|
Blog > Komentarze do wpisu
Między miłością, a nienawiścią. Kto poczuje miętę do funduszy inwestycyjnych?Trzy tygodnie temu pisałem, że Polacy generalnie wciąż są odwróceni tyłem do funduszy inwestycyjnych i cierpnie im skóra na samą myśl o wpłacaniu do kas powierników pieniędzy. Okazuje się, że to tylko pół prawdy o naszym stosunku do funduszy, nadwątlonym wielkim kryzysem finansowym z lat 2007-2008, a wcześniej agresywną autopromocją funduszy, nastawioną na budowanie w świadomości klientów miraży zysków pewnych jak w banku. Otóż z opublikowanych we wtorek wyników badań ARC Rynek i Opinia, przeprowadzonych na zamówienie TFI Skarbiec wynika, że wśród osób, które już są klientami funduszy, aż 33,6% ma zamiar dopłacenia do nich pieniędzy w ciągu najbliższego półrocza! Być może część z tych zapowiedzi to tylko czcze obietnice (badanie było przeprowadzane w listopadzie 2009 r., gdy koniunktura na rynkach była o niebo lepsza, niż dziś). Ale jeśli przyjąć, że klientami funduszy inwestycyjnych jest w Polsce ok. 3 mln osób, to należałoby oczekiwać, że kilkaset tysięcy ludzi wkrótce przybiegnie do powierników ze swoimi zaskórniakami. Sporo. Naprawdę sporo. Wielki Brat jest pod wrażeniem.
Niestety, na tym koniec dobrych wieści. Druga część prawdy o naszym podejściu do funduszy jest dokładnie taka, jak tytuł mojej notki sprzed trzech tygodni. „Panowie, bawcie się dobrze, ale nie moimi pieniędzmi” - mówią funduszom ci, którzy obecnie nie mają w nich ulokowanych pieniędzy. Fundusze mają duży „elektorat negatywny”. Wśród osób, które nie trzymają w tej chwili u powierników swoich pieniędzy, aż 74% sondowanych mniej lub bardziej zdecydowanie wyklucza możliwość zainwestowania w fundusze. Tylko 15,7% osób nie trzymających obecnie pieniędzy w funduszach inwestycyjnych, zamierza zainwestować w nie pieniądze w najbliższych miesiącach! ARC Rynek i Opinia zapytał też Polaków czego oczekują od funduszy. Okazało się, że... sami nie wiemy czego. Po pierwsze: bezpiecznego inwestowania, nawet kosztem niższych zysków. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 76,8% osób, a jedynie 20,1% stwierdziło, że interesuje ich wysoki zysk, nawet za cenę ryzyka. Ale jednocześnie Polacy, pytani o to jakie elementy są ich zdaniem najważniejsze w ofercie TFI, aż w 43,7% stwierdzili, że... stopa zwrotu generowana przez fundusze. Tylko 33,1% wskazało na rzetelną i uczciwą informację. Ci sami Polacy, tak bardzo unikający ryzyka i jednocześnie ceniący sobie wysokie zyski eksponowane w ofercie powierników, pytani o preferowany rodzaj funduszu w 30,9% wskazali na fundusz zrównoważony, a w 29,8% - na fundusz akcji. Fundusz obligacji w pierwszej kolejności wybrałoby 9,4% osób. Albo więc jesteśmy takimi funduszowymi „erotomanami-gawędziarzami”, w których inwestycyjny demon budzi się tylko kiedy przychodzi ankieter z sondażowni, albo... sami nie wiemy czego chcemy od funduszy: wysokiego zysku, czy niskiego ryzyka? Ale najbardziej zasmuciło mnie w wynikach badań opublikowanych przez TFI Skarbiec to, w jaki sposób Polacy chcą inwestować w fundusze. Otóż aż 25,3% preferuje ubezpieczenie z funduszem kapitałowym, czyli wszystkiego rodzaju trzeciofilarowe polisy inwestycyjne, oferowane przez firmy ubezpieczeniowe. To najdroższa forma inwestowania w fundusze, bo nie dość, że trzeba płacić za samo zarządzanie pieniędzmi, to jeszcze firma ubezpieczeniowa zwykle zdziera słono za to, że w całym interesie pośredniczy i dostarcza „opakowanie”. Drugą preferowaną formą inwestowania w fundusze (24,5% odpowiedzi) jest połączenie lokaty z funduszem inwestycyjnym. Takie pakiety, jak choćby SuperDuet w Banku Millennium, bardzo się ostatnio rozpanoszyły i przyznam, że średnio mi się to podoba, bo klient często myśli, że kupuje pakiet bezpieczny (bo ma przecież lokatę), a tak naprawdę wystawia się na większe lub mniejsze ryzyko. Tylko mniej niż połowa pytanych - 47,2% - wybrała najbardziej efektywne i najtańsze formy inwestowania w fundusze - bezpośredni zakup jednostek bądź uczestnictwo w planie systematycznego oszczędzania, organizowanym przez TFI. Co trzeci Polak w wyborze funduszu zamierza skorzystać z pomocy pośrednika - doradcy finansowego.
