|
Blog > Komentarze do wpisu
Czy banki naciągają nas przy ubezpieczeniach kredytowanych mieszkań?Jak powszechnie wiadomo każdy bank (a dokładniej pisząc grupa finansowa), udzielając kredytu hipotecznego, zarabia nie tylko na marży odsetkowej i ewentualnym spreadzie walutowym (jeśli mówimy o kredycie walutowym), ale też na różnych dodatkowych usługach, sprzedawanych razem z kredytem. Ubezpieczenia pomostowe, ubezpieczenia na życie, konto bankowe itp. Wśród bonusów jest też ubezpieczenie mieszkania, którego składka - jeśli bank udzielający kredytu się dobrze zakręci - wędruje do zaprzyjaźnionej z nim firmy ubezpieczeniowej. To, że kredytowane mieszkanie powinno być objęte polisą, nie budzi wątpliwości. W przypadku zalania, pożaru lub wybuchu gazu bank - i klient! - musi mieć gwarancję, że odzyska pieniądze. A więc tego, że firma ubezpieczeniowa spłaci kredyt. Banki zwykle żądają od klientów cesji polisy ubezpieczeniowej zawartej na taką kwotę, na jaką opiewa kredyt. Ale niestety - jak donoszą moi czytelnicy - zdarzają się przykre wyjątki. Jeden z czytelników blogu wszedł właśnie w spór ze swoim bankiem, dotyczący wysokości sumy ubezpieczenia swojego domu, który kupil na kredyt. „Na początku roku otrzymałem kredyt na kwotę 175.000 euro z maksymalnym cros-sellingiem jaki tylko był możliwy (konto, polisa inwestycyjna, karta kredytowa), dzięki czemu mam zapewnioną przez pięć lat marżę na poziomie 1,5%, a potem 2%. Ogólnie jestem bardzo zadowolony (konto darmowe, w przyszłość musiałbym inwestować tak czy siak), więc nie ma co narzekać. Dom kupowany był od dewelopera i kosztował: 435.000 zł, działka dodatkowe 180 000 zł. Z banku otrzymałem około 650.000 zł, mój wkład własny w inwestycję (nie tylko w kredyt) wyniósł 140.000 zł Po zakończeniu inwestycji dom będzie wart jakieś 550.000 zł, działka wciąż 180.000 zł. Zabrałem się za ubezpieczenie tego majątku. Wiem, że ubezpieczyć dom mogę na dowolnie wysoką kwotę, o ile zapłacę od tej kwoty składkę. Ale w razie jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia odszkodowanie jakie otrzymam maksymalnie wynosie tyle ile wynosi realny koszt naprawienia szkody. Wynika to wprost z obowiązującego w Polsce prawa i jest zupełnie niezależne od widzimisię firmy ubezpieczeniowej. Zarabianie na ubezpieczeniach majątkowych jest w Polsce przestępstwem i np. ubezpieczenie domu w dwóch różnych firmach jest jak najbardziej możliwe i legalne, ale pobranie dwóch odszkodowań za to samo - już nie. Po sprawdzeniu kilku ofert poinformowałem bank, że zamierzam ubezpieczyć dom na kwotę 550.000 zł, czyli na taką, za jaką mogę go odbudować w razie gdyby walnął w niego np. meteoryt. W rozmowie z doradcą wyjaśniłem też skad się wzięła taka kwota (patrz wyżej). W umowie kredytu, warunkach i regulaminach kredytowych jest tylko wzmianka o konieczności ubezpieczenia i cesji, ale nic o kwocie ubezpieczenia. Jakież było moje zdziwienie, kiedy doradca bankowy, po blisko tygodniowych konsultacjach (z analitykami?, radcami prawnymi?. Bóg wie z kim jeszcze?) zadzwonił do mnie i powiedział, że co prawda prawo jest prawem i bank przyznaje mi rację, że więcej niż 550.000 zł za ten dom przy szkodzie całkowitej z ubezpieczenia uzyskać się nie da, ale... bank życzy sobie ubezpieczenia na kwotę 788.000 zł, godząc się z faktem, że w razie szkody i tak dostanie znacznie mniej. Bankowi przyszło to wyjątkowo łatwo bo to nie on za owe 233.000 zł płacił będzie dodatkowe składki. Co prawda sprawa nie stoi jeszcze na ostrzu noża, nie chodzi też o jakieś wielkie kwoty, ale wyższa kwota ubezpieczenia oznacza wyższą składkę roczną polisy o 200 zł. W ciągu 25 lat wydam na potiomkinowską bankową iluzję 5000 zł ekstra. A za to mogę sobie kupić wypasioną plazmę. Sprawa jest o tyle interesująca, że - jak sądzę - wszystkie banki żądają, przy udzielaniu kredytów hipotecznych, cesji ubezpieczenia domu lub mieszkania. Można więc domniemywać, że tysiące klientów banków ubezpiecza swoje domy i mieszkania na wartości niemożliwe do wypłaty, czyli wyrzucają pieniądze w błoto. O ile mój bank robi to jeszcze w zasadzie uczciwie (mogę się ubezpieczyć gdziekolwiek zechcę), to banki ubezpieczające nieruchomość bezpośrednio, albo będące w grupach kapitałowych z ubezpieczycielami, robią swoich klientów po prostu w trąbę” - pisze mój czytelnik. Ciekaw jestem czy podzielacie jego pogląd. I czy znacznie przypadki, w których bank żądałby sumy ubezpieczenia w kwotach, które znacznie przewyższają sumę możliwą do odzyskania z polisy ubezpieczeniowej? niedziela, 05 września 2010, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2010/09/05 20:48:57
