Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 15 czerwca 2010

Szczyt bezczelności: zatwierdzić płatność kartą trzema krzyżykami

Kilka razy zdarzało mi się narzekać na niegramotność sprzedawców w polskich sklepach, którzy przy płatnościach kartą zachowują daleko posuniętą nieostrożność i nie sprawdzają czy podpis na karcie zgadza się z tym, który widnieje na potwierdzeniu transakcji. Problem zdarza się przy co najmniej trzech-czterech transakcjach na każdych dziesięć i oczywiście dotyczy tylko kart, przy których transakcje są autoryzowane podpisem, a nie PIN-em. Widząc sprzedawcę, który oddaje mi kartę zanim jeszcze podpiszę potwierdzenie transakcji, zawsze mam przemożną chęć zrobić brzydki dowcip i... podpisać się np. trzema krzyżykami. A potem złożyć w banku reklamację i czekać co się stanie.

Nigdy takiego numeru nie wykręciłem, bo to byłaby, mimo wszystko, próba kradzieży. Ale zastanawiam się ile tego typu spraw - klientów nie przyznających się do dokonanych przez siebie transakcji - mają na tapecie banki. Pewnie coraz mniej, bo w Polsce stopniowo rośnie liczba kart płatniczych autoryzowanych PIN-em, więc podpisy na potwierdzeniach transakcji są zjawiskiem, które pewnie czeka los dinozaurów.

Nie wiem czy się z tego cieszyć, bo choć PIN jest wygodniejszy, to jeśli ktoś podpatrzy kod, a potem ukradnie kartę... Brrr... Nie ma przebacz, żaden bank nie odda pieniędzy, gdy złodziej wypłaci je przed zastrzeżeniem karty. Jeśli zaś ukradnie kartę autoryzowaną na podpis i pójdzie na zakupy, to zawsze można się z bankiem spierać i dowodzić - choćby za pomocą analizy grafologicznej - że to nie my dokonaliśmy danej transakcji, tylko obca osoba, która w przestępczy sposób weszła w posiadanie karty.

Dlaczego o tym wterminal płatniczyszystkim piszę? Otóż miałem ostatnio przyjemność wizytować Barcelonę i - poza chłonięciem atmosfery tego fantastycznego miejsca - robiłem tam zakupy. Rzecz jasna, jak to Samcik, płacąc za co tylko się dało kartą kredytową. Autoryzowaną na podpis. Na dziesięć karcianych transakcji dokonanych w najróżniejszych sklepach, małych i dużych, a także w restauracjach i na stadionie, tylko jeden raz sprzedawca wpadł na pomysł, by porównać podpis składany na potwierdzeniu z tym, który widnieje na karcie. W pozostałych przypadkach kartę miałem z powrotem w rękach zanim jeszcze podpisałem się na potwierdzeniu. Choć przy okazji dodam, że (choć płaciłem kartą ING, banku w końcu znanego w Hiszpanii) dwukrotnie poproszono mnie o dowód osobisty lub paszport, który potwierdzałby, że to ja jestem właścicielem karty. W Polsce nie zdarzyło mi się to ani razu.

Natomiast zazdroszczę Hiszpanom pewnej innowacji. W kilku miejscach, m.in. w firmowych sklepach klubu FC Barcelona, karciane transakcje autoryzuje się, skladając podpis nie na papierze, ale rysikiem, bezpośrednio w okienku terminalu znajdującego się w rękach sprzedawcy. Terminalu wyglądającego mniej więcej tak, jak ten na zdjęciu powyżej. Terminal drukuje tylko jedną kopię potwierdzenia (dla klienta), zaś po stronie sprzedawcy nie ma problemu przechowywania stosów papierków - wszystko jest w pamięci urządzenia. W Hiszpanii takie terminale są na razie tylko nowinką, ale z niecierpliwością czekam aż staną się nią też nad Wisłą. A może już są, tylko ja jeszcze o tym nie wiem? Jeśli namierzycie takie urządzenie w jakimś punkcie handlowym, to koniecznie dajcie mi znać!

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 15 czerwca 2010 15:00

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • jakow napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 15:49:52:

    Ostatnio podpisywałem się czymś takim gdy kurier dostarczał mi przesyłkę. Ale jaka to była firma kurierska nie mogę sobie przypomnieć...

  • treadstone73 napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 16:24:41:

    Najlepiej mieć niepodpisaną kartę - wtedy każdy sprzedawca się ożywia i prosi o dowód.

  • treadstone73 napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 16:26:26:

    No i z niepodpisaną kartą nie ma potem problemów z analizą grafologiczną - złodziej jeśli się podpisze to na pewno inaczej niż podpis wzorcowy leżący w banku :)

  • magdalaena1977 napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 17:19:09:

    Ja też się tak podpisywałam dla kuriera

  • neg666 napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 17:29:14:

    UPS ma takie terminale już od daaaawna. W oddziałach Aliora są takie "tablety" gdzie podpis przy zakładaniu konta czy wpłacie gotówki składa się rysikiem.

  • mayorkun napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 21:55:17:

    Dokładnie UPS ma takie urzadzenia, ale bardzo marnie działaja ;)

    a w Polsce tylko w Leclercu przed kasami jest nawet ogloszenie, ze przy transakcjach potwierdzanych podpisem, konieczne jest pokazanie dowodu osobistego kasjerowi ;)

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 22:37:27:

    A tak, macie rację, kurierzy takie tablety mają. I ludzie, którzy wożą wodę Dar Natury też mają. Ale w sklepie jeszcze czegoś takiego nie widziałem :-)
    Pozdrawiam!

  • nicka1 napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 23:07:34:

    a ja przez kilka miesięcy poslugiwalam sie kartą bez podpisu. Aż wreszcie kasjer-mężczyzna kazał mi się najpierw podpisać na karcie, a potem na paragonie.

  • masterbank napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 23:20:08:

    Gratuluję Panie Macieju! Wreszcie odkrył Pan, że lepszy jest podpis od 4 iksów analfabety :) Super, tylko sęk w tym, że te podpisy na ekranie sensorycznym nie są w żaden sposób analizowane przez system, lecz są pomocne tylko w ewentualnej procedurze reklamacyjnej. Inny problem to fakt, że podrobiony podpis jest często bardziej podobny do wzorca niż własny :) Dlatego właśnie ten pomysł na TopoSign, czyli podpis topograficzny.

  • spexpl napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/15 23:57:20:

    Też mi się ostatnio zdarzyło iż sprzedawca w Cerffurze nie chciał obsłużyć karty nie podpisanej. Musiałem podpisać, okazać doków i dopiero wtedy wbił kartę.

  • zazula-2 napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 08:34:27:

    Mieszkam w kraju, gdzie poza nielegalnymi imigrantami oraz obywatelami, którzy zarabiają na lewo (a jest ich ze względu na sytuację ekonomiczną coraz więcej), wszyscy pozostali płacą kartami kredytowymi. Zawsze i wszędzie. Większość z nich nie tylko z powodu wygody, ale także dlatego, że własnych środków nie mają wcale i muszą wszystko brać na kredyt. Ale mniejsza o to. Faktem jest, że większość transkacji przeprowadzana jest kartami (a na pewno o wiele, wiele więcej niż w Polsce) a panujące obyczaje inne niż w Polsce.

    1. Podpis i jego autentyczność nikogo nie interesują. Wszędzie są wymagane, ale nikt ich nie sprawdza. Wspomniane w artykule ekrany sensoryczne są w powszechnym użyciu. Moim zdaniem to strata czasu, gdyż większość tych ekraników szybko się zużywa i żeby nie wiem jak się starać, człowiek tym rysikiem może jedynie stawiać kulfony i dziwne znaczki. W większości przypadków jak popatrzę na własne dzieło, to nie umiem w nim rozpoznać własnego podpisu. ;) Czasami mnie nawet korci, żeby napisać coś brzydkiego, bo jest tak jak napisał jeden z czytelników - ten ekran nie analizuje podpisu i 3 krzyżyki też go zadowolą. I korci czasem strasznie. :)
    2. Absolutnie przestrzegana jest za to zasada: "Płacisz kartą okaż dowód tożasamości". Niektóre banki są nawet tak miłe i zamieszczają zdjęcie właściciela karty na jej odwrocie, dzięki czemu można uniknąć dość upierdliwego sięgania po dodatkowy kawałek plastiku. Bardzo rzadko zdarza się, żeby sprzedawca zapomniał/zlekceważył tę zasadę.
    3. Transakcje poniżej pewnej kwoty (różne banki mają różne limity) nie wymagają podpisu i wtedy czasami o dowód tożsamości nie poproszą. Ale to są małe kwoty.


    Moim zdaniem powyższy system jest lepszy niż sprawdzanie autentyczności podpisu. Sprawdzenie dowodu tożsamości jest o wiele pewniejsze - nawet jeśli ktoś ukradnie Ci i kartę i dowód, to i tak wyglądu nie zmieni. Dlaczego nie jest to stosowane w Polsce?

    A tak na marginesie mam też pytanie do p. Maćka - czy opłaca się już używać polskiej karty kredytowej poza granicami kraju? Kilka dobrych lat temu, jak chciałam spędzić bezgotówkowe wakacje, przelicznik walutowy banku mnie dobił i dałam sobie spokój - to byłoby dokładanie ~30% wartości do każdego zakupu.

    Pozdr

  • zenobiuszmokronos napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 09:17:28:

    Cytat:
    i... podpisać się np. trzema krzyżykami. A potem złożyć w banku reklamację i czekać co się stanie.

    Nic się nie stanie. Bank nie uzna reklamacji. Miałem taką sytuację że po podpisaniu kwitka stwierdziłem ze cena naliczona za towar była wyższa niż ta na półce. Odmówiłem więc kupna, zamazałem podpis na kwitku i zostawiłem towar. Okazało się że sprzedawcy zatwierdzili transakcję, mój towar ukradli, a mnie BZ WBK nie uznało reklamacji. Banku nie interesuje jakość podpisu. Zamiast niego mogą się tam znaleźć dowolne zygzaki.

  • testman napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 09:23:36:

    Panie Macieju, po lekturze tekstu zastanawiam się, GDZIE w Barcelonie robił Pan te zakupy.

    Z tego co wiem, hiszpański sprzedawca ma obowiązek sprawdzenia, czy kartą posługuje się jej właściciel - dlaczego zawsze proszę o dowód osobisty lub paszport.

    Po upewnieniu się, że mamy do czynienia z jej właścicielem, nie ma potrzeby sprawdzania podpisu.

    Inna sprawa: często zdarza się, że przy płatności kartą z czipem (i podanym PINem), sprzedawca nadal prosi o podpisanie wydruku.

  • kilobyte napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 09:26:40:

    W USA jak bylem to zdarzylo mi sie wielokrotnie podpisywac wlasnie na ekranie monitora a nie na papierze. Niestety jak to zwykle z nowinkami - za pierwszym razem stałem z tym rysikiem jak jakis glupek i nie wiedzialem co zrobic ;)

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 09:29:26:

    Dzień dobry, dzięki za wpisy. @kilobyte: ja też się zestresowałem :-), @testman: zakupy robiłem w ścisłym centrum (Rambla, Passaig de Gracia) lub w Port Vell i w Barceloneta, więc nie są to odludzia. Może wyglądałem na wiarygodnego płatnika, skoro przeważnie nie musiałem się legitymować, a w prawdziwość podpisu sprzedawcy wierzyli jak w mantrę :-)
    Pozdrawiam!

  • kingaps napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 10:43:52:

    Z uwagi na położenie Szczecina, w Niemczech, Danii czy Szwecji jestem przynajmniej raz w miesiącu. Aby ułatwić sobie życie ma konta w 3 bankach. W Niemczech przy płatnościach pokazuję kartę lokalnej Sparkasse, w W Szwecji (i w Polsce) Nordei, w Danii HSBC. Dlaczego? Jest inne podejście sprzedawców do klienta. W Neubrandenburgu miałem sytuację gdy system nie realizował płatności kart Sparkasse. Chciałem zapłacić inną kartą ale sprzedawca spisał dane z karty, poprosił tylko dowód i przyjął oświadczenie, że w ciągu 7 dni zapłacę przelewem.
    A co do sprawdzania tożsamości płacącego kartą z podpisem - przez prawie rok nie było na niej podpisu, dopiero w Castoramie się o niego upomnieli - wielokrotnie w Polsce płaciłem kartą partnerki na stacjach Shell i nigdy nie byłem sprawdzany. Na moją uwagę, że powinni to robić właściciel jednej ze stacji powiedział że widzi w aucie kobietę i domyśla się że to jej karta, więc po co tyle szumu.

    PS. Uwaga dla jeżdżących po Niemczech. Są u nich stacje benzynowe sieciowe na których można płacić tylko kartami Visa albo tylko MasterCard.

  • treadstone73 napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 11:10:49:

    Taaa Niemce to dziki kraj, pamiętam jak sklepy były zamknięte w sobotę... Nie wspominając, że Visa budziła w tych sklepach zdziwienie. O dziwo bankomaty zawsze sobie z nią radziły :)

    Co do przygody na stacji paliw ja miałem jeszcze weselszą w małym sklepie w którym byłem pierwszy raz (o dziwo w Warszawie). Pani przeciągnęła kartę i mi ją oddała. Po czym nawet nie dała mi kwitu do podpisu. Na moje zdziwienie, że przecież się nie podpisałem ona rezolutnie odparła, że nie muszę. Ręce mi odpadły ale się nie podpisałem. Przez dłuższą chwilę biłem się z myślami czy nie zrobić podobnie jak zastanawiał się p. Maciek - zgłosić do banku, że nie użyłem karty w tym sklepie ale jadnak przeważyła uczciwość. Zadzwoniłem do banku z pytaniem czy coś zrobią w takiej sprawie. Bank (mBank) nie był zainteresowany. Nie wiem tak na prawdę czy powinien być ale chyba świadczy to o beztrosce banku, bo o panience z okienka kasowego to żal wspominać.

  • kadykianus napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/16 14:00:11:

    Takie terminale już są. We Wrocławiu podpisywałem się tak kurierowi, który przywiózł mi coś tam do komputera. Rysik i po krzyku :)

  • finno napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/17 11:39:42:

    Panie Macieju,

    od dawna czytam Pańskiego bloga, tym razem jednak zdecydowałem się dodać komentarz. Otóż tablety do podpisów są powszechnie używane w USA. O ile mnie pamięć nie myli, to niemal wszystkie firmy kurierskie takowych używają, nie tylko do autoryzacji kart, ale i do potwierdzania odbioru. Wiele sklepów (Macy's, JCPenney, Kohls itd.) takie terminale posiada. Również sieci stacji benzynowych, restauracje itd. Oczywiście "nasycenie" rynku nie jest pełne i jeszcze jakiś czas temu zdarzało mi się spotykać terminale, gdzie karta (numer, nazwisko, data) były odciskane na papierze samokopiującym za pomocą zmyślnej maszynki! Tak, to prawda, może jeszcze i dziś takie urządzenie dałoby się spotkać. Nie slużyło ono zatwierdzaniu platności, ale gromadzeniu danych w przypadku konieczności obciążenia posiadacza karty (rodzaj zastawu u sprzedawców telefonów wraz z planami taryfowymi).

    Jak takie innowacje w stylu tabletów przyjmują się w Europie nie wiem, niemniej od paru lat jest to urządzenie z powodzeniem używane za oceanem.

    Zdarzyło mi się także kilka razy, że sprzedawca poprosił mnie o okazanie dokumentu tożsamości, ale dość sporadycznie. Płatności kartą są tak masowe (a prawo tak korzystne dla posiadaczy kart), że rzadko zdarza się głębsza weryfikacja karty.
    Jako ciekawostkę powiem, że w USA kartę można autoryzować na dwa sposoby: debit or credit i często sprzedawca pyta, choć domyślnie przyjmuje się opcję "credit". Pierwszy sposób wymaga podania PIN, drugi - autoryzacja podpisem. Sądzę, że stosunek obu autoryzacji jest jak 5-95 odpowiednio. Nawet karta debetowa (albo i przedpłacona, byle była wypukła), posiadająca określone saldo da się autoryzować podpisem, stwarza to oczywiście jakieś pole do nadużyć, ale to już osobna historia.

  • mickotek napisał(a) komentarz datowany na 2010/06/17 14:15:27:

    W USA składanie podpisu na terminalu, zamiast na wydruku jest standardem m.in. w Wallmarcie.

    Jeżeli chodzi o Polskę, tabliczki UPS-u sa po prostu bardzo zużyte, stąd działa to kiepsko. Ostatnio składałem jednak podpis na czytniku w punkcie FedEx-u na Cargo w W-wie i musze powiedzieć, że mój podpis wyglądał lepiej niż odręczne notatki na moim telefonie.

    A a propos stacji benzynowych w Niemczech, identyczna sytuacja ma miejsce w Holandii - na stacjach samoobsługowych w Utrechcie nie działała żadna z posiadanych przeze mnie i kolegę kart kredytowych ani debetowych.

    Jak wspominamy natomiast o ciekawostkach, 10 lat temu udało mi się w Holandii na lotnisku wypłacić z konta w Pekao SA (a może to jeszcze było PBG, kto pamięta ten bank) w dwóch róznych bankomatach pieniądze na bilet lotniczy korzystając z kart w systemach Visa i Mastercard, do których przypisany był ten sam limit wypłat. Było to w stanie wyższej konieczności, ale uratowało mnie przed problemem z powrtoem do kraju. Po powrocie natychmiast uzupełniłem środki, ale teraz już pewnie by się nie udało.

  • ca33 napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/04 14:58:25:

    Ja mieszkam w Hiszpanii i wlasnie tu tak jest ze jak sie placi za zakupy karta kredytowa to musimy okazac sprzedawcy dokument ze zdjeciem ze to nasza karta np dowod osobisty czy paszport czy prawo jazdy Ja uwazam ze jest to OK bo zawsze jakies zabezpieczenie a nie jak w Polsce nawet nie sprawdzaja czy karta jest podpisana .........

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line