W sumie więc obraz wynikający z badań jest następujący. Ci, co już inwestują w funduszach, kochają je miłością nie tylko platoniczną (co trzeci jest gotów w tę miłość nadal inwestować). Ci, którzy nie inwestują w fundusze, darzą je uczuciem zgoła innym: zimną obojętnością. Kupując fundusz liczymy oczywiście na wysoki zysk i niskie ryzyko :-). Zaś jako dobrzy ludzie często lubimy, jak na naszych inwestycjach w fundusz przy okazji zarobi sobie jakaś firma ubezpieczeniowa lub doradca finansowy (agenci i pośrednicy też muszą z czegoś żyć). PS. Pisałem niedawno, że fundusze inwestycyjne, poza dość nielicznymi wyjątkami, mają w nosie rynki wschodzące. Kolejna miła niespodzianka - TFI Skarbiec zaczyna mocniej promować fundusz globalnej alokacji, który szuka zysków nie tylko w Polsce i krajach ościennych, ale i np. w Peru, Rosji, Tajlandii, RPA, na Filipinach, czy choćby w Brazylii. I dobrze: na parkiecie przy ul. Książęcej w Warszawie świat się przecież nie kończy. środa, 10 lutego 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2010/02/10 12:36:11
Ma Pan rację, to nie jest nowy fundusz, poprawiłem już tę informację, dziękuję za zwrócenie uwagi.
Pozdrawiam! 2010/02/10 14:26:17
Nowy jest w tym sensie, że w listopadzie 2009 roku zmienił radykalnie filozofię inwestowania. Wcześniej to był fundusz Skarbiec Private Equity. Przy okazji, w powyższym linku mBank błędnie podaje opłaty za zarządzanie, wynoszą one max 4%.
2010/02/10 15:51:42
Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę, że ten fundusz (póki co) szału sobą nie przedstawia. W porównaniu z moim ulubieńcem, Legg Mason Akcji, wypada blado. Stopa zwrotu ciągle poniżej.
Może nowa taktyka pokaże nieco pazura, bo jak na razie, to jestem na "nie" 2010/02/10 20:52:11
Gdzies czytalem niedawno o badaniach, w ktorych Polacy uznali trzymanie pieniedzy w euro za najlepsza inwestycję 2009 roku. Duża praca przed Wami, Panie Redaktorze.
2010/02/10 22:07:54
Dzień dobry,
Panie Macieju, pisząc o ubezpieczeniach kapitałowych jako o drogiej formie funduszu, nie przyjął Pan jednego czynnika - punktu widzenia (przede wszystkim siedzenia). Ma Pan całkowitą rację, co do kosztów obsługi portfela. Nie wspomniał Pan natomiast, że takie ubezpieczonka dają dostęp za powiedzmy 200zł miesięcznie do takich funduszy, jak Franklin Templeton i całej armady następnych. Najważniejsze jednak, że uczą oszczędzania regularnie. Jeszcze bodaj 1,5 postu temu pochwalał Pan promocję takiego zwyczaju wśród ludzi . P.S. Dziwię się Polakom w kwestii FI. Z drugiej strony, jakby znowu napadli Niemcy lub ktokolwiek podobny albo uderzyła nas burza słoneczna, to ważne będzie to, co w szufladzie pod skarpetami. Oby tak nie było :) 2010/02/10 22:38:56
Drogi Imienniku,
zgadzam się, że przewagą parasoli ubezpieczeniowych nad tymi, które mają TFI, jest liczba funduszy do dyspozycji. Tyle, że nie jestem przekonany, czy komuś, kto chce inwestować po 200 zł miesięcznie, aż tak wielki wybór jest potrzebny. Nie mówię, że nie - stawiam pytanie. Sam mam fundusze i Franklina Templetona i BlackRock i pięciu polskich TFI i jakoś sobie radzę bez polisy inwestycyjnej z cyrografem na 20 lat. Ma Pan natomiast rację, że wszystko co uczy systematycznego oszczędzania, jest w ostatecznym rozrachunku korzystne dla klienta. Nawet jeśli połowa zysku wyląduje w kieszeni pośredników :-). Wolałbym tylko, by ludzie w większym stopniu kierowali się w swoich wyborach zdrowym rozsądkiem, nie zaś namowami naganiaczy lub reklamami. No, ale to oczywiście takie moje gderanie :-) Pozdrawiam! 2010/02/11 14:04:43
A ludzie jake byli, take są. Swoje wybory podejmują po chińsku: jako-tako.
