Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Rusza pierwszy fundusz inwestycyjny grający pod spadki cen akcji!

Od dobrych kilku lat staram się wzbogacić mój prywatny portfel inwestycyjny o takie składniki, które amortyzowałyby spadek wartości moich oszczędności w słabych czasach dla giełdy. Niby mam dobrze zróżnicowany portfel, są w nim fundusze inwestujące i w Polsce i w Europie Środkowej, w Azji i w Brazylii, w branżę energetyczną, w banki i w surowce. Ale wciąż rozpaczliwie poszukuję alternatywy dla rynku akcji.

Obligacje skarbowe? Fundusze obligacji korporacyjnych lub zamiennych? Produkty strukturyzowane? Dwa-trzy lata temu stawiałem właśnie na „struktury”, ale zawiodłem się. Złych czasów na giełdzie nie wytrzymały nawet te, które miały dynamicznie reagować na zmiany sytuacji i manewrować składem inwestycji między akcjami, obligacjami i surowcami (tzw. indeksy long-short), ani te, których zyski uzależnione są np. od cen żywności, której przecież świat będzie potrzebował coraz więcej.

Potem postawiłem na złoto i to już był dużo lepszy strzał. Zarówno fundusze, które inwestowały w światowe koncerny wydobywcze, jak i te, które lokują bezpośrednio w kontrakty terminowe na kruszec, amortyzowały ryzyko spadku wartości portfela w czasie spadkowych korekt. Ale wiem, że złoto też nie jest żadnym antidotum, prawdę mówiąc jego cena rynkowa też jest przeszacowana... Zacząłem się też przyglądać inwestycjom w wino. Wiem, że można na tym zarobić, ale mam pewne opory przed wchodzeniem w inwestycję, której rentowność zależy od jęzora jakiegoś francuskiego smakosza, który ocenia czy wino z danego rocznika ma lepszy, czy gorszy bukiet.

W zeszłym tygodniu moje serce zabiło mocniej, bo Alior Bank, wspólnie z towarzystwem funduszy Ipopema, poinformowało o wprowadzeniu pierwszego w Polsce funduszu inwestującego w kontrakty terminowe na WIG20 i mWIG40, który zawsze będzie obstawiał spadki. Strategia funduszu Alior Short Equity przewiduje zajmowanie tzw. krótkich pozycji w kontraktach terminowych, dla których bazę stanowią indeksy WIG20 i mWIG40. Fundusz ma być zarządzany w sposób pasywny. „Rentowność zawsze ma być zbliżona do odwrotności zysków z podstawowych indeksów giełdy” - czytam w materiałach prasowych. W czasie dobrej koniunktury na giełdzie fundusz będzie więc przynosił straty.

Powiecie: żadna filozofia. Średnio rozgarnięty inwestor sam może sobie kupić „na krótko” kontrakt na WIG20 i nie potrzebuje do tego funduszu. Sęk w tym, że większość z nas nigdy nie będzie zajmowała się samodzielnym inwestowaniem na rynku terminowym, więc fundusz inwestujący „na krótko” jest bardzo ciekaweym uzupełnieniem oferty rynkowej. Byłbym wniebowzięty, przynajmniej częściowo (do mojego prywatnego portfela potrzebuję czegoś „trochę innego”, nie „radykalnie innego”).

Ale niestety od razu zauważyłem kilka rys na wizerunku Alior Short Equity. Po pierwsze fundusz jest dostępny tylko dla dużych inwestorów, wartość pierwszej wpłaty do funduszu musi wynieść co najmniej 200 tys. zł. To oznacza, że trzeba mieć co najmniej milion złotych, by myśleć o tej inwestycji (bo nikt o zdrowych zmysłach nie włozy tu więcej, niż 20% wszystkich pieniędzy). Drugi problem to opłaty. Są koszmarnie wysokie. Opłata manipulacyjna przy zakupie jednostek wynosi maksymalnie 5 proc., dodatkowo fundusz pobierze maksymalnie 1,5 proc. prowizji „na wyjściu”. Zaś opłata za zarządzanie wynosi 4 proc. rocznie. Twórcy funduszu ewidentnie poszaleli.

Trzeci zgryz mam z oszacowaniem potencjalnej efektywności funduszu. Nie będzie on mógł inwestować całości pieniędzy w kontrakty. W komunikacie czytam: „Z uwagi na relatywnie niską wartość depozytów zabezpieczających dla kontraktów na indeksy WIG20 (7,6%) i mWIG40 (9,4%) istotną część portfela będą stanowić środki płynne”. Być może tym razem się mylę, ale „środki płynne” w przypadku funduszu inwestującego agresywnie mogą stanowić obciążenie dla końcowego wyniku.

Tak czy owak ciekaw jestem czy aliorowa nowinka funduszowa się sprawdzi. Pomysł na fundusz grający „pod spadki” giełdowych spółek jest niewątpliwie intrygujący.

niedziela, 25 kwietnia 2010, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/04/25 12:50:15
czy nie mogliby po prostu tej części płynnej zainwestowac w obligacje? Przecież one chyba też mogą stanowić część (całość?) depozytu? Wtedy te pieniądze by się nie marnowały... Choc przy takich oplatach i tak ew. zysk z obligacji/lokat nie pokrylby nawet tych wszystkich oplat... juz na prawde lepiej kupic kontrakty ;O
-
2010/04/25 14:43:10
@trzeci zgryz

Fundusz będzie, więcej - będzie musiał - inwestować całość aktywów w kontrakty. Przecież benchmarkiem jest WIG20short. Owe środki płynne wynikają z relatywnie niskich poziomów depozytów zabezpieczających (inwestując kwotę X w fundusz depozyt zabezpieczający stanowi zaledwie 7,6% x X, reszta czyli 92,4% x X ląduje w środkach płynnych) i nie obciążą końcowego wyniku funduszu.

