|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozstanie z bankiem może być kosztowniejsze od niejednego rozwoduKilka dni temu opisywałem historię klientki Noble Banku, która chciała przenieść swój kredyt do Banku Millennium, ale z powodu drobnego błędu „dorobiła się” przy okazji ponad 160 tys. zł nowego długu. Błąd polegał na tym, że klientka zapomniała pisemnie powiadomić bank o tym, że zamierza spłacić kredyt. A później nie zainteresowała się tym, że bank nadal przesyła jej harmonogramy spłat, choć kredyt miał być już dawno zamknięty. Całą historię opisuję tutaj, zaś komentuję ją tutaj. A bohaterka epopei, niejaka pani Ania O., może sobie co najwyżej śpiewać tak:
Niestety, okazuje się, że przypadków nieprawidłowego zamykania kredytów jest więcej. Zgłosił się do mnie pełnomocnik klientki Banku Millennium, niejakiej pani Lidii S. (dane do mojej wiadomości), który opowiedział kolejną, również mrożącą krew w żyłach, historię. Znów chodzi o nieudaną próbę wcześniejszego spłacenia kredytu. Pani Lidia, w odróżnieniu od pani Ani, której nie udało się prawidłowo zamknąć kredytu w Noble Banku, nie popełniła żadnego błędu formalnego. Prawidłowo zawiadomiła bank, że zamierza spłacić całość kredytu, 10 lipca 2008 r. złożyła pisemną dyspozycję w tej sprawie i przelała pieniądze. Moment był doskonały, bo kurs sprzedaży franka w Banku Millennium wynosił wówczas 2,06 zł. Pani Lidia spłacała więc kredyt tak tanio, że taniej już chyba nie można. Niestety, okazało się, że zaniedbała jedną rzecz - prowizję. Bank zarejestrował wprawdzie wpływ właściwej kwoty 418,3 tys. zł, ale kredytu nie zamknął, bo pieniędzy nie starczyło na opłacenie 2% prowizji za wcześniejszą spłatę kredytu. Pani Lidia twierdzi, że prosząc bank o wyliczenie kwoty przelewu nie otrzymała informacji o konieczności zapłacenia prowizji. Co więcej, sugeruje, że pracownik banku powiedział jej, że prowizji może nie płacić. Bank oczywiście reklamacji nie uznał, powołując się na zapisy w umowie kredytowej. A klientka zorientowała się dopiero po kilku miesiącach i również poniosła stratę na różnicach kursowych. Morał z obu historii jest prosty: zamykanie kredytu może być znacznie trudniejsze, niż jego zaciąganie. Warto o tym pamiętać i chcąc rozstać się z bankiem dokładnie, literka po literce, przeczytać rozdział w umowie zatytułowany: „Wcześniejsza spłata kredytu”. Stawka jest wyjątkowo wysoka - jak widać w powyższych przykładach - stracić można kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych. Rozstanie z bankiem może być kosztowniejsze, niż niejeden rozwód. Czytaj też: Płaciłeś wyższą marżę kredytu? Zażądaj zwrou części odsetek! Czytaj też: Kredyty hipoteczne teraz także na telefon A dla fanów Meryl Streep (nie mylić z Merrill Lynch) jeszcze piosnka o trudnych i bolesnych rozstaniach, niekoniecznie z bankiem (ale przy refinansowaniu kredytu możecie ją nucić w „starym” banku, czemu nie?). Ponieważ rzecz dzieje się w Grecji - pozdrawiam w tym miejscu Kazimierza Stańczaka, szefa Polbanku, jedynego greckiego banku nad Wisłą. :-)
środa, 18 listopada 2009, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
milosz78
2009/11/18 23:35:28
Panie Macieju. Zapraszam do SKOK-ów ;) Nie trzeba składać pism ... powiadamiać ... dopełniać drobnych formalności. Wystarczy wpłacić kwotę która wynika z harmonogramu spłat na dany dzień i kredyt z automatu zostaje zamknięty. :) pozdrawiam
2009/11/19 08:15:56
Prawda, w większości skoków nie prowadzi się jeszcze polityki "wyrabiania planów", dlatego pracownicy mogą pozwalać sobie na przedstawianie klientom rozwiązań najkorzystniejszych dla klienta. Panie milosz78 - Maciej nie występuje przciwko Skok-om tylko przeciwko Kasie Krajowej, ktora narzuca chore układy. Swojego czasu wprowadzono np. obowiązek zdawania egzminów (przed komisją z Kasy Krajowej). Egzaminy musiały być zdawane co dwa lata przez wszystkich którzy zajmowali kluczowe stanowiska w SKOK-u: członkowie Zarządu, członkowie Rad Nadzorczych, Główni Księgowi, Specjaliści od windykacji itp. Egzaminy nie służyły do podniesienia kwalifikacji kadry SKOK tylko do wytworzenia psychozy - kto nie zdał nie mógł pracować dalej, jak któryś zarząd oponował przeciwko Kasie Krajowej - nie zdawali egzaminów. Mogłeś mieć ukończone studia, mogłeś być doktorem - nie zdałeś egzaminu w Kasie Krajowej - musiałeś zmieniać pracę. Dopiero Zarząd SKOK-u we Wrześni (wyrazy szacunku) odważył się zaskarżyć uchwałę Kasy Krajowej narzucającą obowiązek zdawania egzaminów. Same Skoki (przynajmniej większość) nie mają nic wspólnego z tymi układami i układzikami, wręcz przeciwnie - są przyjazne dla klienta, panuje tam przyjacielska atmosfera, ludzie tam pracujący często znają osobiście klientów są ich przyjaciółmi. I o ile komercja nie zmusi Zarządów do narzucania planów - to atmosfera się nie zmieni.
