Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Małoduszność? W mBanku nie pomogą bezrobotnemu. U konkurencji - owszem

Na moje biurko trafiła niedawno sprawa klientki mBanku, która chciała otrzymać rządową pomoc w spłacie kredytu hipotecznego. Klientka straciła pracę, jej mąż też jest na bezrobociu, nie mają więc z czego spłacać rat. Sytuacja finansowa rodziny jest dość beznadziejna, w ciągu kilku miesięcy może ona wpaść w pętlę zadłużenia, z której trudno będzie wyjść przez lata.

Rozwiązanie - wydawałoby się - jest na wyciągnięcie ręki. Dopłaty rządowe dla bezrobotnych kredytobiorców to jeden ze sztandarowych elementów rządowego planu antykryzysowego. O dopłatę - do 1,2 tys. zł miesięcznie przez rok - mogą ubiegać się ci, którzy stracili pracę po po 1 lipca 2008 r. Kredytobiorca, który musi tylko zarejestrować się w powiatowym urzędzie pracy, uzyskać status bezrobotnego i prawo do zasiłku. Jeśli przyniesie z banku zaświadczenie o wysokości spłacanej raty kredytu, państwo przez rok może spłacać pieniądze za niego.

Pomoc nie jest bezzwrotna, potem pieniądze pożyczone przez rząd trzeba będzie oddać w ciągu ośmiu lat. I pewnie dlatego osób korzystających z rządowego wsparcia jest niewiele. Ale niektórzy z klientów, którzy chcieliby z takiej pomocy skorzystać, mają kłopoty. Z mojego rozeznania wynika, że dotyczą one głównie klientów internetowego mBanku. Jego pracownicy nie chcą bowiem wypisać zaświadczenia (potrzebnego w urzędzie pracy) w takim formacie, jak życzą sobie tego urzędnicy.

Problem dotyczy tych klientów, którzy wzięli kredyt nie tylko na zakup mieszkania, ale też na jego remont. Albo tych, którzy postanowili nie płacić ze swoich pieniędzy prowizji bankowej i kosztów sądowych zakładania hipoteki, tylko poprosili bank o doliczenie tych kwot do kredytu. Ustawa mówi, że rząd może pokryć tylko tę część raty kredytu, która wynika z zakupu mieszkania, a nie jakichś innych celów (np. remontu). Jeśli rata nie jest rozbita na czynniki pierwsze, urząd pracy nie wypłaci pieniędzy.

Można byłoby powiedzieć, że to żaden problem. Bank mógłby w takim przypadku policzyć jaką część kredytu stanowią pieniądze na zakup mieszkania, a jaką - na jego remont lub koszty okołokredytowe. I w tej samej proporcji rozbić ratę kredytu. Tyle, że to działanie intuicyjne, bo ustawa nic nie mówi o metodzie, jaką powinien stosować bank, dzieląc ratę kredytu na część „zakupową” i inne. 

Okazuje się, że mBank w działania intuicyjne się nie bawi. Przecież nie po to zatrudnia rzeszę prawników, żeby kierować się intuicją. Prawnicy zaś przeczytali trzy razy ustawę, rozbili na czynniki pierwsze każdy paragraf i orzekli, że nie wiedzą jak rozbić wysokość raty, bo ustawa nic o tym nie mówi. Klientkę, która się do mnie zgłosiła, mBank po prostu odesłał z kwitkiem. 

W mBanku potwierdzają, że w przypadku kredytów przeznaczonych nie tylko na zakup mieszkania, ale też na inne cele, w treści zaświadczeń nie wyszczególnią kilku części rat. „Ustawa nie daje podstaw do tego, żeby kredyt udzielany na cel mieszany rozbijać na części i obliczać raty tylko do części kredytu przeznaczonej na cele mieszkaniowe” - napisał mi Krzysztof Olszewski, od niedawna rzecznik mBanku. I dodał, że „Bez stosownych rozporządzeń bank nie może stosować dowolnych zasad w klasyfikowaniu kredytów”.

Poniżej mój komentarz do tej sprawy, który nagrałem na prosbę Wyborczej.biz.

