Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Co zrobić, by doradcy finansowi nie wciskali nam więcej kitu?

Branża doradców finansowych w ostatnich kilku latach urosła w siłę. Punkty największych sieci - np. Open Finance, Expandera, Gold Finance, czy Notusa - są już niemal na każdym rogu w centrach dużych miast. Przez ręce doradców przechodzi już co czwarty kredyt hipoteczny, który zaciągamy w bankach. Z ich pomocą inwestujemy też kilka miliardów złotych naszych oszczędności rocznie!

To skandal, że ta potężna część rynku finansowego pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego. Jeszcze większym skandalem jest to, że KNF w ogóle nie chce się zająć jej uregulowaniem. Doradcy finansowi, choć uważają się za powierników w sprawach naszych finansów osobistych, nie muszą mieć żadnych kwalifikacji, żeby wykonywać swój zawód. Nie muszą zdawać egzaminów z wiedzy o finansach, ani kończyć żadnych kursów. Często wystarczy, że są dobrymi akwizytorami, że potrafią sprawnie wciskać klientom produkty finansowe.

Cieszą się dużym, czasem bezgranicznym zaufaniem klientów, bo plakietka z napisem „doradca finansowy”, a do tego dobry garnitur, laptop i mądra mina zdają się świadczyć o wysokich kompetencjach. Niestety, w wielu przypadkach to tylko opakowanie, pod którym kryje się zwykły pośrednik finansowy, dla którego najważniejszym celem jest zgarnięcie jak najwyższej prowizji, a nie znalezienie dla klienta jak najlepszego rozwiązania finansowego.

Czytaj też: Czy doradca finansowy za coś odpowiada?

Bo najgorszą chorobą, która trawi rynek doradców finansowych, nie jest nawet brak wiedzy i kompetencji (to można poprawić, wprowadzając np.licencje dla doradców), ale właśnie brak niezależności. Niektóre sieci doradców należą do banków, więc z natury zależy im, by sprzedawać fundusze, lokaty i kredyty tych właśnie banków. Pozostałe sieci są uzależnione od wyższych prowizji, które oferują im wybrane instytucje finansowe.

Efekt? Nie wszyscy klienci doradców są tak szczęśliwi i radości, jak rodzice tej dziewczynki:

Nic więc dziwnego, że w ostatnich tygodniach aż roi się od narzekań klientów, że doradca miał złożyć wnioski kredytowe do trzech banków, ale dziwnym trafem „zapomniał” wysłać papierów do dwóch z nich, skazując klienta na wybór ostatniego rozwiązania. Prawdopodobnie takiego, od sprzedaży którego on i jego sieć ma najwyższą prowizję. Mam na biurku kilkanaście opowieści klientów, którym doradca finansowy wmawiał, że ich wniosek kredytowy złożony w tańszym banku został odrzucony i trzeba brać kredyt w tym droższym.

Trzeba z tym coś zrobić, bo doradca finansowy, który nie jest niezależny, zaprzecza sensowi istnienia swojego zawodu. To właśnie możliwość porównania wielu rozwiązań, uzyskania dobrej porady i wyboru w jednym miejscu najlepszego z możliwych dla klienta rozwiązań jest w oczach klientów najważniejszym atutem doradcy finansowego. Atutem zgrabnie wykorzystywanym w reklamach:


Tylko co z tego, że jakaś sieć doradców będzie chwaliła się, że jest „najlepsza”, bo można w niej wybierać z ofert 25, czy 35 banków, jeśli później co drugiemu klientowi będzie wciskała produkt zaprzyjaźnionego banku?

