|
Blog > Komentarze do wpisu
Obiecują kredyt na 100% wartości mieszkania, a potem... żądają 30.000 złNie raz i nie dwa pisałem na stronach blogu o tym, że choć banki werbalnie wracają do udzielania kredytów na 100% wartości nieruchomości, zaś szara rzeczywistość jest nieco bardziej złożona. Takie kredyty są w ofercie, ale dostać takie cacko na pewno nie jest łatwo. Dlatego, jako Wasz Wujek Dobra Rada, niezmiennie namawiam do tego, byście nie liczyli na kredyt, który pokryje cały koszt zakupu mieszkania lub domu, ale zawsze mieli na boku te kilkanaście, a może i kilkadziesiąt tysięcy oszczędności. Jak nie będzie trzeba, to ich nie ruszycie, ale jak bank zacznie kaprysić, to przynajkmniej nie zostaniecie na lodzie. Do powtórzenia tej refleksji skłonił mnie list, który otrzymałem od Ani i Adama, czytelników blogu, którzy opisali mi swoje przygody z jednym z banków. W tym konkretnym przypadku chodzi o Multibank z grupy BRE Banku, ale proszę o nie rzucanie jajkami akurat w oddziały tego banku, bo mam głębokie przekonanie, że tego rodzaju historie - choć pewnie nie w skali masowej - dzieją się teraz w większości instytucji finansowych. Ania i Adam piszą tak: „Jako młode małżeństwo, chcące stanąć jakoś na własne nogi, postanowiliśmy kupić mieszkanie. Mamy stałe źródła dochodów, umowy na czas nieokreślony, dość dobre zarobki oraz perspetywiczne zawody. W bankach zapewniano nas, że bez problemu dostaniemy kredyt na nieruchomość z rynku wtórnego, o powierzchni 3-pokojewego mieszkania. Złożyliśmy w banku wniosek i wszystkie niezbędne dokumenty, w tym umowę przedwstępną. W ramach superatrakcyjnej oferty banku mogliśmy się starać o kredyt na 100% wartości nieruchomości, bez wkładu własnego, z prowizją 0% oraz tylko 2,5%-ową marżą. Minęły trzy tygodnie, odzewu nie było. W szóstym tygodniu czekania, po przeterminowaniu umowy przedwstępnej oraz po dość burzliwej wymianie zdań między nami, a dyrektorką oddziału, w którym jesteśmy klientami VIP, dyrektorka wystąpiła do centrali o przyspieszenie wydania decyzji kredytowej. Po kilku dniach otrzymaliśmy e-mail, że decyzja już jest. Niestety, jak pisał pracownik banku, nieruchomość została wyceniona na kwotę o 18 000 zł mniejszą, niż wartość kredytu. Trudno. Pozmienialiśmy plany w związku z koniecznością uiszczenia przez nas wkładu własnego oraz umówiliśmy notariusza, a potem podreptaliśmy do banku, by otrzymać umowę kredytową. Proszę sobie wyobrazić nasze zaskoczenie, kiedy okazało się, że bank udzielił nam kredytu na nieruchomość o kolejne 10 000 zł mniejszego, niż wycenił wartość nieruchomości! A wszystko to przy obliczonej oficjalnej naszej zdolności kredytowej opiewającej na dwukrotnie większą kwotę, niż się wyjściowo staraliśmy! Mało tego: w umowie widniał zapis, iż kredyt zostanie uruchomiony dopiero po wyrównaniu brakującej kwoty pomiędzy udzieloną przez bank, a tą którą od nas żądają właściciele mieszkania. Nie umknęło naszej uwadze również to, że ta brakująca kwota to dokładnie tyle (co do grosika!) ile znajdowało się na naszym subkoncie oszczędnościowym, założonym w banku. Zabraliśmy przedstawioną nam i nie podpisaną przez nas umowę do domu i zaczęliśmy się wczytywać w każde zdanie bardzo dokładnie, Na 12 stronicach napisanych drobnym maczkiem doczytaliśmy się, że starając się o kredyt bez wkładu własnego (przynajmniej tak zakładaliśmy na początku, choć przecież bank zażądał łącznie wpłaty ok. 28 000 zł), konieczne jest wykupienie ubezpieczenia od niskiego wkładu własnego. Szczegóły tegoż ubezpieczenia wzbudziły w nas kolejne niezbyt przyjemne emocje. Otóż bank ustalił, że pierwszy okres rozliczeniowy, po którym to oceni czy już spłaciliśmy 30% wartości mieszkania, nastąpi już za 36 miesięcy. Nawet gdybyśmy wpłacali 2-krotną ratę kredytową co miesiąc to nie byłoby to możliwe, żeby w ciągu 36 miesięcy spłacić te 30% wartości nieruchomości i nie wpaść w konieczność opłacenia kolejnej składki ubezpieczenia wkładu własnego!. W innych bankach w większości okresy rozliczeniowe tego ubezpieczenia to okresy 5-letnie. Wróciliśmy do banku i zażądaliśmy spotkania z panią dyrektor oddziału, licząc na jakieś wyjaśnienia. Pani dyrektor nas oczywiście przyjęła, natomiast nie potrafiła nam wytłumaczyć zapisów umowy, zasłaniając się tym, że tak sformułował ją zespół prawników a oddział banku ją nam tylko ma przekazać. Zapytaliśmy też jak mamy rozumieć okres rozliczeniowy ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, który z założenia został tak dobrany, by przedłużyć okres trwania tego ubezpieczenia i wyciągnąć od nas kolejne 4500 zł składki. Odpowiedź dyrektor oddziału była taka sama. Swoją drogą umowa, jak to zwykle bywa, napisana była w sposób wybitnie niezrozumiały dla przeciętnego Kowalskiego. Zadaliśmy sobie wiele trudu by pewne zapisy rozszyfrować i proszę nam wierzyć, że pracownicy - zapytani o wyjaśnienie niektórych zapisów - nie potrafili dokładnie wytłumaczyć z czego wynikają i co dokładnie oznaczają. Z umowy tej w końcu się wycofaliśmy, tracąc na tym wszystkim 10 tygodni i wiele nerwów, pomijając kilka nieprzyjemnych sytuacji i rozmów z potencjalnym sprzedającym, który wciąż czekał na zakończenie transakcji. Zaczynamy wszystko od początku i zastanawiamy się do ilu banków jednocześnie powinniśmy złożyć wnioski następnym razem, by mieć szanse (o ile to jest w ogóle możliwe) na to, że umowa będzie miała takie same parametry, jak wstępna oferta banku?” - kończą swą opowieść Ania i Adam. Daleki jestem od krytykowania Multibanku, bo nie znam szczegółów sprawy, nie uzyskałem stanowiska banku (bo klienci odmówili ujawnienia personaliów jego przedstawicielowi), a przede wszystkim nie mam pewności, czy nie jest to jednostkowy tylko przypadek konfliktu w masie kredytów, do których klienci nie mają zastrzeżeń. Publikuję w subiektywnym blogu tę historię tylko po to, by osoby ubiegające się o kredyt hipoteczny w tych trudnych czasach miały świadomość, że kredyt bez wkładu własnego może być dla nich tylko nieosiągalnym ideałem i może zawczasu przygotować się mentalnie do planu B. Takiego, który zakłada, że trzeba będzie jednak mieć jakieś własne pieniądze, np. 10-15% wartości kupowanego mieszkania. Sam zresztą nie jestem zwolennikiem udzielania kredytów hipoteczych osobom bez grosza przy duszy. Tak wielkie, długoterminowe zobowiązanie powinno być zarezerwowane dla osób, które już udowodniły, że potrafią tak gospodarować pieniędzmi, by zostawały im jakieś nadwyżki. W innym przypadku pierwszy kryzys finansowy w rodzinie może pogrążyć kredytobiorców w chaosie i nie spłaconych długach na wiele kolejnych lat. OGŁOSZENIE: Masz problem z bankiem? Chcesz ostrzec innych