Coś mnie podkusiło i postanowiłem sprawdzić, czy wszystkie banki są takie pryncypialne Spytałem o identyczny problem bank Nordea, obecnie trzeciego największego pożyczkodawcę na rynku. I okazało się, że jego klienci kłopotów w urzędzie pracy nie mają. „Mielismy 12 spraw, w których klienci wystapili do nas o tzw. oświadczenie instytucji kredytującej” dla urzędu pracy. W przypadku, gdy kredyt jest przeznaczany na różne cele podajemy w oświadczeniu, jaka część była przeznaczona za zakup lokalu, a raty wyliczamy tylko od tej części, z proporcji” - napisał mi Arkadiusz Bosek z Nordei. A więc jednak można. I to bez rozporządzenia!

Jak to możliwe, że jeden bank może rozbić ratę, a drugi nie może, bo nie ma wytycznych ustawowych? Cóż, mam wrażenie, że tu chodzi po prostu o zwykłą,ludzką życzliwość. W jednym banku rządzi taka interpretacja prawa, która ma gwarantować ”bezpieczeństwo procesowe” głównie samej instytucji, a w drugim banku kierują się również życzliwością dla klienta, interpretując luki w prawie na jego korzyść. Nie pytajcie mnie w którym z banków wolałbym mieć konto, kartę lub kredyt...

Choć przyznam, że z drugiej strony kusiłaby mnie perspektywa relacji z bankiem, do którego wznoszą ręce nawet tak apetyczne zakonnice, jak ta z plakatu wywieszonego w jednej z czeskich placówek mBanku :-). Odwiedziłem niedawno Pragę i muszę powiedzieć, że mBank jest tam bardzo widoczny. To miłe.

mBank w Czechach


 

piątek, 13 listopada 2009, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/11/14 10:43:30
Prawnicy zaś przeczytali trzy razy ustawę, rozbili na czynniki pierwsze każdy
paragraf i orzekli, że nie wiedzą jak rozbić wysokość raty, bo ustawa nic o tym
nie mówi.

To ja bym tym prawnikom podrzucił jeszcze kilka innych paragrafów. Nie wiem czy mnie to bardziej bawi czy przeraża - przecież mam tam kredyt hipoteczny obciążony tzw. "ryzykiem zarządu". Teraz okazuje się, że nawet jak Państwo Polskie chce pomóc w trudnych czasach to nawet tutaj jest ryzyko, że mBank wszystko przekreśli. Przed nami jeszcze te 20-30 lat spłacania i może się bardzo wiele zdarzyć - nie może być tak, że bank znowu odwraca się od klienta. Rozumiem, że zawyżanie odsetek ma na celu poprawę kondycji finansowej (czyli większe premie), ale wydanie jednego świstka papieru jest takim problemem?
Ile jeszcze musi się takich historii pojawić, aby treść umowy kredytu hipotecznego w mBanku ktoś wreszcie przejrzał, poprawił i doprowadził do takiego stanu, aby to klientom się wreszcie też opłacało. Im dalej w las tym więcej drzew jak na razie. Po czasie wychodzą różne śmierdzące sprawy.
-
2009/11/14 11:53:45
Panie Maćku, czy ja mam wrażenie że Gazeta Wyborcza nawołuje do łamania prawa? ;) Artykuł poruszył trudną sprawę, ale obawiam się, że opisuje objawy a nie przyczyny czyli radosną twórczość naszych ustawodawców.

Ale od początku kilka słów sprostowania:

Klientka straciła pracę, jej mąż też jest na bezrobociu, nie mają więc z czego spłacać rat. Sytuacja finansowa rodziny jest dość beznadziejna, w ciągu kilku miesięcy może ona wpaść w pętlę zadłużenia, z której trudno będzie wyjść przez lata.

W takim przypadku powinna przede wszystkim skontaktować się z bankiem i rozpocząć rozmowy na temat wyjścia z tej sytuacji. Rozwiązań jest wiele i są one ustalane indywidualnie jak np. wydłużenie okresu kredytowania, czasowe zawieszenie spłaty itd. Nie słyszałem, abyśmy w takich sytuacjach podchodzili bezdusznie jak to Pan napisał w tytule. Na całe szczęście (odpukać) takich przypadków jest niewiele.

