|
Blog > Komentarze do wpisu
Randka w ciemno, czyli bank do klienta: podpisz bez czytania, będzie szybciejBankowe umowy nigdy nie należały do najłatwiejszych i wciąż rzadko kiedy są przyjazne jeśli chodzi o formę oraz stosowany w nich język. Nawet jeśli nie ma w nich zaszytych żadnych haczyków, to przebrnąć przez takie dokumenty zwykle nie jest łatwo. Zwłaszcza jeśli nie ma się doktoratu z finansów. I nawet jeśli pracuje się w Komisji Europejskiej, gdzie podobno przebywają Bardzo Mądrzy Urzędnicy. Od lat zachęcam każdego, kto powierza swoje pieniądze lub finansową przyszłość w ręce instytucji finansowych, by czytał dokładnie każdą podsuwaną do podpisu umowę i - jeśli czegoś nie rozumie - zadręczał finansistów pytaniami. Oczywiście, jak to często bywa, szewc bez butów chodzi i sam niedawno padłem ofiarą niedoczytania pewnej umowy z bankiem. Najgorzej jest wtedy, kiedy bank nie tylko sporządza umowy w trudnym do zrozumienia slangu finansowo-prawniczym, nie tylko stosuje różne wrzutki licząc, że klient ich nie zauważy, nie tylko przygotowuje oferty, które się klientowi nie opłacają, ale i nie daje klientowi czasu, by się z nią zapoznał przed podpisaniem. Niestety, z jednego z listów, który dostałem kilka dni temu, wynika, że takich przypadkow jest całkiem sporo. Zwłaszcza kiedy zamawiamy jakąś usługę finansową przez telefon bankowcy lubują się w „zapominaniu” o tym, by wcześniej przesłać wzór tejże umowy do przeczytania. Czytaj też: „Bankowi doradcy do klientów: nie czytajcie umów, bierzcie ryzyko w ciemno” oraz o dobrym pomyśle KNF, czyli umowach bankowych i puentą. Napisała do mnie pani Agnieszka, która nie lubi nic podpisywać bez czytania, a którą dwukrotnie próbowano do takiego zachowania nakłonić. „Od kilku lat jestem klientką mbanku. Do tej pory była to sympatyczna współpraca. Ostatnio jednak zadzwoniła do mnie telefonistka, by namówić mnie na otwarcie kredytu odnawialnego. Debet jest mi tak naprawdę zupełnie niepotrzebny, ale nigdy nie wiadomo co się zdarzyć może. Dałam się zatem namówić. Pani bardzo uprzejmie mnie wypytała o wszystko, po czym poinformowała, że po uzyskaniu decyzji kredytowej bank się do mnie jeszcze raz odezwie. Niestety bank nie dość że się nie odezwał, od razu przysłał do mnie kuriera z gotową umową” - relacjonuje czytelniczka blogu. No i pojawił się problem: „Umowa błaha nie była: jedynie kilkanaście stron zapisanych drobnym maczkiem. Kurier oświadczył na wstępie, że ma dla mnie jedynie pięć minut. Prosił, żebym wszystko podpisała, a jak mam jakiś problem, to zawsze mogę od umowy odstąpić w terminie 14 dni, co jest zapisane gdzieś (sic!!) w tej umowie. Jako czytelniczka Pana blogu stwierdziłam, iż nie będę się podpisywać pod czymś, czego wcześniej nie miałam nawet szansy przejrzeć. I odesłałam kuriera z powrotem do banku” - pisze pani Agnieszka. Zauważcie, że czytelniczka doceniła w procesie decyzyjnym doświadczenia wyniesione z lektury blogu, co jest bardzo miłe memu sercu. Pani Agnieszka w tzw. międzyczasie rzuciła okiem na ofertę pośrednika finansowego Open Finance. A dokładnie na konto oszczędnościowe, które jest sprzężone z ROR-em. „Zgłosiłam gotowość do otwarcia tegoż rachunku przez ich serwis internetowy. Wybrałam opcję bez promocji (czyt. bez nawigacji w prezencie), ponieważ wcześniej przejrzałam taryfy opłat i zauważyłam, że w przypadku konta z promocją trzeba utrzymywać określone saldo, inaczej ponosi się opłaty. Najwyraźniej moje podejście zaciekawiło pracowników Open Finance (czy raczej Getin Noble Banku, bo to jego oferta kryła się za openową