|
Blog > Komentarze do wpisu
Złota karta dla bezrobotnego? Bank Millennium: to była tylko propozycja!Pamiętacie notkę o kliencie Banku Millennium, który stracił pracę i nie ma grosza przy duszy, a bank mimo tego zaproponował mu złotą kartę kredytową i kredyt gotówkowy? Przypomnę pokrótce, że chodziło o pana Marcina, który oburzył się do tego stopnia, że nawet wysłał do Komisji Nadzoru Finansowego pismo, skarżąc się na „niemoralne i nieetyczne praktyki działalności banku”. Całą notkę pt. „Jesteś bezrobotny i zadłużony po uszy? Bank da ci złotą kartę” możecie przeczytać tutaj. A teraz tylko pokrótce przypomnę, że pana Marcina zdenerwowało to, iż bank chce go wpuścić w pętlę długów. „Znalazł się Pan w gronie wyjątkowych klientów Banku Millennium, którym pragniemy zaproponować złotą kartę kredytową z limitem 8.000 zł” - tak kusił go Millennium. Poza tym złożył też panu Marcinowi propozycję pożyczki gotówkowej w wysokości 15.000 zł z oprocentowaniem 20% w skali roku. Tymczasem mój czytelnik posiada w banku kredyt hipoteczny o wartości ponad 400.000 zł i żadnych wolnych pieniędzy. A z racji utraty pracy od końca grudnia 2009 r. otrzymuje rządową pożyczkę na spłatę rat hipotecznych - ponad 1000 zł miesięcznie, o czym Bank Millennium doskonale wie. Po publikacji w blogu i w serwisie Wyborcza.biz dostałem kilka sygnałów od innych klientow Millennium, którzy też dostali zadziwiające oferty otrzymania złotej karty, choć tak na zdrowy rozum nie powinni mieć w portfelu nawet takiej miedzianej, bo po prostu nie posiadają zdolności kredytowej. Bank jednak milczał jak skała. Do czasu. W zeszłym tygodniu otrzymałem list od rzecznika Millennium, p. Wojciecha Kaczorowskiego, który uważa, że zbytnio poniosła mnie pasja naprawiania świata. „Parafrazując tytuł Pana komentarza - „Pomyłka banku, czy świadome działanie chciwych menedzerow?" - można by spytać: "Brak rzetelnosci czy świadome pisanie pod publiczkę?" - strzela bez ogródek rzecznik. A odnosząc się do meritum, p. Kaczorowski argumentuje, że nie można zarzucać bankowi barku etyki. „Fakty są takie: klient ma w banku kredyt hipoteczny, ktory regularnie splaca, „Jaka jest rożnica pomiedzy przesłaniem propozycji a przyznaniem karty? Zasadnicza! Pomiędzy propozycją, a decyzją jest jeszcze bowiem cała procedura polegajaca na sprawdzeniu wiarygodnosci kredytowej klienta (w tym w BIK). W tym procesie bank dowiedziałby się, czy klient ma jakieś zaleglości w innych bankach, a także o tym, jak wygląda jego aktualna sytuacja finansowa (w końcu może mieć przeciez dochody z innych źrodeł, niz etatowa praca). Bank dowiedziałby się, że klient stracil pracę i ma klopoty finasowe”. „Co w takiej sytuacji z propozycją karty? Przestaje być aktualna. Co z innymi propozycjami ze strony banku? Jeśli klient nie zmieni swojej dyspozycji w kwestii przetwarzania danych osobowych, będzie je nadal otrzymywał, o ile zmieści się w statystycznej grupie klientów, do których takie propozycje są adresowane. Proszę więc uważać, kiedy w restauracji kelner, widząc Pana w przyzwoitym garniturze, zaproponuje Panu butelkę wina, na które akurat nie będzie Pana stać. Może to oznaczać, że restauracja ta jest podejrzana o „niemoralne i nieetyczne prowadzenie dzialalności". I ma Pan temat na kolejny tekst” - kończy z fantazją Wojciech Kaczorowski. Czy rację ma rzecznik Banku Millennium, podejrzewając mnie (mam nadzieje, że pół-żartem) o granie pod publiczkę lub nawet brak rzetelności? Oceńcie sami. Chętnie poznam Waszą opinię, by nie powiedzieć - wyrok. Ze swojej strony