Ale niektórzy z klientów, którzy chcieliby z takiej pomocy skorzystać, mają kłopoty. Z mojego rozeznania wynika, że dotyczą one głównie klientów internetowego mBanku.

Wg mojej wiedzy jest to rozeznanie bardzo powierzchowne ;) zresztą sam się Pan do tego przyznaje w artykule na wyborcza.biz:

Np. w mBanku jest co najmniej kilkunastu zainteresowanych kredytobiorców. Niestety, z uzyskaniem dopłaty rządowej mają problem. mBank nie chce bowiem wypisać zaświadczenia potrzebnego w urzędzie pracy w takim formacie, jak życzą sobie tego urzędnicy.

Nie wiem skąd taka informacja o kilkunastu takich przypadkach. Klienci którzy mają przypadki zdefiniowane w ustawie nie mają problemu z uzyskaniem odpowiednich dokumentów, a także dopłat.

Pracownica urzędu pracy, z którą rozmawiałam, twierdzi, że tylko klienci mBanku mają kłopoty z korzystaniem z rządowych pieniędzy

Panie Maćku ile urzędów spytał Pan o tą sprawę przed wydaniem takiego osądu? :) Inna sprawa, że Klienci niezbyt chętnie korzystają z tego programu, więc i wykładnia banków może być różna (pewnie do czasu).

Spytałem o identyczny problem bank Nordea, obecnie trzeciego największego pożyczkodawcę na rynku. I okazało się, że jego klienci kłopotów w urzędzie pracy nie mają.

Nasi kredytobiorcy także takich problemów nie mają ( za wyjątkiem tego konkretnego przypadku). Wystarczy rzucić okiem na ustawę. Otóż wydanie przez instytucję kredytującą oświadczenia wg wzoru określonego w rozporządzeniu wydanym na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w ustawie o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielanych osobom, które utraciły pracę, z 19.06.2009 r. (Dz.U. z 21.07.2009r.) związane jest z ustaleniem czy mamy do czynienia z kredytem mieszkaniowym w rozumieniu tej ustawy.
Ustawa w art. 2 ust. 2 i 3 zawiera definicję kredytu mieszkaniowego sformułowaną poprzez odniesienie do celu kredytu, tj.:

"2. Kredytem mieszkaniowym w rozumieniu ustawy jest kredyt udzielony na:

1) budowę domu jednorodzinnego, jeżeli przed złożeniem wniosku o pomoc właściwy organ nie zgłosił w terminie sprzeciwu w związku z zawiadomieniem o zakończeniu budowy albo została wydana ostateczna decyzja o pozwoleniu na użytkowanie obiektu budowlanego,

2) nabycie:

a) prawa własności domu jednorodzinnego lub prawa odrębnej własności lokalu mieszkalnego w budynku wielorodzinnym,
b) spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego,
c) prawa odrębnej własności lokalu mieszkalnego w spółdzielni mieszkaniowej którego spłatę zabezpieczono hipoteką ustanowioną na przedmiocie kredytowania.

cdn ...
-
2009/11/14 11:59:47

3. Kredytem mieszkaniowym w rozumieniu ustawy jest również:

1) kredyt udzielony na spłatę kredytu mieszkaniowego, o którym mowa w ust. 2, jeżeli kredyt ten został zabezpieczony hipoteką na przedmiocie kredytowania;

2) ta część kredytu udzielonego na spłatę różnych zobowiązań kredytowych, która jest przeznaczona na spłatę kredytu mieszkaniowego, o którym mowa w ust. 2, jeżeli kredyt ten został zabezpieczony w sposób, o którym mowa w pkt 1."

Zatem z zacytowanej definicji jasno wynika, że zakresem przedmiotowym ustawy nie są objęte kredyty na cele mieszane, tj. np. na zakup prawa własności domu jednorodzinnego i na jego remont, itp.