Czytaj też: Open Finance, czyli naciągana najlepszość

Teoretycznie problem braku niezależności doradców można byłoby łatwo rozwiązać - wystarczy, że prowizję z tytułu porady płaciłby klient, a nie instytucja finansowa. Tak działają niektóre sieci doradców finansowych na Zachodzie. Klient, który płaci za poradę z własnej kieszeni ma pewność, że doradca nie będzie namawiał go do zakupu rozwiązania, na którym zarobi najlepiej, bo czegokolwiek nie wybierze dostanie od klienta taką samą prowizję. To rozwiązanie nie chroniłoby przed skutkami niekompetencji doradcy, ale przed brakiem jego niezależności - już tak.

Nie ma co się łudzić: pomysł z płatnymi usługami doradztwa finansowego już się na polskim rynku nie przyjmie. Klienta, który od kilku lat jest przyzwyczajony, że doradca finansowy jest „za darmo”, nie da się przekonać, by od dziś zaczął za jego usługi płacić. Zresztą sami doradcy, żyjąc jak pączki w maśle z prowizji od banków, nie daliby się zapewne namówić na tak poważną zmianę profilu działalności. Co więc robić, by doradcy finansowi przestali nas naciągać i stali się doradcami z prawdziwego zdarzenia?

Uważam, że po wszystkie sieci doradców finansowych, które deklarują, że chcą działać etycznie, powinny już od jutra umówić się, że każda ich porada dla klienta będzie sporządzana na piśmie i uzasadniana. Jeśli doradca wybierze np. kredyt banku A, powinien uzasadnić dlaczego jest on lepszy od kredytów banków B, C i D. Jeśli banki B, C i D odrzucą wniosek kredytowy, niech doradca wyraźnie napisze w sprawozdaniu dla klienta dlaczego tak się stało. Klient musi mieć pewność, że doradca nie manipulował ofertami banków i wnioskami kredytowymi.

Czytaj też: Sąd nad doradcami finansowymi

Po drugie firmy doradztwa finansowego, które chcą działać etycznie powinny się zobowiązać, by na piśmie informować klientów o każdym potencjalnym konflikcie interesów. Jeśli doradca zaoferuje klientowi kredyt banku należącego do tej samej grupy kapitałowej, klient musi być tego świadomy, bo w takim przypadku większe jest ryzyko, że doradcy zależy na wyborze właśnie tego rozwiązania.

Po trzecie uczciwi doradcy finansowi powinni się zobowiązać, że w swoich pisemnych poradach dla klientów będą ujawniali wysokość prowizji, które otrzymaliby w przypadku wyboru przez klienta określonego rozwiązania. Ktoś może powiedzieć, że to tajemnica handlowa. A ja mówię, że ta prowizja jest pobierana de facto z portfela klienta, więc ma on prawo wiedzieć ile wyniesie. Zwłaszcza, że ostatnio doradcy finansowi celują w skomplikowanych transakcjach wiązanych: kredyt plus kilkunastoletnie zobowiązanie klienta do inwestowania co miesiąc określonych kwot. Oficjalnie wszystko po to, żeby uczyć ludzi oszczędzać. Nieoficjalnie: by brać podwójną prowizję: od kredytu i od inwestycji.

Obowiązek pisemnego uzasadniania każdej porady doradcy, ujawnienia konfliktu interesów i wysokości pobranej prowizji będzie dla klienta swego rodzaju polisą ubezpieczeniową. Doradcy, wiedząc o takim obowiązku, będą się bardziej pilnowali, zaś klienci wreszcie będą mieli w ręku jakiś dokument, by mieć podstawę do ewentualnej reklamacji. Zwłaszcza, że nie podpisują z doradcami żadnych umów, które precyzowałyby obowiązki i prawa obu stron. Dziś za błędy doradcy odpowiada klient, zaś doradca ma tylko prawa. W tym najważniejsze - prawo do pobrania prowizji, której wysokość - nie wiedzieć czemu - jest trzymana w tajemnicy.

