02 15:51:39
Gdyby BRE chciał choć przez chwilkę prawdziwej ugody z klientami, to pewnie by wykonał jakiś prawdziwy ruch w tym kierunku (i to dawno). Jak na razie nie widać nic takiego. Ani jedna wypowiedź mBanku nie miała ugodowego charakteru. Mówię o prawdziwej ugodzie, a nie proponowaniu klientom marż rzędu 2-3%, które niby mają stanowić połowę obecnie oferowanych (bo na pewno nie udzielanych) Słyszymy w kółko "nie pójdziecie gdzie indziej, bo tam wam nie zrefinansują kredytu" lub "wyroki sądu i tak nas nie będą dotyczyły, jeśli będą dla nas niekorzystne". Lepiej się pokłócić z klientami i zniszczyć resztki dobrych wspomnień o tym, czym kiedyś był mBank, niż przyznać się do błędu. Niestety, okazało się, że jak wszystko jest dobrze, to mBank jest ładny, z kwiatuszkiem i cool. Jak zaczynają się jakiekolwiek kłopoty, to z kwiatuszka robi się zwiędła pokrzywa i widzimy prawdziwą twarz mBanku... Kłopotom winni są oczywiście klienci i oni powinni za nie płacić. Bank ani przekonująco, ani tym bardziej solidnie niczego nie zrobi, Panie Redaktorze. Miał na to mnóstwo czasu, który wolał spędzić na zaognianiu konfliktu z kredytobiorcami. Każda krytyka - mniej lub bardziej uzasadniona, jest, jak się tu dowiadujemy "subiektywnym odczuciem kilku klientów" która nic nie znaczy przy obiektywnym zadowoleniu (głównie z siebie) mBankowców.
-
2009/09/02 19:10:15
Nie podoba mi się dyskusja w takim tonie, że gdyby BRE chciał prawdziwej ugody z klientami, to nie proponowałby marż rzędu 2-3%, tylko 0,5%. Jeśli klienci starego portfela uważają, że BRE powinien dopłacać do ich kredytów przez najbliższe 20 lat, to ja uważam to za pieniactwo. BRE powinien natomiast zaproponować ogółowi klientów - i rzetelnie uargumentować rachunkiem własnych zysków i strat - jakiś kompromis.
-
2009/09/02 21:43:01
Chwileczkę, momencik. Wychodzi na to, że nie do końca się zrozumieliśmy. Dlaczego mówi Pan o pieniactwie? Czy tylko dlatego, że klienci chcieliby być traktowani na równych warunkach z innymi? Nikt się nie domaga od BRE Mercedesa i szampana z truskawkami. O prowizji 0,5% też się od Pana w tej chwili dowiedziałem. W momencie, kiedy braliśmy kredyty, marża banku wynosiła niecały 1%, teraz została podniesiona decyzjami BRE o jakieś 250 punktów bazowych, to daje 250% podwyżki w przypadku klientów, którzy zaufali BRE.

Jeśli BRE zgodziło się (w przypadku części klientów, sam znam kilku) na zmianę na formułę LIBOR + 1% marży, to znaczy, że do nich dopłaca? Czy może raczej, że BRE zostało skuszone perspektywą szybkiego zarobienia dodatkowych pieniędzy? (patrz - zwiększone przychody z prowizji, które zapowiadał prezes Grendowicz) Rozumiem, że pozostałe banki na rynku w takim razie też masowo sponsorują swoich klientów? Jeśli klienci "starego portfela" BRE płacą odsetki rzędu 4% przy stopie referencyjnej powiedzmy 0,5% to płacą marżę 3,5%. Co więcej, wraz ze spadkiem stopy referencyjnej marża banku sukcesywnie rosła. W drugą stronę to niestety już tak nie działało...

W to, że BRE uargumentuje coś rzetelnym wyliczeniem nie uwierzę (ale bardzo chciałbym się mylić), a nawet jestem skłonny się założyć, że tak się nie stanie. I nie jest to moja zła wola, czy "pieniactwo" tylko doświadczenie.