czytelników blogu o jakiejś pułapce zastawnionej przez finansistów? A może chcesz pochwalić bank za to, że zachował się więcej, niż fair? Pisz na adres maciej.samcik (małpka) agora.pl oraz na adres maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Na każdy list odpowiem, ale nie na każdy od razu, bo dostaję ich po kilka dziennie. Zapraszam też, byś zapisał się do grupy osób, które lubią stronę blogu w serwisie Facebook. Zamieszczam tam wiadomości, które nie zmieściły się w blogu, od czasu do czasu można tam też ze mną poczatować. Jeśli chcesz przystąpić do członków grupy miłującej subiektywność i finanse, kliknij baner w bocznej szpalcie. Zapraszam! wtorek, 27 lipca 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
jan.kulczyk
2010/07/27 09:41:07
Pozwolę się sobie nie zgodzić z konkluzją artykułu.. Mieszkam w Belgii i tu udzielenie przez bank kredytu na 100% lub ponad 100% (koszty transakcji, remont itd.) wartości nieruchomości nie jest problemem. Uważam, że przy rozsądnych stawkach - a stawki tu są bardziej niż rozsądne - warto skredytować jak największą część nieruchomości, zachowując swoje oszczędności właśnie na czarną godzinę (chwilowa niezdolność do spłaty rat itd. itp.) Oczywiście jestem zdania, że oszczędności przy takim kredycie trzeba mieć, ale po co od razu oddawać je bankowi w postaci wkładu własnego?
2010/07/27 09:59:02
No to widzimy po raz kolejny jak arcysolidne i słowne jest BRE.... A można by przypuszczać, że nawet oni się czegoś na swych licznych błędach nauczą...
2010/07/27 10:00:26
@jan.kulczyk: Jak mieszkania drożeją, to bank nie boi się o spłatę, bo za rok, dwa - w razie problemów ze spłatą może takie mieszkanie sprzedać i nie straci. Jeśli ceny stoją w miejscu (a teraz to właściwie spadają), to ryzyko udzielenia kredytu na 100% wartości jest duża, bo bank nie ma szansy odzyskać pożyczonych pieniędzy... W Polsce cena 1m2 mieszkania to prawie 2 średnie pensje, w Europie to mniej więcej 1 pensja. Więc dopóki nasze zarobki nie pójdą w górę o 100% (lub ceny nieruchomości nie spadną o 50%) mała jest szansa na wzrost cen nieruchomości, więc również kiepsko będzie z kredytami na 100% wartości nieruchomości.
2010/07/27 10:14:48
golasy bez grosza przy duszy które siebie nazywaja klientami VIP bo bank im taka nalepke dał :-)
i mysla ze samo sie za nich wszystko zalatwi i im podsunie pod reke tylko do podpisu bo oni są VIPami, dobre sobie święcie przekonani o swojej wyjątkowości czekaja 6tygodni do ostatniej chwili nie rozgladajac sie za planem B czyli jakas alternatywa 2010/07/27 11:04:28
golasy bez grosza przy duszy które siebie nazywaja klientami VIP bo bank im taka nalepke dał :-)
A może warto się zastanowić raczej nad uczciwością banku, który nazywa takiego klienta VIP'em? VIP'em jesteś dopóki płacisz dużo za konto, jak chcesz być traktowany jak VIP to cała zabawa się kończy:))) 2010/07/27 14:29:57
Ale w czym tu jest problem przecież od dawna wiadomo że jeśli nie masz wkładu własnego to płacisz składkę ubezpieczeniową w wysokości około 3.5% co miesiąc . Dziwi mnie zaskoczenie przyszłych kredytobiorców . Wartość mieszkań też jest w wielu przypadkach przez klientów zawyżana a przecież jest brana średnia do wyceny mieszkania przez bank dlatego też są te rozbieżności " kredytobiorca - bank "
2010/07/27 21:04:21
co do wpisu:
pierwsza myśl, fakt, marża 2,5% była oferowana w MultiBanku tak do końca kwietnia. 10 tygodni to dosyć długo. Wstępna symulacja ma to do siebie, że jest wstępna. Klienci w euforii podają swoje świetne dane, które potem analityk (zwany czasem złośliwie analem) musi zweryfikować. Na fakt, że wyliczenia anala od tych wstępnych wyliczeń klienta ma wpływ wiele czynników. Między innymi zobowiązania klienta: te ujawnione, ale także te nieujawnione. Zmiana marży kredytu, też mogła mieć znaczenie. Wielkość firmy w jakiej klient pracuje, branża, etc. Jednym słowem scoring. Co więcej państwo AiA starali się o kredyt w euro. Wiadomo, że tutaj trudniej o zdolność. Jeśli chodzi o wartość nieruchomości to jeśli nie ma dostarczonego operatu szacunkowego, to bankowy rzeczoznawca opiera się na mi nieznanych wyliczeniach. Na pewno ma porównanie co do ceny transakcyjnej na danym rynku lokalnym, z racji udzielania przez bank innych kredytów, ale jeśli w danym mieście nic się nie sprzedaje, to może on uznać, że cena zakupu jest za wysoka, a po drugie analityk ekonomiczny ma prawo (albo i obowiązek) obniżyć LtV transakcji, a zatem zażądać dodatkowego wkładu. Analityk przyjmuje wartość nieruchomości najbardziej korzystną dla banku. Multibank kredytuje do 110% wartości nieruchomości i być może chodziło o wyciągnięcie dodatkowej składki ubezpieczenia, ale to już gdybologia. Gdyby było tak faktycznie, to obniżyli by wartość nieruchomości i dali kredyt na 110%, a nie oczekiwali dodatkowego wkładu własnego. Wkład własny zawsze jest uruchamiany przed wypłatą kredytu, po to, żeby bank miał pewność, że cała cena z aktu notarialnego zostanie zapłacona. Bo inaczej klops. Co do domysłów, że akurat 10 tys mieli na koncie, dlatego taka kwota wkładu to już brak słów. Analityk wymaga i ma. W nosie ma czy klient ma kasę czy nie. Co do treści umowy kredytowej, to czytałem umowę z Multibanku w lutym i nie znalazłem tam nic co by mnie jakoś szczególnie zaskoczyło. Fakt, ubezpieczenie niskiego wkładu jest na 3 lata, ale składka jest płacona nie od 30% wartości kredytu, tylko od nadwyżki kredytu ponad 70% wartości nieruchomości. Nie wiem jakie tutaj było LTV, jaka kwota kredytu, więc trudno wróżyć. 3 lata to krotki okres na spłatę kapitału do wartości 70% początkowego LTV. Tylko czy na pewno nie wiedzieli o tym w momencie składania wniosku? Przecież to są podstawy. Co więcej, AiA nie doczytali, że po 3 latach składka jest ponownie przeliczana od aktualnej kwoty, więc się zmniejszy. Kurna, żebym ja musiał robić za adwokata Multibanku... Co do samego procesowania, to wiem, że jak dawali te 2,5 marży, to zostali zasypani wnioskami. Mój dyrektor, który ma tam znajomości, czekał dobry miesiąc na decyzję. Swój wniosek składał w kwietniu. W to, że pani dyrektor oddziału nie potrafiła powiedzieć czemu służy ten zapis umowy, a czemu inny to aż mi się wierzyć nie chce. Albo trafili na wyjątkową indolencję, albo nie wiem jak to może być możliwe. Kurcze, sam swoje umowy znam na wyrywki, regulamin cytuje z zamkniętymi oczami, OWU streszczę wyrwany ze snu. ech. Oni raczej regulaminu nie czytali, a to przecież jest integralna część umowy. z tego co mi wiadomo, to pracownik tego banku ma płaconą prowizję od wolumenu uruchomionych kredytów, więc myślę, że mu zależy na uruchomieniu kredytu. co do komentarzy: onazgagula: NWW to w Multi to 4% od kwoty kredytu za 3 lata z góry, a nie co miesiąc. mentatd_at_gmail:przy windykacji na zabezpieczeniu dochodzi masa dodatkowych kosztów, przez co nawet sprzedaż mieszkania za 100% wartości nabycia (gdy LTV +/- 100%) nie gwarantuje, że bank wyjdzie na 0. A należy pamiętać, że bank wystawia zwykle za niższą wartość, gdyż liczy na szybką sprzedaż. To się rozpisałem. Mam nadzieję, że Pan Maciej mi wybaczy. Podsumowując, klient jest wkurzony i to bank jest zły, ale ja patrząc z mojej strony wiem, że prawda leży po środku. pozdrawiam, bankowiec13 bankowiec.blox.pl 2010/07/28 14:19:39
bankowiec13 -w różnych bankach jest różnie ja nie napisałam że tam w tym banku , dokładnie wczoraj przeszłam swoje miasto bo pytałam o drugi kredyt hipoteczny na drugie mieszkanie i każdy jeden Bank udziela obecnie tak wyczerpujących informacji że aż jestem zaskoczona i to pozytywnie . Jesli obecnie klient jest nastawiony na to aby tylko kredyt dostać a nie wsłuchuje sie w warunki to są takie kwiatki . W 2005r kiedy kredyt hipoteczny wzięłam nie było udzielanych tak szczegółowo informacji jak dziś :)
2010/08/04 12:30:04
W Hiszpanii identyczne problemy !!!!!
Mieszkam od 3 lat w Hiszpanii w roku 2007 chcielismy kupic mieszkanie wiec poszlismy do agencji nieruchomosci i poinformowano nas ze maja w planie budowe bloku 9 mieszkaniowego dostalismy plany koszt mieszkania 109 tys euros plus IVA (hiszpanski podatek) etc trzeba bylo wplacic 21 tys euros jako zaliczke Ok poszlismy wiec do banku bank zaakceptowal udzielil nam pozyczki na owe 21 tys euros wszystko ladnie pieknie oddanie mieszkania mialo byc w czerwcu 2009 w miedzyczasie chodzilismy do banku dowiadywac sie jak wyglada nasz problem zawsze slyszelismy ze wszystko ok zeby sie nie martwic ze jestesmy od 7 lat klientami owego banku (maz od 7 lat ma rachunek w owym banku) wiec ok i ... nadszedl czerwiec 2009 mieszkanie nie bylo skonczone w miedzyczasie zmienil sie dyrektor banku przyszlo do oddania mieszkania grudzien 2009 i klapa bank odmowil udzielenia reszty kredytu co wiecej nowy dyrektor powiedzial ze te 21 tys euros wcale nie bylo jako przyrzeczenie kredytu mieszkaniowego ze moglismy kupic co chcemy ze to jest pozyczka gotowkowa , wymyslal, a w koncu stwierdzil ze i tak bank w tej chwili moze nam udzielic tylko 80 % wartosci mieszkania a ze niby te 21 tys wczesniej udzielil wiec przekracza i wiele innych bzdur no coz zaczelismy szukac innego banku niestety we wszystkich bankach ten sam problem tylko 80 % wartosci no coz brakowalo nam pieniedzy i tyle wiec zwrocilismy sie o zwrot zaliczki czyli tych 21 tys euros ktore wplacilismy owej agencji ...Mielismy duzo szczescia ze firma ktora budowala mieszkania zwrocila nam zaliczke fakt stracilismy 4 tys euros ale odzyskalismy 17 tys euros minelo pol roku ten sam dyrektor banku ktory wczesniej odmowil udzielenia kredytu na mieszkanie nowe zadzwonil do nas i zaaoferowal mieszkanie uzywane za 64 tys euros Zgodzilismy sie i w lipcu 2010 roku kupilismy mieszkanie (w Polsce to chyba socjalne by sie nazywalo nie wiem tu w Hiszpanii jest tzw Proteccion Oficial nie wazne) Dostalismy cala kwote czyli 64 tys euros bez problemu !!! Wynegocjowalismy z sprzedajacym 2 tys i w sumie kupilismy mieszkanie 5 letnie za 62 tys euros. MORAL Jak bank ma interes to zrobi wszystko zeby klient mieszkanie kupil :| Nasz bank mial interes gdyz osoba ktora nabyla w 2005 roku to mieszkanie zaplacila za nie ok 40 tys euros ( sa to mieszkania dofinansowywane przez hiszpanskie tzw Junta ) miala hipoteke w tym samym banku oczywiscie przez 5 lat cos tam splacila dla banku :| My po 5 latach odkupilsmy te same mieszkanie z tym ze o 22 tys drozsze i bank na tym zarobil.:| Saludos de Espana Cassie 2010/08/27 11:55:44
