Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Moje spotkanie z partnerem inwestycyjnym, czyli sztuka wciskania kitu

Namnożyło nam się w kraju różnego rodzaju doradców finansowych, private bankerów, life plannerów... Większość z nich to zwykli pośrednicy finansowi, wynagradzani prowizjami przez instytucje finansowe i wciskający klientom te produkty, które dają najwyższe prowizje. Tak się składa, że zwykle to, co daje najwyższe prowizje pośrednikowi, jednocześnie obciążone jest najwyższymi opłatami płaconymi przez klienta. Cóż, z czyjejś kieszeni musi popłynąć prowizja dla doradcy finansowego.

Oto cała tajemnica sukcesów sprzedażowych programów inwestycyjnych typu Skandia, Axa, czy mój ulubiony Aegon. Po tym jak firma skasuje opłatę wstępną (15-20% składki w pierwszym roku), administracyjną (kilkanaście złotych miesięcznie, 100-200 zł w skali roku i opłatę za zarządzanie programem (kilka procent od aktywów klienta) możemy być niemal pewni, że nasz zarobek nie będzie wyższy niż mielibyśmy na lokacie bankowej. A uciec nie ma jak, bo programy tego typu przywiązują klientów do kaloryfera, zabierając im część pieniędzy w przypadku, gdyby ci klienci chcieli się wycofać przed upływam np. 10 lat.

Programy inwestycyjne typu Aegon, Skandia czy Axa to domena nie tylko pośredników „garażowych”, prowadzących działalność na własny rachunek. Gustują w nich nawet renomowane sieci, typu Gold Finance, czy Open Finance. Cóż, pecunia non olet, skoro prowizja za wciskanie klientom Aegona jest np. dziesięć razy wyższa, niż za oferowanie zwykłych funduszy inwestycyjnych, to przecież pośrednik, pardon: doradca finansowy, nie będzie sobie strzelał w kolano i zajmował sobie głowę interesem klienta. W końcu to jego interes - doradcy - jest na pierwszym miejscu.

Wśród różnych doradców finansowych, private bankerów i life plannerów dopadł mnie ostatnio człowiek, który nazywał się partnerem inwestycyjnym. Taki tytuł w każdym razie miał na wizytówce. Na przykładzie półgodzinnej rozmowy z moim partnerem inwestycyjnym udało mi się wyselekcjonować trzy cechy, które demaskują zwykłego sprzedażowca, nastawionego na wciśnięcie klientowi czegokolwiek, byle tylko to cokolwiek dawało mu wysoką prowizję, a klientowi gwarantowało jak najwyższe koszty. Sprzedażowiec z gatunku, z którego przedstawicielami powinniście unikać kontaktu charakteryzuje się więc następującymi cechami:

Manipuluje, licząc na to, że klient się nie zorientuje. Mój partner inwestycyjny oczywiście zaczął od wpuszczania mnie w program Aegona. Kiedy tylko zorientował się, że wiem trochę zbyt dużo o prowizjach związanych z tym programem, zmienił front i zaczął mnie przekonywać do podobnego programu, ale o parametrach znacznie korzystniejszych dla mnie. Ów bezkonkurencyjny program („lepszego pan na rynku nie znajdzie”) to program Axa, charakteryzujący się mniej więcej tymi samymi prowizjami, co Aegon. Tyle, że lepiej opakowanym (firma dopłaca klientowi w pierwszym roku trochę pieniędzy, nie pobiera też opłaty wstępnej, ale cała reszta obciążeń jest porównywalna z Aegonem, czy Skandią).

Kiedy zacząłem kręcić nosem na prowizje, mój partner inwestycyjny zaczął mnie przekonywać, że ponad 2% opłaty za zarządzanie programem to mniej, niż 5,5% prowizji manipulacyjnej, którą musiałbym dać inwestując bezpośrednio w fundusz inwestycyjny. Kiedy zwróciłem mu uwagę, że opłatę manipulacyjną funduszowi płacę tylko raz, a prowizję za zarządzanie programem inwestycyjnym przez cały czas, powiedział tylko „no tak” i zmienił temat. Tyle, że u mnie był już skreślony.