Mimo wątpliwości związanych ze sposobem ustalania oprocentowania, wziąłem kredyt w mBanku naiwnie uważając, że ktoś, kto się nazywa bankowcem, będzie dbał o wizerunek swojej firmy. Bo w dzisiejszych czasach siła banku to w 95% wizerunek. Oprocentowanie ustalane decyzją zarządu jest swego rodzaju papierkiem lakmusowym, który pokazuje jakość podejścia do klienta. A w tym przypadku nie są to standardy Mercedesa tylko Trabanta:)

Wracając zaś do proponowanych marż (i "zniżek") - istnieje na rynku finansowym taka zasada, że cena wyraża chęć zawarcia transakcji. mBank chwali się na swojej stronie kredytami w CHF oprocentowanymi 3,6%-8,80%. Pokażcie mi jedną osobę, która obecnie wzięła kredyt w CHF na 8,80% :) I drugą, która dostała taki na 3,6% :) Teraz BRE może wykazać "dobrą wolę" i dać 50% "zniżki" w ponad 8% marży, która jest abstrakcyjna, bo nie jest stosowana, gdyż nikt o zdrowych zmysłach nie wziąłby tak oprocentowanego kredytu.

Czytając wypowiedzi pracowników BRE (również i na tym blogu) mam dziwne wrażenie, że wydaje im się, że występują z pozycji siły. Gdyby było tak, jak Pan proponuje - rozsądne propozycje dla ogółu klientów, to całą tę sprawę mielibyśmy dawno za sobą. Rodzi się tu jednak pytanie, czy to klientowi powinno zależeć, czy może raczej bankowi? Bo to właśnie mBank pokazał ludziom swego czasu, jak łatwo wynieść swoje finanse gdzie indziej...
-
2009/09/03 07:34:15
Zgadzam się, że BRE sam pokazał klientom jak mają walczyć o swoje prawa. Rozmawiałem niedawno z prezesem innego banku i mówił mi, że zazdrości BRE tej społeczności klientów. Nawet pomimo takich awantur jak ta. Bo to kapitał długoterminowy, które będzie procentował. A ten konflikt będzie tylko krótkim epizodem w historii. Oczywiście pod warunkiem, że obie strony będą chciały go rozwiązać.
W głosie Killgore pobrzmiewa tęsknota za socjalizmem. Bo wszyscy powinni mieć po równo. Jak kiedyś bank dał komuś marżę 0,8%, to teraz powinien dać wszystkim taką samą? No, chyba niekoniecznie. Bo rzeczywiście jest tak, że dziś banki sponsorują klientów, którym kiedyś lekkomyślnie dały kredyty z takimi marżami. Dziś marże wynoszą 4-5% (dokładniej pisząc: punktów procentowych) i klienci na takie się godzą, mimo że to już zahacza o lichwę.
Moje doświadczenie podpowiada, że część Nabitych ma nieco wygórowane żądania. Żeby marża była taka, jaką bank kiedyś dawał innym klientom (najlepiej poniżej 2%), żeby zwrócił nienależnie pobrane korzyści. Może jestem naiwny uważając, że BRE może wymyślić coś sprawiedliwego i solidnie uargumentować. Ale boję się, że nawet jeśli wymyśli i uargumentuje, to część Nabitych z definicji to skreśli, bo kiedyś dawali marże 0,8%. I tylko przed takim pieniactwem bym przestrzegał.
Pozdrawiam wszystkich!
-
2009/09/03 08:41:39
Jeśli domaganie się uczciwości jest socjalizmem, to mogę być nawet i maoistą. Sam Pan sobie niestety zaczyna przeczyć i to w kilku miejscach, ale po kolei. Podanie klientów mBanku jako przykładu społeczności zorganizowanej wokół banku i stanowiącej obiekt zazdrości innych banków jest co najmniej, hymmm... niefortunne. Wracając do socjalizmu (bo przecież mam ponoć takie inklinacje) to tak, jakby Breżniew zazdrościł Jaruzelskiemu "Solidarności" :))))) Oczywiście ta społeczność jest powodem do radości, ale dla konkurencji. A jeśli ten prezes mówił serio, to proszę powiedzieć, z którego był banku, żebym czasem się nie okazało, że mam tam jakieś oszczędności.

