|
Blog > Komentarze do wpisu
Banki nie chcą oddawać nadpłat hipotecznym klientom!W sierpniu zeszłego roku pisałem o tym, że Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stanął po stronie klientów w sporze z bankami o składki tzw. ubezpieczenia pomostowego. Banki pobierały je od klientów w poprzednich latach jako dodatkowe zabezpieczenie kredytu w okresie przejściowym. Składkę płaciło się od dnia wypłacenia kredytu do chwili wpisania hipoteki nieruchomości w księgach wieczystych. Część banków nie pobierała składek ubezpieczenia, ale za to naliczała kredytobiorcom w okresie przejściowym dodatkową marżę SOKiK uznał on, że banki nadużywały swojego prawa do składek z ubezpieczenia pomostowego. Po uszach dostały te instytucje finansowe, które robiły wszystko, by klient płacił ubezpieczenie pomostowe jak najdłużej. Zamiast skasować składkę już od dnia uzyskania sądowego wpisu do hipoteki, przedłużały ten okres w nieskończoność, nawet o kilka tygodni. Sąd nakazał im, by oddały pieniądze klientom. Fundacja KupFranki.pl, skupiająca hipotecznych kredytobiorców, podsumowała koszty niesłusznie pobranych składek i marż na 200 mln zł. Dlaczego o tym piszę? Otóż - jak się dowiedziełem w ostatnich dniach od Rafała Łyczaka z fundacji KupFranki.pl - klienci mają problem z odzyskaniem pieniędzy! Początkowo banki podporządkowały się decyzji SOKiK-u i wypłacały klientom nawet po kilkaset złotych. Ale od kilku tygodni jest z tym coraz gorzej. Jako pierwszy zbuntował się Bank Millennium. Klienci, ubiegający się o zwrot części składek, zaczęli otrzymywać odmowy. Bank argumentował, że sprawa przed SOKiK dotyczyła innego banku, a postanowienie nie jest prawomocne. „Skuteczność wyroku SOKiK wobec podmiotów nie będących stroną postępowania przed sądem powstaje dopiero z chwilą wpisu klauzuli do rejestru klauzul niedozwolonych”. Bank Millennium nie jest jedynym buntownikiem. Odmowy zaczęli też dostawać klienci PKO BP (z uzasadnieniem identycznym, jak w przypadku Millennium) oraz DomBanku, który z kolei w uzasadnieniu stwierdza, że klienci wykupili „Ubezpieczenie ochrony prawnej na wypadek odmowy wpisu hipoteki”, czyli inne, niż to zaskarżone przez SOKiK. W innych bankach, niezależnie od tego, że postanowienie nie jest prawomocne, problemów klientom nie robią. Pieniądze z powrotem dostają klienci Polbanku i Banku BPH. Dlaczego banki robią wszystko, by wykręcić się z konsekwencji orzeczenia SOKiK? Cóż, zapewne tym razem nie chodzi o pieniądze na jeden bank przypada kilka, góra kilkanaście milionów złotych, które należałoby zwrócić klientom. W skali działalności banków to grosze, zwłaszcza jeśli na przeciwnej szali położymy wizerunek instytucji finansowych, który łatwo zepsuć nierozważnymi decyzjami. Banki mimo wszystko ryzykują. Wykręcają się sianem, bo - jak mi tłumaczyli w oficjalnych i nieoficjalnych rozmowach - obawiają się tego typu niebezpiecznych precedensów. Jeśli dziś będą zwracali pieniądze z tytułu nadpłaconych kiedyś składek ubezpieczeniowych, to w każdej chwili mogą się spodziewać wyciągania podobnych roszczeń na podstawie innych „historycznych” zapisów w umowach kredytowych. Bankowcy mówią tak: skoro UOKiK i sąd ochrony konkurencji zakwestionowały określone zapisy, to my rezygnujemy z ich stosowania. Ale nie chcemy, żeby prawo działało wstecz. Trochę racji w tym jest: rzymska zasada, że prawo nie działa wstecz, należy do podwalin naszego systemu prawnego. Tyle, że kłóci się z prawem