promocją). Już następnego dnia rano zadzwoniła do mnie pani z banku, by się upewnić, czy aby na pewno nie chcę tej nawigacji. Grzecznie potwierdziłam, ale korzystając z okazji i mając w pamięci doświadczenia z umową w mbanku, poprosiłam panią, by przesłała mi wzór takiej umowy na mój e-mail, bym mogła się z nią w spokoju zapoznać” - pisze czytelniczka. Mój podziw dla jej asertywności i świadomego poszukiwania jak najlepszych dla siebie rozwiązań w tym momencie sięga zenitu. „Jakież było moje zdumienie, gdy po kilku dniach zadzwonił do mnie kurier (żeby było śmieszniej dokładnie ten sam, co przy poprzedniej umowie:-)) z papierami gotowymi do podpisania. Zapytałam tylko ile stron (powiedział, że szesnaście). Poprosiłam pana, żeby z umową zgłosił się do mnie następnego dnia, bo najpierw muszę się upomnieć w Open Finance o jej wzór. Udało mi się dodwonić na ich infolinię „już” po półtorej godzinie prób i oczekiwania. Wyjaśniłam telefonistce sprawę i poprosiłam o przesłanie wzoru umowy. Uprzedziłam, że zależy mi na czasie, bo kurier przyjdzie następnego dnia, a ja chcę być przygotowaną klientką. Nie dostałam nic. Zadzwoniłam więc ponownie i dopiero tym razem, po krótszym, bo jedynie półgodzinnym czasie oczekiwania, dostałam to, o co prosiłam” - relacjonuje pani Agnieszka. Czytelniczka puentuje swoją opowieść bardzo celnym pytaniem. „Zastanawiam się: kim tak naprawdę dla tych banków jestem, skoro mnie, ich stałej lub przyszłej klientce, pozwalającej im obracać moimi własnymi pieniędzmi, nie pozwalają nawet na spokojne przeczytanie umowy?”. Pytanie brzmi jak retoryczne, ale ponieważ sam bym go lepiej nie zadał, w milczeniu czekam na odpowiedzi osób, które poczują, że powinny tę odpowiedź znać. Może wśród 100 tysięcy czytelników tego blogu znajdzie się choć jeden bankowiec, który potrafi się zmierzyć z tą filozoficzną kwestią? Pytanie jest wbrew pozorom łatwiejsze, niż to:
OGŁOSZENIE: Masz problem z bankiem? Chcesz ostrzec innych czytelników blogu o jakiejś pułapce zastawnionej przez finansistów? A może chcesz pochwalić bank za to, że zachował się więcej, niż fair? Pisz na adres maciej.samcik (małpka) agora.pl oraz na adres maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Na każdy list odpowiem, ale nie na każdy od razu, bo dostaję ich po kilka dziennie. Zapraszam też, byś zapisał się do grupy osób, które lubią stronę blogu w serwisie Facebook. Zamieszczam tam wiadomości, które nie zmieściły się w blogu, od czasu do czasu można tam też ze mną poczatować. Jeśli chcesz przystąpić do członków grupy miłującej subiektywność i finansach, kliknij baner w bocznej szpalcie. Zapraszam! poniedziałek, 14 czerwca 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2010/06/14 11:17:04
Nie rozumiem jednego, wszystkie umowy zawieszone są na stronie of w dziale przydatne dokumenty i naprawdę nie trzeba prosić o tę wiedzę tajemną konsultantów.
2010/06/14 11:28:28
Skoro już trochę krytykowałem Deutsche Bank, to teraz przy okazji go pochwalę. Nie wiem jak z innymi produktami banku ale podczas zakładania ROR-u online, bodajże dwa dni przed pojawieniem się kuriera, dostałem na maila wzór umowy, TOiP oraz wszystkie dotyczące mnie regulaminy. Dodatkowo w przesyłce, którą przyniósł kurier też znajdował się wyciąg z TOiP oraz regulaminy. Zachowanie takie jest dla mnie wyrazem elementarnej kultury biznesowej, która powinna być standardem. Wolę jasne reguły niż krzyczące reklamy (lub bajki opowiadane przez telefon), gdzie super produkt po przeczytaniu piątej gwiazdki okazuje się gniotem o d... rozbić.
