|
Blog > Komentarze do wpisu
Polityka hakowa, czy zwykła ostrożność? Bank pyta klientów o zarobkiNiedawno opisywałem kłopoty klienta Polbanku, który starał się o kredyt i w ostatniej chwili dowiedział się, że jego marża wyniesie nie 2,6 tylko 3,7%. Dziś o problemach osób, które kredyt już mają i nawet go prawidłowo spłacają. Ich pech polega na tym, że mają też inne kredyty, a bank, do tej pory nie przejmujący się takimi drobiazgami, nagle zaczął mieć na tym punkcie totalnego hopla. Ale po kolei. Napisał do mnie klient Lukas Banku i poprosił, bym zainteresował się praktykami stosowanymi ostatnio przez jego dział kredytów hipotecznych: Wymyślili sobie, że osoby spłacające terminowo raty, ale według nich przekredytowane, mają dostarczyć im aktualne zaświadczenia o dochodach pod groźba wypowiedzenia umowy. Wysyłają ludziom listy i wydzwaniają. Co to za bank który nęka klientów spłacających kredyt bez zarzutu? - pisze czytelnik. Bank nie zaprzecza. Jego rzeczniczka Izabela Mościcka przyznała w rozmowie ze mną, że bank chce sprawdzić aktualny poziom dochodów wybranych klientów. Chodzi o tych, których bank ostatnio sprawdził w Biurze Informacji Kredytowej i doszedł do wniosku, że mają wysokie zadłużenie w Lukasie i innych bankach. W porządku. Ale mimo wszystko trudno mi takie działanie uznać za standardowe. Zwykle bankowi wystarczy, że klient prześle mu informację o każdej poważniejszej zmianie w sytuacji finansowej. Sprawdzanie w BIK klientów prawidłowo spłacających kredyt, to już jest działanie ponadstandardowe. Czy można mieć do Lukasa pretensje o to, że chce ustalić czy część klientów nie jest na krawędzi przekredytowania? Póki co chyba nie. Ba, bank ma nawet święty obowiązek badać stan finansów swoich kredytobiorców. Nie wiem jak Wy, ale ja mam wpisany w umowę kredytu hipotecznego obowiązek corocznego przesyłania do banku oświadczenia o moich i mojej rodziny dochodach (inna sprawa, że się z tego obowiązku ostatnio nie wywiązuję, za co tą drogą przepraszam Mój Kochany Bank - MKB, nie mylić z Kredyt Bankiem J). Choć przecież rodzi się pytanie co Lukas z gromadzoną w trybie pilnym wiedzą o klientach zamierza zrobić? Przy takich okazjach przypomina mi się słynny casus Polbanku, który w zeszłym roku próbował wymóc na niektórych klientach zgodę na zwiększenie marży. Jeśli pozyskiwanie informacji o dochodach klientów miałoby być wstępem do stosowania podobnych praktyk przez Lukas Bank, to byłaby niewątpliwie zła wiadomość dla wszystkich hipotecznych kredytobiorców. Oznaczałoby to bowiem, że otwiera się nowa puszka Pandory. Jeśli banki, zachęcane dodatkowo m.in. postanowieniami Rekomendacji T, zaczęłyby z większą pieczołowitością, niż do tej pory, sprawdzać dochody kredytobiorców, przeprowadzać inspekcje nieruchomości i generalnie prześwietlać finanse klientów rentgenem, to pewnie dokopią się niejednego kredytobiorcy balansującego na krawędzi wypłacalności. A jeśli banki zaproponują później takim osobom alternatywę: „płać wyższą marżę albo rozwiązujemy umowę”? Brrr... Jeśli się teraz za bardzo zestresowaliście, to posłuchajcie sobie muzyczki:
Bank ma prawo monitorować ludzi, którym pożyczył pieniądze. Ale jego zarząd powinien też pamiętać, że jeśli ma duży portfel trefnych albo przynajmniej podejrzanych kredytów, to jedynymi winowajcami nie są klienci, którym te kredyty wciśnięto. Współodpowiedzialność ponoszą również menedżerowie w bankach, którzy z umiłowania premii rocznych nadmiernie poluzowali politykę kredytową. A teraz w pośpiechu „sprzątają”, ogłaszając nowe strategie, nowe otwarcia albo po prostu szukają sposobów, by wywikłać się z kłopotu. wtorek, 09 marca 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2010/03/09 14:16:05
MKB
MKB to może nie Kredyt Bank, ale węgierski bank Magyar Külkereskedelmi Bank ;) 2010/03/09 18:33:58
Lukas Bank taka akcje prowadzi wobec osob ktore spłacają kredyty gotówkowe czy karty kredytowe. Tu nie chodzi o hipotekę Panie Macieju. Chociaz nie wiem. Moze hipotecznych też to się tyczy.