Kredytem mieszkaniowym jest kredyt na ściśle określony wskazany w ustawie cel, wyjątkiem jest kredyt konsolidacyjny, o którym mowa w art. 2. ust. 3 pkt 2), w tym przypadku ustawodawca postanowił, że kredytem mieszkaniowym jest ta część kredytu konsolidacyjnego, która jest przeznaczona na spłatę kredytu mieszkaniowego oraz, że bank podając wysokość rat powinien uwzględniać jedynie tę część.

Ustawa nie daje podstaw do tego, żeby kredyt udzielany na cel mieszany rozbijać na części i część traktować jako kredyt mieszkaniowy i wpisywać ją w pozycji od 1 do 5 tabeli zawartej we wzorze oświadczenia instytucji kredytującej, a pozostałą część przeznaczoną np. na remont wpisywać w pozycji 8, tj. inne cele, i obliczać raty i wysokość kredytu tylko co do części kredytu przeznaczonej na cele mieszkaniowe.

Pojawia się także pytanie czy informacje jakie otrzymał Pan z banku Nordea aby na pewno dotyczą tego konkretnego przypadku, inna sprawa to nie znamy umowy jaką zawiera Nordea z Klientem bo być może też są jakieś zapisy które umożliwiają takie rozbicie bez narażania się odpowiednim organom na zarzut działania wbrew prawu.

Panią Anię, zapraszam do kontaktu z bankiem w celu rozwiązanie tej niewątpliwie trudnej życiowej sytuacji, a Panu Maćkowi życzę poszukiwania źródeł problemu w przyszłości, bo mam dziwne wrażenie, że to nie bank jest tutaj winny a ustawodawca który nie przewidział takiego przypadku (nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz). Z drugiej strony ciekaw jestem jak oceniony zostałby bank, który nie stosuje się do prawa.

Co do zarzutu, że bank nic nie będzie robił w tej sprawie. Jakiś czas temu wystąpilismy do Ministerstwa Finansów o interpretację tego zapisu. Jeżeli otrzymamy stosowną wykładnię nie widzę powodów dla których nie mielibyśmy działać zgodnie z prawem

Pozdrawiam.











-
2009/11/14 12:08:59
Tomku, jak rozumiem ta konkretna klientka za kredyt hipoteczny nabyła jacht? Czyżbyś ty znał tą sprawę, że zarzucasz panu Maciejowi nieznajomość tematu?

sam napisałeś:
Ustawa nie daje podstaw do tego, żeby kredyt udzielany na cel mieszany rozbijać na części i część traktować jako kredyt mieszkaniowy

A czy ustawa zabrania coś takiego realizować? Przecież jak ktoś wziął kredyt na 110% wartości mieszkania to można założyć że te 10% to na remont, reszta na mieszkanie... A jak jest z ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego? Czyżbyście nie pobierali składki za te 30% brakującego wkładu?? Zakładacie że 80% idzie na mieszkanie, 20% procent klient ma wkładu własnego a te 30% idzie na remont?? Nie bądź śmieszny.

Wygodniactwo, znieczulica i patrzenie się tylko na własny interes. Jak nie traktować inaczej twojej informacji, żeby najpierw zgłosiła się do banku? Nic tam za darmo nie dacie, za wszystko weźmiecie pieniążki.. za wydłużenie okresu kredytowania, za aneksy itp. A jak ktoś inny chce pomóc (czyli tym razem Państwo) to wam to nie odpowiada.
-
2009/11/14 12:31:56
lkuziem,

Przypominam, że zgodnie z obowiązującym porozumieniem, miałeś się powstrzymać od komentarzy mało merytorycznym. "Zarząd" akcji proszę o reakcję. Nie skomentuję także tego ile razy zarzuciłeś bankowi w ostatnich miesiacach bez żadnych podstaw łamanie prawa. Nie znasz problemu, nie komentuj tylko w imię krucjaty którą prowadzisz.

