Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 06 sierpnia 2010

Bandyckie kursy w niektórych kantorach. Czy można coś z tym zrobić?

Sporo w tym blogu miejsca poświęciłem dzikości, która panuje na rynku doradców finansowych. I pewnie sporo klawiszy jeszcze trzeba będzie uderzyć w laptopie, nim coś się w tej kwestii zmieni. Niby pierwsze zajawki już są, takie jak choćby gwarancja wysokiej jakości serwisu, dawana klientom od niedawna przez jedną z najbardziej krytykowanych sieci doradców w Polsce. Ale dzikość wciąż pozostaje dzikością.

Nie mniejsza niestety panuje na schyłkowym - w dobie internetowych kantorów, kart płatniczych i bankowych platform wymiany walut - rynku kantorowym. Dostałem ostatnio list od Kanadyjczyka polskiego pochodzenia, który przejazdem był w ojczyźnie i nie może się nadziwić jak niektóre kantory potrafią kantować na kursach wymiany. W tym kontekście słynne afery spreadowe w bankach są tylko niewinną igraszką.

"Będąc w Warszawie chciałem wymienić pieniądze. Zauważyłem kantor przy Pl. Zamkowym, oferujący wymianę funtów brytyjskich po kursie... 3,5 zł. Tyle samo oferowały kantory na Krakowskim Przedmieściu. Na Rynku Starego Miasta, przy poczcie, wymieniano z kolei po 4,8 zł za funta, zaś w kantorze przy Świętokrzyskiej, niedaleko Jasnej, obowiązywał kurs 4,95 zł. Tam ja wymieniłem swoje funty na złote. Głupio mi było, kiedy widziałem spory tłumek obcokrajowców wymieniających waluty na Pl. Zamkowym, nieświadomych tego, że tracą jedną trzecią wartości swoich pieniądzy. Czy to władz polskich nie obchodzi? Czy nie można uregulować działalności tych kanciarzy?" - pyta czytelnik. I dodaje, że na lotnisku Okęcie w nowym terminalu kurs funta wynosił 4,3 zł, a wzdłuż korytarza w starym - już 4,8 zł.

Cóż, czasy sztywnych kursów urzędowych już w Polsce minęły. Być może zagranicznych turystów trzeba za rządowe pieniądze ostrzegać przed bandyckimi kursami narzucanymi przez niektóre kantory? Dopóki ludzie będą się nabierali, proceder na pewno nie zniknie.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 06 sierpnia 2010 15:55

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • wontroba napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/06 17:21:37:

    heh... u naszych południowych sąsiadów w Pradze też jest podobnie. Wszędzie naciąga się turystów jak tylko można. A koszt piwa na starym mieście? W otoczeniu budynków z lat 50 udających stare? Z jakiej racji jest kosmiczny? A kursy wymiany jeżeli wjeżdżasz na autostradę? Szukajcie dobrych kantorów i targujcie się. Ceny hurtowe można osiągnąć grubo poniżej 10 tyś zł.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/06 17:35:31:

    won-troba: pisze się "tys." a nie "tyś."

    Co do różnych kursów kantorowych to nie rozumiem oburzenia.
    Dopóki nikt nikogo NIE ZMUSZA do wymiany po kiepskim kursie to mówienie o bandytyzmie jest przegięciem.
    Punkt punktowi nierówny. Jedni płacą tysiąc złotych czynszu inni 100 tys.

    pozdrawiam
    Arek

  • qmker napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/06 17:44:26:

    niech gościu tak nie płacze - na lotnisku londyn-stansted - kurs wymiany GBP na PLN to również czyste złodziejstwo, więc może trzeba coś uregulować na całym świecie a nie tylko w Polsce???? a może lepiej sprawdzić przed wyjazdem zagranicznym bieżące kursy na rynku międzybankowym i sprzedać tam gdzie różnica jest najmniejsza, a nie obwiniać cały świat za swoje lenistwo.