@icyklop
Te zyski z obligacji/lokat to nie jest żaden dodatkowy zysk, przecież wycena kontraktów uwzględnia koszt pieniądza.

@Alior Short Equity
Opłaty i prowizje to chyba rzeczywiście jakiś ponury żart. Ja czekam na inverse ETF.
-
2010/04/25 20:33:22
Redaktorze, przecież można kupić jednostki indeksowe i zarabiać na spadkach WIG20. Sam o tym pisałeś;) gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,497829.html Możesz sobie reagować z dnia na dzień wystawiać i kupować jednostki, w zależności od przewidywanego zachowania rynku.

A co do struktur to... trzeba dobrze wybierać. W swojej historii miałem trzy: Pierwsza dała +10% p.a. minus Belka, druga za kilka dni da nieopodatkowane 15% p.a., a trzecia jest zbyt młoda by oceniać. Można zarabiać? Można :)
-
2010/04/25 20:42:51
Dzień dobry! Gratuluję Krasuskowi dobrego doboru struktur, moje mają odsetek skuteczności 25% (czyli co czwarta zarabia, choć jeszcze mają chwilę, żeby mnie oczarować). A co do inwestowania w jednostki indeksowe... ja jednak poszukuję pomocy profesjonalistów, bo nie mam ani czasu ani ochoty bawić się w samodzielne inwestowanie w kontrakty, jednostki indeksowe itp. Pozdrawiam!
-
2010/04/26 07:48:06
"Rentowność zawsze ma być zbliżona do odwrotności zysków z podstawowych indeksów giełdy" - czyli to dokładnie to samo, co jednostki indeksowe na spadek. Profesjonaliści nic tu nie dadzą, liczy się timing wejścia.
-
2010/04/26 08:08:20
Profesjonaliści dadzą mi wygodę :-)
-
2010/04/26 09:18:07
Tak, myli się Pan, depozyt zabezpieczający i aktywa płynne to nie jest żaden problem. Fundusz zajmie krótką pozycję w kontraktach o wartości 100% NAV funduszu natomiast pieniądze ulokuje w płynnych instrumentach rynku pieniężnego.

Opłaty za to są z kosmosu. Zapewniam, że za 8000 złotych rocznie (200.000 * 4%) każdy może samodzielnie zarządzać portfelem kontraktów terminowych, co zresztą nie stanowi żadnego problemu dla inwestora choć trochę obeznanego z zasadami funkcjonowania GPW. Pod warunkiem oczywiście, że prawidłowo zbuduje portfel (tj. nie pomyli wartości depozytu zabezpieczającego z wielkością pozycji).
-
2010/04/26 09:27:59
Witam ponownie, ciekaw jestem jak wpływa jakość zarządzania częścią płynną portfela na końcowy wynik? Czy to w jakich papierach dłużnych lub na jakich krótkoterminowych lokatach będą trzymane te pieniądze ma jakiś ważący wpływ na wynik ostateczny funduszu? Co do opłat pełna zgoda - są z kosmosu.
Pozdrawiam!
-
2010/04/26 15:36:09
Próg wejścia i opłaty są koszmarne. Można jedynie mieć nadzieję, że tym śladem pójdą inni. Swoją drogą fundusze inwestycyjne są potrzebne, a taki spadkowy tym bardziej. Jest jednak jedno małe ale, które wynika ze statutów. Otóż kiedyś tak było ( i chyba tak jest nadal ), że w portfelu funduszu tak czy inaczej musi być określona ilość akcji ( mam na myśli fundusze mieszane oraz te z grupy agresywnych ). Zarządzający chcąc nie chcąc musieli określoną ilość akcji trzymać, nawet wtedy, gdy można było spodziewać się spadków. To był i chyba jest duży mankament. Jakąś jaskółką był górnośląski fundusz- teraz zdaje się nazywa się on inaczej, gdzie wewnątrz "panuje" duża dowolność. Trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Fundusze muszą osiągnać jakiś spektakularny zysk. Dopiero wtedy mogą poprowadzić kampanię, w której pokażą wyniki. I paradoks polega na tym, że kampanie wszystkich bez wyjątku funduszy przybierają na sile w momencie, gdy raczej trzeba myśleć o umorzeniu jednostek niż o ich zakupie. Kampanie zaś zachęcają do nabycia. Potem tłumaczy się ludziom, że tu chodzi o oszczędzanie w długim terminie. Jestem też za tym, ale jest jedno... ale. Otóż to że ktoś inwesuje długoteminowo, nie znaczy, że musi ponosić dotkliwe straty w któtszych odcinkach czasu. O tym i innych rzeczach popiszę na moich stronach, które dziś wygląją banalnie, ale na wszystko przyjdzie czas.
-
2010/05/02 23:40:56
Pomijając prowizje to sens krótkich funduszy jest... krotki. Polecam blog Grzegorza Zalewskiego, gdzie analizuje przyklady, a linkuje też ten blog :)
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users