|
Blog > Komentarze do wpisu
Wasz sąd nad doradcami finansowymiPo tekście o klientce firmy doradców finansowych Open Finance, która przyszła tam refinansować swój kredyt hipoteczny, a wyszła z długiem wyższym o 160 tys. zł, rozpętała się prawdziwa burza. Tekst był przez wiele godzin na topie najchętniej czytanych, na forum Wyborczej.biz, gdzie tekst został opublikowany, wypowiedziało się ponad 250 osób, a komentarz w blogu przeczytało prawie 10.000 internautów. Cały artykuł zgłębisz tutaj, a wspomniany komentarz - tutaj. Jaki jest Wasz odbiór sprawy? Przede wszystkim słusznie zauważacie, że nigdy, przenigdy, nawet przy najlepszym doradcy u boku, nie wolno oddać kontroli nad sytuacją. Pogromca_mrowek pisze: Pani pomyślała że idąc do Open Finance może wyłączyć myślenie. Za to się płaci. Tak samo, jak za ufanie bankom i nie czytanie umów (żenujący casus „Nabitych w mBank”). Banki to rekiny ostro jadące po bandzie. Nie licz na ich dobre serce, to nie PCK. Może nie zawsze rekiny i nie zawsze jadą po bandzie, ale na baczności trzeba się mieć. Mj, powołując się na własne doświadczenia, zauważa: Jestem doradcą - ostatnio miałam klienta na duży kredyt hipoteczny. Po wypełnieniu wniosku daję klientowi ten dokument do sprawdzenia, przeczytania i podpisu. Mówię: proszę przeczytać, czy wszystko się zgadza, proszę przeczytać warunki ubezpieczenia... A klient na to "e tam, co ja będę czytał...". Ręce opadają! Informuję więc klienta ustnie o tych warunkach, żeby chociaż wiedział co podpisuje. On przerywa, nie chce słuchać. Dla niego to w tym momencie nieważne, ważne żeby kredyt dostał! Nie pojmuję takiego lekkiego podejścia... ludzie są naprawdę lekkomyślni! Najbardziej dobitnie przedstawia sytuację and_nowak: Z opowieści wynika, że pani Anna podeszła do tego, jak do gotowania na ekranie. Doradca coś powiedział, to ona zrobiła. Zupa jakaś dziwna, ale doradca mówi, że wszystko jest OK, więc pani Anna zostawiła garnek na gazie i zajęła się szydełkowaniem. Piękna metafora, prawda? Druga sprawa, którą zauważyliście, to fakt, że doradcy finansowi to tak naprawdę tylko sprzedawcy usług finansowych, którym zależy w co najmniej tak wysokim stopniu na jak najwyższej prowizji, jak na interesie klienta. Abc opisuje swoją pracę w jednej z sieci doradców: Z doradzaniem nie miało to kompletnie nic wspólnego. Sprzedawało się tylko ofertę tych banków, które płacą najwięcej prowizji, a dobro klienta jest na szarym końcu. Ważne aby wcisnąć mu jeszcze regularne oszczędzanie, bo prowizja będzie podwójna. Programista woła wprost: Przestańcie proszę nazywać akwizytorów doradcami! Doradca to ktoś, komu płacisz za to, że Ci dobrze doradzi. Nie ma czegoś takiego jak doradca za darmo!!!. Kłopot w tym, że nazwa „doradca finansowy” nie jest zastrzeżona dla podmiotów spełniających określone warunki, może używać go każdy, kto uważa, że doradza... Paulina z Torunia potwierdza: Byłam przez lata doradcą firmowym, przez ostatnie lata doradcą VIP. Miałam okazję przyjrzeć się również instytucjom doradczym „od środka". Niestety, wszędzie jest motywowanie doradców za efekty pracy rozumiane nie jako wybór optymalnego rozwiązania dla klienta, ale jako wybór przynoszący największe profity instytucji. (...) Widziałam dramaty ludzi, którzy wprowadzeni w błąd wpadli w pułapkę kredytową po uszy. Cóż, ja odpadłam... Zmieniłam pracę, otworzyłam małą firmę w innej branży. Znalazłem też całą feerię narzekań na doradców Open Finance. Główny zarzut: wciskanie klientom kredytów wybranych kilku banków, w tym Noble Banku, należącego do tej samej grupy kapitałowej. Może to tylko incydentalne przypadki, może klienci dostają propozycje kredytów z wybranych banków, bo po prostu te banki mają najlepszą ofertę? Może niektóre z historyjek zostały wymyślone specjalnie po to, by dokuczyć rynkowemu liderowi? A może jednak nie? Ocenę i osąd pozostawiam czytelnikom. Paulina pisze, że w 2008 r., kiedy zaciągała pierwszy kredyt we frankach, w Open Finance dano jej do wyboru tylko Noble Bank i Millennium. A teraz? W tym roku chciałam wziąć nieduży kredyt hipoteczny, zwróciłam się do tego samego doradcy. Zaproponował mi znów te same banki. Poprosiłam Open Finance o ofertę Banku Pekao. Czekałam kilka tygodni, oferty nie wysłali. W efekcie wzięłam kredyt w Pekao, na o wiele korzystniejszych warunkach niż Open Finance proponował mi z Noble Banku i Millennium. Dziwne, prawda? Bolo opowiada taką historię. Pracownicy Open Finance naciskali, bym wziął kredyt w Noble Banku (wiadomo: ten sam właściciel, co Open Finance). Ale się uparliśmy i u doradcy złożyliśmy również wnioski do innych banków. Doradca cały czas informował mnie, że nie ma odpowiedzi z innych banków, a z Noble Banku już jest. I tak przez ponad miesiąc. W końcu zadzwoniłem do poszczególnych banków i się