Kreuje się na guru. Nikt nie ma patentu na same udane inwestycje. Ale sprzedażowiec musi się wykreować na gościa, którego rady są na wagę złota. Najlepiej opowiadać klientowi dyrdymały o zyskach, które dzięki pośrednikowi odnoszą inni klienci. Mój partner inwestycyjny, w chwili słabości, wyznał mi, że zakłada w swoich symulacjach 12-procentową roczną stopę zwrotu. Na moją uwagę, że historia światowych rynków kapitałowych skłania raczej do ostrożnych założeń, oscylujących wokół 7-8% zarobku (zwłaszcza, że przecież programy typu Aegon i Skandia część zysków pożerają w formie prowizji).

Mój partner inwestycyjny zrobił mądrą minę i oświadczył, że w ostatnich pięciu latach jego klienci zarobili tyle właśnie - średnio 12% w skali roku. Kiedy światowe rynku kapitałowe pogrążały się w kryzysie, klienci mojego partnera inwestycyjnego zarobili 60%. Wszyscy poza jednym. Mój partner inwestycyjny miał klienta, który go nie słuchał i robił po swojemu. No i się doigrał. Miał pięć milionów złotych, a teraz ma tylko trzy. Słuchając tych wynurzeń, zadałem sobie w myśli tylko jedno pytanie: czy gdyby ten facet był taki genialny w inwestowaniu pieniędzy i nigdy się nie mylił, to zajmowałby się naganianiem klientów, czy raczej palił cygara w domu na Florydzie, żyjąc z odsetek od zarobionych na własny rachunek pieniędzy?

Słabo orientuje się w produktach, które oferuje. Kiedy mój partner inwestycyjny zrozumiał już, że ma do czynienia z przeciwnikiem, którego nie da się łatwo wprowadzić w błąd, ani zaimponować wyimaginowanymi umiejętnościami, chwycił się ostatniej deski ratunku. Zaczął mówić o różnych „nie-aegonowych” możliwościach inwestowania pieniędzy. Niestety, dla kogoś, kto wszystkim klientom jak leci wciska aegony, skandie albo axy, bardziej wysublimowane produkty finansowe sa trochę jak czarna magia. Nie opowiada się o nich często, nie ma się o nich głębszego pojęcia. Na swoje nieszczęście mój partner inwestycyjny wspomniał o obligacjach korporacyjnych, które można kupić za pośrednictwem zaprzyjaźnionego biura maklerskiego.

Zainteresowałem się tym, bo w przyszłość obligacji korporacyjnych wierzę, o czym pisałem nawet niedawno w blogu. Zapytałem więc jaka firma emituje te papiery, czym się zajmuje, jaka jest jej sytuacja finansowa i ile wynosi kupon. Partner inwestycyjny spłonił się rumieńcem i przyznał, że... nie pamięta jak nazywa się firma oferująca te obligacje. Pamięta tylko, że dają 12% w skali roku i są dobrze zabezpieczone majątkiem firmy. Well, czy ja mam jakiś wyjątkowo wysublimowany gust, czy też mój partner inwestycyjny mimo wszystko powinien znać nazwę firmy, której obligacje mi proponuje?

czwartek, 23 września 2010, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/09/23 08:44:51
Inna sprawa:

