Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

sobota, 01 maja 2010

Łatwiej zginąć w katastrofie lotniczej, niż wygrać w Lotto 24,6 mln zł

W piątek ktoś w Elblągu stał się bardzo bogatym człowiekiem. Jeśli nie zgubił kuponu, to po największej w historii Lotto wygranej w polskim Lotto stał się posiadaczem kwoty 24.636.124 zł. Słownie: dwadzieścia cztery miliony polskich złociszy z dużymi :-) groszami. No dobra, tak naprawdę kasy jest mniej - „tylko” 22.172.511 zł, bo z wypłaty będzie potrącone 10% podatku od wygranych w grach losowych. Szczęśliwiec zagrał metodą "chybił trafił", a wylosowane liczby to: 4, 7, 19, 20, 34 i 46. Człowieku, wygrzeb z kosza na śmieci ten kupon i biegnij do kolektury, bo za 60 dni wygrana się przedawni. Gość, który miesiąc temu wygrał ponad 10.600.000 zł (z dużymi groszami :-)) do dziś nie zgłosił się po odbiór kasy... On zbyt wcześnie wyrzucił śmieci.

Nie odkryję Ameryki jeśli napiszę, że takie pieniądze pozwalają żyć jak król z samych procentów. Więc tylko szybciutko zerknijcie na rytualne wyliczenia, które zamieszczam zawsze przy tego rodzaju okazjach. Lokując wygraną (już pomniejszoną o podatek) na lokacie oprocentowanej na 5% rocznie, szczęśliwiec zainkasuje 1.108.625 zł odsetek w skali roku. Po uwzględnieniu podatku Belki (19%) zostanie 897.987 zł. A przeliczając tę kwotę na dodatkową pensyjkę rentiera - 74.832 zł miesięcznie. Nie ma co narzekać, mniej więcej taką wypłatę przynosi do domu np. wiceprezes dużego banku. Ale on musi jeszcze przy tym trochę się napocić, menedżersko delegując uprawnienia, chodząc na służbowe lunche i ponosząc odpowiedzialność przed akcjonariuszami za brak tych wszystkich decyzji, których zapomniał podjąć :-).

Nie chcę być posądzony o tradycyjne polskie kopanie dołków pod osobą, której się w życiu powiodło, ale... zacząłem się zastanawiać dlaczego taki szczęściarz, który wygrał w Lotto, ma płacić od tej wygranej tylko 10% podatku. Skoro ja od swoich ciężko zarobionych pieniędzy płacę 19% podatku, to dlaczego ktoś, kto po prostu wypełnił kupon, nie podejmując złożonych i niekiedy ryzykownych decyzji inwestycyjnych, ma płacić podatek dwa razy niższy? Albo na odwrót - dlaczego ja mam płacić fiskusowi dwa razy więcej? Ciekaw jestem Waszej opinii. A jeszcze bardziej byłbym ciekawy opinii Marka Belki, który wymyślił podatek od zysków kapitałowych i tym sposobem przeszedł do historii jako niekoniecznie różowy bohater narodowy  :-)

Ale z drugiej strony: może tak duże szczęście powinno być z definicji wolne od podatku? Jak wynika z wyliczeń matematycznych, które znalazłem w internecie, prawdopodobieństwo skreślenia prawidłowych sześciu cyfr w Lotto wynosi 1:13.983.816. Tak: jeden do prawie czternastu milionów! Usiłowałem sobie wyobrazić takie prawdopodobieństwo i porównać je ze statystycznym ryzykiem udziału lotkowego szczęściarza np. w... katastrofie lotniczej. To niestety główne skojarzenie, które przychodzi mi do głowy, jeśli chcę sobie wyobrazić coś kompletnie nieprawdopodobnego, co ostatnio stało się faktem.

Otóż wyszperałem w internecie opracowanie, z którego wynika, że rocznie linie lotnicze na świecie przeprowadzają 28 milionów lotów rejsowych i przewożą ok. 2,1 miliarda pasażerów. To by się mniej więcej zgadzało: średnia liczba pasażerów na jeden statystyczny lot wyniosłaby przy tych parametrach nieco poniżej 100 osób. Z kolei na innych stronach internetowych wygrzebałem informację, że rocznie w katastrofach lotniczych ginie średnio 1300-1500 osób. Stąd już prosta droga do oszacowania, że statystyczne prawdopodobieństwo śmierci w katastrofie lotniczej wynosi jakieś 1:1.500.000. Słownie: jeden do półtora miliona, licząc to prawdopodobieństwo w skali jednego roku. Oni się nie liczą :-)

Oni też się chyba nie liczą. Chyba, że zabrakłoby im paliwa w zbiornikach na podejście do drugiego lądowania....

