Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Smutna prawda: tylko co trzeci fundusz inwestycyjny bije indeks giełdowy

Kamil Wijatkowski, analityk platformy Multifund.pl (to firma, która pośredniczy przy zakupach jednostek funduszy inwestycyjnych przez internet), specjalnie dla Wyborczej.biz i dla blogu "Subiektywnie o finansach" zrobił ciekawe wyliczenie efektywności funduszy inwestycyjnych. Wijatkowski wyliczył, że od dna bessy tylko co trzeci z dostępnych polskim inwestorom funduszy akcji dał zarobić więcej, niż wynosiła średnia rynkowa, mierzona odpowiednim indeksem. A dokładniej udało się do 64 ze 150 analizowanych przez Wijatkowskiego funduszy.

Wijatkowski wziął na warsztat wskaźnik Information Ratio i przyporządkował każdemu funduszowi indeks giełdowy, odpowiadający jego polityce inwestycyjnej. Wziął pod uwagę okres od dna bessy do października, kiedy zarządzający mieli naprawdę dużo okazji, żeby rozwinąć skrzydła. I zmienić tę opinię: Polacy o funduszach: obrzydliwcy i naciągacze, powierzać im kasę to frajerstwo

Okazało się, że fundusze, które nominalnie zarobiły dla klientów najwięcej, wcale nie wycisnęły z rynku, na którym działały, najlepszego wyniku. I tak najlepszy pod względem zysku dla klientów fundusz HSBC Russia Equity - dał zarobić od lutowego dna bessy 115%) w klasyfikacji najbardziej efektywnie zarządzanych funduszy zajął dopiero 93. miejsce i urósł mniej, niż indeks akcji na giełdzie rosyjskiej.

Jak wynika z analizy Wijatkowskiego - tak naprawdę siódme poty wycisnął z rynku, na którym działa fundusz Idea Surowce. Znacznie lepsze od indeksów wyniki wypracował też dla swoich klientów fundusz Skarbiec Rynków Surowcowych, fundusze HSBC działające na rynku akcji w Brazylii, Indiach oraz w całej Azji, dwa fundusze Pioneera (Małych i Średnich Spółek Rynków Rozwiniętych oraz Azji Rynków Wschodzących), a także fundusz Amplico Akcji Chińskich i Azjatyckich. Najwięcej przedstawicieli na liście 10 najbardziej efektywnie zarządzanych funduszy inwestycyjnych mają Skarbiec i HSBC - po trzy fundusze.

Indeks polskiej giełdy WIG, który w lutym tego roku, w dnie bessy, miał tylko 20.370 pkt., po dziesięciu miesiącach odbicia w piątek dotarł do 40.852 pkt. A więc podwoił swą wartość. Podobnie wygląda sytuacja na innych światowych rynkach akcji. Indeks chińskiej giełdy w Szanghaju z dna na poziomie 1814 pkt. odbił się do 3300 pkt., rosyjskiej - podskoczył z 500 do 1400 pkt. I znowu można emitować takie reklamówki, jak ta:

Najlepsze fundusze zarobiły od dna bessy po 100%, ale nie da się ukryć, że większość zarządzających obudziła się z ręką w nocniku i nie była w stanie przekuć wzrostu indeksów na wyniki kierowanych przez siebie funduszy. Niby nie ma w tym nic dziwnego, bo nie od dziś wiadomo, że fundusze z reguły mają kłopoty z biciem indeksów (choćby z powodu opłat za zarządzanie, które odciągają klientom po drodze).

Ale mimo wszystko coś mnie kłuje w sercu, bo fundusze to w Polsce wciąż jeden z popularniejszych sposobów inwestowania oszczędności. Z najnowszych danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika że Polacy trzymają u powierników ok. 89 mld zł swoich oszczędności. To znacznie mniej, niż latem 2007 r., w szczycie hossy, gdy wartość pieniędzy zainwestowanych w fundusze sięgała 140 mld zł, ale wciąż dużo.

Polskie fundusze należą do najdroższych w Europie. Opłata dystrybucyjna w funduszach akcji sięga 5,5%, opłata za zarządzanie 4,5%. A w zamian czesto dostajemy fundusz, który nie potrafi pobić indeksu giełdowego, choć przecież po to zatrudnia się zarządzającego, by ten indeks bił.