ochrony konkurencji, które mówi, że zapisy umów, zakwestionowane skutecznie przez SOKiK i wpisane do rejestru klauzul zabronionych, mają status zapisów niebyłych. To oznacza, że jeśli bank na podstawie niebyłej klauzuli nalicza jakieś opłaty, to powinien je zwrócić. Sprzeczność? Chyba tak. I szczerze pisząc nie mam bladego pojęcia kto tu ma więcej racji. Powiecie:skoro bank, zatrudniający sztaby prawników, wpisał do umów rzeczy, które okazały się niezgodne z prawem ochrony konkurencji, to niech płaci - nawet za winy 10 lat wstecz. Jak raz zapłaci, to następnym razem zastanowi się, czy warto naciągać klientów. Ale z drugiej strony to trochę tak, jakby wprowadzić teraz zakaz jeżdżenia na rowerze i karać wszystkich, którzy mają rower w domu, a na nim ślady, że kiedyś go używali... Jeden z bankowców zasugerował mi nawet, by tę rozbieżność między przepisami regulującymi skutki orzeczeń SOKiK, a zasadą, że prawo nie działa wstecz, rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny. Nie wiem, czy to nie za wysokie progi, ale może... Co o tym wszystkim myślicie? A dla klientów banków, którzy spotkali się z odmową wypłaty pieniędzy z tytułu zawyżonej marży lub niesłusznie pobranych składek ubezpieczenia pomostowego - wzór druku reklamacji, który znajduje się na stronie KupFranki.pl. Czytaj też o ciekawych zapisach w umowach kredytowych Polbanku sobota, 06 marca 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
frankie
2010/03/06 10:09:38
Zgadza się że prawo nie działa wstecz. Tylko że orzeczenie SOKIK-u nie jest wogóle prawem, a tylko jego zastosowaniem. Prawo na podstawie którego je wydano istniało już wcześniej.
2010/03/06 10:27:23
Panie Macieju, niestety, nie rozumiem tego porównania do roweru, zupełnie nietrafione moim zdaniem.
SOKiK jako taki przecież nie zajmuje się tworzeniem prawa. Wyroki SOKiK nie są działaniem prawa wstecz. Można powiedzieć, że tym razem banki sobie stworzyły subprawo do naciągania klientów na dodatkowe pieniądze. A to się okazało niezgodne z istniejącym prawem. ISTNIEJĄCYM, a nie "stworzonym" przez SOKiK. I tak, każdy przedsiębirca ma obowiązek dbać o to, aby umowa podsuwana klientowi do podpisania była zgodna z prawem, z jego duchem i literą. Oczywiście banki jako strona silniejsza będą naciągały prawo do granic możliwości, ba wręcz je przekraczało. I nie zgadzam się z tym że to jest kara. Jaka kara?? że zwracają pieniądze niesłusznie pobrane?? Gdyby musiały dołożyć jeszcze 10 razy tyle, to byłaby kara, a tak zwracają (bądź nie jak się okazuje) bez odsetek ustawowych. Jak się okazuje, nawet ten przekręt się opłacił, bo pożyczka 0 procent od klientów to chyba nie jest kara. 2010/03/06 11:36:16
"skoro UOKiK i sąd ochrony konkurencji zakwestionowały określone zapisy, to my rezygnujemy z ich stosowania. Ale nie chcemy, żeby prawo działało wstecz"
To chyba tylko prowokacja do dyskusji, bo podążając tym tokiem myślenia wyobrażmy sobie, że oskarżony podczas procesu powie, że nie wiedział, że tak nie można, że prawo nie działa wstecz, bo on już nikogo nie obraża, nie kradnie, nie morduje, nie bije, nie g....... i w związku z tym nie może iść do więzienia, nie wypłaci odszkodowania, nie musi nikogo przepraszać. Spóźniając się pół roku proszę powiedzieć w urzędzie skarbowym, że Pan nie wiedział, że deklarację podatkową PIT składa się tylko do końca kwietnia, i że Pan w już w przyszłym roku na pewno złoży ją na czas;) 2010/03/06 15:12:50
Chyba żartujesz co?
