|
Blog > Komentarze do wpisu
Karty płatnicze: to jest nie tylko diabelskie. To jest diabelsko drogie!Nie tak dawno pisałem o swoich wakacyjnych doświadczeniach z kartami płatniczymi. W Grecji, kraju bądź co bądź cywilizowanym, restauratorzy, hotelarze i sklepikarze, widząc w mym ręku kartę płatniczą, rzucali się do ucieczki albo w najlepszym razie robili wszystko, by zniechęcić mnie do jej uzycia. Notkę na ten temat znajdziesz tutaj. Z dyskusji pod tym moim tekstem wynikało, że czytelnicy identyfikują dwie możliwe przyczyny braku miłości handlowców do plastiku: wysokie stawki opłat, które trzeba oddawać bankom za udostępnienie infrastruktury do obsługi kart (tzw. interchange) oraz próba zaniżenia obrotu, a tym samym obniżenia zobowiązań podatkowych. Problem z popularyzacją obrotu BEZgotówkowego organizacje płatnicze i banki mają na całym świecie. Za kilka dni Visa Europe organizuje w Warszawie dużą konferencję o tym jak zwiększenie popularności płacenia kartami ogranicza szarę strefę w gospodarce. A co z problemem wysokich opłat, jakie muszą ponosić punkty handlowe przyjmujące płatności kartami? Kilka dni temu moja redakcyjna koleżanka Nina Hałabuz na łamach serwisu Wyborcza.biz napisała ciekawy artykuł, z którego dowiedziałem się, że amerykański Kongres przygotowuje trzy ustawy, dzięki którym handlowcy będą mniej płacić bankom za użytkowanie kart płatniczych. Wcześniej doniósł o tym "Washington Post" Interchange fee - opłata pobierana od użytkowników terminali płatniczych - m.in. sklepów i sieci handlowych - w USA jest żyłą złota dla banków i organizacji płatniczych, które wydają karty: Visy i MasterCarda. Od każdej transakcji kartą płatniczą amerykańscy handlowcy odprowadzają 1-2 proc. jej wartości. W 2008 r. dzięki temu banki zgarnęły 48 mld dolarów. Nota bene w Polsce interchange jest chyba jeszcze wyższa - handlowy płacą nawet ponad 2 proc. U nas - jak pisze Nina - handlowców wspiera Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który w styczniu 2007 r. zarzucił dwudziestu działającym w Polsce bankom wspólne ustalanie wysokości opłat pobieranych za transakcje kartami Visa i MasterCard, oskarżył je o zmowę cenową i nałożył na nie 164 mln zł kary. Od tej decyzji banki odwołały się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który w listopadzie ubiegłego roku uznał ich racje. Szef UOKiK skierował sprawę do sądu apelacyjnego. Czytając o tych karcianych przepychankach zaczynam roumieć dlaczego bankowcom nie udało się lata spowodować, żeby całe narody pokochały plastikowy pieniądz. Dopóki będą jedną ręką głaskały konsumentów po główkach, a drugą - uderzały przedsiębiorców po głowach prowizjami, ogólnej miłości do plastiku nie będzie. A poniżej przedstawiam schamat transakcji bezgotówkowej, który zassałem ze storny internetowej organizacji MasterCard:
środa, 23 września 2009, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2009/09/23 15:16:24
To ja się czepnę tego co napisałeś o "kreacji kredytu z powietrza". Chodzi o kreację pieniądza, a więc także kreację depozytów, a nie tylko kredytów. Zdecydowanie nie warto demonizować tego zjawiska, choć od roku jest to szalenie modne ;-)
Druga sprawa: banki czerpią duży dochód z kart płatniczych - o fakt. Ale gdyby nie czerpały, gdybyśmy uparcie tkwili przy gotówce, banki musiałyby ściągnąć te pieniądze od klientów w inny sposób - na przykład poprzez opłaty za konta. 10 lat temu (jeszcze przed mBankiem) nie było bezpłatnych, albo prawie bezpłatnych kont osobistych. Dziś to standard. 2009/09/23 16:00:14
To ja się czepnę tego co napisałeś o "kreacji kredytu z powietrza". Chodzi o kreację pieniądza, a więc także kreację depozytów, a nie tylko kredytów. Zdecydowanie nie warto demonizować tego zjawiska, choć od roku jest to szalenie modne ;-)