Wlasnie dzwoniłem do infolinii ING banku, chcialem dostać info o kontach. Po wysłuchaniu dwóch reklam, upomnieniu o nagrywaniu etc pani z automatu z miłym głosem powiedziała:
"W kolejce oczekujących są jeszcze 4 połączenia, przewidywany czas zrealizowania połaczenia z konsultantem to... 6..... MINUT"!! myslałem, ze z krzesła spadne! Co sie dzieje z ta inforlinią, ze 4 osoby to obsluga w 6 minut, czy tam pracują 2ie osoby o 9tej rano!!??
-
2010/09/23 10:39:16
Piękny tekst redaktorze Samcik:) Dodam tylko, że i opłaty manipulacyjnej w funduszach inwestycyjnych łatwo uniknąć kupując je np. w SFI mBanku.
-
2010/09/23 11:44:39
Panie Redaktorze, ależ z Pana sadysta ;). Tak się pastwić nad "biednym ignorantem". Toż on niczemu nie winien. Wszak nie jego wina, że Polacy, prywatnie sami niejednokrotnie kłamcy, oszuści i złodzieje, spotykając się z doradcą/pośrednikiem/planownikiem/ekspertem finansowym (wybrać dowolne) zachowują się nagle tak, jakby żyli w kraju samych św. Franciszków z Asyżu i Matek Teres. I wierzą, że ktoś z czystej miłości bliźniego da im za friko niezawodny patent na zarabianie pieniędzy. Anegdotka: ze dwa lata temu rozmawiałem z inteligentną, zdolną i pracowitą młodą kobietą, humanistką kończącą (suma cum laude) jeden z uznanych polskich państwowych uniwersytetów. Jakoś tak zeszło na temat pośredników finansowych i moja urocza znajoma z rozbrajającą naiwnością stwierdziła, że te podmioty doradzają zupełnie bezinteresownie. Kiedy osłupiały spytałem ją, dlaczego tak sądzi, stwierdziła, że przecież nie biorą za to od niej żadnych pieniędzy. Na moją ripostę, skąd w takim razie właściciel takiej firmy pośredniczącej bierze pieniądze na opłacenie swoich pracowników, czynsz za wynajem biura, służbowe samochody, komórki, laptopy itp. itd., już jednak racjonalnie odpowiedzieć nie potrafiła.
-
2010/09/23 12:14:12
A ja się po pastwię nad Maciejem za to:
"Well, czy ja [..]"

Po co takie paskudztwo w tekście !?
-
2010/09/23 16:44:38
Tym razem trafiło na Pana, panie Macieju. Ale ilu jest takich Polaków, którzy dali się nabrać na rożne sztuczki tego typu pośredników?
Do Pana listy dodał bym jeszcze "Strategię Lwa" ING...
-
2010/09/23 18:07:48
Panie Macieju , o co z innej gliny jesteś ulepiony ,tylko nas szaraczków mają nabijać i czyścić nam portfele :):)
-
2010/09/23 18:09:33
Do 'arnoldbuzdygan':
" po pastwię "
Nie znam takiego słowa :)
-
2010/09/23 20:11:02
Bankowiecka:
Ironii w tym zapisie nie zrozumiała? :)