Czytaj też: Jak private banker z Aegona uczył mnie inwestowania w fundusze

Zdaję sobie sprawę, że realizacja tych pomysłów niosłaby za sobą mnóstwo papierkowej roboty dla doradców i zmniejszyła liczbę obsługiwanych klientów. Ale na drugiej szali jest wiarygodność zawodu doradcy finansowego, która stoi dziś nad przepaścią. W interesie samych doradców, a także ich klientów, jest to, by ją ratować.

Czytaj też: Bankowi doradcy do klientów: nie czytajcie umów, ryzykujcie ile wlezie

Pewnym wsparciem dla rozwiązania problemu nierzetelnych doradców finansowych mógłby być też pomysł brytyjskiego nadzoru finansowego, by instytucje finansowe musiały publikować informację o liczbie skarg klientów na jakość ich usług. Więcej na ten temat znajdziesz w poniższym klipie wideo:

poniedziałek, 09 listopada 2009, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/11/09 08:05:26
Wreszcie ktos mowi o tym glosno! Doradcy finansowi w Polsce to problem jeszcze wiekszy niz SKOK-i - Panie Macieju (gratulacje wygranej w sadzie). Totalny brak kompetencji i wcsikanie ludziom najdrozszych rozwiazan bez zadnej kontroli i odpowiedzialnosci. Tak mozna dzialac na mlodym, dzikim rynku, a nie w cywizlizowanym kraju. W moim towarzystwie pojawil sie kiedy "doradca" firemki AZ Finanse. Wciskal mi Aegona w tak zenujacy sposob, ze az wstydzilem sie za niego sluchajac tych bzdur. Niestety kilku z moich znajomych dalo sie namowic. Gdy chcieli sie poradzic co robic podczas kryzysu przestal po porstu odbierac telefon. A w firma jest praktycznie wirtualna - nie widzialem nigdy zadnego oddzialu. Znajomy udal sie do jegdengo z punktow wymienionych na stronie, a to okaal sie jakis pokiok zamkniety na cztery spusty. Na i"nfolinie" dodzwnil sie po kilku dniach, gdzie uslyszal, ze trzeba sie skontaktowac ze swoim doradca. Takich firm krzakow jest pewnie duzo wiecej, a klientow "jeleniow" tysiace. A KNF wciaz jest zadowolony z siebie. Panie Macieju - jak nie urzedu do media moga cos z tym zrobic. Zweryfikujcie wiarygodnosc i kompetencje firm pseudodoradczych tych duzych i tych mniejszych. Takie AZ Finanse i inne sa jeszcze grozniejsze, bo trafiaja do ludzi mniej swiadomych, czesto mniej zamoznych. Moze jakas dziennikarska prowokacja, tajemniczy klient itp? Powodzenia!
-
2009/11/09 13:15:48
Nie łudźmy się. Celem doradców jest zysk. Ich własny.
-
2009/11/09 13:51:56
"Co zrobić, by doradcy finansowi nie wciskali nam więcej kitu?"

Ja mam proste rozwiązanie: najpierw dokształcić się z dziedziny finansów osobistych i inwestowania, a następnie samemu "odrobić" pracę domową: wziąć sprawy w swoje ręce i odpowiedzialność za swoje decyzje.

Nie zapominajmy, że funkcja "doradcy finansowego" istnieje przede wszystkim dlatego, ponieważ społeczeństwo nie jest w tym zakresie (tj. finansów i inwestowania) wyedukowane i potrzebuje "pomocy". Gdyby wszyscy znali "podstawy", nikt nie potrzebowałby doradców i nie byłoby problemów z ich stronniczością czy brakiem odpowiedzialności za swoje sugestie.

