|
Blog > Komentarze do wpisu
Zbiorowa histeria wokół akcji PZU. Słuszna?Jeśli ktoś z Was planuje złożyć zapis na akcje PZU, a nie ma jeszcze rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim lub nie przelał na ten rachunek pieniędzy, to dziś jest ostatni dzwonek, by zabrać się za załatwianie sprawy. Wszystkie formalności, łącznie ze złożeniem zapisu, trzeba zakończyć do środowego popołudnia. Wokół tej oferty zapanowała w kraju nieomal zbiorowa histeria. W zeszłym tygodniu przyjąłem chyba z kilkanaście pytań o to czy warto kupować akcje PZU. Pytały nawet osoby, które nigdy w życiu nie miały żadnych akcji, a nawet takie, których nie posądzałbym o posiadanie jakichkolwiek oszczędności. Byłem w sobotę w biurze maklerskim, asystując znajomemu w zakładaniu rachunku. Spośród pięciu osób, które w tym czasie były obsługiwane przy innych okiankach, aż trzy przyniosły pieniądze na akcje PZU w gotówce! Czyżby więc duża część osób, które zapisują się na akcje PZU, to byli absolutni nowicjusze, którzy wyciągają w tym celu pieniądze z bieliźniarek? Wszystkim moim interlokutorom odpowiadałem tak samo: nie jestem wróżką, ale wiem, że kupując akcje w wielkich ofertach publicznych rzadko można było w przeszłości stracić. W przypadku PZU będzie jeszcze trudniej stracić, niż w wielu innych przypadkach, bo przy mniejszych inwestycjach odpada problem kredytu na akcje. Oferta jest tak skonstruowana, że zapisy do 30 akcji PZU są traktowane priorytetowo. Nie trzeba więc zaciągać kredytu i składać zamówienia na 6000 akcji, żeby po redukcji załapać się na 30 sztuk, na które rzeczywiście mamy pieniądze. To właśnie koszty kredytów rozłożyły na łopatki kupujących dwa lata temu akcje prywatyzowanej grupy energetycznej PGE. Choć cena debiutu była o 13% wyższa od emisyjnej, to ci, którzy brali największe kredyty, zarobili tylko symbolicznie. A po kilku sesjach akcje PGE spadły poniżej ceny emisyjnej.Kto nie miał refleksu i był chciwy - nie zarobił, a stracił. Pod względem szans na zarobek oferta PZU przypomina mi bardziej sprzedaż akcji PKO BP, niż PGE. Nie tylko z tego powodu, że obie firmy reprezentują tę samą branżę finansową i że obie są markami powszechnie znanymi Polakom. Także dlatego, że giełda jest dziś chyba (pod względem koniunktury) na podobnym stopniu „rozgrzania”, co w czasach sprzedaży PKO. W obu przypadkach mamy też sensowne zachęty dla drobnych inwestorów. W czasach PKO BP były to słynne lokaty prywatyzacyjne, pozwalające kupić akcje osobom nie mającym rachunku maklerskiego. Poza tym indywidualni mogli kupić akcje z rabatem (2-4% taniej, niż instytucje), a po roku dostać premiowe akcje za darmo. Przy sprzedaży PZU rabatu na akcje nie ma (akcjonariusze mogą mieć za to tańsze ubezpieczenie), ale jest gwarancja preferencyjnego potraktowania każdego zapisu na 30 akcji. Wreszcie w obu przypadkach oferujący nie przesadzili z ceną emisyjną. Jacek Socha, ówczesny szef Ministerstwa Skarbu, nie ukrywał, że jego celem jest nie tylko zarobić na sprzedaży PKO BP, ale też to, by zarobili na niej zwykli ludzie. I zarobili. PKO BP na debiucie zyskał 19,5%. Jak będzie z PZU? Tego nie wiem, ale ostatnia wycena tych papierów, która wpadła mi w ręce, autorstwa DM Amerbrokers, pozwala przypuszczać, że zarobek na pierwszej sesji może wynieść od 5% do 20%. Amerbrokers wycenia każdą akcję na 328-372 zł, zaś cena emisyjna wynosi 312,5 zł. Namawiam wszystkich, którzy mogą sobie na to pozwolić, by nie traktowali inwestycji w PZU jako szybkiego strzału, na którym można zarobić kilka stówek, tysiąc lub dwa tysiące złotych z każdych zainwestowanych 10.000 zł zaskórniaków. Mam głębokie przeczucie, że na akcjach PZU najlepiej wyjdą ci, którzy potraktują je jak inwestycję długoterminową, być może nawet w perspektywie dodatkowej emerytury. PZU jest firmą, która - choć traci udziały w rynku i jest jeszcze przed głęboką restrukturyzacją - z punktu widzenia swoich udziałowców może być maszynką do robienia pieniędzy. Tak samo, jak PKO BP, nasz narodowy ubezpieczyciel zawsze będzie miał trochę milionów klientów, na których zarobi te kilka miliardów złotych rocznie. Niewykluczone więc, że powtórzy się casus PKO BP, który wchodził na giełdę w cenie ok. 23 zł za akcję, a trzy lata później cena wzrosła do ponad 50 zł, zaś teraz, bo wielkiej bessie i trwającym rok odbiciu wynosi 41 zł. Poza tym PZU jest firmą, która co roku będzie wypłacała dywidendę o wartości kilku procent ceny akcji. Można więc spokojnie traktować tę inwestycję jako coś w rodzaju lokaty bankowej, z której część korzyści będzie wypłacana co roku, w formie dywidendy, zaś część będzie odroczona do momentu sprzedaży akcji. OGŁOSZENIE: podyskutujcie ze mną o ofercie PZU na Facebook'u. Zajrzyjcie na profil blogu „Subiektywnie o finansach” i podzielcie się swoją opinią o tym czy na zakupie akcji PZU da się zarobić, czy też czeka nas smutna powtórka z prywatyzacji PGE? poniedziałek, 26 kwietnia 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2010/04/26 09:44:46
Ja widzę jeden potencjalny minus w porównaniu do PKO BP. Jest nim Eureko mogą chcieć zarobić na sprzedaży akcji po ugodzie.
2010/04/26 10:33:11
Panie Maćku, debiut PGE miał miejsce pół roku temu, a nie 2 lata temu ;-)
2010/04/26 10:34:22
Z tą dywidendą to bym nie szalał. W tym roku PZU rekomenduje wypłatę dywidendy o wartości bodaj 3% akcji. Minus podatek. Są lepsze spółki "dywidendowe". :)
2010/04/27 12:31:24
Z ta reklama fejsbuka to aby nie przesada? Tym bardziej w świetle ostatnich informacji o (kolejnym) przejęciu kont użytkowników tego serwisu?
technologie.gazeta.pl/technologie/1,82008,7806717,Kup_sobie_1000_kont_na_Facebooku_za_jedyne_25_dolarow.html |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
pozdrawiam
Arek