do ryszard_mis_ochodzki Widać, że nie czytasz uważnie, a co za tym idzie, nie czytasz ze zrozumieniem powyższego artykułu, więc i nie ma co tłumaczyć ani wyjaśniać Ci czegokolwiek. do innych czytających ten blog kilka słów wyjaśnienia: po pierwsze... klient nie był "golasem", miał kwotę odłożoną na koncie oszczędnościowym (w artykule jest to wyraźnie napisane), po drugie... Konta VIP w multibanku nie dostaje się ot tak (zwłaszcza ROR-u dla osoby prywatnej pomijając rachunki firmowe), wowczas należało mieć 14 tys netto wpływu z tytułu osiągalnych dochodów aby otrzymać konto Aquarius Intensive. Poprawcie mnie jeżeli się mylę ale wydaje mi się, że niezbyt wiele osób zarabia miesięcznie minimum 14 tys zł netto ale kto to wie... po trzecie... chodzi o podejście do klienta uważanego za VIP (obowiązują chyba jakieś standardy, powierzając własne pieniądze /w mojej opinii nie małe/ należy się spodziewać odpowiedniego podejścia do klienta, po czwarte... Zdolność kredytowa wyliczona z symulacji ma wielkie znaczenie, gdy różnica między zdolnością kredytową klienta a kredytem jest niewielka, w tym przypadku zdolność kredytowa była niemalże 2,5 razy większa niż kredyt (nadmienię że, zdolność kredytowa została wyliczona na podstawie oficjalnych dokumentów ) po piąte... podejście i kompetencje pracowników banku stanowią niemały problem, po szóste... nie chodzi o ubezpieczenie niskiego wkładu, bo to jest rzecz oczywista, lecz jego wysokość i czas trwania, po siódme... wkład własny nie stanowił problemu, problem pojawił się wówczas gdy Bank zachęcając do brania 100% wartości nieruchomości i tak pobierał ów wkład własny tylko w innej formie (obniżając kwotę kredytu o środki zgromadzone na koncie oszczędnościowym w tym banku), po ósme czas oczekiwania na decyzję kredytową (10 tygodni), Kończąc owe wyjaśnienia powiem Państwu jak zakończyła się owa sprawa Po rezygnacji z owego kredytu i udaniu się do konkurencji Multibanku, otrzymaliśmy kredyt taki jaki chcieliśmy bez cudacznych formalności, zapisów krzywdzących klienta, bez ukrytych zapisów powodujących dodatkowe ubezpieczenia, w ciągu 8 dni! Cała transakcja zabrała nam 17 dni! Widać jak się chce to można szybko i uczciwie pozyskać klienta, czyli nie wszystkie banki mają takie podejście do klienta jak Multibank. 2011/10/26 09:37:06
Panie Macieju ale dlaczego jednostkowy przypadek w masie bezproblemowych kredytów a no dlatego że właśnie nawet w przypadku czegoś tak fundamentalnego jak hipoteka większość ludzi "odpuszcza" te 12 stron przegląda pobieżnie co gorsza wierzy bankowi jako instytucji do której można mieć zaufanie, gdy kieszeń jest mocno drenowana przez takie ubezpieczenie też wielu zaciska zęby myśli że tak musi być i nic nie robi bo co może w konflikcie z takim molochem! Podstępne działanie to jest standard w bankowości.
|
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|