|
Blog > Komentarze do wpisu
Kredyt z ratą przekraczającą połowę dochodów? Banki chętnie pomogą...Tuż przed świętami moja koleżanka z łódzkiej redakcji „Gazety Wyborczej” opublikowała wstrząsający reportaż o panu Macieju, który - nie mogąc poradzić sobie z pętlą długów, w którą wpadł - popełnił samobójstwo. A tuż przed dokonaniem tego dramatycznego aktu napisał list do „Gazety” z opisem swojej historii. Pan Maciej opowiada m.in. o tym jak odbijał się od muru obojętności bankowców i firm pożyczkowych. Pan Maciej nie znalazł wyjścia z sytuacji i odebrał sobie życie. Ale w podobnej sytuacji jest 100-200 tys. innych Polaków, którzy mają do spłacenia 10 kredytów i więcej. Zadłużyli się z własnej nieostrożności, a czasem po prostu z głupoty. Ale przykład pana Macieja pokazuje, że z tym problemem coś trzeba zrobić. Bo na to, że instytucje finansowe wezmą na siebie ciężar restrukturyzacji lekkomyślnie udzielonych klientom pożyczek raczej nie ma co liczyć. Pisałem w „Gazecie” o tym, że trzeba poprawić ustawę o upadłości konsumenckiej, bo obecnie obowiązująca jest niewydolna. Z kolei nadzór bankowy przygotował już nowe regulacje dla banków, które mają utrudnić „produkowanie” przez finansistów kolejnych tysięcy niewypłacalnych rodzin. Gdy nowe regulacje wejdą w życie, Polacy będą mogli wziąć kredyt tylko wtedy, kiedy raty ich wszystkich pożyczek razem wziętych nie przekroczą 50% ich miesięcznych dochodów (nieco wyższy limit będzie obowiązywał tylko dla osób dobrze zarabiających). To, że jakiś bat na bankowców by się przydał, jest więcej niż pewne. Rzućmy okiem na najnowszy rating kredytów hipotecznych Open Finance. Wynika z niego, że trzyosobowa rodzina, chcąca kupić mieszkanie za 300.000 zł i mająca 75.000 zł wkładu własnego, której dochody miesięczne wynoszą 7.000 zł (rodzina nie ma żadnych innych długów), w takim np. Banku Millennium może liczyć na kredyt o wartości aż 709.000 zł (tyle wynosi maksymalna zdolność kredytowa), w Banku Ochrony Środowiska na 701.000 zł. W Getin Noble Banku mogłaby liczyć na 640.000 zł, w Polbanku na 620.000 zł. W praktyce oznacza to, że przy kredycie na 30 lat z marżą 2-2,5% (takie oferty mają wymienione banki) w kwocie równej maksymalnej zdolności kredytowej naszej rodziny (pomniejszonej o założony wkład własny), miesięczna rata jej kredytu wyniosłaby 3.890 zł w Banku Millennium, 4.032 zł w Banku Ochrony Środowiska oraz 3.710 zł w Polbanku. We wszystkich tych przypadkach jest to więcej, niż 50% miesięcznych dochodów rodziny, a w przypadku Banku Millennium - prawie 60%. Nie sprawdzałem ile wynosiłby ten wskaźnik w najhojniejszym Banku Polskiej Spółdzielczości, w którym maksymalna zdolność kredytowa naszej przykładowej rodziny osiągnęła rekordowy poziom 800.000 zł. Oczywiście żaden z banków nie złamałby zasad narzuconych przez Komisję Nadzoru Bankowego, bo w przypadku osób o wysokich dochodach (a 7.000 zł miesięcznie to z pewnością powyżej średniej krajowej) limit maksymalnego obciążenia ratami ma sięgać 65% dochodów, a nie 50%, jak dla osób o średnich dochodach. Tym niemniej uważam, że oferowanie kredytu długoterminowego, którego rata przekracza połowę obecnych dochodów kredytobiorcy, jest potencjalnie niebezpieczne. I dla banku i dla klienta. Jeśli niektóre banki tak odważnie poczynają sobie z kredytami hipotecznymi, to nie chcę nawet wiedzieć jak wygląda ich polityka kredytowa w zakresie szybkich pożyczek lub kart kredytowych. Być może „produkowanie” osób strukturalnie niewypłacalnych nie idzie tak szybko, jak przed kryzysem, ale chyba niestety się nie zatrzymała. It's all about the money...
wtorek, 06 kwietnia 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2010/04/06 12:03:35
Banki są od tego by zarabiać pieniądze.