Oczywiście, że chodziło mi o kreację pieniądza. To jest skrót myślowy, który, jak widzę, dobrze rozszyfrowałeś. Przy danym poziomie rezerwy obowiązkowej i współczynniku wypłacalności, mamy określony poziom kreacji pieniądza. Pytanie - dlaczego nie należy demonizować tego zjawiska? Dlaczego prywatna korporacja ma być czymś, co tworzy pieniądz i czerpie z tego realny zysk?? Zastanów się, jak panika i euforia wśród "specjalistów" z dziedziny bankowości wpływa na ceny nieruchomości, cykl koniunkturalny i inne takie tam demonizowane bzdety... Druga sprawa: banki czerpią duży dochód z kart płatniczych - o fakt. Ale gdyby nie czerpały, gdybyśmy uparcie tkwili przy gotówce, banki musiałyby ściągnąć te pieniądze od klientów w inny sposób - na przykład poprzez opłaty za konta. 10 lat temu (jeszcze przed mBankiem) nie było bezpłatnych, albo prawie bezpłatnych kont osobistych. Dziś to standard. No i to jest podstawowy błąd. Bo jeśli "tkwiłbyś" przy gotówce, to bank nie przekonałby Cię drogim kontem do trzymania pieniędzy u siebie na nieoprocentowanym rachunku. Jeśli gotówki nie będzie, to nie będziesz miał wyjścia i zobaczysz konkurencję jak w OFE :) Zresztą warto zauważyć, jak pokrętnych "argumentów" używa np. ZBP, żeby wymusić siłą swoje "genialne" rozwiązania na starszych ludziach. A temat "bezpłatności" konta w mBanku był już tu i ówdzie omawiany. Prowadzenie nieoprocentowanego ROR'u jest istotnie bez opłat, ale zapłacisz za wszystko drożej niż u "płatnej" konkurencji, jeśli tylko poeksperymentujesz z jakąkolwiek usługą "niestandardową". Ukrycie opłaty, a jej zniesienie, to dwie inne rzeczy. Jeśli masz "bezpłatne" konto i robisz kartą zakupy za 1000 PLN/m-c (bo nie masz już gotówki) to już oddajesz bankowi 20 PLN za owo "bezpłatne" konto. No, ale jeśli sklepy przyjmujące płatności kartami nie wliczają tych opłat w cenę, to mamy w końcu bezpłatny lunch!! ;-) 2009/09/23 16:10:00
Ciekawa dyskusja filozoficzna się zaczyna :-). A ja się tylko wtrącę w kwestii formalnej. Oczywiście chodziło mi o obrót bezgotówkowy. Już poprawiłem. Dziękuję za zwrócenie uwagi na ten oczywisty fuck-up :-)
Pozdrawiam! 2009/09/23 16:14:18
Zawsze będziesz miał wybór i mógł płacić gotówką.
A czemu banki jej nie lubią? 1) Bo na niej nie zarabiają - nie ma tych wszystkich ww. opłat 2) Bo do niej dopłacają - utrzymanie bankomatów kosztuje, pani w okienku kosztuje, przewożenie papierowej kasy kosztuje. Kreacja pieniądza? Tą ograniczają rezerwy obowiązkowe w NBP. I inne instrumenty NBP jeśli trzeba. Tu żadnego spisku banków prywatnych nie ma. Co najwyżej spisek banków narodowych i rządów. A tak poza tym - co za różnica czy papier, czy plastik? Jeszcze złoto to rozumiem, ale papier i plastik dają ci dokładnie to samo, tylko wygodą się różnią. 2009/09/23 17:10:30
Panie Maćku,
Zaproponuję trochę inną teorię dotyczącą "małej popularności" płatności bezgotówkowych, mniej spiskową :), a pewnie bardziej prawdziwą, która do braci Greków także pasuje :) - nazywa się "szara strefa" :). Tymczasem obrót elektroniczny znacząco ogranicza szarą strefę. Przeszkadza jej, bo w interesie tej szarej strefy nie jest zostawianie śladów w zapisach elektronicznych czy robienie operacji przez wortale, bankowe portale transakcyjne itd. Nie, bo wielu Polaków woli pozostawać w ukryciu i zarabiać całkiem nieźle poza zasięgiem przyznać należy nadal na tle wielu innych krajów europejskich drapieżnego fiskusa. Mimo licznych akcji, uruchamiania kosztownych i skomplikowanych mechanizmów prawno-administracyjnych, szara strefa funkcjonuje sprawniej niż państwo. Nic dziwnego, ponieważ instytucje państwowe nie dysponują systemem informatycznym, który integrowałby wymianę danych między jego organami konstatuje dr Janusz Grobicki, ekspert Centrum im. Adama. www.bankier.pl/wiadomosc/Dlaczego-Polacy-nie-chca-odejsc-od-gotowki-2017607.html 2009/09/23 19:33:17
Słowa uznania dla Macieja Samcika za szybką refleksję.