Arek
-
2010/09/23 23:03:43
12% rocznie przez pięć lat daje +76% zwrotu z inwestycji. W tym wypadku działa procent składany, a nie zwykłe mnożenie "12 razy 5". A poza tym bardzo dobry wpis na blogu.
-
2010/09/24 08:16:13
Dziwię się, że wszelakiej maści "partnerzy inwestycyjni" nie posiadają jakiegoś systemu wczesnego ostrzegania. Samo nazwisko Samcik powinno wystarczyć by demaskować niby klienta-frajera, dając dość czasu by uciekać gdzie pieprz rośnie. Do tego spotkania w ogóle nie powinno było dojść.
-
2010/09/24 12:40:59
A ja spotkałem specjalistów z "córki Aegonu"/tak się przedstawiają/, są doradcami z firmy K2 i oferują znakomity program Multipin Limitowany trzeba płacic po 100tys zł rocznie przez 5 lat,/ ale w rozmowie wstepnej pominęli te 5 lat/ zapewniając natomiast o dobrodziejstwie promocji tej"córki" czyli wpłacie przez 12 m-cy kwoty 50 tys zł tzw. promocji. Zero o kosztach zawarcia umowy, w co będą lokowane wpłaty po 100 tys zł, jakie koszty zarzadzania i czy są wogóle. Natomiast kilka kart formatu A4, "certyfikat" dla klienta i zapewnienie o znakomitej formie zarobku.
Stopa zwrotu 9% rocznie jest do rzeczy, ale nie jest gwarantowana.
W sumie powielenie praktyki Axy o 15% wpłacie dla klienta w I roku w momencie zawierania umowy.
Ja się tym ludziom nie dziwię, to jest sposób zarabiania, ale za co oni tak naprawdę odpowiadaja przed klientem? ano za nic.
Jestem brokerem i muszę mieć obowiazkowe OC z którego moi niezadowoleni klienci jeśli coś istotnego z własnej winy "zawalę", moga mnie skutecznie ścigać. To jest 1,5 mln euro sumy ubezpieczenia. A doradcy czym są zabezpieczeni? dobrowolne OC firm bo inwestowanie odbywa się na ryzyko i wybór klienta /takie zapisy są we wnioskach/i "doradca" za nic nie odpowiada.
Jesli ktos myśli że pieniadze zarobi szybciej i wiecej niz inni to jest jego myslenie, bo rzeczywistość wiele razy weryfikuje takie marzenia. Ale kto ma własne pieniądze może robić z nimi co uważa za stosowne.
-
2010/09/25 12:07:33
Z tego co mi wiadomo osoby które zarządzają takimi funduszami klientów dostają większe prowizje w momencie gdy ulokowane pieniądze faktycznie są dobrze zainwestowane i ich wartość systematycznie wzrasta. Tak więc jest to motywujące dla kogoś kto zarządza funduszami. Kwestia tylko na kogo się nadziejesz i wybór takiej osoby zarządzającej Twoim portfelem funduszy jest bardzo ważna - łączycie się przecież jak w małżeństwie Na 5, 10 albo i 15 lat.
Agent który mnie zainteresował tym tematem namawiał mnie do tego by wrzucić swoje pieniądze w fundusze akcyjne 2 lata temu ponieważ uważał on że zaczyna się hossa. (I jak się okazało trafił w 10) jednak zbyt silna presja do tego bym podpisał umowę - unikanie informacji o opłatach a nawet tym że wypłacić pieniądze można dopiero po 15 latach skutecznie mnie zniechęciły.

I tak wybrałem się na giełdę by skutecznie w fali emocji rozpieprzyć moje pierwsze pieniądze... :)

-
2010/09/26 10:36:56
Witam,
to naprawdę" subiektywne" podejście do sprawy.Fundusze Black rock ,które zarobiły w ostatnich 6 miesiącach ok.25% średnio są do nabycia tylko przez Aegon, Axa lub Skandię.
Firmy te nie obsługują klientów indywidualnych, fundusze znajdujące się w ich portfelu można nabyć tylko u licencjonowanych pośredników.W przeciwnym wypadku pozostają nam nędzne fundusze polskie.Znajdując się w "koszyku" w/w firm nie płacimy za konwersję funduszy,nie ma podatku Belki do chwili wypłaty funduszy. Radzę szerzej przyjrzeć się problemowi.
Pozdrawiam
Ireneusz Robak
-
2010/09/26 10:44:36
Dzień dobry, ja też mam fundusz BlackRock, kupiłem w sieci Xelion. Więc nie jest do końca tak, że tylko przez Aegona i Axę można je kupić... A co do parasola podatkowego to zgoda: jest to bonus. Ale drogi, bo jak ze stopy zwrotu z funduszy - średniorocznie 8% - zabiorą 2% opłaty za zarządzanie, opłatę administracyjną i jeszcze jakieś drobiazgi po drodze, to zostanie jedynie trochę więcej, niż na lokacie...
Pozdrawiam subiektywnie!
-
2010/10/07 22:39:19
Witam,
proszę sprawdzić ile procent zapłacił Pan w Xelionie...... i jakiego typu Black rock Pan posiada.... niektóre przynoszą straty. Dlatego niektórzy płacą za "dobre typy" aby zarabiać na funduszach circa 20% rocznie.Najlepszy znany mi doradca "wyciągał" 60% rocznie. Nie należy bać się opłat za dobre zarządzanie. Należy bać się złych zarządców. A do tego podchodzi się bardzo subiektywnie niestety.
Pozdrawiam
-
2010/10/16 23:27:27
I co, łacha Pan pociągnął z biedaka a teraz czekam na konkrety - gdzie znajdę kalkulator obliczający max rzetelnie polisę inwestycyjną? Pozdr.
-
2010/10/21 00:45:43
Wiadomość dla toobylca - nie podchodź Pan do funduszy ,z takim nastawieniem zawsze jesteś przegrany. Proponuję prowadzenie warzywniaka - to pewny interes. Pozdrawiam
-
2010/10/24 21:00:53
Witam,
informacja dla wszystkich, którzy pragną zoptymalizować swoje inwestycje w fundusze.
Wszystkich zapraszam do wysłania pustego maila na adres: drip@drip.pl. W temacie proszę umieścić: fundusze.
pozdrawiam
-
2010/11/16 21:37:50
Prosciej kupic zloto lub srebro na przyklad tu - www.swistak.pl/profil/2sloma/aukcje/
-
2010/11/17 00:21:18
Tekst jest dalece tendencyjny, a sam autor ma wyjątkowo cyniczne podejście dyletanta.
No cóż nie twierdze że rynek jest idealny i pewnie są tacy sprzedawcy o których mowa w tekście, ale uogólnianie i pakowanie wszystkich do jednego worka to podstawowy grzech jaki robi. Myślę że gdyby autor miał choć odrobinę wiedzy w zakresie inwestowania nie dziwiłyby go stopy zwrotu rzędu 12% zakładane w symulacjach. Zresztą zakładane są stosunkowo ostrożenie. Niestety Polakom brakuje podstawowej wiedzy z zakresu finansów i stąd błędnie wyciągane wnioski. No ale Polak jak nikt zna się doskonale na wszystkim.
-
2010/11/17 14:53:15
Szanowny Panie Redaktorze