Nie wiem czy Pan był uprzejmy zauważyć, ale to właśnie w socjalizmie mieliśmy mnóstwo społeczności "zachwyconych" klientów zrzeszonych wokół banków, sklepów mięsnych, spółdzielni mieszkaniowych, polmozbytów etc. Zgodnie z tą "logiką" stanowiły one wspaniały kapitał ludzki. Szkoda, że kapitalizm i konkurencja go tak roztrwoniły, hehehehe:)

Poza tym, nie chcemy żeby BRE dał taką, marżę, jaką dał INNYM klientom, tylko taką, jaką dał NAM, zanim (cytuję tu Pana) zaczął "zahaczać" o lichwę i interpretować umowę zgodnie z własnym uznaniem. I to jest istota sporu. Bank nie jest zainteresowany jakimkolwiek długoterminowym budowaniem dobrych relacji z klientami. Mam coraz częściej wrażenie, że zaczyna przypominać jakieś Open Finance, Expandera czy opisanych przez Pana niedawno wciskaczy funduszy inwestycyjnych. Co będzie jutro jest zupełnie nieważne, najważniejsze, żeby teraz była jakaś sprzedaż. Stąd te oferty marży uzależnione od kupowania kolejnych usług BRE. Dowodzą tego też akcje promocyjne mBanku - przyciągnij nowych klientów a weźmiesz udział w losowaniu nagród. Nikt się niestety nie zastanawia, po co bankowi klienci, skoro traktowani są jak kłopot i zło konieczne.

I jeszcze jedno - jeśli oferta (jeśli kiedykolwiek powstanie) będzie dobra, to nikt jej nie skreśli z "definicji". Kłopot w tym, że jak na razie nic takiego nie powstało. No cóż, może faktycznie lepiej patrzeć jak klienci organizują kolejne akcje, oklejają samochody, zakładają kolejne serwisy społecznościowe i tak dalej. Przecież taki kapitał społeczny nie może zostać zmarnowany, nieprawdaż? O bezpłatnej reklamie i wpływie na potencjalnych klientów nie wspominam, bo to pewnie zostało już przez mBank uwzględnione.
-
2009/09/03 19:42:53
@ms
"Jeśli klienci starego portfela uważają, że BRE powinien dopłacać do ich kredytów przez najbliższe 20 lat"

1. a uważa Pan, że klienci powinni finansować błędy banku i jego pożyczkę w banku-matce?

2. czy Pana prywatnym zdaniem zapis umowy "czynniki rynku finansowego i kapitałowego krajów UE kótrych waluta jest podstawą waloryzacji kredytu" (chf chyba, nie?) oznacza pożyczkę na 2% z commerzbanku?

3. czy przejście na warunki proponowane przez bre dziś, np. 3,5% marży + libor nie oznacza strzału w głowę klientowi? dziś libor = około 0,4%. podpiszę sobie marże 3,5 a za rok libor wzrośnie do 2,5. będę mieć 6% kredyt, a kolega z marżą 1% - 3,5%. nieważne czy to sprawiedliwe, czy nie, ale jaka jest szansa, że będę miał zdolność kredytową na 6%? bank wziął to pod uwagę? czy może znów źle kalkuluje ryzyko i potem będzie płakał "no tak, poszliśmy na rękę klientom, a teraz oni nie spłacają..."?

4. to samo pytanie padło na forum mbanku i w kilku innych miejscach. odpowiedź była: "jak będą warunki - będzie można wystąpić o obniżenie marży". zaufałby Pan komuś, kto wcześniej twierdził "ten zapis oznacza libor i bank nie będzie nigdy inaczej go interpretował"?

Panie redaktorze, proponuję zagłębić się w szczegóły problemu. Znajdzie Pan ciekawy materiał i to po obu stronach konfliktu. W tej chwili przemyka Pan po wierzchołkach fal...
-
2009/09/03 19:45:54
aha, jeszcze jedno. paweł k. mówi (tak Pan napisał) że zaproponują marżę 1,8-2 klientom ze złotówkami i że to konkurencyjne. widział Pan wykres i porównanie na mstop.pl albo raport expandera czy innego open finance, na którym oparto ten wykres? proponuję policzyć, jaka jest średnia marża (tzn. była w sierpniu). bre jest na 21 pozycji... rozumiem, że wykresowi z mstop Pan ufać nie musi, ale proszę sprawdzić dane, na których został oparty. nadal Pan uważa, że działanie bre jest czymś innym poza pozorowaniem i czystym PR?
-
2009/09/03 20:01:48
a co mi tam, zaszalejmy.

