Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Załamek Q, czyli jak wmówić klientowi po zawale, że wcale nie miał zawału

W dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” oraz w serwisie Wyborcza.biz znajduje się szalenie interesujący tekst moich redakcyjnych kolegów Maćka Bednarka i Marcina Bojanowskiego, dotyczący ubezpieczeń kredytów gotówkowych, które banki oferują przed świętami. Choć kredyt z ubezpieczeniem powinien być tańszy od takiego całkiem nie zabezpieczonego (bo bank przenosi na ubezpieczyciela część ryzyka niewypłacalności klienta), to okazuje się, że zwykle jest dokładnie odwrotnie. Kredyt z ubezpieczeniem jest... droższy niż ten bez ubezpieczenia.

Ale nie to jest największym problemem polis ubezpieczających spłatę kredytów. Jeśli przyjrzeć się tego typu ubezpieczeniom, to okazuje się, że ich warunki są tak skrojone, że klient ma bardzo małą szansę, by dostać od firmy jakiekolwiek świadczenie. Roi się tam od wyłączeń, obostrzeń, zastrzeżeń.

Z takiej polisy pieniądze dostaniemy, gdy zostaniemy zwolnieni, ale już nie jeśli skończy nam się umowa i szef jej nie przedłuży. Ubezpieczyciel nie wypłaci wtedy ani grosza. Mimo że bez pracy, sami będziemy musieli kredyt spłacić. Podobnie jeśli z pracy zostaniemy zwolnieni dyscyplinarnie. Tak samo jeśli jesteś na samozatrudnieniu. Nieważne, że jedyny zleceniodawca się wycofa. Zamiast czekać na lepsze czasy, firmę musimy zamknąć. Inaczej nie dostaniemy odszkodowania” - to cytat z tekstu w Wyborczej.

Czytaj też: Z „troski” o klientów bank sprzedał im ubezpieczenie. Na 5 lat.

Uwielbiam ubezpieczenia, ale tylko te najprostsze, przejrzyste, nie mające setek zastrzeżeń wpisanych do OWU (czyli ogólnych warunków ubezpieczeń). Ubezpieczając życie wziąłem polisę od urwania ręki, oślepnięcia, ogłuchnięcia i śmierci (bez względu na przyczynę). Trudno będzie też udowodnić, że wcale nie umarłem, bo tego typu fakty w 99,9% nie budzą wątpliwości :-). Tylko przy takiej polisie mam pewność, że firma ubezpieczeniowa nie będzie chciała mi wmówić, że tak naprawdę nie należy mi się odszkodowanie, bo np. zachorowałem nie na tę chorobę, co trzeba.

A tak właśnie kantował swoich klientów największy w Polsce ubezpieczyciel - firma PZU. We wtorek Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ujawnił, że nałożył na PZU prawie 4 mln zł kary za to, że firma stosowała w swoich polisach wyłączenie odpowiedzialności, którego nie da się uzasadnić w żaden sposób wiedzą medyczną. Chodzi o wypłatę świadczenia w przypadku zawału w ramach polisy ubezpieczającej od skutków ciężkiego zachorowania. UOKiK uważa, że przyjęta przez PZU Życie definicja zawału serca „mogła uniemożliwiać ubezpieczonym wypłatę odszkodowania”. I pewnie ma rację.

Czytaj też: Czy banki naciągają nas przy ubezpieczeniach mieszkań?

PZU zapisywał bowiem w warunkach ubezpieczenia, że zawał występuje tylko wtedy, jeśli na wykresie EKG pacjenta pokaże się wzór zwany załamkiem Q. Tymczasem według większości lekarzy podczas zawału serca, nie musi zawsze wystąpić ów załamek Q. Po pierwsze dlatego, że zawał może być tzw. niepełnościenny, a po drugie dlatego, że ów tajemniczy wzór może pojawić się w innym momencie trwania zawału, niż moment badania EKG!

Wątpliwą definicję PZU stosował w umowach na życie przez prawie trzy lata. Z jej powodu odmówił wypłaty pieniędzy co najmniej 2100 osobom! Na szczęście dziś już to wyłączenie nie obowiązuje. Ale i tak wstyd powinien ogarnąć prawników PZU i ludzi od konstruowania warunków polis. Jeśli firmy ubezpieczeniowe będą konstruować swoje polisy w taki sposób, by za wszelką cenę wpuścić klienta na minę, to nie będzie powodu, by traktować polisy jako poważną ochronę przed jakimś ryzykiem.

Czytaj też: BPH chce sprzedać mi ubezpieczenie od bezrobocia. Warto?

A przecież na ubezpieczeniach nie trzeba kantować, by na nich zarabiać! To jest w gruncie rzeczy prosty biznes: szacujesz poziom ryzyka, że w danej grupie klientów statystycznie zdarzy się opisany polisą wypadek, kalkulujesz składkę tak, by w grupie klientów pokryła ona z górką odszkodowanie wypłacane tym, którym statystyczne ryzyko się ziści i kasujesz zysk. Czy naprawdę trzeba było przy tym wmawiać ludziom, że wcale nie mieli zawału tylko „niedyspozycję sercową”? Trochę mi to przypomina słynny już spór PZU z właścicielami żaglowca „Fryderyk Chopin”, który zasadza się na wątpliwości czy „heavy weather” należy tłumaczyć jako „sztorm”, czy tylko jako „trudne warunki pogodowe”.