233k PLN to ca. połowa z 550k PLN. Uważam, że bank postępuje zupełnie rozsądnie zakładając - na przykład - wzrost cen usług budowlanych, wzrost cen materiałów budowlanych etc. Ostatecznie mówimy o ubezpieczeniu wartości odtworzeniowej, czyli nakładach niezbędnych do całkowitego odbudowania domu oraz polisie na dłuższy czas.
To trochę tak jak z BTE - pożyczamy 2k PLN, ale zarazem podpisujemy oświadczenie o poddaniu się egzekucji na znacznie wyższą kwotę - bo koszty zastępstwa, odsetki etc. 2010/09/05 22:07:10
Myślę, że mimo wszystko ważna jest wartości domu podana w Umowie.
Ubezpieczenie domu odnawia się zazwyczaj corocznie i tłumaczenie @infobroker24, że ceny usług budowlanych i materiałów mogą wzrosnąć przez ten rok o 50% jest nietrafione. Jeżeli więc sprawa oprze się o ostrze noża, to można ubezpieczyć poprzez bank na wartość domu z umowy (435tys), a doubezpieczyć prywatnie na kwotę powyżej. To nie będzie złamanie prawa. 2010/09/05 22:31:00
Ubezpieczenia domów mieszkań które są finansowane częściowo kredytem hipotecznym dopiero może stać się problemem jak coś się stanie i przyjdzie do wypłaty odszkodowań. Banki w regulaminach swoich mają w tym przypadku też przeróżne haczyki , np. jeśli kredytobiorcy w przeciągu spłaty trafiają się poślizgi bank może cofnąć decyzje i się nie zgodzi na wypłatę odszkodowania , bądź kredytobiorca jak ma jakieś zaległości to bank wypłacone odszkodowanie może zabrać na ich poczet i wtedy z czego dany kredytobiorca wyremontuje sobie dom/mieszkanie . Coś co jest do wszystkiego jest do niczego . Bank jest od udzielania kredytów/przyjmowania depozytów a towarzystwa od ubezpieczeń . Każdy kredytobiorca który decyduje się na ubezpieczenie domu/mieszkania/samochodu przez Bank powinien najpierw zapoznać się z regulaminem jakie warunki narzuca/wymaga Bank jeśli dojdzie do wypłaty odszkodowania, bo może później słono za to zapłacić . Może się okazać że zaświadczenie w którym bank wyrazi zgodę na wypłatę odszkodowania będzie kosztował kredytobiorcę 500PLN i co wtedy powiecie będzie płacz i zgrzytanie zębami . A najlepiej mieć warunki w umowie kredytowej , ponieważ tabele/regulaminy zmienne są jak pogoda . Banki ubezpieczenia wciskają bo mają z tego korzyść i na pewno prowizje ale uważam że kredytobiorca dobrze na tym nie wyjdzie , czas pokaże. W umowach kredytowych w których zawierane są ubezpieczenia bardzo trudno i kosztownie jest dokonać wszelkich zmian , wiąże się to z Aneksami do umów straszenie , że wzrośnie marża. W 2005 roku podpisałam umowę kredytu hipotecznego w której Bank na samym końcu umieścił sobie zapis " Kredytobiorca upoważnia Bank do zawierania w jego imieniu i na jego koszt stosownych umów ubezpieczeń w całym okresie kredytowania, i źle na tym wyszłam długa historia więc nie będę opisywać . Nie wiem jak autor artykułu ale ja osobiście bym przestrzegała kredytobiorców przed ubezpieczeniami domów/mieszkań/samochodów , za pośrednictwem Banków ,róbcie to sami i lepiej na tym wyjdziecie. Bo nie wiecie co się zmieni w przyszłosci i na czyją korzyść ale na pewno nie na korzyść kredytobiorców a ile to nerw może was kosztować to nikt wam tego nie odbierze . Być cie czujni umowy , regulaminy ,TOiP czytajcie to uchronicie się później przed konsekwencjami waszej naiwności bo to są ciężko zarobione nasze pieniądze na które czyha Bank
2010/09/05 23:11:10
Szkoda, że czytelnik nie napisał konkretnie jaki to bank. Może można by coś więcej napisać w tym temacie.