  • lol_4_all napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/06 19:17:12:

    Zgadzam się ze wszystkimi przedmówcami. W dobie wolnego rynku i dużego ruchu turystycznego albo się jest na ile możliwe zorganizowanym, albo płaci się frycowe. Nic nie stoi na przeszkodzie kupić za PeeLeNy GieBePy na walutomacie i mieć w nosie kantory. A jak jedziemy w orienty, sprawdzić zawczasu jakie różnice kursowe mogą być. W high-enodym centrum handlowym też możemy za skarpetki dać 40 zł. A za podobne gdzie indziej 10 zł. Wolny rynek.

  • somekindofhope napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/06 21:16:33:

    Tak, wolny rynek - według jego piewców lekarstwo na wszystko, czytaj dopuszczalne są wszelkie chwyty, byle by tylko zaspokoić swoją niesłychaną pazerność. Przyjedzie zdezorientowany turysta ? Dawaj go łupić, ile wlezie. Języka nie zna, znajduje się w nieswoim otoczeniu - znakomita okazja, żeby się nachapać, bo na co dzień przecież cierpią taką "biedę". Prawdziwy wolny rynek zna pojęcie etyki, drodzy adwersarze.

  • qmker napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/06 21:36:05:

    A kto powiedział, że turysta MUSI być z zasady ZDEZORIENTOWANY. Rozumiem że turystę można "naciąć" w taksówce - bo nie zna miasta, cenników w różnych korporacjach itp. itd. ale NIE na kursach walut, w dobie internetu kursy miedzybankowe są do SPRAWDZENIA w każdej chwili, kwestia chęci ich sprawdzenia i poszukania kantoru z dobrymi cenami. Jesli chodzi o popularne waluty zawsze można wymienić je po korzystnym kursie u siebie w kraju jeszcze przed wyjazdem. Wszystko to tylko kwestia dobrego zorganizowania i umiejetności dobrego ZARZĄDZANIA swoimi przecież pieniedzmi. A etyka wolnego rynku - cóż - jest wprost proporcjonalna do poziomu etyki każdego z nas.

  • qentin2 napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/06 23:38:11:

    To faktycznie skandal. Trzeba powołać Wielką Komisję do Spraw Kantów w Kantorach. Oczywiście muszą w niej zasiadać najwyższej klasy specjaliści od prawa dewizowego, dlatego pensję muszą być co najmniej 20 tys. miesięcznie. No i tych ekspertów powinno być dużo, bo wiadomo, że im więcej mądrych ludzi w jednym miejscu, tym mądrzejsze decyzje.

  • bank-bank napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 00:21:56:

    Wolny rynek... Konkurencja... Wybór... Edukacja i świadomość podstawowych mechanizmów rynkowych... Głupi, więc biedny/biedny, bo głupi...

  • roo72 napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 03:28:38:

    "Czy nie można uregulować działalności tych kanciarzy?" - rozumiem, że to jest pytanie zadane przez wychowanka PRL-u który nigdy nie słyszał o wolnym rynku.

  • observator_nathan napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 09:55:28:

    He he, kiedyś w Krakowie na Floriańskiej wymieniałem euro, kurs był wywieszony 4,5, tylko coś ta piątka jakby przekrzywiona była. Potem się okazało że spod piątki usiłuje wystawać zero i kurs na prawdę jest 4,05....