Pobierana była opłata która nie miała podstawy prawnej do jej pobierania - tyle powiedział sąd. Teraz po prostu banki muszą zwrócić bezprawnie zabrane pieniądze. Nie ma o czym dyskutować. Tak jest w każdym przypadku w którym w którym sąd uzna jakiś zapis za niezgodny z prawem. Proszę sobie wyobrazić sytuację w której bank żąda 10.000 zł za rezygnację z ROR-u - czy uważa pan, że tak wysoka opłata byłaby zgodna z prawem? (akurat nie wiem czy taki zapis jest wpisany na listę klauzur niedozwolonych). Po prostu silniejsi którzy są naciągaczami (inaczej tego nie można nazwać), muszą ponieść finansową karę. 2010/03/06 15:48:23
Po co Trybunał, przecież od połowy lipca będzie można ruszyć z pozwami zbiorowymi.
Pewnie te banki które odmawiaja zwrotów wpisały chęć zaistnienia medialnego w powyższym temacie w swoją politykę ;-) gratuluję posunięcia. Panie Maćku zgadzam się z autorami wszyskich powyższych komentarzy, a z tym rowerem to się pan lekko mowiąc rozjechał z tematem. Wątpliwość co do zasadności zwrotów mogą mieć jedynie banki z wiadomych przyczyn, a że jedyną grupą która realnie przeciwdziała i piętnuje "kanon złych praktyk" stosowanych przez banki jest KUPFRANKI to tylko dziękować opatrzności i nie tylko opatrzności że takie coś jak kupfranki zostało stworzone. 2010/03/06 16:20:10
I jeszcze jedno: ani sąd, ani UOKiK nie tworzą prawa, a jedynie (lub aż) nakazują/kontrolują jego przestrzeganie (w Polsce jest tylko jedna władza ustawodawcza), więc o jakim działaniu prawa wstecz Pan mówi?
2010/03/06 17:40:41
ciekawe, że nie pojawił się nikt, kto by próbował postawić się z drugiej strony. Ale jak tutaj się postawić, skoro banki nie działały zgodnie z prawem. W duże części dalej nie działają, co widać chociażby po powyższym tekście.
ale ja z czymś innym z onetu: biznes.onet.pl/bankowiec-tylko-jako-ziec,18490,3187124,1,news-detal i w środku takie coś: " Zresztą Polacy mają też powody do narzekań na rodzime banki. Choćby dlatego, że wstrzymały one udzielanie kredytów, które i tak są koszmarnie drogie i obłożone wieloma obwarowaniami, czy też, że reklamy banków stoją w drastycznej rozbieżności z tym, co naprawdę oferują. Niezwykle cenię cykl na ten temat publikowany ostatnio przez Gazetę Wyborczą mówi prof. Krzemiński." Gratuluję ;) To o Panu ;) 2010/03/06 18:17:08
Tak jeszcze jedno pytanie do ogółu: czy znacie jakiś bank, który zwraca tę kasę i odsetki ustawowe do tego?
Bo z tego co wiem, a mam ku temu podstawy prawne to odsetki się należą, a banki oczywiście znowu zlewają prawo polskie (na pewno tak jest w mBanku i Multibanku - tradycyjnie). 2010/03/06 18:54:57
Tak Bankom należą się ulgi oni mogą nie zwracać kasy OK "przyjmijmy że mają racje " , ale czy kiedykolwiek jakiś Bank podarował jakiemuś kredytobiorcy chociaż jedną złotówkę . Czy kiedykolwiek bez odsetek jakiemuś kredytobiorcy pozwolono oddać sam kapitał bo stracił prace . To Panie Maćku działa w dwie strony. Podejrzewam że gdyby nie nasze zawyżone oprocentowanie kredytobiorców "starego portfela " to nikomu nie chciało by się o te parę groszy wyciągać rękę i smażyć te pisma .