Z ubezpieczeniami jest ten problem, że musi być zawarta na kwotę nie mniejszą niż wartość kredytu. Wynika to z tego, że szacując wartość zabezpieczenia - bank nie rozbija wartości nieruchomości na wartość działki i wartość domu. W umowie jest punkt, gdzie przyjmuje się wartość nieruchomości np 788 tys i tyle. (proszę pamiętać, że niektóre banki mają różny poziom LTV dla domu, a inny dla samej działki). Z jednej strony klient pisze o wygórowanej kwocie ubezpieczenia, ale z drugiej strony właśnie od wartości nieruchomości zależy LTV, więc pewnie na rękę było jemu wpisanie kwoty 788 tys, gdy chodziło czy o liczenie marży, czy ubezpieczenia niskiego wkładu. Czytelnik pisze, że w umowie nie ma określonej kwoty ubezpieczenia nieruchomości. Hm. Dziwne. Skąd, więc nagle się wzięła ta kwota 788 tys? A propos działki, to spotkałem się z kredytem na zakup działki, którego właściciel płacił ubezpieczenie nieruchomości. Dopiero moja pomoc, poskutkowała zdjęciem tego zbędnego obciążenia. Wracając do tematu. Zapewne na korzyść klienta było by inne skonstruowanie umowy kredytowej, gdzie określa się faktyczną wartość odtworzeniową budynku, tylko nie sądzę, żeby banki się same za to zabrały. Co do komentarza onazgagula to chciałbym się ustosunkować, ale trudno dyskutować gdy brak jest konkretów. Który bank ma zapis, że może cofnąć zgodę na wypłatę odszkodowania klientowi, któremu _trafiają_ się poślizgi? Chciałbym jednak zauważyć, że bank w tym momencie jest pośrednikiem, a każda umowa ubezpieczenia zawierana jest z konkretnym ubezpieczycielem. Ubezpieczenie nieruchomości do banku jest zazwyczaj z cesją na bank. W tym momencie jeśli bank ma zapis w regulaminie, że może nie wyrazić zgody na bezpośrednią wypłatę odszkodowania poszkodowanemu, to nie jest to zależne od tego czy ubezpieczenie było zawierane przez bank, czy przez agenta ubezpieczeniowego. Ja widzę ile ludzie płacą za ubezpieczenie murów u agenta, a ile mogli by płacić w banku. Wiele razy widziałem osoby, które mocno przepłacały. Co do umów z ubezpieczeniami i trudności dokonania zmian to bzdura. Ubezpieczenia nie reguluje umowa kredytowa tylko OWU. W umowie jest informacja o zawarciu ubezpieczenia i tyle. Podniesienie marży jest tylko wtedy, gdy kredyt jest w promocji: z kontem, kartą, ubezpieczeniem. Proponuję jednak czytać umowy i spróbować je zrozumieć. 2010/09/06 15:26:24
Oczywiście, że to naciągactwo. Mam dom i na nim kredyt. Muszę ! ubezpieczyć bo jest to warunek aneksu - zmiany zabezpieczenia. Ale jeśli będzie burza i zniszczy mi dom wtedy z tego co wiem od agenta przy cesji - jesli wartość szkody przekracza 5 000 zł kwotę przelewa na konto Banku a Bank spłaca tym kredyt. A przecież powinien mi dać skoro nadal mam na raty a ja odbudowalabym sobie dom! Co wymyśliłam, że chyba ubezpieczę dom u dwóch ubezpieczycieli i w razie co nic do Banku nie zgłoszę tylko skorzystam z ubezpieczenia bez cesji. I TO JEST WYJŚCIE -raty spłacam dalej a bank o niczym nic nie wiem. Czyli co jest to jednak zmuszanie mnie do podwójnego ubezpieczenia. Czyli jednak Bank powinien mi kazać ubezpieczać ale bez cesji. Przy cesji niech sam płaci za ubezpieczenie wtedy nic nie traci !!! LOGICZNE
2010/09/06 20:01:55
Jako "autor" problemu dorzucę kilka słów komentarza.