  • ryszard_mis_ochodzki napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 10:01:21:

    frajerów się dyma tyle w temacie

    a jak ktos by chcial juz cos regulowac to proponuje od naszych rodzimych pseudo-religijnych-domokrazcow co zachecaja na wycieczki do lichenia itp i wciskaja starym babciom talerze po 3tys albo noze po 5000zl

    jak kogos stac na podroze tzn przy kasie jest wiec dla niego te pare groszy na kursie to pryszcz w porownaniu z tym np przekretem

    zreszta co sie tak martwicie o przyjezdnych turystow, zacznijmy od siebie i naszych bankow oferujacych uslugi terminalowe w sklepach majacych podobno najwyzsze prowizje w europie, to dotyka kazdego z nas

  • mentatd_at_gmail napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 10:24:20:

    To nie jest nowy temat. W Krakowie jest identycznie. Najważniejsze w tym biznesie to mieć dobre miejsce na kantor a nie dobry kurs wymiany. Kiedyś zajmował się już tym nawet UOKiK i powiedzieli, że mamy wolny rynek, choć pewnie uczciwi ludzie powiedzą, że to raczej wolna amerykanka.

    Panie Macieju - proponuję by Pan przekazał swojemu znajomemu, że gdy się jest turystą to po prostu trzeba uważać na naciągaczy i zwykłych oszustów też. Proszę mu podać numer - 997 i powiedzieć by razie czego dzwonił i prosił o interwencje, tylko proszę go ostrzec by czasem nie dał się namówić na pójście na komendę i złożenie zeznań - w Polsce składanie zeznań na policji to droga przez mękę. To jest zupełnie tak, jak by policjanci z komendy pracowali dla zupełnie innej firmy niż policjanci z patrolu.

  • karotky napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 11:41:35:

    Jak turystów stać to sobie wymieniają :)

  • karotky napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 12:37:44:

    Kantory to sklepy z pieniędzmi i same sobie mogą ustalać ceny, a żeby temu "bandytyzmowi" zapobiec to mogą konkurencyjne kantory obok swoje reklamy z mapką dojazdu zamieścić, bo niby dlaczego miałby rząd za to płacić i ciekawe czy w jakimś państwie są sztywne kursy, ale to Pan Maciej pisze tutaj o finansach ...
    Po ile dolar kanadyjski ;?

  • sroka.pd napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 12:38:04:

    Ja mam prosty pomysł: obowiązkowe podawanie kursu NBP (może być ostatni kurs z poprzedniego dnia) jako punktu odniesienia. Przykład:
    Waluta KUPNO NBP SPRZEDAŻ
    EUR 3,70 3,98 4,13
    USD 2,80 3,01 3,20
    Wolnemu rynkowi to nie szkodzi a zbójom życie utrudni.
    Bo generalnie wolny rynek jest OK. Ale denerwuje mnie, jak na wszystko muszę podejrzliwie patrzeć i zużywać energię na kontrolowanie, czy mnie ktoś nie naciąga. A turysta nie ma się ciągle stresować w taxi, kantorze, hotelu czy restauracji bo wyjedzie i nie wróci.

  • karotky napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 12:40:32:

    W centrum są droższe dzierżawy ;)

  • spwojtek napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 13:09:25:

    Ci co piszą o frajerstwie chyba nigdy za granicą nie byli. Problem polega na tym, że ktoś może być przyzwyczajony do innych zasad działania wymiany walut i nie zdawać sobie sprawy z takich przekrętów. W niektórych krajach opłatą za wymianę waluty nie są widełki ale jednorazowa prowizja od transakcji (stała opłata - np. w Tunezji). Jeżeli ktoś przyjedzie z takiego kraju to do głowy mu nie przyjdzie, że może dostać za swoją walutę tylko 2/3 rzeczywistej wartości.

    Ja miałem podobny "szok kulturowy" podczas pobytu w Holandii, kiedy to okazało się, że moja karta kredytowa spod znaku Visy jest tam mało użyteczna. W Polsce kartą można zapłacić praktycznie wszędzie i nie ma to żadnego znaczenia, czy to Visa czy Master Card. Tam Visą udało mi się zapłacić w mniej niż połowie miejsc, w których chciałem (miałem szczęście że zaliczał się do nich hotel), udałoby się więcej razy gdyby była to Master Card, a gdzie nie gdzie przyjmowali tylko chipowe karty przed płacone (tam są popularne). Kasowanie biletów komunikacji miejskiej też jest tam "ciekawe".