Kilka stwierdzeń można by było tu dodać : Kto mieczem wojuje ten od niego ginie. Banki chciały się szybko nachapać aż się zachłysnęły . Na ludzkiej krzywdzie się nie wzbogacą 2010/03/06 19:53:46
Z tego co wiem to z odsetkami zwraca były GE Money bank i mBank. Ale trzeba sprawy śledzić na forach kupfranki.pl
2010/03/06 22:22:33
Szanowni! Dziękuję za gorącą dyskusję w ten zimny dzionek i to w weekend. Rozumiem, że postanowiliście siedzieć z laptopem na kolanach, żeby się trochę ogrzać w jego ciepełku... Wasze opinie są dość jednoznaczne, ale w jednym punkcie nie do końca mnie przekonują (choć staram się tu być adwokatem diabła, bo nie sztuką byłoby w tym temacie zrobić najazd na banki). Otóż: zgoda, że orzeczenie SOKiK formalnie nie tworzy prawa. Ale... może jednak tworzy. Bo SOKiK nie tylko mówi, że dany zapis jest bezprawny. Jego opinia powoduje, że jakieś zapisy w umowach przestają obowiązywać i to z mocą wsteczną. Ergo: mamy umowę, której treść jest zmieniana przez stronę trzecią. Jeśli sąd nie tylko uznaje jakieś zapisy za niezgodne z prawem, ale też wykreśla je z umów, to trąci moim zdaniem tworzeniem nowego prawa. Spójrzcie np. na orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. O ile się orientuję, one nie działają wstecz. Trybunał uznaje, że jakaś ustawa jest w kilku punktach niezgodna z konstytucją i nakazuje Sejmowi ją zmienić. Wydaje mi się, że Trybunał nie ma mocy, żeby wykreślić bezprawne zapisy z ustawy i uznać je za niebyłe. Uważam, że to jest mocny argument, który przemawia za tym, że banki mogą mieć trochę racji, mówiąc o prawie, które działa wstecz, a nie powinno.
Pozdrawiam! 2010/03/06 22:23:54
A za podrzucenie prof. Krzemińskiego pięknie dziękuję. Miło, że ktoś zauważa moją pracę...
To mi poprawia nastrój! Pozdrawiam raz jeszcze wszystkich czytelników! 2010/03/06 23:25:14
Jeśli sąd nie tylko uznaje jakieś zapisy za niezgodne z prawem, ale też wykreśla je z umów, to trąci moim zdaniem tworzeniem nowego prawa.