A przecież mozna nie zatrudniać żadnego zarządzającego, tylko wrzucić do komputera dane i kupić akcje zgodnie z wagą danej spółki w wybranym indeksie. Kiedyś zresztą taki fundusz, tzw. indeksowy, w Polsce działał (bodaj pod marką Eurofundusz). Na Zachodzie takie fundusze to chleb powszedni. Mają niższe opłaty od tradycyjnych funduszy aktywnie zarządzanych i często lepsze wyniki. Może więc czas na powrót funduszy indeksowych na nasz rynek? Jak doniósł niedawno giełdowy dziennik "Parkiet" już wkrótce jeden z takich funduszy, tzw. ETF-ów będzie dostępny dla polskich klientów.

Czytaj też: Jak private banker z Aegona uczył mnie inwestowania w fundusze

Czytaj też: SuperDuet, czyli Hubert z Hołkiem kręcą funduszami

Czytaj też: O w dupę, czyli mBank, mamuśka i fundusze

Czytaj też: Wali się mit lokat strukturyzowanych

poniedziałek, 07 grudnia 2009, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/12/07 08:31:58
Cieszę się, że nareszcie pojawił się tu taki artykuł. Smutna prawda jest jednak troszeczkę inna. Otóż zarządzający funduszem NIE JEST W STANIE w długim okresie pobić rynku. Zresztą w samym artykule znajdujemy na to dowód. WIG wzrósł o 100% w analizowanym okresie, a tylko "najlepsze" fundusze zanotowały taką właśnie stopę zwrotu. Czyli ci "najlepsi" zarządzający (za niemałe pieniądze) zrobili tyle, ile ktoś, kto kupi indeks, czyli NIC. Odejmijmy od tego jednak wszelkie opłaty i okaże się, że są oni PONIŻEJ rynku. Całe lata temu o takich "specach" pisali Thaler, Tverski czy Kahnemann. I mieli rację. Drogi Redaktorze - a może by tak w ramach dziennikarskiej dociekliwości (to taka moja skromna sugestia) jakiś artykulik o tym, dlaczego w tajemniczych okolicznościach znikły z polskiego tynku fundusze indeksowe?? Myślę, że znalezienie prawdziwej odpowiedzi na to pytanie może rzucić nowe światło na światek "znakomitych specjalistów" biorących setki tysięcy pensji rocznie za "zarządzanie" funduszami...
-
2009/12/07 09:10:34
@kilgore, to ja poproszę o info jak można "kupić indeks". Interesuje mnie "jednostka WIG20" (WIG chyba tez byłby dobry) dla ustalenia uwagi.
Oczywiście kupno akcji wchodzących w skład indeksu w odpowiednich proporcjach nie wchodzi w grę.
-
2009/12/07 09:24:52
@kjonca - samemu trudno jest kupić indeks, chyba, że kupuje się instrument typu jednostki miniwig20 - są od dawna notowane na GPW. Ale coś takiego, jak kupienie akcji w takiej proporcji, w jakiej są wliczane do indeksu nie stanowi dla funduszu inwestycyjnego żadnego problemu, nieprawdaż?
-
2009/12/07 10:03:47
@kilgore

Proponuję poczytać jak jest skonstruowany WIG20, i kiedy spółka może z niego wypaść. I jako pracę domową: co się stanie z wynikami funduszu, kiedy skład indeksu zostanie zmieniony (co się zdarza i to wcale nie tak rzadko)
-
2009/12/07 11:15:14
@kjonca

Proponuję darować sobie mentorski ton na początek. Chodzi mi o to, żeby stworzyć fundusz o składzie takim, jak np. wig 20 - czyli 15% PKO BP, 15% PEKAO SA, 13,32% KGHM itd. Oczywiście w razie wypadnięcia danej spółki z indeksu w ramach kwartalnej zmiany, należy ją zastąpić inną spółką. Jasne, że taki fundusz nie będzie miał idealnie takich samych wyników, jak WIG20, ale chodzi o to, żeby się trochę zbliżyć do indeksu, a nie kombinować z dokupowaniem i odsprzedawaniem poszczególnych spółek, bo jak to się kończy, widać w wynikach i kosztach funduszy... Widać, że wielu zarządzających pozazdrościło kolegom z OFE.
-
2009/12/07 13:24:18
Czyli jednak proste kupowanie spółek wchodzących w skład WIG20 nie załatwia sprawy. I tylko o to mi chodziło.
Dlatego ponawiam pytanie:
Jak można kupić "jednostki indeksu"?
-
2009/12/07 14:04:31
Ktos chce cudow a cudow nie ma. 100% nie moze byc bo statystyka nie pozwala.
-
2009/12/07 14:30:53
Ależ oczywiście, że załatwia sprawę. Bo mamy coś, co jest zbliżone do indeksu. A nie coś, co jest wytworem wyobraźni i twórczości analityków. Jasne, że nie jest to inwestycja, która odzwierciedli ruch indeksu w 100% (o czym już tu wcześniej napisałem). To by wymagało, żeby fundusz był zarządzany bezkosztowo. Wiadomo, że koszty wzrastają wraz z częstotliwością zawierania transakcji, podobnie jak liczba nietrafionych decyzji inwestycyjnych. A jeśli ktoś chce cudów, to obiecuje je pewna sieć telefonii komórkowej i pewna partia polityczna ;-)

A teraz odpowiedź na pytanie kjoncy

Jak można kupić "jednostki indeksu"?