1. Ubezpieczenie domu to nie jedyna forma zabezpieczenia dla banku. W końcu zdecydowanie bardziej "solidną" jest wpis do hipoteki i to na kwotę (podaję z pamięci) około 260000Euro. W razie szkody całkowitej bank odzyskuje więc pieniądze za dom, a działkę może sprzedać - pieniądze więc w całości do banku wracają 2. Kwota 788000 wzięła się jak sądzę z wyceny rzeczoznawcy, który na tyle właśnie wycenił wartość całej nieruchomości 3. Są gorsze banki (w oryginale listu podałem nazwę "mojego", ale skoro się nie ukazała pominę i te "gorsze"). Są banki żądające ubezpieczenia na znacznie wyższe kwoty niż kredyt, albo też ubezpieczające nieruchomość niejako "u siebie" za stawki wprost horrendalne (najwyższa jaką znalazłem na rynku opiewała na 3,5% kredytu rocznie (pakiet z utrata pracy, zdrowia i reszty) co przy tej kwocie dałoby już naprawdę zbójecką sumę około 24000PLN) 4. Problem jaki poruszyłem nie dotyczy bezpośrednio prawa bankowego (kredyt), cywilnego (gwarancje i zabezpieczenia), ale prawa ubezpieczeniowego. Czym innym jest bowiem znacznie zawyżona hipoteka, czy weksel, który też zwykle opiewa na znacznie wyższą kwotę niż pożyczka (to nie pociąga za sobą dodatkowych kosztów dla klienta, ale za to REALNIE i NAPRAWDĘ chroni bank - bowiem bank może do kwoty kredytu doliczyć dodatkowe koszty np. egzekucji). Ubezpieczenie na zawyżoną kwotę to pieniądze ZMARNOWANE (jeśli klient może wybrać ubezpieczyciela) lub EKSTRAZAROBEK dla banku jeśli to on ubezpiecza. Z mocy prawa bowiem ubezpieczyciel wypłaci WYŁĄCZNIE tyle ile kosztuje odbudowa domu (w moim przypadku max ca 550000) i jest to absolutnie niezależne od dobrej czy złej woli klienta, banku czy ubezpieczyciela. Więc konkludując: skoro prawo nie pozwala na wypłatę 788000 (czy dowolnie innych kwot) to po co tworzyć fikcję? PS bankowiec13 - oczywiście, że na rękę mi było ustalenie wartości nieruchomości na 788000, ale co to ma wspólnego z bezsensownym ubezpieczeniem? PS infobroker24 - bank postępowałby rozsądnie gdyby takowa kwota była możliwa do uzyskania, a nie jest. PS all - wyobraźcie sobie, że ubezpieczacie auto/cokolwiek przez infolinię. Możecie to zrobić na dowolną kwotę - w końcu nikt tego nie sprawdza. Jednak ..... Kiedy przyjdzie do wypłaty odszkodowania na miejscu pojawi się rzeczoznawca i wyceni szkodę według jej REALNEJ wartości. Czy zostanie Wam zwrócona "nadpłata"? Oczywiście, że nie. A ja jestem w sytuacji, że rzeczoznawca pojawił się PRZED szkodą i wycenił wszystkie składniki nieruchomości, więc z góry wiem ile wyniesie moje ewentualne odszkodowanie. Wie to też bank (vide odpowiedź konsultanta), ale woli (za nie swoje pieniądze) zbudować sobie miraż. Dlaczego? Moim zdaniem wyłącznie dlatego, że to lepiej wygląda w raportach. 2010/09/06 22:28:07
Zgadzam się, że ubezpieczenie murów jest tylko dodatkową opcją. Zgadza się, że wartość nieruchomości z umowy nijak się ma do wartości odtworzeniowej.
