Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Gwarancja najniższego oprocentowania kredytu? Marketingowa ściema!

Gwarancja najniższej ceny to jeden ze starych, wypróbowanych w branzy handlu detalicznego sposobów na omamienie klienta i wmówienie mu, że taniej niż w tu i teraz danego telewizora, telefonu albo fotela bujanego kupić się nie da. Gwarancja bywa często naciągana, bo dotyczy identycznego towaru (jeśli klient zidentyfikuje tańszy, ale „tylko” bardzo podobny, to gwarancja przepada), jest ograniczona czasowo, a przede wszystkim trudna do zweryfikowania. Żaden klient nie będzie biegał po wszystkich okolicznych sklepach, by poszukać tańszego towaru, tylko przyjmie na wiarę, że skoro dany sklep daje gwarancję najniższej ceny, to widocznie wie co robi i ta rzeczywiście jest najniższa.

Ta sama moda od czasu do czasu pojawia się też w branży finansowej. Jakiś czas temu obśmiewałem reklamę mBanku z drwalami, którzy poza różnymi swoimi przypadłościami mieli i tę, że gwarantowali polisy... niekoniecznie najtańsze. Poza tym ich gwarancja była obwarowana takimi warunkami, że... rzeczywiście trudno było znaleźć tańszą i zarazem identyczną. A nawet jeśli jakiś klient w bólach znalazł, to koszty wypłacenia mu „odszkodowania” były zapewne wliczone w koszt całej zabawy. Zaś całkiem niedawno pisałem o sieci doradców Open Finance, która też postanowiła nęcić klientów gwarancją najwyższej - dla odmiany - jakości obsługi.

Tą drogą idzie Allianz Bank, który ogłosił pod koniec zeszłego tygodnia, że do końca lipca gwarantuje klientom zainteresowanym kredytem gotówkowym jego najniższą cenę.  W przypadku, gdy klient otrzyma propozycję takiego samego kredytu na korzystniejszych warunkach cenowych, Allianz Bank obniży oprocentowanie do wysokości zaproponowanej przez inny bank. „Dzięki temu klienci bez konieczności przeglądania i analizowania ofert wielu różnych banków mają pewność, że otrzymali kredyt na bardzo atrakcyjnych warunkach” - komentują w Allianz Banku. Czyli znowu: dajemy gwarancję, więc uwierzcie nam na słowo, że nie ściemniamy.

Gwarancja najniższej ceny dotyczy tylko trzech, z góry określonych wariantów kredytu. 10.000 zł na trzy lata z oprocentowaniem 9,99%, 20.000 zł na cztery lata z oprocentowaniem 11,9% oraz 30.000 zł na cztery lata z oprocentowaniem 12,9%.  Ale nie jest to jedyne obostrzenie. W regulaminie bank zawarł dość licznie zapisy chroniące go przed ryzykiem konieczności wyrównywania klientom ceny kredytu.

O takich drobiazgach, jak to, że klient musi zostać pozytywnie zweryfikowany przez bank pod względem zdolności kredytowej nawet nie wspominam. Ale są i inne warunki. Trzeba zapłacić składkę ubezpieczenia kredytu oraz 5% opłaty przygotowawczej. A gwarancja będzie obowiązywała tylko wtedy, jeśli klient w ciągu zaledwie siedmiu dni przyniesie do Allianz Banku imienną ofertę kredytu na lepszych warunkach. Przy czym ta konkurencyjna - i zaznaczam: imienna - oferta musi się zgadzać nie tylko pod względem oprocentowania, kwoty i okresu kredytowania, ale też pod względem stawki opłaty przygotowawczej oraz stawki i zakresu ubezpieczenia.

To oznacza, że klient musi udowodnić Allianz Bankowi, że tańszy kredyt jest identyczny w najdrobniejszym szczególe jak ten Allianz Banku. Jeśli opłata przygotowawcza nazywa się w innym banku prowizją, a zakres ubezpieczenia różni się w choćby drobnym szczególe z tym allianzowym - gwarancję szlag trafia. Idę o zakład o dobre wino, że Allianz nie dostanie ani jednego zgłoszenia dotyczącego wyrównania warunków kredytu. Nie dlatego, że jego pożyczki są takie tanie - bo nie są, ich Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO) waha się od 21,3 do 24,4% - ale dlatego, że Allianz tak chytrze zdefiniował warunki kredytu, by z żadnym innym porównać się go po prostu nie dało. Mamy więc na tapecie typową marketingową ściemę. Jedną z tych, których nie cierpię.

A marketingowcy Allianza zapewne śpiewają sobie teraz taką oto piosnkę „Ta promocja jest zrobiona dla pieniędzy” :-)

POST SCRIPTUM

Marketingowcy Allianz Banku nie tylko zaśpiewali przebój, ale też odnieśli się do treści notki. Piszą tak:

Rzeczywiście promocja dotyczy trzech wariantów kredytu, ale wszędzie to wyraźnie i jasno komunikujemy. Promocja ma konkretny cel, w tym przypadku pozyskanie kredytów na konkretne kwoty i okresy kredytowania. Ilość czynników wpływających na koszt kredytu jest taka, że aby móc porownać ofertę innego banku z naszą ofertą muszą one mieć takie same parametry - tj. kwota, okres kredytowania, ubezpieczenie. Jest to logiczna konsekwencja tego, że gwarantujemy najniższe oprocentowanie na konkretnych wariantach kredytu, a nie na całej ofercie. Musimy porównywać przecież jabłka z jabłkami.

Nie jest prawdą, że jeśli opłata przygotowawcza nazywa się w innym banku prowizją, gwarancja nie obowiązuje. Nazwa opłaty nie ma zupełnie znaczenia, może być to zarówno oplata jak i prowizja. A tak nawiasem mówiąc, skoro i tak standardowo w większości banków na rynku funkcjonuje prowizja/opłata w wysokości 5%, nie jest to jakieś specjalne ograniczenie. Tym niemniej dziękujemy za wzięcie nas na tapetę - to zawsze mobilizuje.

Marcin Pawelec

poniedziałek, 12 lipca 2010, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/07/12 10:04:49
Mnie też takie działania doprowadzają do ... zdenerwowania. Czasem marzy mi się, że istnieje taka instytucja z dużym budżetem, która (za pomocą spotów reklamowych, ulotek itp.), obiektywnie punktuje takie oferty i pokazuje ludziom jakich tępych mośków próbuje się z nich zrobić. Z drugiej strony nasuwają mi się smutne wnioski: Skoro takich wymiocin marketingowych jest coraz więcej to widocznie odnoszą one zamierzony skutek a stąd już tylko mały kroczek do stwierdzenia, że zewsząd otaczają nas tępe mośki... :)
-
2010/07/12 11:25:25
Dzień dobry, obawiam się, że Pańska diagnoza, choć wyostrzona, może być na rzeczy. Zwłaszcza jeśli sukcesy przynoszą również takie działania jak opisane tutaj: samcik.blox.pl/2010/07/Ach-jaki-piekny-ten-kredyt-w-Getinie-czyli.html
oraz tutaj:
samcik.blox.pl/2010/06/Marketing-stosunkowo-zroznicowany-czyli-Fakt.html
Pozdrawiam!
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users