Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Bankowi doradcy do klientów: nie czytajcie prospektów, weźcie w ciemno ryzyko

W jednej z poprzednich notek narzekałem na to, że finansiści idą na łatwiznę, podwyższając coraz bardziej marże kredytów zamiast zająć się lepszym pilnowaniem ryzyka. Mniej więcej w tym samym czasie przez media przebiegły przygnębiające wyniki ankiety firmy doradczej Deloitte, dotyczącej jakości obsługi klienta przez oddziały banków. W śwetle ostatniej awantury dotyczącej jakości pracy doradców finansowych (do której zresztą, nieskromnie pisząc, przyłożyłem rękę) warto chyba przyjrzeć się badaniom Deloitte bliżej.

Główny wniosek jest taki, że aż 92% bankowych doradców klienta rekomenduje ludziom różne produkty inwestycyjne bez zbadania ich profilu, czyli podatności na ryzyko, sytuacji rodzinnej i finansowej! Przykładowo doradcy proponują inwestycje w ryzykowny fundusz akcji komuś, kto nigdy w życiu nie inwestował pieniędzy poza bankiem. Tak mogłoby zrobić dziewięciu na dziesięciu doradców!

To nie wszystko. 36% doradców klienta, proponując jakiś produkt finansowy, miękko zniechęca klientów do czytania dokumentów informacyjnych o tym produkcie. Klient jest delikatnie nakłaniany, żeby wszystkie papierki podpisał bez czytania i dzielenia włosa na czworo, opierając się tylko na ustnych wyjaśnieniach bankowca. Bo tak jest szybciej.

Z tych samych badań wynika, że 56% bankowych doradców klienta nie w pełni informuje o ryzyku związanym z daną inwestycją lub stara się nakłonić klienta do ryzykownych inwestycji, choć ten deklaruje, że interesuja go tylko bezpieczne sposoby lokowania pieniędzy. Tak sam odsetek doradców - 56%, a więc znów grubo ponad połowa - prezentuje wyniki historyczne danej inwestycji sugerując, że w przyszłości zyski powinny być podobne.

Jak z tego wynika wniosek? Dopóki nie wejdzie w życie unijna dyrektywa MIFiD, która narzuci bankowcom określone standardy przy kontakcie z klientem, nie powinniśmy traktować liniowych pracowników banków inaczej, niż tylko jako zwykłych sprzedawców. Nieważne, czy na plakietkach będą mieli napisane: „doradca klienta”, „private banker”, czy „przyjaciel klienta” - zawsze trzeba mieć z tyłu głowy to, że ci „przyjaciele” mają do wykonania plan sprzedażowy i to on dla nich jest najważniejszy, a nie potrzeby klienta.

A w funduszach inwestycyjnych dyrektywa MIFiD już działa. A jak działa? Czytaj o tym tutaj

A trochę więcej sposobów wciskania kitu podpowiadają w tej zabawnej reklamówce:

sobota, 07 listopada 2009, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/11/07 12:27:00
Swiete slowa, ale jak wlasciwie zbadac sklonnosc do ryzyka. W Citi dostalem kiedys 3 stronnicowa ankiete do wypelnienia, z pytaniami typu: Co zrobisz, jezeli wycena funduszu, w ktory inwestujesz dlugoterminowo spadnie o 15% - sprzedasz, dokupisz, nic nie zrobisz. Poprawna odpowiedz, to oczywiscie b, ale zastanawiam sie, jak wielu klientow trzymalo sie tego co napisalo podczas ostatniej bessy? Jakim typem inwestora jestesmy okaze sie, jak juz zainwestujemy.
-
2009/11/07 17:15:53
Panie Macieju, MIFID już dawno wszedł w życie, również na terytorium RP i obowiązuje w całej rozciągłości. Za brak właściwej implementacji na poziomie ustawowym odpowiada Państwo Polskie.
-
2009/11/08 10:13:09
Z tym MIFiDem to jest tak, że obowiązuje tylko dyrektywa unijna, ale nie ma polskich przepisów wykonawczych (prezydent nie podpisał, bo rząd przy okazji wrzucił mu do nowelizacji przepisy ograniczające niezależność NBP). Więc, jak by nie patrzeć, sam MIFiD obowiązuje w Polsce tylko szczątkowo - jedynie w stosunku do funduszy inwestycyjnych (te przepisy weszły inną nowelizacją).
Pozdrawiam!
-
2009/11/08 21:01:36
Kiedyś miałem nadzieję, że klienci wiedzą że pracownik banku dba o interes banku i jest sprzedawcą. Po kilku latach doświadczenia wiem że niestety nie. Proszę uświadamiać ludzi dalej bo to potrzebna praca :) Pozdrawiam.
-
2009/11/11 15:37:00
zniechecanie do czytania umowy powinno skutkowac nakladaniem wysokich kar, z drugiej strony nieczytanie umow czesto lezy po stronie klienta, ktory udaje alfe i omege i podpisuje wszystko jak leci..
Edukacja ekonomiczna przede wszystkim, do tego organizacje konsumenckie moglyby wymoc stosowanie standardowych umow, gdzie kazde odstepstwo obowiazkowo musialoby byc osobno omowione przez pracownika banku ze wskazaniem wszystkich konsekwencji dla klienta i kosztami, obowiazkami na niego przechodzacymi.
Poza tym standardem na zachodzie jest to, ze oferta przedatawiana jest tak, ze podaje sie kwote pozyczki i dokladnie cala kwote jaka oddamy do banku, ze wszystkimi prowizjami, marzami, ubezp.
Oczywiscie jak placimy w terminie, ale koszta za nieterminowe splaty, ponaglenia itd tez sa jasno okreslone wiec nie ma niespodzianek..
I jakos przez to ludzie nie biora mnie kredytow...
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users