Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Rowerowa karta banku BGŻ, czyli potencjał marketingowy ledwo dotknięty

Niedawno zastanawiałem się co mogą zrobić banki samochodowe, by wykorzystać przywiązanie klientów do marek samochodowych takich jak np. Volkswagen. Nie jest to zadanie łatwe, ale w usługach finansowych, tak samo jak w internecie, zaczyna liczyć się specjalizacja. To dlatego banki tworzą np. pakiety dla osób starszych, a niekiedy nawet nakierowują na nich całą strategię marketingową, jak np. Bank Pocztowy.

Wiosną, jak wiadomo, bankowcy mają skowronki w głowach, więc zaczęli się zastanawiać nad nowym obiektem targetowania swoich usług. Bank BGŻ wprowadzić właśnie kredytową kartę płatniczą o nazwie „Rowerowa”. To pierwszy na rynku bankowym plastik przeznaczony dla tej, zapewne ponadmilionowej, rzeszy klientów.

Pomysł oczywiście jest bardzo dobry, ale zdecydowanie więcej jest w nim marketingu, niż rzeczywistego odpowiedzenia na potrzeby rowerzystów. BGŻ wyposażył kartę w specjalną grafikę oraz dogadał się z niektórymi sieciami handlowymi, by dawały posiadaczom „Rowerowej” zniżki na zakupy w sklepach sportowych i z akcesoriami rowerowymi.

Lepszy rydz niż nic, ale tak naprawdę dobrze pomyślany program karciany dla posiadaczy rowerów i fanów tego sportu powinien zawierać znacznie więcej. Gdyby np. posiadacz „Rowerowej” mógł jednocześnie ubezpieczyć swój rower w BGŻ (jak wiadomo banki w naszym kraju nie oferują ubezpieczeń rowerów, bo dość często są one kradzione), to byłaby wymierna wartość dodana, by przenieść do BGŻ konto osobiste i wykupić w nim kartę kredytową.

Karta powinna być instrumentem budowania społeczności, gromadzenia rowerzystów wokół banku BGŻ. Każdy posiadacz roweru powinien mieć możliwość zamieszczenia na „plastiku” wizerunku swoich dwóch kółek. Karta powinna też uprawniać do udziału w specjalnie organizowanych, być może sponsorowanych przez BGŻ, wydarzeniach rowerowych: rajdach, wyścigach, wyprawach turystycznych.

Członkowie ekskluzywnego BGŻ-owego klubu powinni otrzymywać specjalny, lifestyle’owy biuletyn, brać udział w organizowanych przez jego redakcje quizach i konkursach. Bank mógłby organizować dla członków klubu spotkania ze sponsorowanymi przez siebie kolarzami lub teamami kolarskimi. Do wykorzystania są też współczesne narzędzia budowania i „zarządzania” społecznością: Facebook, Blip, blogi, wideoblogi.

Tym wszystkim posunięciom powinna towarzyszyć kampania reklamowa, by jak najszybciej zbudować wokół projektu odpowiednio dużą masę krytyczną. Dobrze byłoby zaprząc do współpracy zarówno „starych” mistrzów, jak Szurkowski, czy Lang, jak i obecne gwiazdy polskiego kolarstwa, jak Sylwester Szmyd, który musi być autorytetem dla każdego, kto wsiada na rower nie tylko po to, by udać się nim na zieloną łączkę. Takie asy poinny być ambasadorami banku i klubu zbudowanego wokół kolarskiej karty kredytowej. Pamiętacie co wyrabiał Szmyd na piekielnej górze Mont Ventoux?

Nie wiem ile by kosztował taki projekt, zapewne budżet byłby liczony w milionach. Ale gdyby udało się namówić osoby pasjonujące się kolarstwem, by przeniosły do BGŻ swoje rachunki, sprzęgły z tym bankiem swoją finansową przyszłość, to sprawa przychody z tytułu opłat, prowizji, abonamentów, odsetek od kredytów, mogłyby przynieść szybki zwrot z inwestycji. A bankowi zapewnić długoterminową, lojalną do bólu grupę klientów. Bujam w obłokach? Może, ale mam nadzieję, że ktoś kiedyś spróbuje zrealizować mój plan i wypłaci mi z tytułu praw autorskich stosowne wynagrodzenie