okazało, że kilkakrotnie informowały one mojego doradcę z Open Finance, że dokumentacja jest niekompletna. Jego Zdaniem czytelnika doradca to zataił. Teraz Gajoo: Wybraliśmy najbardziej korzystne oferty Kredyt Banku, Millennium i MultiBanku. Doradca Open Finance upierał się, że przy naszym profilu tylko Kredyt Bank będzie strzałem w dziesiątkę. Wypełniliśmy wnioski o kredyt w Open Finance do powyższych trzech banków. Po tygodniu oczekiwania zadzwoniliśmy bezpośrednio do banków z pytaniem, jaki jest status naszych wniosków. Okazało się, że w Millennium i w Multibanku nie było złożonego żadnego wniosku, a w Kredyt Banku pieniędzy nie dostaniemy, ponieważ nie spełnialiśmy jednego warunku, o którym „doradca" zapomniał wspomnieć. Z taką informacją wróciliśmy do Open, gdzie doradca po długich rozmowach przyznał się, że nie złożył wniosków do dwóch banków, bo - jak powiedział - "postawił na pewniaka" - czyli Kredyt Bank. I jeszcze na deser opowieść Eve: Składaliśmy za pośrednictwem Open Finance wnioski do dwóch banków. Doradca w Open powiedział, że oba banki dały nam odpowiedź odmowną, ale żeby się nie martwić, bo w Noble Banku na pewno się uda. I faktycznie: szybciutko była decyzja kredytowa. Przeczytaliśmy dokładnie umowę i podziękowaliśmy za taki kosmicznie drogi kredyt. Po paru miesiącach znowu zaczęliśmy starać się o kredyt, już tym razem bez pośrednictwa Opena. I jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że te dwa banki do których Open składał kiedyś nasze wnioski - wcale ich nie dostały. Po prostu Open nie złożył naszych wniosków w bankach, a nam powiedział że mamy odmowną decyzję. Jednocześnie podsunięto nam kredyt z Noble Banku. Dostałem również kilka listów. W jednym z nich czytelnik, p. Tomasz Galla z Grodziska Mazowieckiego, opisuje podobną historię z Open Finance w tle. Pisze p. Tomasz tak: Złożyliśmy w Open Finance zaświadczenia i wnioski kredytowe do trzech wskazanych przez doradcę banków (DnB, Nordea, Noble Bank) i tylko Noble Bank udzielił pozytywnej odpowiedzi (kredyt w złotych z oprocentowaniem 7,9%). Doradca sugerował, że inne banki nie odpowiadają na korespondencję lub nie udzielają już korzystnych kredytów. Później nasz osobisty kontakt z bankiem Nordea zaowocował pozytywnymi decyzjami kredytowymi: we frankach z oprocentowaniem we frankach 3,9% oraz w złotych 6,5%. Powtarzam: to tylko kilka przykładów (w większości anonimowych i przedstawionych tylko z jednej strony), które nie muszą świadczyć o praktykach obowiązujących w całej firmie, załatwiającej tysiące kredytów rocznie. Ale gdyby tak miał wyglądać rynek doradztwa finansowego w tym kraju... A może rozwiązaniem byłoby to, co proponuje brytyjski nadzór finansowy? Instytucje finansowe w Wielkiej Brytanii będą musiały publikować na swoich oficjalnych stronach internetowych liczbę skarg, które wysyłają do nich klienci. Polski KNF również rozważa możliwość wprowadzenia takiego obowiązku. Chcecie wiedzieć więcej - obejrzyjcie poniższy klip wideo:
poniedziałek, 02 listopada 2009, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2009/11/02 13:58:48
Doradcy to samo dobro, tylko problem w tym, że tych doradców w Polsce nie ma. Są tylko akwizytorzy naganiacze.
2009/11/02 16:47:10
Maciek, uważam że trzeba podnieść również kwestię obecności "doradców finansowych" w mediach. Można długo dyskutować o poziomie analiz/raportów takich firm które poblikują media. Są one często nierzetelne i niedokładne, robione byle puścić raport szybciej niż konkurencja. Łatwo to wytłumaczyć - celem takiego "doradcy" wypowiadającego się w mediach jest przede wszystkim promocja wizerunku firmy-pracodawcy - mierzona ilością raportów i wypowiedzi 'analityków' danej firmy w mediach. Często tracą na tym czytelnicy/widzowie. A media - w tym i "Wyborcza" - promują takich doradców na swoich łamach.
Nawiasem mówiąc - oczywiście, nie można mówić że doradcy to samo zło. Odwalają kawał roboty którą wcześcnie dziennikarze musieli robić własnoręcznie - tzn. obdzwonić banki i zebrać dane do tabelek. 2009/11/03 16:29:50
żenujący casus Nabitych w mBank
Dobre. Kolega tłumaczy, że inni nie doczytali, a sam nie doczytał o co w tym sporze chodzi. 2009/11/06 20:33:31
Zgoda: raporty i analizy doradców finansowych są często niedokładne, nierzetelne, a bywa, że i stronnicze. Media je cytują bez sprawdzenia. W Wyborczej też zdarza nam się kooperować z doradcami, ale staramy się nie puszczać żadnych danych i rankingów bez wyrywkowego sprawdzenia poprawności cyferek oraz wtedy jeśli nie mamy żadnego wpływu na metodykę raportu.
Pozdrawiam! |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
Doradcy to samo zło, bardziej kompetentna jest świeżynka z Millennium, czy zatrzymana w czasie pani w okienku PKO BP. Gratulacje za zerojedynkowe postrzeganie rzeczywistości.