Panie Macieju, ale umowa nie tworzy prawa. Umowa to umowa i powinna być ona zgodna z obowiązującym prawem. SOKiK tylko stwierdza, że dany zapis był wprowadzony niezgodnie z przepisami. Przepisami, które istniały, a które to np. banki wykorzystały przeciwko klientowi. SOKiK mówi - stop - pobrałeś opłatę na podstawie zapisu, który tam nie powinien się znaleźć. Jest to najbardziej elementarne podejście do sprawiedliwości i rozsądku. Tak samo działają zwykłe sądy, z tym tylko, że tam zapisy kwestionowane odwołują się do jednej, konkretnej umowy. I jeżeli jest zapis niezgodny z prawem to sąd uznaje go za nieobowiązujący, za niebyły. Dokładnie taka sama procedura. SOKiK zajmuje się zapisami w umowach - i dobrze, a co by było gdyby takiego bata nie było? Koledzy pisali wcześniej - wpisywano by najbardziej pokraczne i absurdalne zapisy obciążające finansowo klientów za np. brak krawata podczas wizyty w banku. Zanim sąd by się tym zajął to bank zgarnąłby kasę i nie chciał potem oddać, bo prawo nie działa wstecz. Ochrona konsumentów (tak bardziej globalnie) jest na naszym etapie rozwoju cywilizacyjnego jak najbardziej wskazana. I jeszcze do tego zbyt mała, bo jak już wspomniałem np. mBank zwraca te pieniądze bez odsetek, które się należą. I kto teraz powinien sprawdzić to jak banki się z tego wywiązują? Kto ma jakieś umocowanie prawne aby na mBank nałożyć za to karę? Jak widać do cywilizowanego zachodu jeszcze nam daleko, niezależnie od tego co pisze pan Macierzyński. a to my dziękujemy za ten cykl "prawa jazdy po reklamach bankowych". Czego mi osobiście brakuje (a co byłoby trudne do zrealizowania) to cykl dotyczący samych umów. Pan recenzuje reklamy i oferty, ale brakuje jeszcze tego kogoś, kto wyłapywałby kruczki w samej umowie. Nie czepiam się bynajmniej.. to byłby krok dalej w analizie działań banków. Domyślam się, że pewnie artykuły byłyby mniej strawne i dużo dłużej by trwało ich pisanie. 2010/03/06 23:27:59
zapomniałem dodać coś odnośnie TK - to jest moja opinia, ale jeżeli jest coś niezgodnego z Konstytucją, to TK powinien mieć takie same uprawnienia jak SOKiK, tak jak to Pan opisał.
Widzę pewne konsekwencje takiego postawienia sprawy, niemniej ktoś by może bardziej się przyłożył do tworzenia prawa. 2010/03/07 11:29:45
@lkuziem
Odsetki nie należą się z mocy samego prawa gdyż trzeba najpierw o nie wystąpić. @maciej.samcik Orzeczenie sądu w tym wypadku ma charakter wyłącznie deklaratoryjny tj. potwierdza że dany zapis był nieważny od samego początku z mocy prawa. W prawie występują konstytutywne wyroki, a mimo to nikt ich nie kwestiomuje np. 357 ze znaczkiem 1 i 388 ze znaczkiem 1 par 3 Kodeksu Cywilnego. 2010/03/07 16:33:20
no, mBank nie chce oddawać. Liczy czas od daty złożenia reklamacji, czy jak wolisz pisma o zwrot tych pieniędzy. Też twierdzi, że prawo nie działa wstecz i w "tamtych warunkach prawnych" mieli prawo pobierać pieniądze.
I oczywiście, kto o te kilka złotych do sądu pójdzie? nawet jak wygra, to będzie trwało latami. 2010/03/07 18:07:02
Panie Maćku - pan chyba nie zrozumiał o co chodziło i mi i pozostałym. Pańskie postulaty obrony banków nie są prawdziwe.
Oczywiście może pan spisać umowę ze mną albo z kimkolwiek innym, ale nie może ona naruszać prawa, jeśli w umowie jest punkt umowy który narusza obowiązujące prawo to jest on nieważny z mocy prawa, ochronę prawną przed takim punktem umowy znajdzie się w sądzie. Wyroki SOKIK po prostu mówią, że każdy klient z osobna nie musi chodzić do sądu tylko wszyscy którzy naruszyli prawo mają naprawić wyrządzoną szkodę. 2010/03/08 15:00:59
Uważam, że porównanie z orzeczeniami TK jest nie na miejscu. Jeśli Trybunał orzeka, że przepis jest niezgodny z konstytucją, to nie powinno to mieć wpływu na umowy zawarte agodnie z tym przepisem, bo strony takiej umowy działały ZGODNIE Z OBOWIĄZUJĄCYM PRAWEM (że kiepskim, to inna sprawa). Natomiast w tym przypadku sprawa ma się inaczej - umowa została zawarta, (a nawet byc może zapisy umowy zastały naciągnięte) NIEZGODNIE Z OBOWIĄZUJĄCYM PRAWEM, dlatego żądanie zwrotu bezpodstawnie podbranych opłat jest zasadne.