Otóż tak. Jednostki indeksowe MW20, o których tu mówię, kupuje się na GPW składając zlecenie w biurze maklerskim, określające ilość i cenę instrumentu.
-
2009/12/07 14:43:55
"Ależ oczywiście, że załatwia sprawę. Bo mamy coś, co jest zbliżone do indeksu. A nie coś, co jest wytworem wyobraźni i twórczości analityków. Jasne, że nie jest to inwestycja, która odzwierciedli ruch indeksu w 100% (o czym już tu wcześniej napisałem)."
Czyli coś co z definicji będzie gorsze od indeksu. I nie mówimy tu o kosztach, tylko o samej konstrukcji indeksu. (Wypadanie spółek).

I żeby nie było: też uważam, że nie warto opłacać zarządzających funduszami.
Tylko twierdzę, że wcale nie tak łatwo 'pobić' indeks (a o tym mówimy)
-
2009/12/07 15:18:02
Ale ja nie mówię o próbie pobicia indeksu, bo to w długim okresie jest raczej mało możliwe. Chodzi mi fundusz, który będzie naśladował indeks tak bardzo, jak to jest możliwe. Jasne, że w przypadku wymieniania spółek wchodzących w skład indeksu może to mieć wpływ na wyniki funduszu, ale jest to operacja odbywająca się raz na kwartał (załóżmy, w dużym uproszczeniu). Nie ma tutaj mowy o kupowaniu tego, co akurat robi się "trendy" i sprzedawaniu tego, co jest "passe", tylko tego, co jest w indeksie. A to, że fundusz ma koszty jest sprawą oczywistą, w końcu nikt nie handluje akcjami bez opłat, prowizji i podatków. No i jeszcze jedno, o czym wielu inwestorów zapomina. Inwestowanie w fundusz najlepiej działa kiedy jest dokonywane regularnie. Niestety sami zarządzający wolą zatrudnić np. Żmijewskiego, który im poopowiada o rumuńskich księżniczkach.
-
2009/12/09 11:51:32
Zgadzam się z Wami, że indeks jest jedynie pewnym ideałem, do kupienia którego można z lepszym lub gorszym skutkiem dążyć. Zarządzający aktywnie funduszami - także ze względu na koszty funduszy - zwykle skuteczność mają niską... Co do tego wszyscy się chyba zgodzicie.
Pozdrawiam, Maciek Samcik
-
2010/01/10 21:20:07
Bardzo cenne uwagi odnośnie efektywności funduszy inwestycyjnych. Im dłuższy okres weźmiemy pod uwagę, tym wyniki funduszy aktywnie zarządzanych będą gorsze, bo co roku zabierają sobie 4 proc. wartości aktywów(czyli po 10 latach będzie to 40 proc. aktywów!).

Szkoda tylko, że taki artykuł ukazuje się na blogu a nie w gazecie, gdzie miałby bez porównania większy oddźwięk.

I jeszcze jedna ważna sprawa. Skoro ze wszystkich statystyk wynika, że fundusze aktywnie zarządzane nie są w stanie pobić indeksów, to dlaczego wszystkie OFE są aktywnie zarządzane?

Może Pan napisze artykuł na ten temat i zaproponuje stworzenie jednego, niskokosztowego, indeksowego, państwowego OFE(niestety konieczny będzie państwowy fundusz bo prywatne nie będą sobie robiły konkurencji). Proszę tylko oszacować jakie oszczędności można by w ten sposób poczynić, biorąc pod uwagę to, ile jest pieniędzy w OFE.

Obawiam się tylko, że politycy PO tego nie zrobią, bo by narazili się swoim kolegom z sektora bankowego. Ale próbować warto.
-
2010/02/14 15:35:23
Z tego wzgledu, ze rzadko kiedy fundusze uzyskuja lepsze wyniki niz chociazby WIG 20 nie warto w nie inwestowac. Fundusze sa tylko dla tych ludzi, ktorzy nie maja ani czasu ani checi na nauke inwestowania. Trzeba pamietac takze o 4% oplatach za zarzadzanie co jest moim zdaniem smieszne widzac jakie wyniki osiagaja fundusze inwestycyjne.
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users