    Jednym słowem - co kraj to obyczaj i nie ma to nic wspólnego z frajerstwem.

    A co zrobić z kantorami? Pomysł sroka.pd wydaje się być sensowny. Powinna też znaleźć się informacja o tym na jakiej zasadzie odbywa się u nas wymiana (prowizja w widełkach).

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 13:11:28:

    sroka.pd:
    A słyszałeś, żeby KTOKOLWIEK wymienił pieniądze po kursie NBP?

    Jak słusznie zauważył ryszard_mis_ochodzki prawdziwie dymanymi jesteśmy my przez banki. Nawet jak nie korzystamy z kart płacąc gotówką to i tak płacimy za to, że prowizje za transakcje bezgotówkowe są u nas WIELOKROTNIE wyższe niż na całym świecie, w tym także na Ukrainie. Nie wiem czy w ogóle nie jesteśmy jedynym krajem z takim karcianym złodziejstwem.
    A wpłaty do banków? Dlaczego w tym samym banku na swoje prywatne konto mogę wpłacić kasę bez prowizji a na firmowe już chcą mnie okradać? Oczywiście można sobie z tym poradzić wpłacając na prywatne i przelewając na firmowe tylko dlaczego w XXI wieku trzeba tak "kombinować" ?

    Arek

  • karotky napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 13:47:52:

    Albo w mapach miast adres strony internetowej, gdzie można sobie wyszukać kantor ?
    Te sztywne kursy byłby dobre i wygodne, ale to taka komuna :/

  • sroka.pd napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 14:49:26:

    arnoldbuzdygan:
    Nie wiem o co Ci chodzi, bo ja nie postuluję, żeby wymieniali po kursie NBP, tylko żeby go obowiązkowo podawali jako punkt odniesienia.

    A wpłata na WŁASNE, jako to podkreślasz, konto jest operacją, która wymaga zaangażowania pracownika (kasjer, ochrona itd) i miejsca (kasa). Więc generuje koszt. Bank albo będzie pobierał za to opłatę jawnie albo ukryje tą opłatę np. w niższym oprocentowaniu. Ja wolę to pierwsze. Generalnie nie lubię dostawać czegoś za "darmo" albo "za 1zł" jak wiem, że mnie za to potem skubną w innym miejscu i często to "darmo" wychodzi potem drożej niż jakby jawnie podali opłatę.
    Ale to jest temat na osobną dyskusję. Panie Macieju! Proponuję nowy temat: Czy lepiej jak jest "darmo" ale płaci się za to np. zerowym oprocentowaniem (np. eKONTO w mBanku). Czy lepiej jak są jawne opłaty za operacje, które generują znaczące koszty (wpłaty i wypłaty gotówkowe, przelewy do innych banków) ale za to środki oprocentowane jak na lokacie (nie znam przykładu takiego konta)?

  • addisson napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 16:50:48:

    Kiedyś szkalował Pan firmę Amber Gold, tutaj(26 stycznia):
    samcik.blox.pl/2010/01/Amber-Gold-i-produkty-lokatopodobne-czyli-ktos.html

    Jednak w ostatnim czasie reklamy tej firmy często pojawiają się na stronach gazety!

    Zwieńczeniem akcji reklamowej jest ten artykuł:
    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,55402,8183025,Amber_Gold___lokaty_do_15___Jaka_wybrac_.html

    To teraz pytanie, wszystko można nagiąć jeżeli kasa wpływa na rachunek?


  • spwojtek napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 17:35:49:

    sroka.pd:
    Taka dyskusja wygaśnie zanim się zacznie, bo odpowiedź jest prosta: to co jest lepsze zależy od ilości środków na takim rachunku i stosunku oprocentowania uzyskiwanego z tych środków do sumy miesięcznych opłat. Jeżeli mam mało środków to bardziej mi się opłaca darmowe konto z darmowymi usługami. Jeżeli mam tyle środków, że odsetki z nich przewyższą miesięczne opłaty, to bardziej opłaca mi się płatne konto z odpowiednim oprocentowaniem.