pracownik cf mbanku zostawił włączony komputer i poszedł czegoś szukać w części dla personelu/czy boksie kierownika. na ekranie został śliczny arkusz z propozycjami marż dla klientów z chf.
powiem Panu w sekrecie, że były tam marże i poniżej 2,2%. tak tak. a w jeszcze większym sekrecie Panu powiem, że były i marże poniżej 2%... wie Pan, chętnie bym taką marżę podpisał, a nie 3,7 które mi proponują teraz. oj, zapomniałem. do tych niskich marż były jeszcze niższe propozycje - jeśli klient zgodzi się na dodatkowe produkty :)
no i zdziwiłby się Pan, co można usłyszeć w takim CF. np. kiedy doradca kredytowy mówi, że jednak lepiej się zastanowić, że może jednak na razie nie podpisywać tej marży. wie Pan... to strasznie dziwne uczucie - stoi się na przeciwko gościa, patrzy mu w oczy i pyta "podpisywać?" a gość patrzy w oczy, kiwa głową na "nie" i mówi "ja nie mogę podjąć decyzji za pana, ale ja bym nie podpisał. to strasznie duża marża". wcześniej upewnił się, czy nikt nie stoi z jego kolegów obok i nie słyszy. skomentuje Pan jakoś? dodam, że człowiek w mbanku pracuje odkąd pamiętam, a w kredytach też już całkiem długo.
ten sam człowiek przeprasza za słowa sprzed kilku lat, że "ten zapis oznacza libor". "tak nam mówiono" mówi. a jego koleżanka siedząca obok przytakuje.

Ps. wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest tylko dziełem przypadku. % są wyssane z palca, inicjały i imiona zmienione, a płeć osobników występujących w historyjkach jest nijaka.

wierzchołki fal...
-
2009/09/07 13:51:43
O to chodzi Panie Redaktorze, że kiedy latem 2006 roku zawieraliśmy umowę z wiadomym bankiem ten wabił klientów sloganami w rodzaju "bierzcie kredyty hipoteczne, taniej już nie będzie". I rzeczywiście oferował korzystne warunki oprocentowania, informując o 1% marży banku, co niestety nie zostało jasno zapisane w umowie. Jak bardzo zdziwiliśmy się po upływie półtora roku, że jesteśmy klientami tzw "starego portfela". Szybko biegnie czas w banku i my tak szybko staliśmy się "starzy". Zawarliśmy umowę na 30 lat, oceniając swoje siły (finansowe) na zamiary i oczywiście poddając sie analizie naszej zdolności kredytowej przeprowadzonej przez bank. Jak to możliwe że po upływie niespełna 3 lat spłacania kredytu bank podtyka nam aneks z propozycją podwyżki swojej marży o 130 % ("tylko" 1,3 punktu procentowego więcej), co jest jak twierdzą najniższą możliwą ich propozycją na dzień dzisiejszy, i nadal uważa że mamy zdolność by spłacać tak podwyższone oprocentowanie kredytu. Te niewinne cyfry są ogromnymi kwotami nie tylko w skali 30 lat, ale nawet w skali roku. Mamy dobrowolnie podwoić swoje zobowiązania wobec banku, bo dzisiaj jest trudna sytuacja na rynku międzybankowym? A jak za rok sytuacja się wyprostuje (o czym prawdopodobnie nawet się nie dowiemy bo i skąd?) to pewnie bank nie będzie egzekwował wysokich prowizji usankcjonowanych aneksem i wróci do pierwotnej umowy? Niestety w aneksie nic o tym nie ma. Są tylko ustne zapewnienia o takiej możliwości, które jak wiemy już z doświadczenia nic nie znaczą. My NIE ZAWIERAMY umowy kredytowej z bankiem dzisiaj. Przy aktualnych warunkach niewielu dawniejszych kredytobioców by się zdecydowało. Ale że bank złapał nas na haczyk atrakcyjnej oferty sprzed paru lat, a potem dowolnie ją zmodyfikował, czego do dziś nie potrafi jasno uzasadnić liczbami, to teraz "płacz i płać" stary portfelu.
-
2009/09/08 08:29:52
Ufff,widzę, że się dzieje. :-). Po kolei. Do Killgore'a jedna tylko uwaga. To nie ja zazdroszczę BRE Bankowi społeczności, tylko prezes konkurencyjnego banku. Wasza działalność jest z jego punktu widzenia kosztem ubocznym osiągania przychodów w innym miejscu (czyli od kilkuset tysięcy zadowolonych klientów). Bardzo się cieszę z deklaracji, że jeśli powstanie sensowna oferta, to nie będzie skreślona. Pytanie co uważacie za sensowną ofertę. Bo powrotu do marż rzędu 0,8% nie ma...
Choć (i tutaj płynnie przepływam po wierzchołkach fal do wypowiedzi Vikmika) oczywiście marża 3,5% dla kredytu we frankach nie jest tym, co można uznać za rozsądny kompromis, biorąc pod uwagę, że BRE pożycza franki od Commerzbanku po ok. 2,2% marży. Ale już marża 1,8% w złotych moim zdaniem jest do rozważenia. W tabelkach różne rzeczy banki piszą, ale mało kto da dziś kredyt bez wkładu własnego na poziomie 80 proc. przy marży poniżej 1,5%.
Przemykając po wierzchołkach fal w kierunku Mammamija_2, chcę powiedzieć, że w żadnym wypadku nie godziłbym się na żadne aneksy. Skoro bank zgodził się podpisać kredyt z marżą 1%, to ma obowiązek wypełnić umowę. Oby tylko nie dopatrzył się jakiegoś naruszenia z Państwa strony, bo tedy będzie miał haka. Niestety, takie czasy nadeszły, że banki czasami szukają haka na swojego klienta...
Pozdrawiam wszystkich
-
2009/09/08 20:47:59
Szanowny Panie Redaktorze!