Banki są bezduszne bo ich pracownicy są zmuszani do wciskania klientom produktów, których klient nie potrzebuje i ten pracownik doskonale o tym wie, ale żeby utrzymać pracę postępuje wbrew sobie, bo jest rozliczany z ilości a nie z jakości. Może marketingowcy banków powinni się zastanowić nad tym aspektem działalności, zbadać na czym polega sukces SKOK-ów. Bo skok-i osiągnęły ogromny sukces dzięki zapałowi ludzi, którzy zakładali skok-i nie patrząc na zysk, często gęsto nie biorąc wynagrodzenia za swój wysiłek. Pan Bierecki to wszystko obrócił w brudne afery i z ludzi którzy naprawdę się poświęcali dla ruchu zrobił idiotów. Pozdrawiam! 2009/11/19 09:29:36
marka.net - Co prawda wpis dotyczący SKOK-ów jest niżej ale ... Właśnie o tym wiecznie i usilnie staram się z Panem Maciejem dyskutować. O tym aby zechciał zauważyć tą stronę działania SKOK-ów RÓWNIEŻ. Proszę spojrzeć ile pozytywów w Pana\Pani wypowiedzi :) Jednak w GW bardzo skrzętnie unika się pisania o SKOK-ach od strony oferty czy przyjaznego i uczciwego podejścia do Klienta. Pisze się jedynie w kontekście bezpieczeństwa lokowanych pieniędzy i afer. Pan Maciej przyznaje w jednym z komentarzy że nie ma nic przeciwko pożyczaniu od SKOK-ów a mimo to ich oferty pożyczkowej nadal nie znajduję w GW. Podobnie z nową ustawą. Jest tam wiele zmian a przeczytać można tylko o tym że będzie nadzór i będzie fajniej. A co z pozostałymi zmianami? Pozdraeiam.
2009/11/19 09:40:03
P Maćku proszę śledzić te dwa przypadki i poinformować nas jaki był ich koniec . A będzie to lekcją dla wielu z nas , oraz obali to mit " Pewne jak w banku ". Na to miejsce powstanie nowy "Pewne ale w skarpecie swojej " Pozdrawiam :)
2009/11/19 10:18:19
jeśli chodzi o tę Panią o której pisza gazety od jakiegos czasu co stracila 160.tys to nie mozna jednak powiedziec ze jest bez winy bo jak widac ignorowala przez tak dlugi okres czasu przesylane przez bank harmonogramy splaty zadluzenia wiec oczywiste powinno byc ze cos chyba jest nie tak i moze jednak kredyt nie jest zamkniety
ta Pani nie dopilnowala swojego interesu a wine probuje zrzucic na innych wykorzystujac spoleczne nastawienie do takich sytuacji mysle ze jest tak samo wspolwinna jak jej doradcy z openF o ile dobrze pamietam działanie banku jest tu mozna powiedziec nie etyczne conajwyzej (naciagajac lekko interpretacje) ale zgodne z procedurami a co za tym idzie z prawem 2009/11/19 11:13:38
Nie wszystko co zgodne z procedurami jest dobre. Dlatego należy o tym pisać. Instytucje finansowe nie powinny zachowywać się nieetycznie. Czy problemem byłby tel. do Klienta"otrzymaliśmy wpłatę taką a taką trzeba jednak dopłacić na prowizję aby kredyt zamknąć" Nie ma w procedurze?To może należy ją zmienić?Albo może wystarczyłaby dobra wola pracownika? Przypomnę że nawet eksperci UE mieli kłopot ze zrozumieniem niektórych procedur banków a co dopiero Kowalski? Marzy mi się aby Klient nie musiał czytać dokładnie wszystkich małych druczków aby nie zostać "naciągniętym". Dochodzi do tego pozycja "doradców" zapewniających że wszystko ok. Klient myśli że rozmawia z kimś kto przejął odpowiedzialność za sprawę a okazuje się że ten doradca to w zasadzie jedynie kurier\listonosz.pozdrawiam.
2009/11/19 14:23:36
dotyczy przypadku pani Ani: aż mnie skręca jak czytam opinie typu "sama sobie winna", "nie zadbał o swoje interesy" itp. Otóż zadbała o swój interes - poszła do "fachowca" - jego z...m obowiązkiem było dopilnować aby zamknięcie kredytu było prawidłowe. Jak mi się zepsuje samochód to jadę do mechanika i mówię mu o zauważonych nieprawidłowościach i oczekuję, że on moje laickie podejście przetworzy na fachową diagnozę i dodatkowo podpowie co jeszcze szwankuje w moim aucie, takie same oczekiwania mam idąc do lekarza, prawnika, informatyka itp. bo nie sposób znać się na wszystkim bo oczekujemy rzetelności od "fachwców" - i niech mi nikt nie mówi o naiwności moich oczekiwań. To nie jest błąd pani Ani - winny jest doradca.
2009/11/20 00:21:53
A ten doradca czasem nie doradzał za darmo? Jeśli tak, to jego doradzanie było tyle warte, ile kosztowało ;)
2009/11/21 13:41:27
Czytanie umów nie pomaga bo i tak bank nie zmieni ich treści. Masz do wyboru: podpisuj lub szukaj innego banku. Większość banków stosuje zapisy w umowach, które pozwalają na dowolną ich interpretację i dojenie klientów. Przykładem może być mBańk i Multibańk, które doją teraz klientów jak tylko mogą. Więcej na : jojomstop.blogspot.com
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|