|
Blog > Komentarze do wpisu
Telemarketing ING zabija chęć do życiaKilka dni temu zadzwoniła do mnie pani z ING Banku Śląskiego. Nie mam z tym bankiem zbyt zażyłych relacji - raptem puste konto oszczędnościowe, jeden fundusz inwestycyjny i karta kredytowa z ledwie tkniętym limitem - ale nie zdziwiłem się, kiedy pani oświadczyła na wstępie, że dzwoni w podziękowaniu za to, że jestem świetnym klientem, a bank chce mnie dodatkowo wynagrodzić. „No, na pewno” - pomyślałem. Skoro pani namierzała mnie przez bite cztery dni, to postanowiłem jej wysłuchać w podzięce za jej determinację. To był błąd. Koszmarny błąd. Pani niestety nie chciała ze mną rozmawiać, po prostu odczytywała napisane kwestie głosem tak sztucznym, że aż zabijającym we mnie chęć do życia. Zaproponowała kredyt gotówkowy na preferencyjnych warunkach, czyli tańszy o 1,5 pkt. proc. od standardowego. Szału marketingowcy ING nie robią, bo różnica między odsetkami od kredytu oprocentowanego na 18%, a tym na 16% nie jest zbyt wielka. Pani nie zraziła się moim ziewaniem do słuchawki i odczytała z kartki, że taka pozyczka da mi „poczucie bezpieczeństwa finansowego” i jeszcze kilka dyrdymałów. Na koniec zapytała: „co pan sądzi o tak przygotowanej propozycji ING Banku Śląskiego”? Może bym i się zastanowił, czy nie zwiększyć swojego „poczucia bezpieczeństwa finansowego”, pożyczając pieniądze na 16% rocznie :-). Ale postanowiłem sprawdzić czy pani ma coś do odczytania klientowi, który wyrazi brak zainteresowania ofertą, czy też grzecznie się pożegna. Powiedziałem, że nie mam pomysłu na wydanie pieniędzy, które wspaniałomyślnie oferuje mi ING Bank Śląski. Pani była przygotowana i zaczęła czytać o „możliwości realizacji długo odkładanych planów” oraz „spełnianiu marzeń”. Na koniec odczytała pytanie, które miała na kartce: „Dlaczego by nie skorzystać”? I zapadła drętwa cisza. Pani chyba doszła do końca kartki. Dalej już tylko dojmująca pustka. Tak jak w niektórych bankowych reklamach... Nie wiem czy ING zatrudnił do tych głupawych czytanek zewnętrzną firmę, czy też „obdzwonkę” robią w wolnych chwilach etatowi pracownicy infolinii. Ale akcja jest tak źle przygotowana, a telefonistki tak bezosobowe i plastikowe, że każdy, kto oczekuje od banku czegoś więcej, niż szybkiego pieniądza, będzie czuł po rozmówkach z telefonistkami ING głęboki niedosyt. Bank, zamiast przedstawiać się z najlepszej strony, emanować przyjaznością, sprawiać wrażenie banku zwykłych ludzi, postawił na plastik i nienaturalność. Akurat po ING, którego twarz reklamowa jest wyjątkowo przyjazna oraz skuteczna (pamiętacie ten spot, który przypominam poniżej?), spodziewałem się czegoś dużo lepszego. Cóż, czyżby wraz z odejściem prezesa pomarańczowy bank osiadł na laurach?
