|
Blog > Komentarze do wpisu
Klęska funduszy nieruchomości i... nadzieje funduszy wierzytelnościSą na świecie rzeczy, o których nie śniło się filozofom. W branży funduszy inwestycyjnych też. Kto by pomyślał dobrych kilka lat temu jak duże będą dla przeciętnego inwestora możliwości lokowania pieniędzy w Afryce, czy Rosji, w krajach BRIC, że powstaną dostępne niemal dla każdego fundusze inwestujące w kopalnie złota w Ameryce Południowej, że możliwość lokowania oszczędności w wysokokuponowe obligacje korporacyjne będzie dostępna niemal dla każdego. Na polski rynek wchodzi też Man Investment, najsłynniejsza na świecie firma zajmująca się zarządzaniem funduszami typu hedge. Nowych nisz jest coraz więcej. Tego lata otworzyła się możliwość inwestowania przez indywidualnych ciułaczy w rynek wierzytelności. Dotąd na odzyskiwaniu złych kredytów zarabiały tylko firmy windykacyjne i tworzone dla bogatych inwestorów, głównie instytucji, fundusze sekurytyzacyjne. Biznes musi być niezły, bo takich funduszy na rynku powstaje coraz więcej. Banki i firmy telekomunikacyjne sprzedają rocznie nie spłacone długi o wartości kilku miliardów złotych za drobny ułamek ich wartości - często za 5-10%. Nawet jeśli wynajęta firma windykacyjna odzyska tylko co trzecią pożyczkę i będzie jej trzeba oddać połowę zysku, fundusz sekurytyzacyjny i tak wychodzi na swoje. Pierwszy dostępny dla każdego fundusz lokujący w przeterminowane wierzytelności otworzyło niedawno GO TFI, jeden z nowicjuszy na polskim rynku funduszy inwestycyjnych. GO TFI szefuje Beata Kielan, pierwsza kobieta w Polsce, która uzyskała licencję doradcy inwestycyjnego (z numerem 31), uprawiającą m.in. do zarządzania funduszami. Fundusz ruszał po cichu, a trwającą przez miesiąc sprzedaż udziałów zakończył kilkanaście dni temu. Jak się skończyła - nie wiem, ale było to małe przedsięwzięcie fundusz oferował udziały tylko 99 pierwszym osobom, które się zgłosiły (by oferta miała status prywatnej). Ci, którzy się zgłosili, mają status królików doświadczalnych. Fundusz obiecuje, że postara się wypracować zyski przekraczające 20% w skali roku w perspektywie najbliższych dwóch-trzech lat. To byłoby naprawdę sporo, więcej niż długoterminowy, średnioroczny zysk funduszy inwestujących w akcje. Sukces funduszu GO TFI zależy w dużej mierze od jej partnera - towarzystwo ma umowę z firmą Navi Finance, specjalizującą się w zarządzaniu portfelami wierzytelności wartych od 5 mln do 50 mln zł.