A jeżeli kogoś "bolą" prowizje, które doradcy zarabiają, to niech potraktują to jako cenę własnej niewiedzy.
-
2009/11/09 14:13:09
Do "Gmabber"
Nie w tym rzecz aby na wszystkim się znać - tak samo możnaby powiedzieć obywatelom aby dokształcili się w innych dziedzinach: prawo, księgowość, ubezpieczenia itd.
W tym rzecz aby ludzie którzy podjęli się doradzania innym za pieniądze brali odpowiedzialność za to co robią, by była możliwość wyciągnięcia konsekwencji za celowe wprowadzanie w błąd.
-
2009/11/09 16:26:26
Do "marka.net":
Co do brania odpowiedzialności i wyciągania konsekwencji wobec doradców finansowych masz 100% rację. A co do reszty Twojej wypowiedzi, to uważam, że widza dotycząca pieniędzy, które człowiek przecież całe życie zarabia i wydaje jest, o wiele ważniejsza od wiedzy nt. prawa czy księgowości.
-
2009/11/09 17:11:06
każda wiedza jest ważna ;)
Codziennie jesz a wiesz jak działa składowisko odpadów, jakie tam zachodzą procesy, jak działa oczyszczalnia ścieków? nie, a codzienie do łazienki chodzisz.
Tylko, że tym się nie przejmujesz, bo płacisz ludziom za to, że tym się zajmują. Tak działa świat, tylko, że po drugiej stronie chcesz mieć sprawdzonego partnera. ŁopenFajans mi też kiedyś obiecywało raj, jak wezmę kredyt i właduję to w pieniądze. Ale do mnie nie docierało, że bez pracy mogę się wzbogacić.

Ale panie Macieju - a co z "doradcami" w banku? Tam biorą często od człowieka prowizję (za np. kredyt) i do tego też ukrywają gwiazdki, kruczki czy po prostu klauzule abuzywne w umowach. Jest pomiędzy tym a z łopanfajansa jakaś różnica?
-
2009/11/09 17:12:08
*wezmę kredyt i właduję w akcje... ależ piszę...
-
2009/11/09 23:08:30
"Jeśli banki B, C i D odrzucą wniosek kredytowy, niech doradca wyraźnie napisze w sprawozdaniu dla klienta dlaczego tak się stało. "
A skąd on ma to wiedzieć, jeśli banki takiej informacji zwykle nie udzielają?
-
2009/11/10 08:44:18
Dlaczego Posrednicy Finansowi tak bardzo wstydza sie swojego zawodu i koniecznie chca nazywac sie,bezprawnie, Doradcami Finansowymi?
-
2009/11/10 08:57:12
Panie Macieju, a czy nie lepiej po prostu stworzyć (i to pewnie jest zadanie dla KNF) jasne definicje roli / zawodu doradcy finansowego oraz pośrednika finansowego i zabronić posługiwania się pojęciem "doradca" przez klasycznych pośredników jak Open Finance, Expander czy też Gold Finance?

Konfuzja polegająca na nazywaniu pośrednika doradcą została z premedytacją stworzona i jest podsycana przez samych pośredników, aby:
- podnieść prestiż swojej usługi,
- zachęcić do korzystania z niej klientów, którzy nie czują się komfortowo z produktami finansowymi i są skłonni zaufać "doradcy"
- odróżnić się od "zwykłych" pośredników