Najpierw rozdaja kredyty gotówkowe na dowód a potem żadaja od klientów zaświadczen. Jak ma się czuć klient ktory wywiazuje sie i jest rzetelny a bank grozi mu wypowiedzeniem umowy? Wypowiedza umowe to wogole nie zobaczą tej kasy. Tak jak Pan to ujął Panie Macieju - zaczyna się sprzątanie po rozdawnictwie jakie było do niedawna. Sprzątanie kosztem klientów. No tak - Lukas zmienił ostatnio target. Przeszli na innego klienta docelowego wiec poprzednich klientów mozna olac. Poza tym co za idiotyzm prosic o zaswiadczenia w okresie zimowym kiedy wiekszosc firm ma przestoje albo spowolnienie i co za tym idzie pracownicy maja mniejsze dochody. Mam kredyty w wielu bankach, kazdy z nich mogłby tak jak Lukas uznac mnie za przekredytowanego. Ale zaden bank nie groził mi wypowiedzeniem umowy ani nie zadał zaświadczen. Bo spłacam. A dopoki spłacam powinno sie mnie traktować z szacunkiem jako rzetelnego klienta. Lukas o tym zapomniał i takie traktowanie klienta odbije sie mu czkawką. 2010/03/09 21:11:23
Ostatecznie jestem za tym, by bank sprawdzał czy udzielony kredyt nie jest zagrożony - w końcu przenosi się to na pozostałych rzetelnych klientów.
Ale co wtedy zrobią - wypowiedzą umowę? To pogrąży klienta i bank też nie odzyska pieniędzy. Może być tak, że ktoś stracił pracę, jak znajdzie nową to sytuacja znów się poprawi. Dopóki klient spłaca raty kredytu zgodnie z umową, to bankowi ciężko będzie odstąpić jednostronnie od udzielonego kredytu. To nie jest tak, że banki są po jednej stronie a klienci po drugiej (w każdym razie nie powinno tak być), obie strony żyją w swoistej symbiozie. I banki i kredytobiorcy nie powinni o tym zapominać. 2010/03/11 15:39:11
O ile dobrze kojarzę, to Lukas Bank przez wiele lat nie był uczestnikiem BIK-u, więc jako taki nie sprawdzał swoich (potencjalnych) kredytobiorców w tej bazie. Z artykułu wnioskuję, że w tym momencie już nim jest. W tym momencie mamy do czynienia z procesem przeglądu portfela kredytów, spowodowanym najprawdopodobniej znaczącego wzrostu tzw. "złych" kredytów. A żądania Banku przedstawienia zaświadczeń o dochodach (i zapewne przy okazji też o zatrudnieniu i jego formie) są tego efektem. Żądania na 100 % zagwarantowane w umowach kredytowych. Tyle, że tych NIESTETY 99% klientów nie czyta. No ale jak się chce dostać kredyt w 15 minut (to bodajże z nie tak dawnych reklam LUKAS Banku ;), to przecież nikt nie poświęci godziny, może nawet dwóch na jej przeczytanie ZE ZROZUMIENIEM i ewentualne pytania do pracownika banku. Inna sprawa, że tenże pracownik często na te pytania nie potrafi i/lub nie chce odpowiedzieć. Sam kiedyś usłyszałem tekst puszczony przez doradcę bankowego do klienta przy podpisywaniu umowy kredytowej: "Pan podpisze tu, tu i tu ..., a tego, to nie będę Panu tłumaczył, bo i tak Pan nie zrozumie".
Jak dla mnie, Lukas-owi odbija się teraz czkawką bardzo liberalna polityka kredytowa ostatnich kilku lat, kredyt na dowód dla "klienta z ulicy", bez zaświadczeń o dochodach, bez sprawdzania w BIK-u. Tyle, że koszty tej czkawki poniosą najprawdopodobniej klienci, obecni i przyszli. |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
No ale jak wiemy, klient jest ostatnią osobą, o którą w banku się dba... niestety, tzw kryzyś pokazał prawdziwą twarz (miernej)bankowości.