Państwo w tym przypadku pomogło, ale napisało mało prezycyjne przepisy. Albo inaczej chiało napisać je precyzyjnie a wyszło jak zwykle ... Napisałem również, że nie zostawiliśmy sprawy własnej "grawitacji" tylko wystąpilismy do MF o interpretację. Klientka ma także inne drogi wyjścia, o których pisałem Pozdrawiam.
-
2009/11/14 12:46:33
Panie Tomku, dziękuję za odzew. Jak zwykle mnie Pan nie zawiódł. Jak to się u Was nazywa? Departament marketingu internetowego? Jestem pod wrażeniem, że pracuje także w weekendy :-). Co do Pańskich wątpliwości:
1. Nie wiem czy Pan ma wrażenie, że Gazeta Wyborcza namawia do łamania prawa, bo nie siedzę w Pana głowie. Uspokoję Pana tylko, że Gazeta Wyborcza namawia wyłącznie do tego, aby bankowcy spoglądali na klientów - w miarę możliwości - życzliwie. W opisanym przypadku życzliwości nie zauważyłem. Chyba, że uznać za jej przejaw uruchomienie tabuna prawników, którzy przygotowali stosowne dupokrytki. Pochodzę z Poznania, więc też lubię dobry, niemiecki porzundek (mam go we krwi), ale w tym przypadku mam wrażenie, że można było sprawę załatwić inaczej. Tak troszkę mniej po niemiecku. :-)
2. Klientka - owszem - zgłosiła się do banku i nie zaproponowano jej żadnego rozwiązania, mimo że informowała o swojej sytuacji. Średnio to pasuje do roztaczanej przez Pana wizji banku, którego pracownicy ścielą się u nóg klienta w poszukiwaniu rozwiązania jego trudnej sytuacji. Ta konkretna klientka została kilkakrotnie wysłana przez bank na przysłowiowe drzewo.
3. Moje rozeznanie obejmuje trzy banki. Poza mBankiem wspomnianą Nordeę, BZ WBK (ale on się nie liczy, bo takich spraw nie miał) i jeszcze jeden bank, którego biuro prasowe nie autoryzowało mi w terminie wypowiedzi, więc nie mogłem zacytować. Ale nieoficjalna wersja wypowiedzi była taka, jak w przypadku Nordei. Można uznać to rozeznanie za powierzchowne, ale oczekiwanie, że prześwietlę co najmniej 20 największych banków, uważam za niego perwersyjne.
4. Informacja o kilkunastu takich przypadkach pochodzi z tego, co usłyszałem w jednym z urzędów pracy (w pobliżu mojego miejsca zamieszkania - podszedłem do pani w okienku, wycisnąłem kilka łez z oczu i pozyskałem informację backgroundową) oraz z tego, co opowiedziała mi klientka mBanku na podstawie rozmowy z jej urzędem pracy. Ale dopuszczam do siebie myśl, że oba te źródła mogą nie posiadać wiarygodnej wiedzy na temat faktycznej liczby klientów, którzy zgłosili się do banku. Powinienem o to zapytać jeszcze biuro prasowe. Moje niedopatrzenie, przepraszam.
5. Bank Nordea oczywiście nie dotyczą tego konkretnego przypadku, gdyż ten konkretny przypadek zdarzył się w mBanku, a nie w banku Nordea. Dotyczą przypadków podobnych.
6. Rozumiem chęć BRE Banku do działania takiego, by - cytuję - nie narażać się odpowiednim organom na zarzut działania wbrew prawu. Tak, nie narażać się - to dobre słowo w tej sytuacji. Bo po co się narażać? Jeszcze prawnicy mieliby za złe...
7. Cieszy mnie bardzo deklaracja, że bank nie widzi powodu, by nie działać zgodnie z prawem. W ekstazę wpadam jak słyszę, że tabun prawników BRE Banku postanowił zatrudnić w tej sprawie Ministerstwo Finansów. I mam ciarki na plecach na samą myśl, jak wielkie działania odwetowe przedsięwzięłyby wspomniane wyżej organy państwa, gdyby mBank choćby spróbował wykazać się elementarną życzliwością dla klientki. Nooo... pewnie służby specjalne otoczyłyby gmach przy Senatorskiej, inspektor Kluza w asyście uzbrojonych po zęby agentów osobiście nałożył kajdany na ręce członków zarządu zbrodniczego banku, zaś Centralne Biuro Antykorupcyjne przewiozłoby winnych do aresztu w specjalnej klatce, na widoku tłumów. A te skandowałyby zapewne hasła takie jak: precz z zarządem nie przestrzegającym prawa! Niech żyje ustawa! Łapy precz od rządowej pomocy! Prawnicy BRE na prezydentów! Zaś grupa klientów szczególnie uwielbiających zarząd BRE Banku, występujących (zupełnie nie wiem dlaczego) pod kryptonimem Nabici, zapewne przybiegłaby z bukietem kwiatów dla wszystkich pojmanych członków zarządu. A na forum www.nabiciwmbank.pl pojawiłby się nowy banner: zbiórka na rzecz niewinnie oskarżonych.
Taką mam wizję. Panie Tomku, proszę zamknąć oczy i sobie ją wyobrazić. Tak właśnie zostałby oceniony bank nie stosujący się do prawa. :-)
Pozdrawiam, Maciek Samcik