antydoradca.blox.pl/2009/07/Doradca-finansowy-nie-istnieje.html

---
twitter.com/antydoradca
antydoradca.blox.pl/
-
2009/11/10 15:49:42
juz o tym kiedys tutaj pisałem, definicja doradcy powinna jasno określać kto za co i za ile jest odpowiedzialny a przede wszystkim czyim interesem powinien sie taki doradca kierować. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku lekarzy, choć nie do końca jestem przekonany czy to dobry przykład..
Stąd trudno dziwić sie, że ludzie preferują darmowe "porady" doradców z OP, skoro już się przyzwyczaili, że nikt się ich interesem nie przejmuje...
-
2009/11/10 17:18:07
Witam wszystkich. Z tą definicją doradcy to trochę śliska sprawa. Jeśli by ją wprowadzić, to trzeba byłoby jednocześnie jakoś certyfikować doradców. A takie kursy i certyfikaty musiałyby trochę kosztować. I wzmocniłyby najmocniejszych graczy na rynku - Open Finance czy Expander wysłałyby swoich doradców na egzaminy na własny koszt. Małe firmy i pojedynczy doradcy mieliby trudniej. Zacząłbym jednak od narzucenia doradcom konieczności wydawania rekomendacji klientom na piśmie, z uzasadnieniem, z podaniem wysokości prowizji. To by zmobilizowało doradców do wyższego poziomu usług, a klientom dało choćby częściowe poczucie bezpieczeństwa. Certyfikatów bym nie przekreślał, ale trzeba to poważnie przemyśleć, żeby nie wzmacniać firm największych i najmocniejszych finansowo.
Pozdrawiam!
-
2009/11/10 21:07:01
No zdefiniować doradcę faktycznie trudno ... Przecież ci z Open lub Expander również "doradzają" a że nie zawsze dobrze to inna sprawa ;) Tak jak doradcy Prezydenta nie zawsze doradzą mu słuszną drogę ;) A poważniej to na litość - tylko nie licencje i certyfikaty. Tak jak Pan pisze duże firmy sfinansują szkolenia - a być może i szkolenia weekendowe w miłej atmosferze dla uczestników i egzaminatorów gdzie ilość uzyskanych "certyfikatów" będzie = 100 %. Moim skromnym zdaniem większość obywateli wie już z kim ma do czynienia. A edukacja w mediach jest tu pomocna :) Pozdrawiam
-
2009/11/11 09:23:40
to ja proponuję aby w sklepach pojawiły się informacje na temat marż jakie są nałożone na produkty, i wtedy by wreszcie było jasne ile jest cukru w cukrze i mógłbym wybrać sobie ten "słodszy"
-
2009/11/11 11:05:35
Wiara w cuda nas gubi... Prawdziwi doradcy, prawdziwe okazje, prawdziwe duże pieniądze są dla nielicznych. Zawsze tak było, jest i będzie.
Tylko, że do tej wiary w cuda to przyczynili się wszyscy. Media też. Wyższa stopa zwrotu, akcje, fundusze, struktury, polisy, OFE...
Dlaczego moje niewielkie kapitały miałyby dawać wyższą stopę zwrotu? Wyższą od czego? Są przeciętne, dadzą przeciętną stopę zwrotu :)). Nikt nie zainwestuje swojej wiedzy, umiejętności, intuicji w moje Y złotych odkładane co miesiąc. Wynajmie go ktoś mający 1000 razy więcej.
Dla normalnych ciułaczy, biorących raz, dwa razy w życiu kredyt hipoteczny najlepsze są proste rozwiązania (nie inwestuj w coś czego nie rozumiesz) i wiedza, którą powinna przekazać rodzina i szkoła. Na doradców nie ma tu miejsca.
Albo duża wiedza, zdobyta samodzielnie i dużo czasu, który trzeba poświęcić na zarządzanie własnymi pieniędzmi jeśli ich więcej. Albo fachowiec, któremu za tę pracę po prostu zapłacimy. Dużo.
-
2009/11/11 15:00:25
no tak, ale mysle, ze to nie zbyt wiele jesli "doradca" miaŁby obowiazek podpisania odpowiedniego dokumentu razem z nami, skoro czeto my reczmy calym swoim majatkiem. Taka notka np.
Jako doradca kredytowy frmy X, biorac pod uwage 28 ofert odpowiadajacych profilowi klienta, kirujac sie kryteriami A, B, C wydalem rekomendacje na produkt F uznajac ja za najlepsza z punktu widzenia klienta.
Mysle, ze w sadzie by to wystarczylo w razie ujawnienia jakis nieprawidlowosci, a doradcy starali by sie duuuuzo bardziej.
I wtedy naprawde nie obchodzilo by mnie jak wysokie sa ich prowizje..
-
2009/11/13 15:18:21
pisze Pan doradca finansowy a myśli o doradcy inwestycyjny...