Trudno mi uwierzyć, że warunki dotyczące ubezpieczenia nieruchomości nie były zawarte w umowie kredytowej. Obawiam się, że banki same z siebie nie ruszą tego tematu, gdyż im nie zależy. Wiesz, trzeba by dodać ze dwa nowe paragrafy w umowie kredytowej itp. Tak czy inaczej życzę powodzenia w Twojej batalii. Szczerze. Pozdrawiam, bankowiec13 2010/09/07 12:20:14
Bank postępuje bezsensownie. Jak widać, nie z chęci zysku, zatem z głupoty.
Widocznie bank zakłada najczarniejszy scenariusz polegający na wzroście kursu euro do 4,5 zł, co daje wartość kredytu 787.500 zł, a także na uderzeniu wspomnianego już meteorytu, po którym nie tylko dom ulegnie całkowitemu zniszczeniu, ale także działka stanie się bezwartościowa. Tyle, że za działkę ubezpieczyciel i tak nie wypłaci. Radzę więc poprosić bank o sformułowanie stanowiska na piśmie, z podaniem podstawy prawnej. 2010/09/07 12:21:39
@ infobroker24
Wzrost cen budowlanych jest problemem klienta, nie banku, którego powinna interesować wyłącznie spłata kredytu (z kosztami, oczywiście). 2010/09/07 12:25:13
@sowa-08
Nie radzę tak postępować bo prawdopodobnie naruszysz warunki umowy kredytowej. Niepotrzebnie zresztą, bo jeśli nie masz zaległości w obsłudze kredytu, to bank powinien wyrazić zgodę na wypłatę kwoty ubezpieczenia w celu dokonania naprawy. 2010/09/08 16:22:35
Sam autor przyznał, że 788tys to wartość domu według wyceny - zapewne nie ma podziału na wartość domu i wartość działki - skąd więc bank ma wiedzieć, jaka jest wartość samego domu, a ile samej działki? To, że ja się z kimś umówiłem, że kupuję od niego dom na działce i za dom płacę 550tys a za działkę 240tys nie ma nic do rzeczy - równie dobrze mógłbym się umówić, że za dom płacę 5tys, a za działkę 785tys. I protestować, że przecież z umowy widać, ile wart jest dom.
Ok, tak - przerysowane. Ale co innego niż wycena nieruchomości ma stanowić podstawę ubezpieczenia? Moje widzimisię, według którego podzielę je na wartość działki i wartość domu? A swoją drogą patrząc na ostatnie wydarzenia to ubezpieczenie samej działki też nie jest nonsensem - ile warte są działki w Lanckoronie lub w okolicy Jeziora Żywieckiego, na których "stały" domy? Poszło osuwisko, dom się zawalił a działka nie istnieje. 2010/09/10 10:32:13
Oczywiście, tak samo po uderzeniu porządnego meteorytu ciężko będzie cokolwiek wybudować bez ponoszenia olbrzymich kosztów, zatem wartość działki spada do zera.
Ale to nie zmienia faktu, że ubezpieczyciel w ramach ubezpieczenia nieruchomości za działkę niczego nie wypłaci, gdyż polisa obejmuje mury a nie działkę. Zatem nie ma sensu wliczać wartości działki do sumy polisy. 2010/09/12 08:16:55
Ech, szkoda, że dyskusja taka nikła, a problem moim zdaniem jest duży, bo dotyczy tysięcy, tysięcy takich inwestycji.