Doradcy finansowi sprzedają to, co mają w ofercie. A jak nie mają nic innego oprócz Skandii, Aegona i Axy - to co mają sprzedawać, ziemniaki? Nie wszystkie firmy podpisują umowy z TFI.

Z rzetelnością wśród doradców finansowych jest tak samo jak w innych branżach. Dziennikarzy dotyczy to także. Są uczciwi doradcy i naciągacze. Ja wszystkich moich klientów informuję o kosztach, ryzyku, zakładam zbliżoną do rzeczywistości oczekiwaną stopę zwrotu. Mimo to jakoś nie narzekam ani na brak klientów ani z powodu ich niezadowolenia.

Pan bierze pensję za swoją pracę Panie redaktorze? Ja również. Dlaczego Pan nie pracuje za darmo? Dlaczego Pan oczekuje, że doradcy będą pracować za darmo? Nie jestem wolontariuszem, muszę mieć na czynsz. A swoją pracę lubię i nie chcę jej zmieniać, ponieważ lubię kontakt z ludźmi. Jednak zawsze staram się pogodzić interes klienta z własnym.

Z poważaniem

Doradca
-
2011/02/10 16:51:13
i jako doradca klienta i opiekuninwestora1@onet.pl mam co robić.
Właśnie za pana redaktora wykonuję kawał dobrej roboty edukacyjnej. JA to jednak lubię i moi klienci o tym wiedzą polecając mnie innym. Bardzo chętnie spotkam się z panem redaktorem - niczego nie wciskając przedstawię sens regularnego inwestowania / oszczędzania na przyszłą GODNĄ EMERYTURĘ.
JUREK
-
2011/03/23 18:54:26
I bardzo dobrze, że Pan zdemaskował tych cwaniaczków i naciągaczy. Szkoda, że tylko w necie, który imo wszystko ma znikomą siłę przebicia. Zainteresowani wiedzą o przekrętach Aegonu, Generali, Axy itp., ale zwykły Kowalski niestety wciąż tego nie wiem i jest łupiony ile wlezie. Ta sprawa powinna zostać nagłośniona w Telewizji. Jakaś Sprwa dla reportera lub cos w tym stylu. I w prasie. Tylko, że ci szubrawcy mają media w kieszeni.
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users