Cóż, od tego jak poradzi sobie fundusz GO TFI zalezy rozwój rynku tego typu funduszy w przyszłości. Trzymam kciuki, żeby się udało, bo rozszerzanie możliwości inwestycyjnych to ważna rzecz w perspektywie bogacenia się Polaków i szukania przez nich sposobów na zarabianie pieniędzy. W końcu nie samą lokatą bankową człowiek żyje. Jeśli zaś GO TFI popełni jakieś błędy i nie osiągnie obiecywanych zysków, może pogrążyć cały rynek w niewierze, iż na wierzytelnościach indywidualny inwestor w ogóle może zarabiać. Tak stało się z funduszami inwestującymi w nieruchomości, które do tej pory nie wsławiły się jakimiś fantastycznymi wynikami i cierpią na chroniczny brak zaufania inwestorów. Ostatnie dwie emisje certyfikatów funduszy inwestujących w nieruchomości zakończyły się spektakularną klapą. I to w momencie, gdy - jak wiele na to wskazuje - moment na inwestowanie w nieruchomości jest naprawdę niezły, bo ceny osiągają kilkuletnie minimum. Najpierw TFI BZ WBK AIB, renomowane, bo działające pod słynnym znakiem Arki, musiało anulować sprzedaż udziałów funduszu Arka Rynku Nieruchomości 2. To ten sam fundusz, który w maju 2008 r. zebrał od inwestorów w ramach pierwszej subskrypcji 210 mln zł. Nie pomogły zabiegi marketingowe, pieniądze wydane na reklamy. Klienci nie chcieli zaufać Arce, drugiej największej firmie inwestycyjnej na rynku! Później smakiem musiał obejść się fundusz Investor Property, który ogłosił zapisy na 400.000 certyfikatów po 1000 zł każdy. Najpierw trzeba było przedłużać zapisy, a potem okazało się, że zgłosiło się raptem 128 osób, którzy kupili 14.314 certyfikatów. To tylko niewiele więcej, niż niezbędne minimum 8.000 certyfikatów, którego nie przeskoczenie oznaczałoby fiasko emisji. Nie wiem co musi się stać, by fundusze inwestujące w nieruchomości odzyskały zaufanie klientów. Może im pomóc chyba tylko długoterminowa hossa na rynku nieruchomościowym, na którą się obecnie nie zanosi, bo niedawno przecież mieliśmy pęknięcie właśnie takiej bańki. Czy podobny los czeka fundusze inwestujące w wierzytelności? A może przeciwnie, będzie to segment rynku mlekiem i miodem płynący? niedziela, 15 sierpnia 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2010/08/15 12:37:56
P.S. Co prawda sprzedaż długu za 10% wartości firmie windykacyjnej daje owe 90% potencjalnego zysku jednak przy niskich kwotach wierzytelności są to i tak moim zdaniem nieopłacalne sprawy zważywszy że dłużnicy ci często nie mają żadnego majątku.
2010/08/15 18:03:13
Zabawne. Jedyny sens jaki widzę powstania takie funduszu to dogodzenie wierzycielom, którzy za wątpliwie istniejące długi dostaną 1/10 ich rzekomej wartości.
Pewnie operatorzy GSM znaleźli nowy sposób na dorobienie sobie :) Miej Opatrzności w opiece naiwnych co w to wejdą :) Arek 2010/08/16 11:26:29
Ta reklama też trochę podejrzanie wygląda...
Przyczyna niepowodzenia nowych emisji certyfikatów inwestycyjnych funduszy nieruchomości jest bardzo prosta. Skoro certyfikaty poprzednich emisji są notowane na GPW z dyskontem ponad 20-30%, to dlaczego ktokolwiek miałby kupować nowe certyfikaty po cenie równej NAV? Z kolei to dyskonto jest spowodowane koniunkturą rynkową, ale w większym stopniu niskim zaufaniem inwestorów do publikowanego NAV. Zatem rozwiązanie się narzuca: uczyńcie wyceny bardziej przejrzystymi i pokazujcie, co tam macie w tych portfelach. Zacznijcie też wreszcie stosować MSRy! To ostatnie to już postulat do regulatora rynku. |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
Zresztą, swego czasu popełniłem artykuł u siebie pt. postrasz windykatora: www.kredyty.aid.pl/postrasz-windykatora.htm a żeby było ciekawiej, sam jestem właścicielem firmy windykacyjnej ale nie napisze jakiej. Z tym że odzyskuję długi o wartościach min. 5 tys. zł. bo wówczas mi się opłaca angażować w uzyskiwanie nakazu zapłaty (za prowizję 15%), poszukiwanie majątku i inne takie... A jaka prowizję musiałbym ustalić żeby było to opłacalne przy windykacji rachunku telefonicznego za np. 800 zł.? Chyba 90%...