2010/03/08 22:54:34
Szanowni, zgadzam się, że żadna umowa nie powinna być niezgodna z prawem. Ale być może problem uprościłoby nakładanie przez UOKiK/SOKiK drakońskich kar na banki i obowiązku poprawienia umów. Nie jestem pewien, czy strona trzecia, jaką jest SOKiK, powinna mieć uprawnienia do merdania w umowach podpisanych przez dwie inne strony. Coś mi tu skrzypi, acz też nie jestem pewien czy mój tok rozumowania jest słuszny.
Pozdrawiam! 2010/03/08 23:57:41
No to weźmy sobie Panie Maćku taki oto zapis: O każdorazowej zmianie Taryfy Opłat i Prowizji bank informuje klientów na tablicy ogłoszeń w oddziale.
Jeśli jest on zgodny z prawem, to niech Pan nie próbuje podważać wprowadzonej właśnie opłaty za (i tu można sobie wymyślić cokolwiek, choćby przytoczone powyżej:) zamknięcie konta w wysokości 10000PLN. To nic, że bank jest internetowy i posiada jedną placówkę w Polsce. Założył Pan konto, to trzeba co dzień drałować i czytać uważnie tablicę ogłoszeń. 2010/03/09 10:58:02
To teraz ja.. Wznosimy się tu trochę na wyżyny prawodawstwa, Trybunału Konstytucyjnego, działania prawa wstecz, "siły oddziaływania" UOKiK i powoli odnoszę wrażenie, że tylko ja jestem nieszczęśnikiem posiadającym kredyt hipoteczny!
Czy moja umowa kredytowa bardziej chroni moje czy banku interesy? Oczywiście, że banku! Czy zawiera zapisy uznane za "niedozwolone" przez UOKiK? Niestety tak. Czy zwróciłam na to uwagę w banku? Tak. Czy podpisałam umowę kredytową - TAK! Zrobiłam to świadomie bo danym momencie potrzebowałam tych pieniędzy a oferty konkurencji wcale nie były wolne od wad! Zejdźmy trochę na ziemię - ludzie idą do banku po kredyt, żeby go tam dostać na ustalonych w umowie warunkach, spełnić swoje marzenie i spłacić go jak najszybciej. Raczej nie liczą na to, że kiedyś UOKiK/Sąd/etc. zakwestionuje jakiekolwiek zapisy umowy co pozwoli "na zwrot niesłusznie pobranych opłat". W momencie podpisywania nawet niekorzystnej umowy świadomy klient traktuje te opłaty jako "słusznie pobierane" mając na uwadze cel nadrzędny - otrzymanie kredytu. Zawsze ma inne wyjście - może umowy nie podpisać i kredytu nie dostać. Szanuję działalność UOKiK bo kwestionując zapisy już istniejących umów i wpisując je na listę klauzul niedozwolonych sprawia, że kolejni klienci nie będą już w ten sam sposób naciągani. Ale będą to dopiero KOLEJNI KLIENCI! Mnie obowiązuje zasada: pacta sunt servanda! Taką umowę podpisałam i takiej - niestety - muszę przestrzegać. 2010/03/09 19:52:46
Dziękuję za nowe głosy. Sprawa rzeczywiście jest niejednoznaczna i chyba nie ma prostego rozwiązania. Jeśli bank wpisuje do umowy zapisy, które potem zostają uznane za nielegalne, to powinien za to odpowiedzieć. Pytanie tylko: jak? Bliski mi jest pogląd Mkaszany'ego, choć niepokoi mnie myśl, że konsument, jako strona słabsza, powinien być przez prawo traktowany jakoś preferencyjnie. Ale za to - patrząc z trzeciej strony - to bank pożycza swoje (a ściślej: depozytariuszy) pieniądze i ma prawo sam ustalać na jakich zasadach je pożycza.