Teoria skuteczności ograniczenia szarej strefy to ułuda. Wprowadzono ją na użytek rządów, by te sprzyjały karcianym firmom w zdzieraniu pieniędzy. W Kanadzie, i owszem, wprowadzono z sukcesem karty na szeroką skalę - również do rozliczeń podatkowych. Płaci się więc podatek od transakcji dokonanej. W przypadku Polski system podatkowy skonstruowany jest inaczej - płaci się często od zamierzenia transakcji (płacimy od faktury wystawionej, bez względu na to, czy towar został dostarczony, czy też opłacony). Nie dajmy się jednak zwariować: w Kanadzie szara strefa funkcjonuje, ma i będzie miała się dobrze - póki banknot będzie legalnym środkiem płatniczym. Dla handlowców nterchange fee w wysokości 2% transakcji jest nie do przyjęcia. W krajach europejskich może to oznaczać, że banki korzystają z całej kwoty brutto - z podatkiem VAT. Wiele branż jedzie na mikromarży - więc opłata za transakcję może być większa, niż zysk netto. Jeżeli dodamy do tego okoliczność, że pieniądze za transakcje są osiągalne dla handlowca dopiero po pewnym czasie, to opłacalność instalowania terminalu w sklepie jest żadna. Banki obracają pieniędzmi i jeszcze za to biorą kasę. Klient z faktu posiadania karty nie ma żadnego bonusa. Ma w plecy, bo im większa skala płatności bezgotówkowej, to tym większa presja banków, a w konsekwencji wyższe ceny. Jeżeli wyciągniemy z bankomatu 500 zł, to zapłacimy 4,5 (zazwyczaj). Jeżeli zapłacimy za zakupy kartą, to przy 1% zapłacimy 5 zł, a przy 2% 10 zł. Fakt, my nie widzimy różnicy w sklepie przy płatności gotówką lub kartą. Prawdopodobnie jest tak dlatego, że handlowcy muszą się odkuć za haracz, który muszą płacić. A jeszcze 10 lat temu spotykało się sklepy, gdzie za płatność gotówką był rabat. Pamiętam, jak leciałem do bankomatu kupując lodówkę. Zaoszczędziłem prawie pięćdziesiąt złotych. 2009/09/23 19:35:10
@maciek.samcik - niestety, dyskusja jest przyziemna, bo o pieniądzu ;-)
@luster - niestety, nigdzie nie mamy gwarancji że zawsze będziemy mogli płacić gotówką. Co więcej, historia uczy, że rząd i banki zrobią co w ich mocy, żeby przy pieniądzu pomanipulować... Z tego, co wiem, żaden bank nam istnienia fizycznego pieniądza nie gwarantuje. A banki bardzo nie lubią gotówki również z wymienionych tu 2 przyczyn, ale nie tylko. Kreacja pieniądza, przy stopie rezerw na poziomie około 3% może być wręcz astronomiczna! (1/0,03 = 33,3333) a to oznacza, że system bankowy ze złotówki depozytu przy 3% stopie rezerw może wykreować ponad 33PLN. Na szczęście są jeszcze inne "hamulce", o których wspomniałeś, ale mam wątpliwości, czy te hamulce wystarczą, jak hamulcowy będzie słuchał lobby bankowego. Oczywiście, że tu nie ma spisku, tu jest działanie w stronę maksymalizacji zysku. A co za różnica czy papier czy plastik? Odpowiedział nam na to pytanie nieoceniony mSpec. Mamy tu "argument" troski banku o wpływy do budżetu i likwidację szarej strefy. Większych bzdur dawno nie słyszałem. Zastanówmy się, czy w interesie klienta jest, by bank o tak wątpliwej reputacji, jak mBank wiedział, gdzie jego klient robi zakupy, kiedy, za ile i tak dalej. Osobiście trochę cenię sobie prywatność i jeśli miałbym zapłacić mKartą, to wolałbym wypłacić z niej gotówkę i zanieść ją do sklepu. Co więcej, klient za taką bazę danych o własnych transakcjach mBankowi pośrednio płaci prowizjami od tychże transakcji :-))) 2009/09/23 20:45:53