Przygnębieni? A może teraz, dla odmiany, zassamy coś weselszego o ubezpieczeniach? Proszę bardzo. Śmieszna reklama w więzieniu: :-)

Więcej na podobne tematy: czytaj w blogowym dziale o ubezpieczeniach

ZOBACZ WSZYSTKIE ODCINKI WIDEO-PRZEŚWIETLANIA. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

SUBIEKTYWNIE O FINANSACH JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

KOMINEK TEŻ LUBI SUBIEKTYWNOŚĆ! Niejaki Kominek, podobno najpopularniejszy bloger w Polsce, samozwańczy Buk blogosfery, zajął się kilka dni temu wideocyklem „Prześwietlamy reklamy”. Sprawdź jak skomentował ostatni filmik, poświęcony polisom 4Life Direct „Moi Bliscy”

środa, 22 grudnia 2010, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/12/22 11:06:40
Przypomina mi się historia którą opowiadał mi mój ojciec. Pochodzi ze wsi. Pewnego razu zdarzył się wypadek - chłop spadł z wozu pełnego siana i zmarł. PZU wystąpiła o sekcję zwłok. Okazało się, że miał w tym czasie zawał, a ubezpieczenie go nie obejmowało (było tylko na prace rolnicze, czy coś takiego). PZU nie wypłaciło odszkodowania... i przez następnych 10 lat w całej gminie nikt "u kanciarzy" się nie ubezpieczył... Chłopy zwyczajnie nie uznały tłumaczenia PZU, że to zawał sąsiada zabił a nie upadek z wysokiego wozu.

Zgadzam się z autorem - najlepsze są proste polisy. Poza tym w polisie do kredytu to nie klient banku może być stroną tylko bank(!) - wtedy nie ma jakiejkolwiek szansy na ochronę prawną (było już o tym na blogu). Więc ludziska - czytajcie co jest w umowach!!!
-
2010/12/22 11:44:46
Odnośnie ubezpieczeń do kredytów to nie ma dokładnie żadnej różnicy czy dane ryzyko weźmie na siebie bank czy ubezpieczyciel. Owszem, gdyby te składki były zróżnicowane, zależały od wielu parametrów klienta, można by powiedzieć, że jest tu jakaś wartość dodana, że wykorzystany jest know-how ubezpieczyciela. Natomiast te stawki są z reguły płaskie, proste i jednolite na rynku.
Dodatkowo z gigantycznym narzutem. Tak naprawdę 90% składki to prowizja, która wraca od ubezpieczyciela do banku, a tylko te 10% to "rzeczywista" składka, z której tylko część to składka za ryzyko (no bo ubezpieczyciel też musi coś z tego mieć).
Krótko mówiąc ubezpieczenia do kredytów, to kolejna próba wyciągnięcia prowizji od klienta inną drogą.. Bank przy okazji zrzuca odpowiedzialność "wizerunkową" za duże koszty na ubezpieczyciela - może powiedzieć "to nie my, to oni z was zdzierają". Poza tym w kontekście niedawnego kryzysu banki sprytnie pozbywają się jakiegokolwiek ryzyka, stają się instytucjami inkasującymi prowizję, nie myślącymi w ogóle jakiej jakości ryzyko przyjmują..
-
2010/12/22 12:30:36
KNF śpi niestety. Ale jak się ich obudzi, to bank/ubezpieczyciel przeważnie robi kupę ze strachu i oddaje składki z odsetkami, bo przecież NIE PONOSIŁ RYZYKA, więc składka była NIEUZASADNIONA. Można iść czasem po latach do sądu i przeczołgać bank/ubezpieczyciela.
-
2010/12/22 13:21:54
Otarłem się swego czasu o sprzedaż ubezpieczeń i na podstawie własnych obserwacji oraz lektury ogólnych warunków ubezpieczenia mogę stwierdzić jedno: jeżeli na serio myślicie o polisie na życie, drogiej, mającej zabezpieczyć Was i Waszą rodzinę, to przed złożeniem wniosku przestudiujcie OWU wraz z prawnikiem oraz lekarzem specjalistą chorób wewnętrznych, pod kątem definicji oraz wyłączeń odpowiedzialności. Naprawdę można niemile się zdziwić. Załamek Q to tylko jeden z przykładów.
Inny przykład wyłączenia odpowiedzialności to chociażby "nieprzestrzeganie zaleceń lekarza", gdzie przy zawale standardowe zalecenia unikania nadmiaru wysiłku fizycznego zostawia szerokie pole interpretacji.
A wyłączenie odpowiedzialności z uwagi na akt terroryzmu? Przecież terroryzm to działanie, którego sprawcy posługują się przemocą, po to aby wywołać strach i osiągnąć cel polityczny. Zatem jeżeli jakiś szajbnięty ekolog rzuci w nasz samochód kamieniem i będzie motywował to chęcią ograniczenia zanieczyszczenia środowiska, to firma ubezpieczeniowa może uznać to za akt terrorystyczny i umyć ręce.
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users