-
2009/11/14 12:50:12
miałeś się powstrzymać od komentarzy mało merytorycznym.

i dokładnie to robię.


Nie skomentuję także tego ile razy zarzuciłeś bankowi w ostatnich miesiacach bez żadnych podstaw łamanie prawa.

Nie bez podstaw. Paragrafy nie raz cytowałem, co tylko komentowałeś "że forum nie jest od komentarzy".
A tutaj jakimś dziwnym trafem udało si się przekonać do konkretnych paragrafów. Jak to jest Tomku? To fora internetowe są czy nie od tego?
Masz za każdym razem inne zdanie, w zależności od tego co jest wygodne dla BRE.

"Zarząd" akcji proszę o reakcję.
I ile uzna, że faktycznie piszę nie na temat. Nie jesteśmy związani żadną umową, a wyrażać zdanie każdemu wolno.
To jak działa bank wpływa bezpośrednio na moją sytuację finansową. To jest mój sposób na wyrażanie nie tylko niezadowolenia, ale wskazywanie Wam drogi jaką powinniście pójść. Ten przypadek pokazuje, że niestety, nie jesteście przyjaźni dla Klienta - i tutaj mogę zacytować kilka Twoich "zbyt celnych ripost".
-
2009/11/14 12:56:11
Panie Macieju, aż mi łzy ze śmiechu popłynęły ;) to się nazywa Celna Riposta, w odróżnieniu od "zbyt celnych ripost" ;)

Jednak jak ktoś używa słowa jako narzędzia pracy to wychodzi to jemu zupełnie inaczej. Jeżeli będę miał kiedykolwiek okazję postawić Panu piwo, to będzie to największy kufel w okolicy ;)

Nabity (ja wiem dlaczego tak się nazwałem ;))
-
2009/11/14 16:03:53
Panie Tomku !!!

Panie Tomku jak już Pan jest to poproszę o merytoryczne informacje.
Dziwnym trafem od tygodnia bank milczy, to znamienne tam gdzie bank wisi kasę klientom tam milczenie banku.
Zadałem bardzo merytoryczne pytania a bank milczy i ma klientów gdzie...? no właśnie gdzie...?

www.mbank.pl/forum/read.html?f=1&i=917098&t=917098&sr=ld&pn=2&cat=0

-
2009/11/14 20:26:44
Panie Maćku, chylę czoła za punkt 7. Jest debest!!!
-
2009/11/14 23:08:37
"tomekl_mbank
2009/11/14 12:31:56
lkuziem,
Przypominam, że zgodnie z obowiązującym porozumieniem, miałeś się powstrzymać od komentarzy mało merytorycznym. "Zarząd" akcji proszę o reakcję."

Proszę laikom wytłumaczyć co to jest:
- obowiązujące porozumienie,
- zarząd akcji,
- formę reakcji.
Strasznie militarna sprawa...
-
2009/11/15 13:20:38
Wszystkim polecam przeczytanie tego wywiadu:
www.przekroj.pl/ludzie_rozmowy_artykul,3400.html
Wtedy troche się zmienia konteks tego co Tomek z mbanku pisze.
-
2009/11/19 15:24:26
Dzięki wszystkim za ciepłe słowa!
Pozdrawiam!
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users