Ad. kr_kr Ale co innego niż wycena nieruchomości ma stanowić podstawę ubezpieczenia? Widziałeś kiedyś operat szacunkowy? Zrobiony przez wskazanego przez bank, obiektywnego i uprawomocnianego rzeczoznawcę? Zapewne nie. Taka wycena liczy kilkadziesiąt stron, obejmuje dane z różnych transakcji w okolicy oraz wycenę poszczególnych składników majątku i podstawie tego dopiero jest określana wartość nieruchomości. Wg. banku i prawa jest to ocena OBIEKTYWNA. Bank nie zaakceptował mojej umowy na gębę z deweloperem, ale wycenę jaką zrobił, w pewnym sensie, ICH człowiek. Ad alex2835 I to powinna być konkluzja całego tego wywodu. Bank jednoznacznie podkreśla, że ubezpieczane są mury (oczywiście nawet ja jestem zainteresowany wyższą kwotą niż początkowe 435000 bo w końcu sporo w te mury potem włożyłem), ale suma ubezpieczenia jest niemożliwa do wypłacenia. Jako człowiek trzeźwo stąpający po ziemi ubezpieczenie nieruchomości (zwłaszcza choćby ze względu na fakt, że działka jest ze starodrzewem ;)) uważam za konieczność. Nie chcę też na tym ubezpieczeniu oszczędzać. Skoro inwestuję (w sumie z opłatami bankowymi, prowizjami, notariuszami i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze) blisko 200000 własnych peelenów, skoro po zakończeniu budowy mam konto "emerytalne" z jakimś tam wkładem, skoro na koncie bankowym pozostaje mi jeszcze spora sumka ze sprzedaży mojego dotychczasowego mieszkania (świadomie nie włączona w inwestycję i stanowiąca zabezpieczenie na czarną godzinę), to nie będę się wykłócał o to czy mam zapłacić 500 czy 550 złotych rocznego ubezpieczenia za dom (bo o takiego rzędu kosztach mówimy). Chcę, żeby ono pokryło WSZYSTKIE potencjalne szkody na moim majątku, a także ewentualne na majątku sąsiadów (OC). Chcę spać w moim nowym domu po prostu spokojnie. Czym innym jednak jest bezsensowne wyrzucanie w błoto nawet niewielkich kwot, a takim mirażem jest ubezpieczanie MURÓW na wartości NIEMOŻLIWE do uzyskania z polisy. Howgh! 2010/09/14 20:12:59
Moja umowa kredyt hipoteczny w BOŚ
$ 5 [Umowy ubezpieczenia] 3' okreŚlona w umowie ubezpieczenia suma ubezpieczenia od ognia i innych zdazeń losowych musi byc równa co najmniej wańości nieruchomości lub kwocie z oświadczenia o poddaniu się egzekucji cokolwiek jest mniejsze. Mój kredyt: mieszkanie 80% kredyt + 20% wkładu własnego. I co nie naciągają ? 2010/12/04 22:00:19
No i koniec.
Po kilku miesiącach sporów, rozmów i wyjaśnień. Po żmudnych pracach bankowych analityków (trzeba jednak przyznać, że w bardzo milej atmosferze i bez stawiania sprawy na ostrzu noża) bank ...... PRZYZNAŁ MI RACJĘ :D Ubezpieczenie (i cesja) mają być na rzeczywistą wartość tzw. "murów", a nie na wartość kredytu, czy (jak to pierwotnie bank żądał) nawet znacznie więcej. Czy to załatwi sprawę innych klientów? Pewnie nie, bo nie każdy cokolwiek wie o prawie ubezpieczeniowym. Ale furtka została otwarta. 2010/12/17 22:41:26
A co powiecie na to?
Posiadam w swoim banku dwie pożyczki hipot. na pierwszym i na drugim miejscu ;) Od nas (czyli mnie i mojego męża) bank żąda dwóch ubezpieczeń od ognia i zdarzeń losowych na tej samej nieruchomości. Jedną do jednego kredytu a drugą do drugiego :) I o ile zawieranie takich umów (jak ktoś wyżej powiedział)nie jest wbrew prawu to w razie szkody i tak nie ma możliwości wypłaty dwóch świadczeń (bo to wyłudzenie), więc płacenie tej drugiej składki jet bezsensu a nas naraża na straty. Można by np. zawrzeć jedna umowę od ognia, zdarzeń losowych czy nawet upadku statku powietrznego ;) a w cesji do tej umowy wskazać bank oraz dwa numery umów na kwotę łączną, ale . . . Pan z infolinii nie wie co mówić bo gdy rozmawiamy o jednym kredycie to on "nie widzi drugiego" i odwrotnie. I dodam że sytuacja taka powtarza się po raz kolejny. Znów musiałam napisać list (koniecznie priorytet polecony) i znów muszę czekać na odpowiedź. Chyba znowu z przeprosinami za zaistniałą sytuację. ALe kończąc mimo trudnych z pozoru spraw często można się dogadać ;) |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
Jakie to banki?