Wprowadzono ją na użytek rządów, by te sprzyjały karcianym firmom w zdzieraniu pieniędzy. Czyli teorii spiskowych ciąg dalszy ;) Dla handlowców nterchange fee w wysokości 2% transakcji jest nie do przyjęcia. W krajach europejskich może to oznaczać, że banki korzystają z całej kwoty brutto - z podatkiem VAT. Wiele branż jedzie na mikromarży - więc opłata za transakcję może być większa, niż zysk netto. No tak, ale pamiętajmy że obsługa gotówki także kosztuje i zapewniam że znajduje odzwierciedlenie w "cenie". Więc o ile w przypadku detalistów takie stwierdzenie może być prawdziwe ( i to w ograniczonej liczbie branż jak np. elektronika), to w przypadku hurtowników już nie ( ochrona, ubezpieczenie, składowanie, transport czasem setek tysięcy złotych itp.). Wbrew pozorom w przypadku hurtowników także słowo niska marża może nie być prawdziwe jeżeli ściągają towar prosto od producentów. Klient z faktu posiadania karty nie ma żadnego bonusa. Ma w plecy, bo im większa skala płatności bezgotówkowej, to tym większa presja banków, a w konsekwencji wyższe ceny. Tradycyjnie zaproponuję swoją heretycką wizję :) To nie banki dyktują ceny, a pośrednicy - integratorzy , działający na konkurencyjnym rynku. Im większa skala obrót, tym większa konkurencja między pośrednikami i ich większa presja na banki - obniżajcie marże. I koło się zamyka. Nie ma skali, nie ma presji. Tutaj nie potrzeba żadnych zewnętrznych regulacji, rynek sam się wyreguluje. Powiem wprost - nie wierzę, że obniżenie przez banki marży spowoduje, że stanie się nagle cud i dutki z kurortów o których pisał Pan Maciek w poprzednich artykułach natychmiast popłyną szerokim strumieniem przez terminale. Czeka nas niestety jeszcze dłuuuuga droga, zwana edukacją finansową czyli każdy Polak posiada konto i mamy efekt skali. Karty same wejdą pod strzechy. Mamy tu "argument" troski banku o wpływy do budżetu i likwidację szarej strefy. Jako obywatel Rzeczpospolitej Polskiej płacący uczciwie podatki miesiąc w miesiąc nie widzę w tym nic zdrożnego. Zauważam tylko, że Pan Maciek pisze o objawach, a nie przyczynach :) Osobiście trochę cenię sobie prywatność i jeśli miałbym zapłacić mKartą, to wolałbym wypłacić z niej gotówkę i zanieść ją do sklepu Ale Wielki Brat jest już wszędzie ;) więc musimy się nauczyć z tym żyć i trzymać do tego odpowiedni dystans. Inaczej zaczną gonić nas nasze cienie ;) Pozdrawiam. 2009/09/23 22:36:07
Wprowadzono ją na użytek rządów, by te sprzyjały karcianym firmom w zdzieraniu pieniędzy. Czyli teorii spiskowych ciąg dalszy ;) Jak to łatwo próbować kogoś zdyskredytować (moim zdaniem arcynieudolnie) spychając całą dyskusję w obszar rzekomego "spisku" (który dziwnym trafem widzi tu tylko przedstawiciel mBanku) zamiast powiedzieć cokolwiek merytorycznego. Akurat maruda.r ma mnóstwo racji. No tak, ale pamiętajmy że obsługa gotówki także kosztuje i zapewniam że znajduje odzwierciedlenie w "cenie". Więc o ile w przypadku detalistów takie stwierdzenie może być prawdziwe ( i to w ograniczonej liczbie branż jak np. elektronika), to w przypadku hurtowników już nie ( ochrona, ubezpieczenie, składowanie, transport czasem setek tysięcy złotych itp.). Wbrew pozorom w przypadku hurtowników także słowo niska marża może nie być prawdziwe jeżeli ściągają towar prosto od producentów. Hymmm, jakoś nie słyszałem jeszcze o sklepikarzu, który daje rabat (z własnej inicjatywy) przy