Pozdrawiam wszystkich dyskutantów! 2010/03/09 23:37:58
Czyli jak w PRL-u:
Tych klientów nie obsługujemy, od tego jest ścierka, żeby była brudna To złodziej i pijak, bo każdy pijak to złodziej. Brrr..... Gajos jako Kierownik SUPERSAMU w kultowym filmie Stanisława Barei Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz też miał prawo SAM ustalać zasady obsługi klienta :) BANK nasz SUPER SAM! 2010/03/10 10:59:02
do: mkaszany
Mnie obowiązuje zasada: pacta sunt servanda! Taką umowę podpisałam i takiej - niestety - muszę przestrzegać. Tak po prostu nie jest. Przykład wczoraj w tvn była rozpatrywana sprawa taksówkarza który dał d opodpisu klientowi umowę kredytową bo ten nie miał wystarczającej kwoty aby uregulować opłatę za kurs. W umowie taksówkarz umieścił zapis że odsetki narastają w wysokości 50% kwoty za każdy dzień opóźnienia w uregulowaniu opłaty za kurs. Obecnie taksowkarz oddal sprawę do sąd i domaga się pona 14 tys. od pasażera na mocy tej umowy. W polskim prawie max poziom odsetek wynosi 20% ale rocznie. Czy aby to oprównanie nie obrazuje sytuajcji w której mieliśmy przymus podpisania wadliwej umowy kredytowej przygotowanej przez bank bo innaczej kredytu wcale byśmy nie dostali a zapis pkt. o długości okresu zabezpieczenia pomostowego był nienegocjowalny. Zatem bank bo wszystkie miały taki zapis wykorzystaly swoją opzycję uprzywilejowaną, a to nie znaczy że podpisana umowa w pkt niezgodnym z prawem powinna być wiążąca dla klienta i to właśnie potwierdził SUOKiK. 2010/03/10 16:35:39
Dawno mnie nie było w komentarzach :)
Panie Macieju, napisał pan: Otóż: zgoda, że orzeczenie SOKiK formalnie nie tworzy prawa. Ale... może jednak tworzy. Bo SOKiK nie tylko mówi, że dany zapis jest bezprawny. Jego opinia powoduje, że jakieś zapisy w umowach przestają obowiązywać i to z mocą wsteczną. Ergo: mamy umowę, której treść jest zmieniana przez stronę trzecią. Podam Panu przykład, który może lepiej zobrazuje, że nie zrozumiał Pan problemu lub nie ma racji. Kupił Pan mieszkanie, podpisał akt notarialny, ma wpis do księgi itp. Tymczasem znalazł się ktoś, kto twierdzi, że sprzedawca nie miał panu prawa sprzedać tego mieszkania, gdyż na mocy obowiązującego prawa bla bla bla - tu uzasadnienie z paragrafami. Sprawa trafia do sądu, który potwierdza: tak, ponieważ prawo mówi bla bla bla rzeczywiście Pan nie mógł kupić mieszkania od tej osoby. Czy sąd utworzył nowe prawo? Nie - zinterpretował istniejące prawo - Pańska umowa nie ma mocy prawnej. Powyższego przykładu nie da się uogólnić na wszystko, więc podam przykład wymyślony całkowicie, ale obrazujący ideę działania UOKiK i SOKiK. Dnia 17.12.2006 podpisuje Pan umowę o kredyt. W tym dniu obowiązuje jakieś prawo X, które mówi: "jak Samcik podpisuje umowę o kredyt, to nie musi podawać imienia swojego psa bankowi". Bank jednak umieszcza w umowie zapis "Samcik musi podać imię psa swojego, bo jak nie poda, to płaci 100% więcej odsetek co 3 lata". Podpisał Pan umowę, bo nie zajmował się Pan kwestiami prawnymi, poza tym każdy bank miał taki zapis w umowie, więc wyboru nie było. 3 lata później dowiaduje się Pan, że prawdopodobnie zapis z umowy był być może bezprawny. Z