PS. A reklamy ING Banku z Markiem Kondratem chyba nieodwołalnie przejdą do historii, skoro ich zgłębianiem zajął się nawet niejaki Kominek, ponoć jeden z bardziej popularnych bloggerów w tym kraju :-). Tak na marginesie: mam diametralnie inną opinię na temat pracy rzecznika ING Banku Śląskiego, niż Kominek. Rzecznik instytucji finansowej nie zawsze może powiedzieć wszystko wprost. Czasem, mając za sobą ograniczenia korporacyjne, musi liczyć na inteligencję odbiorcy, co Kominek mylnie zinterpretował jako bezczelność i ignorancję. wtorek, 02 lutego 2010, maciek.samcik
TrackBack
Fatalny telemarketing w wykonaniu ING Banku Śląskiego
z Niecodziennik krytyczny
Nawiązując do artykułu Samcika Telemarketing ING zabija chęć do życia chciałbym podzielić się z Wami moją dzisiejszą historią z tymże telemarketingiem. Zadzwoniła do mnie telemarketerka z ING Banku Śląskiego. Po przedstawieniu się ... » Wysłany 2010/02/03 22:54:00
Komentarze
patryg1
2010/02/02 08:51:35
Bo sprzedawać produkty, szczególnie przez telefon to trzeba umieć. Do mnie dzwonią co jakiś czas z Polbanku i zawsze używają tych samych argumentów. Sam kiedyś pracowałem w Citi Handlowym i też jechałem cały czas z tą samą płytą :) Wytrzymałem trzy miesiące i doszedłem do wniosku że się nie nadaję do takiej roboty. Zresztą uważam że nie wiele osób nadaje się do takiej roboty, stąd na tego typu infoliniach sporo jest takich osób co się nie nadaje. No ale dzwonić trzeba, a że później są takie historie jak opisana w blogu to średnio się tym ktoś z menedżmentu przejmuje :)
2010/02/02 12:07:01
Tez miałem telefon z ING. Tyle, że mnie z nimi łączy na tyle mało, że miałem śmiałość zapytać o to jak weszli w posiadanie numeru telefonu na który dzwonią. Pani (przedstawiła się na początku rozmowy radośnie z imienia i nazwiska ale niestety, nie przeczuwając ciągu dalszego, nie zanotowałem) była tak przerażona, że odłożyła słuchawkę! Żenujące tym bardziej, że był to mój telefon służbowy, który jest numerem publicznie dostępnym. Mogę zatem przyjąć, że praktyki nie do końca zgodnego z prawem, pozyskiwania i wykorzystywania danych są na tyle w tej instytucji rzeczą nagminną, że gdyby wejść do sali gdzie pracują telemarketerzy i krzyknąć "GIODO!" efekt mógłby być zbliżony do przejścia huraganu... Mam przy tym na uwadze, że nie jest ING w takich praktykach osamotnione.
2010/02/02 12:33:55
Pewnie jakieś callcenter i nienajlepiej opłacany telemarketer.
Pracowałem jako administrator w callcenter i banki są po prostu niereformowalne - jak agent nie przeczyta dokładnie co mu się na ekranie wyświetli tylko wykaże się własną inwencją to firma ma kłopot. Dla banku po prostu każde odstępstwo od drętwego tekstu który wymyślił jakiś marketingoid (z dyrdymałami takimi albo jeszcze ciekawszymi jak w tym przykładzie) jest nierzetelnym wykonaniem umowy przez callcenter. A dalej to już tylko kary umowne... Więc efekt musi być taki jak w artykule i szans na normalną rozmowę brak. Jeśli dzwoniliby pracownicy z banku w "wolnej chwili" (jak pan sugeruje) to rozmowa nie byłaby taka drętwa bo zwyczajnie się tego nie nagrywa, a rozlicza po prostu z wyników - ilości podpisanych umów - taką rozmowę jakiś czas temu odbyłem ze sprzedawcą (jak przypuszczam) multibanku - było kompetentnie miło i (prawie) bez dyrdymałów (które wyjątkowo mnie drażnią). 2010/02/02 14:42:01
Zastanawiam się, czy może jedynym otarciem łez ze śmiechu nie może być fakt, iż takie paniusie mają często do wyrobienia określony limit telefonów i co więcej, sprzedania czegoś w ich trakcie. (sam byłem świadkiem sytuacji jak reprezentantka innego dużego banku brała na litość mojego kolegę, który nie chciał ich karty kredytowej tłumacząc mu swoją fatalną sytuację z narzucanym odgórnie limitem). Jeśli tak było i tym razem to jest wysoce prawdopodobne, że kobieta była świadoma, iż limitu sprzedaży i tak nie wyrobi (nawet gdyby zdecydował się Pan na kredyt z 45% narzutem) więc "odbębnia" limit rozmów, wszystko i wszystkich ma w głębokim szacuneczku. :) Tak czy owak, potwierdza się moja teoria i totalnym rozjeździe celów sprzedażowych, wizerunkowych i finansowych w niejednej instytucji. Opisana tu historia jest tego kolejnym niestety przykładem
Bartosz Spik 2010/02/02 14:43:36
Nie najlepiej też wychodzi reklama pani z Santandera , która wydzwania z ofertami do klientów proponując im kredyt gotówkowy . Rozmawiając z ta panią ma się wrażenia , że siedzi w knajpie pije piwo i na wardze trzyma peta . Głos bardzo nieprzyjemny ! Okropne wrażenie ! Kredytu nie udało jej się wcisnąć ::)) Wydaje mi się że wiele osób którzy maja dostęp do internetu , którzy posiadają odpowiednią wiedzę(chociaż w kilku %) dzięki takim osobom jak pan i wielu innych którzy o tym piszecie i informujecie resztę społeczeństwa , nie da się już nabić i naciągnąć na kredyty z 60% haraczem. Ja osobiście jeszcze dwa lata tylko jestem skazana na kredyt hipoteczny , razem z dotychczasową spłatą będzie 6 lat i koniec udręki pilnowania CHF i zaglądania do skrzynki czy jest koperta z podwyżką oprocentowania :) I tego samego życzę innym kredytobiorcom oby jak najszybciej ten kamień spadł im z głowy !!!!
2010/02/02 21:59:16
darmowe sesje asertywności i psychicznego znęcania się nad telerozmówcą w gratisie się nie podobają? po odebraniu telefonu mierzymy czas po jakim nasz dzielny rozmówca sam się rozłączy. można również doprowadzić rozmówcę do płaczu a nawet do depresji lub nerwicy maniakalnej. I od razu jest się czym pochwalić na blogu :p
ale - skoro dzwonią to po znaczy że pozyskują tą drogą klientów. i naprawdę wystarczy stonowcze "nie, dziękuję, miłego dnia" jeśłi ofertą zainteresowani nie jesteśmy. Inna sprawa że to forma spamu :) Ale samotni mają z kim pogadać :)). Generalnie liczba plusów przekracza liczbę minusów - i ich nie przesłania;) 2010/02/02 22:06:55
Ja czasem wymyślam bajeczki np mówię że jest pewien problem, otóż nie będę mógł podejść do banku podpisać umowy, bo aktualnie odsiaduję karę więzienia, jeszcze 12 lat mi pozostało, ale będę apelował! Wtedy pani katarynka szybko kończy nawijkę.
2010/02/03 13:16:33
@wzadumie
"iż takie paniusie" Raczej biedne kobiety, które nie mają lepszej roboty @big.spender "Ale samotni mają z kim pogadać :))" lonely polandball don't get it, polandball not happy when Janina z komisji says "możesz wygrać", polandball not send sms "darmowe sesje asertywności i psychicznego znęcania się nad telerozmówcą w gratisie się nie podobają" Darmowe autoiluzje raczej. 2010/02/07 00:13:57
rekmare-jesli wyraziles zgode na przetwarzanie danych-a musiales taka wyrazic-to dzwonia do ciebie z banku. A jesli tego nie chcesz to udaj sie do banku i wycofaj zgode.
A jesli chodzi o stwierdzenie uzyte przez martin.slenderlink _"biedne kobiety, ktore nie maja lepszej roboty"-dodam, ze mezczyzni tez pracuja jako telemarketerzy. |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|