Wyższa szkoła jazdy wybierać pojedyncze fundusze samemu, bo trzeba badziej kombinować - tu wygryźć się na opłacie wyjściowej, tam dołożyć jednostek, tu realokować. Parasolki są dobre, o np. dla nauczyciela wf'u. Bardziej interesuje go karate i lokalna drużyna siatkarska oraz dwie córki, pies, KH i KG na auto, niż poziom rezerw złota w krajach BRIC. Dwa - kasy nie ma od razu na tyle, by mieć np. na podstawowy pakiet jednostek Legg Mason. Ja się, póki co, zaliczam do tych inwestujących mało i regularnie, ale samemu i w parasolce. Tym niemniej giełdowy uśmieszek Pana z Aegona i ciepłe poklepanie po plecach przy podpisaniu umowy na 20 lat, jak wspomniał Pan Maciej, nie może Wam ludzie wystarczyć, by wybierać ultraagresywne fundusze akcji na niestabilnych, ale wysoko rokujących rynkach. A jeśli już to zrobicie, to przynajmniej wiedzcie, że to potrafi paść. Bo widzi Pan, Panie Macieju, jeśli fundusze tracą, tracą wszyscy. Fundamentalna różnica, to fakt, że jedni już nienawidzą Pana z Aegona i są oszołomieni (klient stracony prawie na zawsze), a drudzy myślą: "ta, no ale próbowałem, ok, przeczekam rok tej recesji i przeniosę jednostki do wysokorozwiniętych krajów" (klient zdeterminowany i na zawsze). Tak to jest, jak dobry produkt sprzedaje niedobry Pan. Aegon, Efect, wszystkie Finama, Expondery i Many Experty :) Dajcie ludziom prawdę, a kupią. Dlatego z Efectu i ME uciekłem, jako pracownik. "Lutować" nie potrafię :) 2010/02/11 14:43:52
Jako, iż miejsca na tej stronie dużo, wspomnę przyszłym kredytobiorcom hipotecznym, że produkty łączone, tj. KH + inwestycja, są mądre, o ile przemyślane przez Was samych, a nie Waszego "bezpłatnego" doradcę. Oni mają cel - to ma wejść. W klienta. A jak? Najlepiej, jak się powie, że taki, a taki fundusz historycznie robił cuda. Wspaniale, natomiast historia ma to do siebie, że jest zmienna. Jeśli mowa o funduszach różnych krajów, tuzem być nie trzeba. Wchodzisz na google, lepiej Wikipedię i sprawdzasz dany kraj. Sprawdzasz tzw. background - stosunki z sąsiadami, historia tych stosunków, eksport, import, jakich surowców ma dużo, jakie są nastroje społeczne w danej chwili, jakie są ich duże przedsiębiorstwa, ale przede wszystkim jakie są ich małe przedsiębiorstwa. Podejmujesz wybór - poważną decyzję, ale przynajmniej własną. Ty z nią śpisz i o niej myślisz. Ty jesteś odpowiedzialny za częste sprawdzanie wyżej wymienionych. Jeśli dasz ten wybór Panu z (tym razem np.) Open Finance, to wiedz, że da po bandzie, bo co mu zależy. A może jednak jesteś konserwatystą i wolisz po prostu, by Twoja kasa miała tą samą wartość za 5, 10, 15 lat, tj. jechała na takim procencie, by zrównać się z inflacją. Zrób to sam. Teraz przytoczę niesmaczny, a jasny przykład (te uwielbiam najbardziej). Wchodzisz do korytarza, staje przed Tobą uśmiechnięty Pan. Fajny, zadbany i w garniaku. A jaki wygadany. Specjallista od kobiet. Prosisz go, by na następne Xnaście lat wybrał Ci najpiękniejszą kobietę z tych osiągalnych. On mówi: wejdź do tego zupełnie ciemnego pokoju i powiedz: "Czary Mary Basiu", a ona będzie Twoja i to jest TA. Jest tam też urzędnik stanu cywilnego i ksiądz. Od razu dadzą Wam ślub w ciemnościach. I pamiętaj "drogi kliencie" ( zwrot słynny w ME i Axa - obleśny): JA TO ROBIĘ BEZPŁATNIE.
Yhm. Yhm. Yhm. Tu umowa, tam umowa, a porady bezpłatne. Dlatego jest tyle płaczących w nocy żon, robiących na boku mężów. Podejmują decyzje pochopnie i nie czytają OGÓLYCH WARUNKÓW :) Panie Macieju, Pan wybaczy. To jest Pana blog. Przymknę się :) 2011/12/12 22:09:03
Podstawowe źródło ryzyka dla klientów TFI wynika z tego, że bardzo trudno jest przewidzieć moment, w którym rozpoczyna się hossa czy bessa na giełdzie i dokonać konwersji jednostek uczestnictwa różnych funduszy/ subfunduszy w odpowiednim czasie. Im lepiej uczestnik rynku funduszy inwestycyjnych jest w stanie przewidzieć trwałe zmiany w rynkowej koniunkturze i w odpowiedzi na to zmieniać udział różnego typu funduszy/ subfunduszy w swoim portfelu, tym większy zysk, nawet w stosunkowo krótkim czasie, będzie w stanie osiągnąć.
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
Na stronie mBanku piszą, że działa od 2007 roku.