płaceniu kartą. Osobiście dostałem kilka razy rabaty za płatność gotówkową. Chyba, że się załapali na promocję u konwojentów gotówki:))) Tradycyjnie zaproponuję swoją heretycką wizję :) To nie banki dyktują ceny, a pośrednicy - integratorzy , działający na konkurencyjnym rynku. A nie lepiej będzie napisać z mUczciwością, że chodzi tu o "pewne parametry rynku finansowego"? :))) Im większa skala obrót, tym większa konkurencja między pośrednikami i ich większa presja na banki - obniżajcie marże. I koło się zamyka. Nie ma skali, nie ma presji. Tutaj nie potrzeba żadnych zewnętrznych regulacji, rynek sam się wyreguluje. Powiem wprost - nie wierzę, że obniżenie przez banki marży spowoduje, że stanie się nagle cud i dutki z kurortów o których pisał Pan Maciek w poprzednich artykułach natychmiast popłyną szerokim strumieniem przez terminale. Czeka nas niestety jeszcze dłuuuuga droga, zwana edukacją finansową czyli każdy Polak posiada konto i mamy efekt skali. Karty same wejdą pod strzechy. Ciekawe rozumienie słowa "edukacja"... Kto płaci kartą, ten wyedukowany. Gotówka jest dla moherów... Mamy tu "argument" troski banku o wpływy do budżetu i likwidację szarej strefy. Jako obywatel Rzeczpospolitej Polskiej płacący uczciwie podatki miesiąc w miesiąc nie widzę w tym nic zdrożnego. Zauważam tylko, że Pan Maciek pisze o objawach, a nie przyczynach :) Jeśli ktoś płaci uczciwie podatki, to wspaniale. Ale czy to taki powód do chwalenia się na forum?? Bank jest od świadczenia usług finansowych, a nie od donoszenia na własnych klientów. Urzędy skarbowe mają wiele narzędzi do łapania niepłacących podatków. Osobiście trochę cenię sobie prywatność i jeśli miałbym zapłacić mKartą, to wolałbym wypłacić z niej gotówkę i zanieść ją do sklepu Ale Wielki Brat jest już wszędzie ;) więc musimy się nauczyć z tym żyć i trzymać do tego odpowiedni dystans. Inaczej zaczną gonić nas nasze cienie ;) Pozdrawiam. Znowu ironia niskiego lotu. A czy jakikolwiek bank daje PISEMNĄ gwarancję, że nie handluje danymi dotyczącymi transakcji??? 2009/09/24 08:39:55
Ale Wielki Brat jest już wszędzie ;) więc musimy się nauczyć z tym żyć i trzymać do tego odpowiedni dystans. Inaczej zaczną gonić nas nasze cienie ;) Pozdrawiam.
Znowu ironia niskiego lotu. A czy jakikolwiek bank daje PISEMNĄ gwarancję, że nie handluje danymi dotyczącymi transakcji??? Ależ tutaj wcale nie chodzi o handel danymi osobowymi.. ktory bank prowadzi wylacznie dzialalnosc kredytowo depozytowa ? A ubezpieczenia na zycie, a inne produkty, coraz ich wiecej. A w grupie kapitałowej to już miodzio możliwości!! Ale o co chodzi ? Ano chodzi o poznanie naszego profilu zachowań: co kupujemy, gdzie, kiedy, z kim sie zadajemy... cala ta wiedze mozna wyciagnac z historii naszych operacji bankowych, w tym kart. Cala ta wiedza jest bezcenna - wszak nikt nie zabronił jeszcze handlowania profilami klientow. W profilu nie ma danych osobowych pacjenta, ale wiadomo jak zachowuje sie pewien segment klientow, a ta wiedza jest bezcenna marketingowo. 2009/09/24 09:51:04
Rochelos ma trochę racji z tym pozyskiwaniem wiedzy marketingowej przez banki za pomocą śledzenia transakcji. Co prawda mało który bank umie to robić, ale np. niedawno pewna pani, reprezentująca rodzimą grupę kapitałową p. TomkaL, zadzwoniła do mnie z informacją, że dostałem duży przelew jeszcze zanim ja sam się o nim dowiedziałem :-).