2010/06/14 11:47:38
simplex:
- takie ktore pozwalaja im zmienic tabele oplat i prowizji w dowolnym momencie uwazam ze karta kredytowa wydawana na czas okreslony 1nego roku to nie jest produkt typu 30letni kredyt hipoteczny aby nie mozna bylo przewidziec ryzyka i kosztow z tym zwiazanych jak ide kupic obiad to w menu nie ma zapisow ze w czasie przygotowywania posilku cena sie moze zmienic piotr.topor: - jak sie jest strona aktywna jako klient i sie rozwaza wyrobienie takiej karty to oczywiscie ze mozna poszukac i dobrze ze mozna je tam znalezc, ale tutaj to ja bylem bierny zadzwonil do mnie handlowiec namawiajac na kupno ich produktu, co mial powiedziec 'niech pan sobie poszuka na naszych stronach? powinien tam byc? moze nawet aktualny?' skoro dzwoni i namawia to nie widze problemu aby sobie zarzyczyc wysylki takich dokumentow nawet jesli mozna je znalezc - po drugie jest to od razu test nastawienia na klienta, oczywiscie trzeba wziasc poprawke na to ze jest to przed podpisaniem umowy ale jesli w takiej sytuacji cos by bylo nie halo to w moim odczuciu dyskwalifikowalo by to taka oferte na starcie niestety nastawienie wielu instytucji do klientow wynika wlasnie z takich TOPORnych klientow ktorzy nie rozumieja ze takze maja prawo stawiac wymagania i nie akceptowac wszystkiego co im sie wciska do reki i podsuwa do podpisania, najlepiej bez czytania 2010/06/14 12:35:08
"nie daje klientowi czasu, by się z nią zapoznał przed przeczytaniem. " ?
Panie Samciku, może miało być - podpisaniem? 2010/06/14 13:13:57
Dzień dobry, dzięki za komentarze. Jasne, wszystko wisi na stronie, ale klient ma prawo być niekumaty i nie umieć znaleźć. Stąd bank powinien za każdym razem udostępniać papiery wcześniej, zwłaszcza jeśli jest to 16 stron drobnym maczkiem :-). Panie Jurgecie, oczywiście miało być przed podpisaniem. I przed przeczytaniem zresztą też :-).
Pozdrawiam! 2010/06/14 14:03:54
To ja podzielę się doświadczeniem z podpisywania umowy karty kredytowej Polbank-Era chyba we wrześniu zeszłego roku (więc z góry zaznaczam, że mogło się coś zmienić w tej kwestii).
Ofertę otrzymałem telefonicznie, po dwóch telefonach dałem się przekonać. Chciałem umowę podpisać sobie spokojnie w oddziale, jednak zostałem poinformowany, że się nie da, bo to oferta centrali, więc można tylko przez kuriera. No dobra, niech będzie, spróbujmy. Kurier się zjawił, a w kopercie było hmm nie pamiętam ile, ale kilkanaście, może nawet więcej niż 20 stron dokumentów, zapisanych drobnym drukiem w dwóch kolumnach. No i dostałem czas 10 minut na ich podpisanie. Cóż... w takim czasie to nawet ciężko pobieżnie to było przejrzeć, zwłaszcza, że na jednej stronie trzeba było zweryfikować swoje dane, jakieś tam jeszcze kwadraciki pozaznaczać itp. Nie byłem tak asertywny jak bohaterka notki i podpisałem wszystko grzecznie. Najgorsze jednak było to, że w kopercie nie było żadnej kopii dla mnie, wszystko było do odesłania do Polbanku. Zatem podpisałem coś, nawet nie wiem co (!) i mam 14 dni na odstąpienie od tej umowy. Żebym chociaż wiedział jakiej... Po tym zdarzeniu czułem się bardzo nieswojo i owszem, potem Polbank odesłał mi co trzeba z podpisami i pieczątkami banku, ale to było już po fakcie. Cała historia jak do tej pory kończy się pomyślnie. Z karty jestem zadowolony, ale bogatszy o to doświadczenie nigdy już nie zdecyduję się na takie podpisanie umowy przez kuriera. 2010/06/15 13:52:08
Przecież nawet najbardziej toporny klient powinien wiedzieć, że taką umowę może podpisać "w ciemno" nie trzymając 2 godziny biednego kuriera by przeanalizować dokumenty punkt po punkcie. Toporny klient może się nad taka umową pastwić jeszcze przez kolejnych 10 dni i po znalezieniu haka, którym zły bank puści go z torbami, rozwiązać ją bez jakichkolwiek konsekwencji.
2010/06/16 11:42:10
Wielkie gratulacje i szacun dla Pani Agnieszki, że bez czytania niczego nie podpisuje. Jako pracownik branży finansowej (choć nie banku) uważam, że takich klientów trzeba nam więcej. W myśl zasady (może niezbyt oryginalnej w brzmieniu) świadomy klient to dobry klient :)
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
i tak zrobil bez zadnego ponaglania, za karte podziekowalem podajac punkty w umowie ktore mi sie nie podobaja i ze skusilbym sie gdyby tego punktu tam nie bylo, pan stwierdzil ze to nie lezy w jego gestii i sobie podziekowalismy za rozmowe