  • mamula66 napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 18:36:40:

    Przywrocic Komune. Wszystko bedzie po rowno. I sprawiedliwie.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 19:54:53:

    sroka.pd

    Ale kurs odniesienia nic nie znaczy bo po tym kursie NIKT nie przeprowadza transakcji.
    Czy mam się czuć zbandytyzowany przez bank bo mi przeliczył walutę nie po kursie NBP?

    Co do kosztów przy wpłacie pieniędzy to zauważ, że te same "koszty" ponosi bank prowadząc rachunek prywatny jak i firmowy. Przy czym opłatę za wpłatę to wymusza na tym firmowym. Dlatego wpłacam na prywatne konto i przelewam na konto firmowe choć oba są na mnie (tylko to drugie używane w działalności gospodarczej).
    Paranoja, zgadasz się?
    Co innego jakby w obu sytuacjach było płatne, to pal ich licho - idę gdzie indziej.
    I litości! Już samo to, że klient przynosi i wpłaca do banku pieniądze jest dla niego ogromnym ZYSKIEM.

    pozdrawiam
    Arek

  • pawels80 napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 22:41:05:

    dla nierozgarnietych turystow rada jest jedna - nie korzystac z kantorow. lepiej wyplacic lokalna walute w bankomacie, bo kurs wymiany visy, czy mastercard-a i tak bedzie mniej zlodziejski niz "kantor w dobrym miejscu".

  • ryszard_mis_ochodzki napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/07 22:52:56:

    arnold: a w NBP w warszawie nie wymieniaja po kursie NBP? tak tylko pytam, nie wiem nie sprawdzalem, uznalem to za oczywiste

    a jesli chodzi o konto to lepsze darmowe, a nadmiar gotowki lokujesz na lokatach tam gdzie daja lepszy %, przelewy darmowe wiec nic cie to nie kosztuje

    sam tak robię ale nie bede reklamowal bo mi za to nie placa

  • sroka.pd napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/08 10:27:26:

    arnoldbuzdygan:
    Kurs NBP jest potrzebny po to, żeby było widać jak dużą marżę ma kantor. W normalnych przypadkach będzie to kilka procent powyżej NBP dla sprzedaży i kilka mniej - dla skupu.
    Nigdzie nie sugerowałem, że ktokolwiek powinien stosować kurs NBP jako kurs wymiany. To jest jasne, że kantor lub bank na wymianie chce zarobić.
    Artykuł jest o tym, że niektóre kantory stosują "zbójeckie" marże na skupie walut i niektórzy obcokrajowcy tego nie widzą i tracą na wymianie np. 1/3 wartości pieniędzy.
    Jak będą widzieli ile wynosi średni kurs ich waluty (a kurs NBP jest dobrym odniesieniem) to będą widzieli czy ktoś wykorzystuje ich niewiedzę i ich naciąga, czy pobiera akceptowalną opłatę za wymianę.
    Mam nadzieję, że opisałem swoją myśl zrozumiale.

    pawels80:
    Popieram korzystanie z karty lub bankomatu zamiast wymiany w kantorze. Ja tak robię jak jeżdżę do Czech. Parę procent bank weźmie, ale nie muszę się stresować, że mnie jakiś lichwiarz natnie na 50% (tak mi zrobił punkt wymiany na stacji benzynowej w Austrii).

  • krojsos napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/08 12:23:48:

    Po cholerę ci zachodni turyści wymieniają pieniądze w kantorach? Moi znajomi z Europy Zachodniej podczas wizyt w Polsce po prostu płacą wszędzie kartą - wówczas kurs wymiany mają w miarę przyzwoity. A w kantorach na całym świecie w miejscach turystycznych kurs jest do d***. Zresztą wystarczy w danym kantorze rzucić okiem na spread, czyli różnicę między kursem sprzedaży a kupna, żeby widzieć, czy kantor jest cacy.