Nawet się w pierwszym momencie trochę zbiesiłem, ale potem pomyślałem, że to może nawet dobrze, że pani się troszczy o moje pieniądze (mimo, że nie jestem w banku żadnym VIPem, mam w nim normalne, standardowe konto). Chociaż oczywiście z tyłu głowy zaświtała mi myśl, że gdybym kiedyś np. starał się o kredyt, to bank swoją wiedzę na mój temat może wykorzystać przeciwko mnie. Chyba byłbym w stanie jakoś-tam pogodzić się z utratą anonimowości wydawania pieniędzy (przy założeniu rozkładania transakcji pomiędzy dwa-trzy banki) na rzecz wygody. Ale dopóki płatności kartą nie będą powszechnie dostępne, muszę mieć gotówkę w portfelu. A nie będą dostępne dopóki małym sklepom poza dużymi miastami nie będzie się opłacało zainstalować terminalu. Jakoś nie wierzę w tezę, że nie opłaca im się, bo wszyscy tkwią w szarej strefie. Albo nikt im nie powiedział, że warto mieć terminal, albo to jest jednak kwestia zbyt wysokich kosztów całego systemu. Jeśli rocznie Polacy wydają kartami Visa 52 mld euro, a dodamy do tego pewnie jeszcze z 15-18 mld euro płatności kartami MasterCard i mniejszych systemów i policzymy 2% interchange fee od tych 70 mld euro... Może popełniam jakiś błąd w rachunkach (nie wiem np., czy te kwoty obejmują też transakcje bankomatowe, od których nie ma interchange fee), ale system obsługi kart w Polsce na pewno aż tyle nie kosztuje. Pozdrawiam! 2009/09/24 11:05:01
Co prawda mało który bank umie to robić, ale np. niedawno pewna pani, reprezentująca rodzimą grupę kapitałową p. TomkaL, zadzwoniła do mnie z informacją, że dostałem duży przelew jeszcze zanim ja sam się o nim dowiedziałem :-).
No cóż z drugiej strony drażnienie Klienta poprzez reklamę wysyłaną na chybił - trafił jest chyba bardziej ryzykowne z punktu widzenia jego satysfakcji. Oczywiście wszelakie narzędzia typu CRM itp. zawsze będą budzić kontrowersje, ale wystarczy rzucić okiem np. na gmaila i reklamy które wyświetlają się z boku. Nie mówiąc już o tym, że jest szkoła w email marketingu która uczy jak pisać mailing, żeby nie wyświetlały się te konkurencji :D Niestety stajemy się częścią Matrixa (nad czym osobiście ubolewam) i tworząc kolejną teorię spiskową mógłbym napisać że jeżeli mnie pamięć nie myli to Google ma tez zarezerwowaną domenę z bank w tle ;) a ile o nas wie :) Co do szarej strefy oczywiście nie jest to pewnie czynnik determinujący, ale zapewne znaczący i warto go akcentować poruszając ten temat, oczywiście w wersji obiektywnej "Gazety", a nie subiektywnej :))) 2009/09/24 11:08:06
Ciekawa dyskusja ale trochę jałowa.
Po pierwsza dane transakcyjne... A czy pomyśleliście jak wiele prywatnych informacji zostawiacie u operatorów komórkowych, z treścią smsów włącznie? Nikt chyba z was nie posiada kilku numerów telefonów tylko po to by operator nie wiedział co my tam wyprawiamy. A druga sprawa to kwestia kosztów systemu... Oczywiście zarówno obsługa gotówkowa jak również bezgotówkowa kosztuje, ale wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację dwóch identycznych sklepów, przy czym w jednym można płacić tylko gotówką a w drugim tylko kartą i załóżmy, że oba mają identyczne obroty. Który z nich ma większe zyski (i przy okazji mniejsze ryzyko, że zostanie z gotówki okradziony)? Rabaty przy zakupach gotówki wynikają tylko z tego, że obsługę gotówkową w sklepie trzeba mieć a bezgotówkową tylko można, więc większość handlowców koszty obsługi gotówkowej traktuje jako koszty stałe i konieczne a te związane z obsługą bezgotówkową jako dodatkowe. Poza tym obsługa płatności jest tym rodzajem ekonomii, gdzie jedynie monopol lub oligopol ma ekonomiczny sens. To trochę tak jak w świecie procesorów (Intel vs. AMD), systemów operacyjnych (Windows vs. ???), telefonii komórkowej i pary innych dziedzin (nie bez powodu związanych tak jak karty płatnicze z elektroniką). 2009/09/24 13:22:34
Moi drodzy prowizje 2% to są dla wybranych dużych klientów, Mały sklep zapłaci 3% a nie daj Boże rastauracja czy hotel nawet 4% do tego dochodzą opłaty za dzierżawe urzadądzenia, minimalna opłata za transakcje tak że przy małych kwotach już kompletnie nie opłaca się używać karty, dodatkowa masa problemów technicznych, trzeba też mieć telefon stacjonarny (autoryzacja przez internet tylko dla wybranych) najlepiej osobną linię żeby była zwsze wolna (50 zł na miesiąc) i przy każdej autoryzacji płacić za połączenie.
2009/09/24 23:27:10
Co do prowizji, skoro jest w Polsce bank, który daje bezpłatną kartę (pod warunkiem wykonania nią kilkudziesięciu transakcji w roku) i jeszcze zwraca 1% wydatków (dotyczy zakupów bezgotówkowych), to znaczy że same banki wystawcy kart dostają przynajmniej 1%, bo nie wierzę że ten jeden dokłada do interesu.
Pozdrawiam 2009/10/19 19:03:24
Windows vs. Linux/BSD/Solaris itp. Tylko u nas rząd nie promuje jeszcze otwartego oprogramowania (albo, mówiąc inaczej, narzuca w kontakcie z obywatelem użytkowanie przez niego systemu Windows, vide ZUS-owski płatnik).
Jedyne branże, gdzie monopol lub oligopol ma sens to te, gdzie powinien on należeć do państwa, np. bankowość centralna. Inne podane przykłady to branże, gdzie ze względów infrastrukturalnych i efektów skali trudniej o konkurencję, dlatego rolą państwa powinna być regulacja w celu demonopolizacji. Jeżeli da się w telekomunikacji (nie mówiąc o innych branżach, ale efekty w telekomunikacji widzimy już na naszym podwórku), to dlaczego ma się nie dać w obsłudze płatności? 2011/11/02 10:17:33
@jsmasx "..minimalna opłata za transakcje.." - i chyba tutaj tkwi diabeł. Nie w procentach od transakcji, bo te jakoś można sobie wkalkulować. Najbardziej zabójcza jest ta cholerna minimalna prowizja, takie płatnicze "złamanie taksometru". Wystarczy uwalić to minimum, bądź wprowadzić naprawdę niskie - jak w USA, 19 centów - a w końcu zobaczymy płatności kartami np. w Biedronce.
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
Pisze Pan "Problem z popularyzacją obrotu gotówkowego organizacje płatnicze i banki mają na całym świecie." Banki to mają problem z popularnością obrotu gotówkowego lub popularyzacją obrotu bezgotówkowego. Wiem, czepialski jestem ;-) A tak na poważnie, to może warto się zastanowić, dlaczego banki tak lubią obrót bezgotówkowy? Może dlatego, że przy całkowitym wyeliminowaniu pieniądza materialnego kreacja kredytu "z powietrza" będzie już dziecinnie łatwa? Nie dajmy się tutaj zwieść bredniom organizacji kartelowych, jak ZBP, że życie emeryta, rencisty i każdego Kowalskiego stanie się łatwe, lekkie i przyjemne, jak tylko pieniądz zniknie. A te 1-2% intercharge, to co to jest? Jeśli karty staną się powszechne, to będzie to nic innego, jak podatek płacony prywatnym korporacjom. I nad tym warto się zastanowić.