Nie twierdzę, że to Pan zazdrości mBankowi społeczności, bo uważam Pana za człowieka rozsądnego. Chciałem tylko powiedzieć, że prezes tamtego banku albo ustawiał zasłonę dymną, albo nie za bardzo wiedział o co chodzi. Co do kilkuset tysięcy zadowolonych klientów, nie przeczę, że tacy pewnie są. Ale są to ludzie używający najprostszych usług, co do których mBank jeszcze nie wpadł na pomysł, jak je zepsuć. Lektura postów jednych i drugich klientów mówi sama za siebie. Niezadowoleni piszą o dowolności interpretacji umów przez BRE, o nieetycznym zachowaniu banku etc. Jeśli zaś czyta się post zadowolonego klienta na forum to ma on mniej więcej taką treść "a ja mam tam konto i jestem zadowolony, bo jest za darmo". Nie będę komentował faktu, jak często takie posty "zadowolonych klientów" wysyłane są z domen BRE, bo to już inny temat...
-
2009/09/09 08:28:37
Szanowny Panie Killgore,
wydaje mi się, że ów prezes miał na myśli fakt, iż dzięki społeczności bank zbudował tak silną pozycję rynkową, że trudno ją zepsuć. Zgadzam się, że w przypadku mBanku (w Multibanku coś się pod tym względem zmieniło) im dalej w las tym trudniej i mniej różowo. Ale z drugiej strony to na posiadaczach prostych ROR-ów (oczywiście o ile nie są puste) zarabia się najwięcej, więc nawet ci prości i zadowoleni mogą mieć wpływ na standing banku.
Pozdrawiam!
-
2009/09/09 12:34:28
Zgoda, pozycja BRE w sektorze bankowości internetowej swego czasu zdawała się wręcz niezachwiana. Co więcej, synonimem banku internetowego przez lata w Polsce był mBank. I wydawało się, że tak będzie jeszcze bardzo długo. Okazało się jednak, że dla chcącego nic trudnego i nawet taki brand dało się zarządowi BRE skutecznie utopić - i to jak szybko! (szacuneczek) Widocznie te dodatkowe odsetki czesane z kredytów "kilku tysięcy krzykaczy" są dla kogoś w BRE więcej warte, niż cały wizerunek. Ktoś to pewnie policzył, w końcu "oni nie umieją inaczej" :-)))) Obecne działanie mBanku przypomina zabijanie posłańca przynoszącego złe wieści. Zamiast działań i konkretów mamy wydawanie kolejnych milionów na kampanie reklamowe, rozdawanie nagród za przyciągnięcie nowych klientów i tak dalej. BRE nie wziął pod uwagę jednego podstawowego prawa działającego w internecie - ci, którzy dziś są oklaskiwani, jutro mogą zostać wygwizdani. Dopóki były oklaski, było fajnie, planu B jak nie było, tak nie ma...
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users