Nie mam pewności czy dane, które wygrzebałem są w stu procentach prawdziwe (choć wszystkie są dwuźródłowe i są to źródła robiące wrażenie poważnych :-)). Ale wychodzi z nich, że jeśli raz w roku zagram w Lotto (to „duże” Lotto, w którym skreśla się sześć cyfr z 49) i raz w roku wsiądę do samolotu, to mam dziesięć razy większą szansę, że mój samolot spadnie, niż to, że trafię „szóstkę” w kolekturze. Jak ktoś ma aż takie pokłady szczęścia, to może rzeczywiście nie powinien płacić w ogóle podatków? Ba, może powinien zostać ministrem finansów? :-)

Nota bene, motając się dalej w tych analogiach, zacząłem szukać statystyk dotyczących wypadków samochodowych. Nie znalazłem żadnych liczb, które wprost odpowiadałyby na pytanie ile rocznie podróży samochodowych odbywają mieszkańcy świata i ile z nich kończy się tragicznie. Ale za to wyszarpałem od Mr. Googla raport o tym w jaki sposób najczęściej żegnają się z życiem Amerykanie. Otóż: co szósty z pechowców umiera na jakąś chorobę serca, co siódmy schodzi z powodu raka, jeden na 28 ma zawał serca, jeden na 85 ginie w wypadku samochodowym. Katastrofa lotnicza kończy żywot jednego na 5.862 umierających Amerykanów.  A najrzadszą przyczyną zgonów jest udział w trzęsieniu ziemi. Tak mocnym akcentem żegna się z życiem jeden na 153.500 odchodzących z tego świata mieszkańców USA.

To statystyki dotyczące tylko jednego kraju, ale jeśli proporcje te byłyby zbliżone do reprezentatywnych w skali całego globu, to można byłoby założyć, że prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym jest 70 razy większe, niż ryzyko uczestniczenia w katastrofie lotniczej (uczestniczenia oczywiście w charakterze ofiary). Przekładając to na nasze rozważania o Lotto można byłoby wysnuć następujący wniosek: szansa ustrzelenia „szóstki” w Lotto jest dziesięć razy mniejsza od prawdopodobieństwa rozbicia się w samolocie. Jednocześnie towarzyszy nam 650 razy większe prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym, niż to, że wygramy 24.600.000 zł (z dużymi groszami :-) w „dużym” Lotto. Ci poniżej chyba niestety się liczą...

To mnie utwierdza w przekonaniu, że człowiek z Elbląga powinien zostać, jeśli nie ministrem finansów, to przynajmniej prezesem NBP. Dałoby się go do Rady Polityki Pienięznej, zamiast tych panów, którzy mieli w życiu pecha i teraz za karę muszą zajmować się stopą dyskontową :-)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
sobota, 01 maja 2010 09:56

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • davecarrol napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 10:32:29:

    Prawdopodobieństwa zdarzeń:
    A- trafienia szóstki w Lotto i
    B- wygrania 24mln w Lotto
    nie są równe.

    Prawdopodobieństwo wygrania w Lotto "24mln z kawałkiem" jest jeszcze mniejsze niż 1:14mln. Tym razem wygrana była tak duża, bo złożyło się na nią kilka kumulacji oraz to, że nikt inny poza tym jednym szczęśliwcem nie trafił szóstki.

    Prawdopodobieństwo trafienia szóstki wynosi 1:14mln, a zdarza się, że wygrana nie przekracza 1mln PLN.

  • davecarrol napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 10:42:05:

    A odnośnie podatku, to nie zapominajmy, że nie uwzględnia się w grach losowych tzw. kosztów uzyskania. Być może ktoś, kto wygrał te 24mln wydał już wcześniej sporo z tej sumy, żeby opracować swój własny system i w końcu trafić upragnioną wygraną.
    Powiedzmy, że ktoś wygrywa 10000PLN i musi zapłacić od tego 1000PLN podatku. Jak to w grach bywa wcześniej (czy później) przegra(ł) już część tego i nie może podobnie jak w przypadku strat kapitałowych odliczyć tego w kolejnych latach.
    Ja uważam, że podatki przy tego typu grach losowych są zbyt wysokie. Wygrane mogłyby być dużo wyższe. Nie wgłębiałem się w ostatnie zmiany w Lotto, ale jeszcze nie tak dawno było tak, że zakład kosztował 1,60 PLN + 25% podatku na (chyba) kulturę fizyczną i sport. Z uzbieranych zakładów (tych po 1,60) coś około połowy szło na wygrane, a reszta to zysk spółki. Czyli z wpłaconych 2zł do puli gry trafiało jedynie 40% tego, czyli 80 groszy. A jeśli do tego doliczymy ewentualne 10% od wygranej... to wychodzi lichwiarski podatek.