wytężonym wzrokiem śledzi Pan wszystkie doniesienia o działaniach UOKiK, który zaskarżył ten zapis do SOKiK. I oto jest! SOKiK wydaje wyrok: zgodnie z prawem obowiązującym - banki nie mogły i nie mogą stosować zapisu "Samcik musi podać imię swego psa". W tym momencie SOKiK nie stworzył nowego prawa, które działałoby wstecz. SOKiK potwierdził tylko to, co wynikało z przepisów już w 2006 roku, gdy podpisywał Pan umowę. Takie było prawo, a banki umieszczając w umowach klauzulę "Samcik musi podać..." je złamały. SOKiK potwierdza - "Samcik nie musi" więc jeśli podał albo nie podał i płacił więcej - ma prawo dostać wpłaconą kasę. Czy jest to ingerencja strony trzeciej w zawartą umowę? Nie. Sąd nie mówi "100% to za dużo, ale 99% byłoby ok" ani nie mówi "Ten zapis powinien być w punkcie 3.p.9" ani nie "Tu powinien być kot wpisany a nie pies". Sąd mówi: taki zapis nie miał prawa nigdy znaleźć się w umowie. 2010/03/12 10:51:20
Do Icu2: wczoraj w tvn była rozpatrywana sprawa taksówkarza który dał do podpisu klientowi umowę kredytową bo ten nie miał wystarczającej kwoty aby uregulować opłatę za kurs.
Co za świat.. Człowiek człowiekowi.. BANKIEM! Zgadzam się, że jest to wykorzystywanie swojej uprzywilejowanej pozycji i próba "wciśnięcia" klientowi zapisów, które nigdy nie powinny się tam znaleźć. Problem w tym, że zarówno pasażer taksówki jak i ja podpisując umowę kredytową w momencie zaistnienia tego zdarzenia traktowaliśmy te zapisy jako "mniejsze zło" mając na uwadze wyższy cel: dla mnie to było otrzymanie kredytu a dla pasażera taksówki być może uratowanie swoich zębów.. Teraz sąd rozstrzygnie: taksówkarz nie ma prawa domagać się odsetek w takiej wysokości bo jest to niezgodne z prawem, prawda? A czy zgodne z prawem jest korzystanie z taksówki ZA DARMO?? (bo najwyraźniej pasażer wcale nie zamierzał zapłacić za przejazd skoro nie uregulował należności tak szybko jak to możliwe a sprawa aż do sądu zawędrowała). Więc sąd powie teraz nam wszystkim ile kosztuje jeżdżenie taksówką mając odroczony termin płatności. I wracając do meritum: sąd rozstrzygnie ale PO FAKCIE! Po zaistnieniu tego zdarzenia! Następny taksówkarz (lub bank) nie wciśnie kolejnej ofierze tego konkretnego zapisu (wciśnie inny, który ofiara uzna w danej chwili za korzystny). Ale jak to się ma do zawartych już umów? a) ich zapisy z automatu przestają obowiązywać (prawo zadziałało wstecz) b) powinno się wynegocjować nowe zapisy mając na uwadze stanowisko sądu/UOKiK dla zawartych już umów (aneks do umowy) c) w nowych umowach nie można już stosować takich zapisów Uważacie, że jeśli bank nie chce zwrócić pobranych pieniędzy uznając, że prawo nie działa wstecz i w danym momencie (podpisanie umowy) taki zapis mógł się w umowie znaleźć to absolutnie nie ma racji? Co jeśli nie chce też ze mną negocjować w sprawie tych zapisów? Czy odstąpienie od umowy (14 dni na spłatę całego kredytu) jest dla mnie korzystnym rozwiązaniem? Mogę jeszcze pozwać bank... ale wtedy wszyscy wielbiciele bloga Pana Samcika musieliby robić miesięczną zrzutkę na moją papugę.. bo wiecie - ja mam do spłacenia kredyt hipoteczny :) |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|