chciałbym tylko wyrazić dwa zdziwienia. Pierwsze jest o tym, że bank podobno nie wie nic o stracie pracy przez klienta, choć jego raty kredytowe są od roku spłacane częściowo bezpośrednio z rachunku Banku Gospodarstwa Krajowego. I że w ogóle nic nie wie o sytuacji klienta, choć chyba łatwo ustalić, że jest ona nie najlepsza. Inne banki nie tylko potrafią to ustalić, ale nawet cofają wybranym klientom limity w kartach. Czy dzieje się coś niedobrego z zarządzaniem ryzykiem w Banku Millennium? Drugie zdziwienie jest o tym, że bank przedstawia klientowi propozycję konkretnego limitu oraz przyznania mu złotej karty kredytowej, po czym okazuje się, że wszystko może być tylko ściemą. Tak naprawdę bank dopiero się zastanowi, czy taką ofertę klientowi złożyć, czy nie, a póki co daje mu tylko polizać cukierka przez papierek. Mam wrażenie, że klienci, którzy najpierw otrzymają list dotyczący złotej karty, a później zostaną wysłani na przysłowiowe drzewo, poczują się mniej więcej tak, jak ja bym się poczuł w restauracji, zamawiając wino, na które mnie nie stać. Tylko jaki jest sens stawiania klientów w takiej sytuacji? Czy w Millennium znają powiedzenie, że „kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera”? środa, 07 lipca 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
smok_sielski
2010/07/07 08:35:23
Podobna "taktyke" z ofertami stosuje od dluzszego czasu mBank - regularnie w serwisie transakcyjnym pojawia sie spam, w ktorym mBanki oferuje kredyt gotowkowy i karte kredytowa na konkretne kwoty. Okazuje sie jednak, ze oferta to wcale nie oferta, a propozycja - mozna o tym sporo poczytac na mBankowym forum. Wyglada na to, ze mBank zapuszcza regularne zapytania do swoich baz danych, wysiewa potencjalnych odbiorcow i pokazuje im w systemie "oferte" - dopiero kiedy klient zdecyduje sie na kredyt jest on tak naprawde przeswietlany i czesto kredyt nie zostaje przyznany. Na forum mBanku wiele bylo glosow oburzenia na takie postepowanie.
2010/07/07 09:02:06
Jeśli bank nie zorientował się że klient spłacac raty z BGK to znaczy, że analiza wstępna (przed wysłaniem propozycji) jest kiepska. Ale to nie dziwi - zrobienie porządnego sprawdzenia wszystkich klientów którym się wysyła oferte to byłby gigantyczny koszt. Więc pewnie ograniczają się do prostetgo zapytania SQLowego na swojej hurtowni danych i wszystkim którzy spełnili podstawowe warunki wysyłają ofertę. Mogliby dodać 500 dodatkowych warunków, które ma spełniać (czyli np. właśnie "odfiltruj osoby których przelewy z tratą kredytu spływają z konta nr... xxx", ale to by im tak spowolniło bazy danych, że robiąc prawdziwe oferty nie mogliby pracować :-)
A tak to wysyłają dużej ilości osób, a prawdziwą analizę robią dopiero jak ktoś zgłosi wniosek. W sumie czy ktoś narzeka, że mu na gazeta.pl wyświetlają reklamy mercedesa na którego go nie stać? Tym razem wyjątkowo bym przyznał rację rzecznikowi :-) 2010/07/07 09:10:51
Nie no jasne - propozycja tylko ;-)
Przestaję się dziwić, że banki biorą tak wysokie oprocentowanie skoro mają mgliste pojęcie o przetwarzaniu danych finansowych swoich klientów. W końcu "złożenie propozycji" i późniejsza negatywna ocena kosztuje i zapłacą za to Ci którym bank jednak kredytu udzieli. 2010/07/07 09:18:17
Moim zdaniem świadczy to tylko o tym, że banki obiecują "gruszki na wierzbie" jak w reklamach. I że to, co wysyłają klientom to żadne oferty, tylko zwykły spam. I to, że banki w jakikolwiek sposób dopieszczają swoich własnych klientów proponując im lepsze oferty niż klientom z zewnątrz to bajka.