Przeczytajcie też o tym jak bank BGŻ zaklasyfikował klienta Samcika, by budować z nim ciepłą relację. A także o tym, jak ten sam bank postanowił dodawać w pakiecie swoim klientom ponętną siostrę, potocznie zwaną pigułą. Zobacz też wideoklip, w którym prześwietlam ostatnią kampanię reklamową BGŻ, której spoty możecie jeszcze oglądać na ekranach telewizorów:

piątek, 07 maja 2010, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/05/07 09:33:51
Szanowny PAnie Redaktorze,
zaczyna Pan swój interesujący tekst od intrygującej frazy: "Niedawno zastanawiałem sobie co mogą...".
To ja idę zastanawiać sobie, co Pan miał na myśli? Ja wiem, że polski to trudny język, ale niech Pan przynajmniej się natęży. Powodzenia.
-
2010/05/07 21:52:07
Przepraszam za błąd, już poprawiłem. MS
-
2010/05/08 10:02:31
Dzień dobry Panie Macieju,
Widzę, że minął się Pan powołaniem i zamiast być dziennikarzem (bądź co bądź branża się sypie) zostać strategiem finansowy/bankowym... :)

Bez urazy, ale w swoim wyodzie przypomina mi Pan stereotypowego krytyka filmowego, który może godzinami wyliczać dlaczego film, który widzał jest zły, co by w nim zmienił, etc... ale sam nigdy żadnego filmu nie stworzył... i nie stworzy... bycie krytykiem jest bepieczne i wygodne... Kończąc, "zasugeruję" że sam powinien Pan (zamiast pracy w Agorze), zacząć kierować bankiem, najlepiej dużym, najlepiej od czerwca 2010, wtedy przyznać sobie i zarządowi sowite premię (za nowe strategie), powinien Pan stworzyć produkt, który będzie żyłą złota, ale nie powinien Pan wypuszczać usług, których rynek nie kupi, albo które przyniosą małe zyski. Co ważne (nikt inny Panu tego za darmo nie powie!): powinien Pan skupić się na osiąganiu sukcesów a nie porażek (!!)... ...prawda, że proste? Jeśli mimo wszystko skorzysta Pan z moich cennych rad, liczę na jakiś % w ramach wdzięczności za konsultacje strategiczne... ;) Naprawdę razi nie takie ostentacyjne wytykanie innym błędów, myślenie o swojej genialności i kreatywności... Wszystkie pomysły weryfikuje życie... A pomysły biznesowe weryfikuje rynek... bezwzględnie.

Także w swojej działce (nie-bankowej), na co dzień spotykam się z potokiem pomysłów na produkty lub ulepszenie produktów... ale realizowany jest z tego góra 1% i to po głębszych analizach i symulacjach...
Sztuka więc Panie redaktorze nie w sypaniu pomysłami, ale w odróżnieniu tego 1% (które rzeczywiście zarobią) od 99%, które pochłoną głównie koszty...

Przekonanie, że wie się dokładnie czego potrzebuje ryek, czego potrzebuje konsument - nie zgubiło tylko tych, który nie ryzykowali własnymi pieniędzmi, ale np. środkami inwestora czy właściciela.

Z poważaniem,
Radosław

PS. Nie mam żadnych związków z BGŻ ani z bankami poza ROR'em w nie-BGŻ
-
2010/05/09 21:05:15
Dzień dobry! Panie Radosławie, musiało zajść jakieś nieporozumienie. Ja nie wytykam BGŻ-owi błędów, nie przedstawiam też projektu biznesowego, to są luźne rozważania człowieka, który widzi pewien potencjał w pomyśle przedstawionym przez bank. Nie roszczę sobie praw do krytykowania pomysłu banku. Piszę jak można byłoby go rozwinąć, zastrzegając, iż nie mam pojęcia czy dałoby się na tym zarobić pieniądze i przy jakich założeniach. A już na pewno nie mam przekonania, że dokładnie wiem czego potrzebuje rynek/konsument. Gdybym był taki mądry to już dawno wygrzewałbym się na słońcu w jakimś miłym miejscu na świecie, żyjąc z procentów :-))
Pozdrawiam i dziękuję za uwagi!
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users