doradca finansowy w polskim znaczeniu to termin stworzony przez 3 panów z OF. To wszystko
-
2009/11/13 19:24:35
Uważam, tak samo jak niektórzy przedmówcy, że papier z pisemną rekomendacją, uzasadnieniem i podpisem doradcy to już byłoby coś, co dałoby klientowi poczucie bezpieczeństwa.
Pozdrawiam!
-
2009/11/16 01:58:30
Dopóki społeczeństwo nie nauczy się czytać ze zrozumieniem i nie nauczy się podstawowych zasad ekonomii, dopóty będą istnieć takie placówki.
A wiadomo, że ich celem jest ich zysk a nie klienta!
-
2009/11/16 01:59:09
Dopóki społeczeństwo nie nauczy się czytać ze zrozumieniem i nie nauczy się podstawowych zasad ekonomii, dopóty będą istnieć takie placówki.
A wiadomo, że ich celem jest ich zysk a nie klienta!

aspoleczna.pl
-
2009/11/17 18:37:30
Witam,
Panie Macieju, dziękuję za poruszanie tego tak ważnego tematu. Zgadzam się z tym, co Pan pisze. Dlatego też, sama osobiście jestem członkiem założycielem stowarzyszenia doradców (www.effp.pl), które działa na rzecz promocji etycznego i kompetentnego doradztwa finansowego.Jest ogrom pracy do zrobienia, mamy natomiast dobre wzorce i stowarzyszenia np. te z Wielkiej Brytanii, które już kilka lat temu wypracowały standardy zawodu. Tam Doradca Finansowy cieszy się ogromnym prestiżem, sprawa wynagrodzenia jest załatwiona, wiadomo co od doradcy można wymagać i kto weryfikuje jego kwalifikacje. Co do certyfikacji i kształcenia, w jednej z Pana wypowiedzi sugeruje Pan, że wzmocni to największych. Nie do końca się zgadzam, obecnie właśnie najwięcej osób kształcących i chcących zdobywać wiedzę zakresie doradztwa finansowego, to są osoby z mniejszych firm. Opracowuję w EAFP, wraz z gronem wykładowców, programy szkoleń i studiów podyplomowych, których słuchaczami w ogromnej mierze są właśnie takie osoby. Oczywiście związane są z tym koszty, ale wcale nie odbiegają swoją wielkością, od innych szkoleń np. miękkich, które też są cenne i niezbędne. Natomiast uważam, że pierwszą podstawową sprawą w zawodzie doradcy finansowego jest szeroka wiedza (makroekonomia, matematyka finansowa, podatki, prawo, analiza rynku nieruchomości, ubezpieczenia, system emerytalny, inwestycje itp), jej aktualizowanie i umiejętność praktycznego zastosowania w pracy z klientem. Miejmy także nadzieję, że przez Pana wypowiedzi i ogólnie nagłaśnianie tematu, odpowiednie organy zajmą się tą sprawą.
-
2010/05/17 00:10:58
.... jak w czasach kryzysu i czy po kryzysie? wszyscy tną koszta, bo jak sie sprawdziło w czasach rzekomego kryzysu, to ciagna dalej obskurne hotele na szkoleniach, mieszkania służbowe jak w obozie koncentracyjnym.... KNF musi zrobic z tym porządek - z tymi naciągaczami, tj. obowiązkowy egzamin i rekomendacje na piśmie, właściwie to wymagania-preferencje klienta i rekomendacje doradcy i pośrednicy muszą być nie zaleźni, a nie dorabiać bank pod który należą....
.... i zobaczymy po przesiewce na egzaminie ilu to madrych doradcow w Polsce mamy, a ktorzy zarabiaja krocie!!!!!!!!!!!!!!!! na oszukanych klientach!
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users