  • senpai-michael napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/09 11:23:57:

    Też uważam że podawanie średniego kursu NBP pozwalałoby oszacować marżę. Może trzebaby obcokrajowców edukować jakimiś ulotkami/tablicą na lotnisku na przylotach? Po prostu jak mamy średni NBP 4 zł/euro a kantor nam daje 3zł to widzimy że nas ostro chce okantować.

  • kingaps napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/09 13:11:46:

    Nie rozumiem tych wszystkich piszących; okraść okantować. Czy właściciele kantorów siłą wyciągają Wam / turystom kasę z portfeli, czy banki zabierają Waszym firmom kasę.
    Turyści sami idą do kantoru i dokonują wyboru, bo liczą , że jak będą płacić gotówką to będzie taniej. Do banku sami wpłacamy na konto. Za darmo na osobiste, z opłatą na firmowe, bo firma i tak wrzuci to w koszty. Jak komuś nie chce się poświęcić czasu na wybranie banku, w którym można to zrobić za darmo (np. Nordea) albo poprzez konto osobiste na firmowe to już jego sprawa.

    A tu coś dla przypomnienia: najwazniejszy jest aranż

  • simplex napisał(a) komentarz datowany na 2010/08/10 08:25:50:

    "Nie rozumiem tych wszystkich piszących; okraść okantować. Czy właściciele kantorów siłą wyciągają Wam / turystom kasę z portfeli, czy banki zabierają Waszym firmom kasę. "
    Ja też nie rozumiem, uczciwi i ciężko pracujący pracownicy kantorów są haniebnie atakowani przez przekupionych pismaków! O proszę:

    krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,8233313,Coraz_jaskrawsze_naduzycia_kantorow_w_Krakowie.html

    krakow.gazeta.pl/krakow/1,35825,7924852,Kant_or__dla_turystow_kupi_euro_po_3_zl.html

    krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,4857282.html

    Brońmy tych biedaków przed kampanią nienawiści. Panie Samcik, jak panu nie wstyd?

  • figazmakiem09 napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/01 11:55:26:

    aby zarobić na koszta, czyli wynajem nieruchomości, zusy, media, to trzeba mieć przychodu w małym mieście do 100 tyś ludności min 3000pln + pensja kasjera minimalna krajowa i nie musieć łączyć z inną branżą. Przykład 0,01 gr. na EUR prowizji to aby zarobić to trzeba skupić dziennie min 15tyś EUR i odsprzedać to najlepiej w tym samym dniu, to kwota w złotych około 65tyś pln dziennie, więc musi przyjść min 15 osób z 1tyśEUR które przyjechały z pracy za granicą. I co myślicie że tyle ludzi się przewija z takimi pieniędzmi, przy dużej konkurencji na rynku? Ludzie wymieniają 50, 100 czasami 200, 500, a kupujących jak na lekarstwo, w okresie wakacyjnym trochę więcej. Więc aby wyjść na koszta w dużych miastach okolicach turystycznych trzeba za usługę zapłacić, a jak nie podoba się to do Banku, ciekawe czy bank wymieni po średnim kursie pajace:-))) lub w internecie wymieniać, ale aby pilnować się żeby nie natrafić na kantor internetowy który będzie niewypłacalny, bo kantory internetowe w przeciwieństwie do stacjonarnych nie podlegają rejestrowi NBP, jest tam samowolka, ustawodawcy zaspali. Wystarczy założyć stronę, spełnić wymagania ustawy o ochronie danych osobowych i jakiś kapitał, właśnie? jaki, jest bezpieczny?

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2019/01/12 17:50:48:

    nie korzystać z bandyckich, tylko z kantorów online.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny