Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Chcesz rozstać się z bankiem? Na pożegnanie zostawisz mu stówę albo dwie

W ramach subiektywnego przeglądu najdziwniejszych, najgłupszych lub po prostu najbardziej pomysłowych prowizji, które można znaleźć w bankowych tabelach opłat, opisałem już w ostatnich dniach m.in. 200-złotową prowizję za kwitek dla skarbówki o spłaceniu kredytu oraz stówkę za wystawienie prostego zaświadczenia potrzebnego do ulgi odsetkowej przy kredycie hipotecznym. Ale wciąż dostaję nowe sygnały o horrendalnych opłatach za wszelkiego rodzaju kwitki, zaświadczenia lub potwierdzenia, które potrzebujemy z banku, by załatwić sprawę urzędową albo po prostu przenieść zadłużenie, kartę, konto do innego banku.

Ubiegałem się o kredyt hipoteczny i - aby zwiększyć swoją zdolność kredytową - składając wniosek jednocześnie zlikwidowałem kartę kredytową w Banku Millennium. Kilka podpisów i sprawa załatwiona. Pani w banku z uśmiechem na twarzy informuje, że kredytówki już nie ma. Myślę świetnie. Pozostaje więc czekać, na decyzję o kredycie na własne M” - pisze pan Marek z Warszawy, pracownik jednej z rozgłośni radiowych.

Czytelnik czekał tydzień, drugi, trzeci , miesiąc, sześć tygodni - decyzji o kredycie brak. Wreszcie dostał informację z banku:  „Wszystko zatwierdzone, ale by kredyt mógł zostać przyznany musi pan przynieść zaświadczenie o rezygnacji z karty kredytowej w Millennium” - powiedział pracownik. „Myślę: nic prostszego. Lecę do banku i mówię: potrzebuję zaświadczenia, że nie mam już u was karty kredytowej” - opowiada pan Marek. Pani w okienku z tym samym co kiedyś uśmiechem na twarzy odpowiedziała: - „Ależ oczywiście, ale będzie kosztowało 50 zł. Zadzwonię w przyszłym tygodniu i poinformuję pana na jakim etapie jest wydawanie kwitka”.

To, że bank potrzebuje tydzień na wydanie prostego zaświadczenia, dotyczącego produktu finansowego, który klient posiadał w banku zaledwie kilka tygodni wcześniej, może dziwić. Ale najgorsze jest, że żąda za to 50 zł prowizji. „Kiedy wciskali mi kartę, to żadnych prowizji nie brali. Wszystko było w promocji, za darmo” - żali się czytelnik. Nie tylko jemu wciskali, w Millennium nawet bezrobotny i zadłużony po uszy dostaje takie propozycje. Cóż, ostatnie pożegnanie zwykle bywa kosztowne. Zwłaszcza w banku.

Czytaj też: Rozstanie z bankiem może być kosztowniejsze od niejednego rozwodu

Czytaj też: Bolesne rozstanie z mBankiem

Czytaj też: Chcesz przenieść konto do konkurencji? Masz 75% szans

Zajrzyj też do Facebook'a, na stronę blogu „Subiektywnie o finansach”. Znajdziesz tam zapowiedzi kolejnych wpisów, spostrzeżenia na temat banków, które nie zmieściły się w blogu oraz dyskusje na tematy dotyczące pieniędzy. Jeśli chcesz napisać lub przeczytać coś na temat swojego banku - też zajrzyj na stronę blogu w Facebook'u!

Napisała też do mnie pani Kornelia. „Cieszę się, że zajął się pan kwestią zaskakujących prowizji bankowych i chciałabym również podzielić się swoim doświadczeniem. Właśnie spłaciłam kredyt w Raiffeisen Banku i poprosiłam o wystawienie zaświadczenia o spłacie kredytu. Bank za jedną kartkę papieru z podpisem i pieczątką pobrał sobie 60 zł prowizji! Kiedy pierwsza irytacja minęła pomyślałam, że powinnam się cieszyć. W końcu mogli wziąć 100 albo 200 zł. Wiadomo, że nikt z klientów nie prosi o to zaświadczenie dla własnego widzimisię tylko dlatego, że potrzebuje go dla jakiejś innej instytucji finansowej, więc przymuszony zapłaci” - pisze pani Kornelia. Ma pani rację, mogło być gorzej. Grunt to pozytywne myślenie.

I jeszcze sygnał od pani Magdy z Francji. „W czerwcu Urząd Skarbowy zwrócił się do mnie z prośba o jakąś informację dotyczącego moich przepływów na koncie bankowym sprzed dwóch lat. Mam konto w BZ WBK. Do niedawna historia rachunku do pięciu lat wstecz była dostępna w internetowym serwisie banku. Teraz niestety można przeglądać historię tylko do roku wstecz. Za wydruk starszych danych trzeba już zapłacić - 10 zł za miesiąc, czyli 120 zł za rok!” - pisze pani Magda.

Starsze dane wyciąga się z jakiegoś tajemnego serwera. W dodatku osoba, która się tym zajmuje w oddziale banku we Wrocławiu, nie potrafi, a może nie chce, wyseparować danych dotyczących jednego mojego płatnika - w tym przypadku Urzędu Skarbowego. W domu byłabym w stanie wyseparować sobie takie dane za pomocą kilku kliknięć myszką, bo serwis internetowy BZ WBK daje możliwość selekcjonowania danych w ramach historii rachunku. Ale tylko do jednego roku wstecz.

Pan w oddziale BZ WBK wydrukował mi dwa kilometry wszystkich operacji, jakich dokonywałam, także za pomocą karty płatniczej, w ostatnim półtorarocznym okresie. A z kolejnych moich wpływów na rachunek bank obciął mi za tę usługę 180 złotych za tę idiotyczną makulaturę, z której później śmiano się w moim Urzędzie Skarbowym. Gdzie logika, gdzie ekologia, gdzie przyzwoitość?” - pyta pani Magda, klientka BZ WBK we Wrocławiu od 18 lat. No właśnie. Jak będziemy tak drukować bez sensu, to żeby zobaczyć prawdziwe drzewa trzeba będzie... kupić sobie projektor.

sobota, 04 września 2010, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/09/05 12:33:10
Mam wrażenie że banki mimo przebiegłości konsumentów , za wszelką cenę chcą go wystrychnąć na dudka ile się da . Jeżeli chodzi o wszelkie wydawane zaświadczenia do drugiego banku to jest to zbędne , ponieważ spłata kredytu lub likwidacja karty jest w ciągu miesiąca widoczna w BIK u. Chyba wzięli się na sposób i jeden Bank drugiemu Bankowi nabija portfel żądając dodatkowych opłat . To jest jakaś zmowa instytucji finansowych . Strzeżcie się konsumenci bo czas golenia nastał :)
-
2010/09/05 13:42:54
Ubezpieczenia domów mieszkań które są finansowane częściowo kredytem hipotecznym dopiero może stać się problemem jak coś się stanie i przyjdzie do wypłaty odszkodowań. Banki w regulaminach swoich mają w tym przypadku też przeróżne haczyki , np. jeśli kredytobiorcy w przeciągu spłaty trafiają się poślizgi bank może cofnąć decyzje i się nie zgodzi na wypłatę odszkodowania , bądź kredytobiorca jak ma jakieś zaległości to bank wypłacone odszkodowanie może zabrać na ich poczet i wtedy z czego dany kredytobiorca wyremontuje sobie dom/mieszkanie . Coś co jest do wszystkiego jest do niczego . Bank jest od udzielania kredytów/przyjmowania depozytów a towarzystwa od ubezpieczeń . Każdy kredytobiorca który decyduje się na ubezpieczenie domu/mieszkania/samochodu przez Bank powinien najpierw zapoznać się z regulaminem jakie warunki narzuca/wymaga Bank jeśli dojdzie do wypłaty odszkodowania, bo może później słono za to zapłacić . Może się okazać że zaświadczenie w którym bank wyrazi zgodę na wypłatę odszkodowania będzie kosztował kredytobiorcę 500PLN i co wtedy powiecie będzie płacz i zgrzytanie zębami . A najlepiej mieć warunki w umowie kredytowej , ponieważ tabele/regulaminy zmienne są jak pogoda . Banki ubezpieczenia wciskają bo mają z tego korzyść i na pewno prowizje ale uważam że kredytobiorca dobrze na tym nie wyjdzie , czas pokaże. W umowach kredytowych w których zawierane są ubezpieczenia bardzo trudno i kosztownie jest dokonać wszelkich zmian , wiąże się to z Aneksami do umów straszenie , że wzrośnie marża. W 2005 roku podpisałam umowę kredytu hipotecznego w której Bank na samym końcu umieścił sobie zapis " Kredytobiorca upoważnia Bank do zawierania w jego imieniu i na jego koszt stosownych umów ubezpieczeń w całym okresie kredytowania, i źle na tym wyszłam długa historia więc nie będę opisywać . Nie wiem jak autor artykułu ale ja osobiście bym przestrzegała kredytobiorców przed ubezpieczeniami domów/mieszkań/samochodów , za pośrednictwem Banków ,róbcie to sami i lepiej na tym wyjdziecie. Bo nie wiecie co się zmieni w przyszłosci i na czyją korzyść ale na pewno nie na korzyść kredytobiorców a ile to nerw może was kosztować to nikt wam tego nie odbierze . Być cie czujni umowy , regulaminy ,TOiP czytajcie to uchronicie się później przed konsekwencjami waszej naiwności bo to są ciężko zarobione nasze pieniądze na które czyha Bank
-
2010/09/05 13:54:00
Przepraszam
Komentarz do artykułu
"Czy banki naciągają nas przy ubezpieczeniach kredytowanych mieszkań?
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users