Powinien chyba powstać artykuł "Oferty banku to ściema, wyrzucaj je od razu do kosza". 2010/07/07 09:29:45
@luster
Hurtownia danych właśnie do tego służy - żeby dawać wyniki skomplikowanych i długo trwających zapytań. Jeśli analitykowi nie chce się wymyślić odpowiednich warunków takiego zapytania to bank powinien zainwestować w lepszego analityka. -- Trzeba pamiętać, że najważniejszy dla banku powinien być wizerunek. Jeśli z punktu widzenia klienta bank ma wszystkie dane, które wystarczają aby stwierdzić, że nie stać go na pożyczkę, a mimo to taka oferta jest składana to moim zdaniem ten wizerunek cierpi. Już nie wspomnę o sytuacji, kiedy na koniec klient (wcześniej określany mianem "wyjątkowego klienta") otrzymuje zamiast pieniędzy przysłowiową figę. Przykład z winem jest trochę nie na miejscu, ponieważ kelner przed zaproponowaniem konkretnej butelki nie zagląda nam do porfela. A bank ma taką możliwość. 2010/07/07 13:29:12
Powyższy przypadek potwierdza tylko moje przekonanie, że zewsząd jesteśmy zasypywani telefonicznymi, mailowymi, listownymi itd. marketingowymi śmieciami, które w najlepszym przypadku zabierają tylko mój czas i wzbudzają irytację.
2010/07/12 18:35:05
Rzeczywistość wygląda ciut inaczej jak się przestanie mysleć o ekonomii i finansach jak o świecie bajek. Mysle, że nikt nie jest zaskoczony faktem, że banki oferują swoje usługi nie z czystego altruizmu tylko dla kasy. Oferują kredyt bo na nim zarabiają, kartę - bo mają z tego profity, depozyt....bo musza zachować płynność :). Teraz, żeby taką machinę utrzymać "produkcja" musi być na przyzwoitym poziomie. Żeby ten poziom utrzymać stosujesz metody przetwarzania masowego. Setki tysięcy albo czasem i miliony klientów przerzucanych przez poszczególne filtry. Nie dziwota że na milion klientów trafi sie 67 takich którzy tej oferty nie powinni dostać. To tak jak ochwaszczanie pola. Jak wejdziesz tam na piechote to oczyścisz dokładnie ale max 0,5 ha dziennie. Możesz to zrobć znacznie szybciej opryskiem z samolotu tylko musisz się liczyć z tym, że albo cos ominiesz albo opryskasz troche pole sąsiada. Pamietaj jeszcze dodatkowo o tym, że bank przysłał Ci propozycję. Nie przysłał Ci karty pre-embosowanej. Nie otworzył kredytu i zażądał płacenia rat. To była tylko propozycja. I jeżeli takowa tak strasznie ale to strasznie Cie irytuje to zadzwoń na bezpłatną linie i poproś o wyłączenie zgody na otrzymywanie ofert. Mało tego możesz nawet wyłączyć zgodę na przetwarzanie w celach marketingowych. Wtedy bank nawet nie będzie mógł miec dla Ciebie oferty nie mówiąc o telefonie. Każdy może sobie taka zgode wyłączyć. Trwa to krócej niż napisanie złosliwego komentarza na blogu
2010/07/12 22:19:11
Drugie zdziwienie jest o tym, że bank przedstawia klientowi propozycję konkretnego limitu oraz przyznania mu złotej karty kredytowej, po czym okazuje się, że wszystko może być tylko ściemą.
Panie Macieju, takie zachowanie to niestety smutny standard. I np. w polskim mBanku, i np. w brytyjskim HBOS (Halifax Bank of Scotland). |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|