  • spekulacje napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 12:31:58:

    Ja jestem ciekaw, jak bank by zareagował na taką kwotę?
    Mam wrażenie, że nie ma opcji, żeby przyjął 25M na lokatę, a już na pewno nie wypłaciłby z tej kwoty 80k tak po prostu. Myślę, że rentier z trudem by wynegocjował 20k miesięcznie z takiej kwoty.
    Czy wie Pan może jak to się odbywa przy takich kwotach?

  • cool_mother_fucker napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 12:59:34:

    A kto mu każe iść z całą kasą do jednego banku? Z resztą, byłby skończonym idiotą gdyby tak zrobił. Kolejna kwestia, dotycząca już stóp negocjowalnych oraz lokat PvB - dla doradcy, który nie musi dbać jedynie o wolumen swojego portfela ale przede wszystkim o dochód dla swojego pracodawcy, klienci "lokatowi" a nie "funduszowi" są, za przeproszeniem, jak piąte koło u wozu. Z resztą, wszystko zależy od sytuacji rynkowej. Zdarza się, że "na szybko" trzeba pozyskać furę grosza, wtedy ludziki w centrali są w stanie zaproponować coś ponad standardową ofertę. Zwyczajowo natomiast, jeśli zgłaszasz się z kwotą 10mln do Private'u i chcesz założyć zwykłą lokatę to uprzedzam, że w solidnych bankach taki manewr przejdzie raz, góra dwa razy. Potem będą Cię namawiać na fundusze, do których bank nie dopłaca a dodatkowo zyskuje na prowizjach, którymi dzieli się z nim TFI.

    Jeśli zaś chodzi o wpłaty i limity kwotowe to... również sprawa mocno indywidualna, zależy od konstrukcji regulaminu świadczonych przez bank usług, w tym górnego limitu wpłat na lokaty. Zdarza się, że przy dobrej, standardowej ofercie, bank narzuca limit na wolumen, dajmy na to 2mln. Nie zawsze, jednak takie zdarzenia mają miejsce :)

  • franulina napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 13:17:16:

    Gram czasem w totolotka i też zdarza mi się porównywać prawdopodobieństwo wygranej z prawdopodobieńswem utraty życia w jakiś nieprzyjemny sposób. Zawsze wtedy przechodzi mnie taki paskudny dreszcz, no bo:
    Skoro zakładam (a zakładam, kupując los), że mogę wygrać, to powinnam również założyć, że mogę zginąć w katastrofie czy karambolu. Okropne.

    Tak na marginesie: mój dziadek trafił szóstkę w latach 70-tych (pamiętacie te kupony z kalką...?). Ciekawe jest posłuchać opowieści, jak to wyglądało: dziadkowie mieli własnościowe mieszkanie, więc nie mieli prawa do drugiego mieszkania czy domu. Mieli samochód, więc nie mogli kupić drugiego. Dziadek był "ideologicznie podejrzany", więc żadnych wypadów na Zachód (zresztą, przy tamtym przeliczniku...), co najwyżej wczasy w Bułgarii, czyli jak co roku. Niedługo powygranej nastał stan wojenny i ogólna nędza, więc nawet lepszej wędliny nie można było za te pieniądze kupić. Setki kombinacji, jak tu co na kogo przepisać, żeby w ogóle jakoś zyskać na tej wygranej... Skończyło się tak, że jak przyszła wielka inflacja, to babcia w panice kupowała złoto, ale wiele to się z tego nie uchowało.

    Osobną sprawą jest to, ile dziadek w ciągu swojego życia przepuścił pieniędzy na totolotka. Babcia do dziś pomstuje na wspomnienie, jak jej podbierał pieniądze ze skrytki (to było długo przed czasami kont), jak pożyczał od niej przez "podstawionych ludzi", bo mu więcej dać nie chciała. Dość powiedzieć, że poprzednia duża nagroda, jaką dziadek zganął, to był motocykl w loterii bodajże "Syrenka", któy dostawał ten, kto skreślił najwięcej kuponów. Całkiem spora część pieniędzy z "szóstki" trafiła z powrotem do kolektury. Absurd więc polegał na tym, że dziadek, zaangażowany "od zawsze" w opozycję wobec komunistycznego państwa, z drugiej strony finansował je całymi swoimi zasobami za pośrednictwem monopolu loteryjnego.

    Tak sobie myślę, że o tym to trzeba by kiedyś powieść napisać, albo chociaż opowiadanie.

    Pozdrawiam

  • mentatd_at_gmail napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 13:40:32:

    Większość "szczęśliwców" niestety nie potrafi zarządzać takim majątkiem i kończy nie najlepiej, a alkoholizm to chyba najlżejszy z grzechów.

    Dowodzi to, że pieniądze zarobione przynoszą dużo więcej szczęścia niż te wygrane :-) (to tak na pocieszkę).

    A co do podatku - jeśli uznać, że inwestowanie jest czymś identycznym co granie w totolotka to podatek powinien być taki sam. Ale ja osobiście uważam, że to inwestowanie jest dużo prostsze niż wygrywanie w totolotka, dlatego inwestuję. Tym samym uważam, że szczęściarze nie powinni płacić podatków od swojego szczęścia.

    Nie rozumiem do końca pańskiej irytacji na podatek Belki czy od gier liczbowych - tak działa państwo. Zbiera kasę a później niektórym z nas ją oddaje... płacąc podatki mamy niejako nadzieję, że jeśli nie stać mnie będzie np. na bardzo drogą kurację antynowotworową to państwo mi pomoże. We mnie rozgoryczenie wywołują informacje, że tak się nie dzieje i że obywatele zostają na lodzie gdy mają "pecha" zachorować na chorobę nowotworową i muszą sami opłacać leczenie - i to jest już rozbój.

  • klasa62 napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 14:24:23:

    Też się Pan wybrał z tymi porównaniami. "Pogratulować" wyczucia chwili ....

  • birnbaum09 napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 17:22:48:

    Panie Maćku,
    ależ myśli nachodzą Pana przy pierwszomajowym, robotniczym święcie.

    Jako długoletni gracz, świadomy dopłacania do budżetu sporych sum
    w postaci podatku od hazardu, jednakowoż niepijący i niepalący,
    czyli niedokładający się do budżetu w postaci akcyzy od tych używek,
    mam kilka doświadczeń, którymi się z Panem podzielę.

    Dwa razy trafiłem "szóstkę". Za każdym razem musiałem podzielić się wygraną
    z innymi graczami.
    Za pierwszym razem, w końcu lat 80-ych, z bodaj ośmioma.
    Kolejny raz było nas trzech szczęśliwców, suma skumulowana,
    więc wygrana jakby większa, początek transformacji ustrojowej.
    Pamiętam, jaką sensację wywołało zakładanie przez pierwszy okres
    bodaj tygodniowych, czy miesięcznych lokat na kilkusettysięczne sumy.

    W ciasnej siedzibie oddziału PKO, z kolejnymi klientami za plecami,
    uzgadniałem wielkość oprocentowania i sumy lokat.
    Dyskretny private banking powstał dopiero później.

    Spore sumy przekazaliśmy charytatywnym fundacjom,
    np. wylicytowaliśmy jedno z pierwszych złotych serduszek owsiakowej WOŚP.

    Gram dalej.
    Wszystkim życzę wygranej.

    PS. od kilku miesięcy "szóstka" w lotto zawsze gwarantuje wygraną 2 mln.

  • davecarrol napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 18:57:07:

    @birnbaum09
    Czy aby na pewno 2mln?? Wydaje mi się, że tylko pula na wygrane pierwszego stopnia ma być nie niższa niż 2mln, a to przy podziale może być już dużo, dużo mniej :)

  • spexpl napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 19:39:01:

    A ja mam takie pytanie do lotto znawców. Ile bym wydał obstawiając wszystkie kombinacje, oraz ile bym wtedy wygrał (skreślając 6,5,4 i chyba 3ki).

    I przy jakiej kumulacji taka operacja była by opłacalna?

  • franulina napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 22:01:23:

    Na moje oko: Skoro prawdopodobieństwo trafienia szóstki (czyli jednej konkretnej sekwencji liczb) wynosi 1:13.983.816, to znaczy, że wszystkich możliwych sekwencji jest właśnie 13.983.816. Żeby obstawić je wszystkie trzeba 13.983.816 x 3zł (cena zakładu) = 41.951.448 zł.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/01 22:31:12:

    Po pierwsze:
    10% podatek od wygranej jest durnotą, draństwem i totalną hipokryzją bo totolotek już...jest opodatkowany! Z pieniędzy wpłacanych przez graczy fiskus na dzień dobry zabiera (po ostatnich zmianach) 49% ! Jeżeli dodasz do tego jeszcze 10% to wychodzi, że budżet zabiera 59% wpływów! Jest to najwyższy wskaźnik na świecie i dlatego wygrane w polskim lotto są tak żenująco niskie - w innych krajach kumulacje dochodzą nawet do setek milionów euro, przy podobnej cenie zakładu.
    To jeden z powodów dla których nasze Lotto umiera. I niech tak się stanie! :)
    Po drugie:
    Jeżeli ktoś wygraną zachowa w dowolnym pieniądzu, a nie kupi za to waluty, której żadne rządy nie są w stanie zepsuć czyli np. platynę lub diamenty (w żadnym razie złoto tnij.org/nabiciwzloto !), to może już jutro, a na pewno pojutrze będzie znowu nędzarzem bo wszystkie banki są dziś zwykłymi bankrutami.
    Po trzecie:
    Podatek Belki jest oczywistym i bezczelnym okradaniem poddanych, dlatego, że w ogóle nie uwzględnia ani inflancji ani strat na innych inwestycjach. Czyż to nie będzie piękne jak inflacja wyniesie 1000% i ludzie zapłacą od tego 19% podatku! ;)
    Oczywiście dotyka on tylko "frajerów", czyli maluczkich, którzy nie potrafią wynieść swoich dochodów do jurysdykcji uczciwie traktujących dochody, ups... "stosujących szkodliwą konkurencję podatkową" ;) Takich jak choćby Luksemburg, Dania, Cypr, Gibraltar itd.
    Po czwarte:
    Nie ma czego zazdrościć zwycięzcom. Jak pokazują amerykańskie badania w ciągu 2, 3 lat wszystko roztrwaniają i stają się bankrutami okradzeni, oszukani i zjedzeni przez sforę fałszywych przyjaciół, interesownych żon itd. A niektórzy nawet zabici.
    Po piąte:
    Mit o samolocie jako najbezpieczniejszej formie transportu jest zwykłą propagandą linii lotniczych. To NAJNIEBEZPIECZNIEJSZY środek transportu. Żeby to sobie uświadomić wystarczy policzyć ilość ofiar w stosunku do ilości osobogodzin spędzonych w poszczególnych środkach transportu. I wtedy wychodzi cała prawda. Choć już każdy w Polsce powinien zdawać sobie z tego sprawę po rozmiarach katastrofy pod Smoleńskiem.

    pozdrawiam


  • birnbaum09 napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/02 11:20:19:

    Arnoldbuzdygan,
    masz rację, że 2 mln zł, to minimalna pula wygranych "szóstek".

    Inaczej jest w Multi. Tam, zgodnie ze sztywną tabelą wygranych,
    każdy wygrywający "dziesiątkę liczb" otrzymuje swoje 2,5 mln (pomnożone
    przez opłaconą stawkę).

    Natomiast nie masz racji w sprawie opodatkowania wygranej.
    Mylisz opodatkowanie zysku firmy (49%?)
    z opodatkowaniem wygranej konkretnego grającego (10%).
    Te wielkości nie są addytywne!

    Nie widzę też tak czarno podatku Belki.
    Płacę go uczciwie od zysków na giełdzie,
    nie płacę, a raczej odliczam, stratę.
    Coś tu kręcisz, arnoldziebuzdyganie.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/02 11:42:35:

    birnbaum09
    Podatek "Belki" to podatek ryczałtowy. Ciekaw jestem jak odliczasz stratę od podatku zapłaconego przez płatnika - bank lub fundusz inwestycyjny - od Twoich "zysków" na giełdzie?

    Nic też nie pisałem o opodatkowaniu zysku firmy. Wpływy totolotka nie są jego zyskiem.
    Pisałem, że budżet zabiera 49% tych wpływów, a potem jeszcze 10% od puli wygranych, która jest na dodatek pomniejszona przez koszty działalności totolotka i haracz płacony GTechowi (który notabene jest największym wygranym w całej tej zabawie).
    Te 10% od wygranej jest już totalną obłudą, bo to są pieniądze zostały wcześniej opodatkowane 49% podatkiem obrotowym.

    Gwoli ścisłości to nie ja pisałem o 2 mln gwarantowanej wygranej za 6


  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2010/05/02 11:45:33:

    Ups... zakręciłem :) Początek miał brzmieć :

    Podatek "Belki" to podatek ryczałtowy. Ciekaw jestem jak odliczasz stratę "zysków" z konta bankowego i na jednostkach funduszy - czyli podatku płaconego przez płatnika bank lub fundusz inwestycyjny - od Twoich np. strat na giełdzie?

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line