|
Blog > Komentarze do wpisu
Era life plannera, czyli Pramerica i kisielOd dobrych kilku lat jestem klientem ubezpieczeniowej firmy Pramerica. Wybrałem tę firmę ponieważ nie lubię skomplikowanych polis, których nie byłbym w stanie rozebrać na czynniki pierwsze. A polisa w Pramerica jest prosta jak budowa cepa: odszkodowanie się należy jeśli stracę rękę, nogę, wzrok lub słuch. Albo jak w ogóle puknę w kalendarz. A polisa prosta jak drut oznacza też relatywnie niską składkę, nie przekraczającą 0,5% sumy ubezpieczenia rocznie.To lubię. Ludzie, którzy zajmują się w Pramerica sprzedażą takich ubezpieczeń nie uważają się za zwykłych agentów. O nie, to są goście z wyższej półki, life plannerzy, którzy na agentów patrzą z góry. Zwykły agent wciśnie polisę i ucieka gdzie pieprz rośnie. Life planner co roku spotyka się z klientem i omawia jego sytuację, proponując zmiany w polisie. Miałem takiego life plannera, ale niestety ponad dwa lata temu zniknął z horyzontu. Firma z urzędu przydzieliła mi nowego. Ten nowy chyba nie był szczęśliwy, że dostał pod opiekę moją polisę, bo przez ponad dwa lata się nie odezwał ani razu. Nie było spotkań przy kawie, rozmów o życiu, planowania nowych celów. Nic. Gdybym Wam wyznał, że było mi z tym brakiem agen..., tfu, life plannera, smutno i źle, to bym przesadził. Ale czułem, że coś tu nie gra. I nie grało do czasu, aż kilka dni temu za pośrednictwem portalu społecznościowego skontaktował się ze mną drugi life planner firmy Pramerica. Od słowa do słowa zgadaliśmy się, że jestem ubezpieczeniową sierotą i trzeba mi nowego opiekuna. Napisałem więc do firmy e-mail, że proszę o przydzielenie mi do obsługi polisy nowego człowieka, który sam zgłosił się na ochotnika. Dziś już wiem, że to był błąd. Koszmarny błąd. Nie minął kwadrans, a zadzwonił tamten poprzedni life planner, czyli Człowiek-Widmo. Zaczął tłumaczyć, że koniecznie musi się ze mną spotkać w sprawie polisy. - No, szybko sobie przypomniał - pomyślałem. I odparłem, że poprosiłem już o nowego opiekuna. Człowiek-Widmo był niepocieszony. Oświadczył, że tak wolno i że on przez wiele miesięcy usiłował się ze mną skontaktować, ale zmieniłem numer telefonu. Łzy wzruszenia zalały mi oczy. Jak już je otarłem, to powiedziałem Człowiekowi-Widmo, że nie zamierzam nic odkręcać, bo nie będę robił z siebie idioty wobec centrali firmy. Nie minęło kolejne 10 min. i znów telefon. Teraz dzwoni dyrektor jakiegoś-tam regionu w Pramerica. Jakiś szyszka. Mówi, że dostał ode mnie skargę i bardzo się dziwi tej sytuacji, bo Człowiek-Widmo to bardzo doświadczony life planner. A ten, którego sobie wybrałem to niby mniej doświadczony. No i dlaczego ja chcę coś zmieniać? Wytłumaczyłem dyrektorowi, że nie mam nic do Człowieka-Widmo, że nawet nie wiem czy jest dobry, czy zły, bo nie raczył mnie zaszczycić. I że tylko chcę wiedzieć kto mnie obsługuje. A skoro ktoś się zgłosił na ochotnika, to może trzeba mu dać szansę. Dyrektor oddalił się niepostrzeżenie, przepraszając za niedogodności i zarzekając się, że wyjaśni sprawę. A ja pozostałem w dziwnym przekonaniu, że coś w tej Pramerice jest źle poukładane. Mam life plannera, który mnie olewa, bo przez dwa i pół roku nie może do mnie dotrzeć, choć zmieniłem tylko telefon - adres zamieszkania i pracy jest ten sam. Czy powinienem ufać facetowi, który jest aż tak nieporadny lub leniwy, a chce - zgodnie z nazwą swojej funkcji - mi planować życie? Chcę go zmienić na innego, który sam mnie znalazł. Dyrektor się dziwi, choć nie powinien. A ja nadal czuję się tak okropnie samotny i porzucony... Ciekaw jestem jak to się skończy. Mam nawet pewną propozycję: niech aspirujący do prowizji od mych składek life plannerzy po prostu stoczą walkę w kisielu. Tak, to będzie najbardziej sprawiedliwe rozwiązanie. Zwycięzca bierze wszystko. Polisę moją i mojej kobiety. Przegrany niech utonie w otchłani kisielu :-)
środa, 20 stycznia 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
krasusek
2010/01/20 11:45:32
hehe, moja pani life plannerka też nie odezwała się ani razu;)))
2010/01/20 11:46:02
Witam Pana, gratuluję super notki - najśmieszniejszy ekonomiczny text, jaki dziś czytałam :)) i znakomicie obrazuje poziom obsługi w niestety wielu finansowych instytucjach; pracownicy "naszego" firmowego banku zaszczycili nas wizytą raz - aby próbować wcisnąć opcje walutowe, "normalną" obsługę - czyli obsługę bez utrudniania życia - wymuszaliśmy skargami i reklamacjami do centrali :(
2010/01/20 13:17:53
No w NN wizyta raz do roku murowana, agent musi wypełnć ankietę z naszym podpiem :) W sumie ja jestem zadowolony z obsługi obecnego i poprzedniego Agenta NN (żałuję tylko, że nie Agentki ;-) ) chociaż w sumie to ja stawiam tą kawę ... No cuż, można spróbowac o zmienić :)
2010/01/20 14:41:10
Trochę offtopic na temat Pramerica. Jakimś dziwnym trafem miałem okazję zjawić się kiedyś w Pramerica by odbyć rozmowę rekrutacyjną (miałem blisko i nieco wolnego czasu). Już po wejściu odczułem, że jestem w świecie firm typu Herbalife. Pani menadżer przedstawiła mi liczne korzyści (w tym pławienie się w luksusie) i wytłumaczyła fakt podstawowy - wyższość life plannera, nad nieborakiem, który dealuje ubezpieczeniami. Jako, że tego typu posada mnie totalnie nie interesowała, to bawiłem się nieźle. W pewnym momencie dowiedziałem się, że na wejście należy sporządzić listę kilkudziesięciu znajomych, którzy mogliby być zainteresowani usługami Pramerica. Jak na mój gust jest to niecny i mało etyczny sposób budowania bazy klientów i tylko dopełniło trochę sekciarskiego wizerunku Pramerica w mojej głowie. Epilogiem sprawy był telefon od agen..., przepraszam life planera, który stwierdził, że jego pani manager znakomicie wspomina naszą (moją i jej czyli) rozmowę i czy chciałbym może nabyć w związku z tym ubezpiecznie. Nie muszę chyba wspominać, że klauzula którą podpisywałem przy okazji rekrutacji nie przewidywała użycia moich danych do celów sprzedaży. Produktów nie oceniam, bo ich nie znam, niemniej doświadczenie, które tamtego popołudnia zdobyłem sprawia, że uważam tę firmę za nieco groteskową.
2010/01/20 22:13:35
odnosnie wpisu "aby próbować wcisnąć opcje walutowe"..wylanie dziecka z kąpielą niestety w tym temacie pojawia sie i firmy nie chca sie zabezpieczac, nawet opcjami czy forwardami zwyklymi ; opcje to normalny instrument; umiejetnie stosowac i brac, bo potem bedzie euro po 3,7 i bedzie placz, a nie odrzucac, bo 'cos wciskaja'
2010/01/20 23:23:03
Polisy Prameriki owszem sa proste jak budowa cepa, ale współczynnik wypłaty renty dożywotniej ze zgromadzonego kapitału jest w nich wg mnie słaby. To duży minus, bo jak wiadomo polisa jest ogólnie kiepskim narzędziem gromadzenia kapitału. W takim przypadku powstaje uzasadnione pytanie, po co ją w ogóle zakładać?
2010/01/21 10:13:36
Polisa jak nazwa wskazuje ubezpiecza od czegoś. W związku z tym liczenie na to, że się zarobi na polisie na emeryturę to chyba pomieszanie pojęć a jak mawiał klasy w Misiu "nie mylmy dwóch ustrojów". Lepiej kupić osobno polisę i osobno oszczędzać na emeryturę.
2010/01/23 01:16:58
A ja mam trzy duże polisy w pramerica, pierwsza od siedmiu lat, raz zmienił się agen... \lifeplanner , bo wcześniej byłaq b. ładna plannerka, ale cały czas co pół roku dzwonią. pytają jak leci czy może jest coś wczym, mogą pomóc, uważam że serwis jest dobry , ale jakość polis to dopiero rewela-bezkonkurencji, oczywiście to mój pogląd ale wiem co piszę , bo oparte na własnej skórze
2010/01/23 12:57:22
Ja mam już 6 "life plannera" z Pramerici w ciągu 6 lat. Każdy nowy zapewnia, że teraz to juz na stałe. Jedyny kontakt z planerem mam jak sam zadzwonię z pytaniami. A na odpowiedź na maila czekam już 3 tygodnie.
I generalnie nie czyni mnie brak kontaktu z planerem człowiekiem nieszczęśliwym, ale śmieszy mnie to wciskanie, że przedstawiciele handlowi Pramerica to taka "elita". Skoro mają tam taką rotację, to znaczy, że elitą może stać się każdy. 2010/01/23 14:48:08
Ja miałem podobną (w jakimś sensie) przygodę z Pekao SA parę lat temu. Pani "opiekun" miała w poważaniu klienta. By zastać ją w oddziale trzeba było mieć sporo szczęścia, nie oddzwaniała, nawet jak się człowiek na konkretną godzinę umówił to okazywało się, że nie ma jej akurat na miejscu i trzeba czekać pól godziny, godzinę, aż wróci. Kończyła się lokata, nie raczyła nawet zadzwonić, zainteresować klienta innym produktem banku, w efekcie pieniądze trafiły na konto (niskie, w zasadzie zerowe oprocentowanie). Jak zabrałem pieniądze z Pekao SA telefon zaczął dzwonić niemal codziennie. Musiałem pisać specjalne pismo, że nie życzę sobie dalszego wykorzystywania moich danych osobowych.
2010/02/10 22:00:08
Macieju i każdy inny nasz Drogi PT Kliencie,
ja, pracujący w tej firmie, mogę Cię zapewnić. Jeśli ktoś przejmuję "sierotkę" NIE MA z tego żadnych pieniędzy! Walki w kisielu więc nie będzie. Przy okazji, wszystkich naszych PT Klientów bardzo proszę - informujcie nas o zmianach danych kontaktowych! Słusznie Macieju zauważyłeś, że miejsce zamieszkania się nie zmieniło - ale wyobraź sobie ile kosztuje Life Plannera w 9 na 10 przypadków usłyszeć: "skoro nie odbieram telefonu, to znaczy, że nie chcę polisy i proszę mnie nie nachodzić" Ja jednak obiecałem cykliczny kontakt i dbanie o to, aby polisa nie upadła - bo gdy Ciebie Drogi Kliencie zabraknie, może się zdarzyć, że żona, dzieci, czy inne osoby, którym tą polisą chciałeś zapewnić środki na dalsze ich utrzymanie, tych pieniędzy nie dostaną! Bo Uposażony nie wie, że był chroniony, a Life Planner go nie znajdzie, bo kiedyś PT Klient nie poinformował go o zmianie numeru telefonu, czy zamieszkania! Nie dziwcie się więc Drodzy Klienci, że gdy nie ma kontaktu telefonicznego, czasami Was nachodzimy. W Waszym interesie! Obiecaliśmy Wam to i takie mamy standardy! 2010/02/10 22:52:56
Witam serdecznie. Ostatni post jest nieco... hmmm... rozczarowujący. Liczyłem na tę walkę w kisielu, naprawdę liczyłem... Rozumiem w pełni, że agent może mieć problem z namierzeniem mnie, skoro zmieniam numer telefonu, nie informując o tym firmy. Ale przydziałowy life-planner nie kontaktował się też z moją żoną, choć ona telefonu nie zmieniła :-). Być może większość klientów nie ma ochoty zbyt często przyjmować telefonu od agenta, ale ja jednak czuję się lepiej, słysząc w słuchawce jego głos raz w roku.
Pozdrawiam! 2011/06/30 21:43:36
Witam i od razu dziękuję za ciekawy wpis i sporo komentarzy. Nie jestem ani klientem, ani pracownicą firmy. Jeszcze. Czy będę - dopiero się okaże. Lektura całego wątku rozmowy z pewnością wyczuliła mnie na przyszłość, jeśli faktycznie będę się tym zajmować, aby mimo pozornych przeciwności dbać o stały kontakt z osobami, które powierzą mi planowanie swojego, ubezpieczeniowego życia. Wiem, ile kosztują podobne, wspomniane wyżej, przykre słowa. Oby takich było jak najmniej, a najlepiej wcale.
Widziałam w oddziale ludzi naprawdę pełnych pasji, entuzjazmu, którzy tam pracowali lata. Były też osoby od których biło wypaleniem zawodowym i wyczerpaniem. Współczuję klientom, którzy są pod opieką tych drugich. Za to współpraca i w ogóle jakikolwiek kontakt z tymi pierwszymi, to sam entuzjazm. Odczuwalny, nie wyuczony. |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|