Jak długo będą zarabiać więcej na pożyczaniu lekkomyślnym klientom tak długo będą to robić. Dopiero gdy odsetek niespłaconych kredytów będzie zbyt mocno obciążał rachunek zmieni się ich polityka... Ale to doprowadzić może do zamarcia rynku kredytów (jako, że interes jest mocno lewarowany i odsypanie pieniędzy może doprowadzić do krachu całego systemu). Myślę, że jesteśmy mimo wszystko jeszcze bardzo daleko od horyzontu "systemowej niewypłacalności". Rekomendacja T o której mowa jest próbą zapobieżenia kłopotom systemu bankowego w przyszłości. Bo nie chodzi w niej o klientów - Ci będą pożyczali pieniądze w np. Providencie, ale nie wiem czy można takich konsumentów traktować jak margines - trochę to jednak niebezpieczne i uważam, że rynek kredytów ze środków własnych również powinien być regulowany. Co do upadłości konsumenckiej - banki napisały tę ustawę, ale w rezultacie niewiele im ona daje - jak ktoś nie ma pieniędzy to ich nie ma i koniec, nigdy nie zostaną odzyskane, gnębienie listami, telefonami czy nawet wiercenie dziur w kolanach niewiele da. A gdyby człowiek został oddłużony mógłby się stać znów klientem na którym system bankowy zarabia, a nie go gnębi. Klient zapewne też stałby się ostrożniejszy. Myślę, że baki podobnie jak mafia nie uwierzy, że klient nie jest w stanie spłacać długów o ile klient jeszcze nie popełnił samobójstwa. Cudowna mentalność. 2010/04/06 12:16:28
Co do upadłości konsumenckiej to że jest do poprawy jest bezsporne. Co do ograniczania kredytowania to zaraz podnoszą się głosy że te osoby pójdą do lichwiarzy, że ludzie to nie wskaźniki (w Metrze taki list był) itp. Zgadzam się z mentatd że mimo wszystko lepiej dla całej gospodarki gdy złe długi są mimo wszystko poza systemem. Tylko dlatego działania typu rekomendacja T wydają się ok, bo przecież nie ma zakazu szkodzenia samemu sobie.
2010/04/06 13:50:05
Z tego artykułu wiele wniosków można wyciągnąć - głupota ludzka, edukacja społeczna, chciwość bankowców itd itp... ale ja akurat zwróciłem uwagę na inny aspekt, który obok mnie się też się rozegrał:
"Spadkobierca - jeśli nie zna kwoty zadłużenia - nie dowie się o niej. BIK, nawet jeśli ma dane, nie zdradzi ich, dopóki spadkobierca nie przyjmie spadku. A gdy przyjmie - jest za późno, to oznacza, że uznał zobowiązania." Co ciekawe - to może wyjść nawet po kilku ładnych latach. Nawet wiedząc w jakim banku (są np. wyciągi z konta czy coś w tym stylu) można nie dowiedzieć się jakie zobowiązania się przejmuje! W dzisiejszych czasach kiedy coraz większa część społeczeństwa żyje na kredyt to nie wiadomo co sie w spadku otrzyma. A jeżeli ktoś nie wiedząc przejmie takie zobowiązania jak nieszczęsny ś.p. Pan Maciej? I co dalej? Jak se w łeb strzelę, to i tak zobowiązania przejdą na innych, o ile ich przed tym nie ostrzegę... (m)Banki zdecydowanie za dużo mają władzy (BTE) i za mało odpowiedzialności za własne czyny - umowę podpisują dwie strony, ale obowiązki spływają tylko na kredytobiorcę. 2010/04/06 16:14:20
mentatd:
Na pewno jesteś pewien, że w sytuacji gdy 75% rzekomych "aktywów" banków to kawałek czarnej dziury (budżetowej), jest daleko od systemowego krachu? Bo mi się wydaje, że wręcz przeciwnie - wystarczy drobne zdarzenie i.... mamy powtórkę z '88 roku :) pozdrawiam Arek 2010/04/06 22:07:35
@spadkobiercy
W razie niepewności zawsze można przyjąć spadek z dobrodziejstwem inwentarza- wtedy odpowiada się do wysokości majątku spadkowego lub nawet go odrzucić- lepiej mieć za współwłaściciela mieszkania gminę niż komornika na karku. 2010/04/07 20:22:56
Nie zgodzę się tylko z twierdzeniem, że w pętle zadłużenia ludzie powpadali z własnej głupoty. Albo ... NIE TYLKO z własnej głupoty. Polacy przez lata przyzwyczaili się, że bankowcy pilnują tego czy nie mają za dużo i po prostu nie otrzymywali kredytów. A w tym szalonym pędzie sprzedażowym banki tego nie przypilnowały. Przeciętny człowiek nie jest ani mgr ekonomii a często nawet nie umie dobrze liczyć tabelki [WINIEN/MA] lub w ogóle jej nie robi. Tak więc banki są winne w równym stopniu !
Jeśli moja teza jest błędna, to proszę mi powiedzieć czemu Klient który przed kryzysem otrzymałby pożyczkę lub kartę 20 tys. na dowód dziś ma kłopot z uzyskaniem 5 tys. ? Bo jedna ze stron /banki/ zrozumiała swój błąd. 2010/04/19 23:29:32
Z tą głupotą konsumentów nie jest tak prosto. Ja np. mam obecnie 3 kredyty i kartę kredytową. Łączna kwota rat sięga prawie 50% moich zarobków netto (ok 1800zł), ale kiedy brałem te kredyty (z konieczności) to łączna kwota rat nie przekraczała 22% moich zarobków netto. Z godziny na godzinę straciłem tą pracę, chociaż zapewniano mnie, że jestem tak przydatny, że nic mi nie grozi. Obecną pracę znalazłem szybko, ale za połowę poprz. wynagrodzenia (miałem wszak nóż na gardle). Pracodawca daje mi półroczne umowy, więc stałem się żadnym partnerem dla banków i zaczyna mi się ciągnąć ogon zadłużenia. Można powiedzieć, że moja głupota polega na zbyt dużej łatwowierności, ale jeśli tak podejść do sprawy, to żadnego kredytu wziąć się nie da, bo zawsze może się okazać, że cię wyrzucą bez uprzedzenia.
2010/05/03 00:05:29
Wiele słusznych uwag padło tutaj. Dodam od siebie: banki dostaly wczesniej fiola na punkcie wzrostow i kredytów, sprzedawcy zostali podkręceni na maxa i jak pisał "Maciej" "pomagali" uzyskać punkty do kredytu. Dostali premie, zmienili prace i szukaj wiatru w polu. Sytuacja powtorzy się przy kolejnej gorączce hossy. KNF nie pomoże swoimi miernymi pomysłami. 65% dochodów od klienta zarabiajacego wiecej oznacza o wiele wieksze ryzyko kredytowe i nie mam pojęcia na jakiej podstawie tak wyceniono ludzi. Nie ma dalej bazy wszystkich kredytów. Dokumentowanie dochodów też jest do przeskoczenia *lewą* stroną. Z drugiej strony, jak zapewnić ściągalność kredytów konsumpcyjnych od klienta bez nieruchomości i po utracie pracy?
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
A co do ustawy o upadłości to bezdyskusyjnie jest do poprawy.
W tej chwili cały system jest ustawiony na okradanie i zniewolenie - tak , to właściwe słowa - nieszczęśników, którzy wpadli w pętlę długów bo CHCIELI je spłacić.
Banki dowalają karne opłaty, karne odsetki itd. itp. i... się śmieją bo wiedzą, że te długi będą spłacać nawet niewiedzący nic spadkobiercy. pozdrawiam
Arek