Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 21 grudnia 2010

Złoty Środek to droga donikąd. Mówią o tym nawet... sami doradcy Axy

Jak wiecie, mam ciężkiego hopla na punkcie testowania (i stresowania) różnej maści doradców finansowych, agentów, akwizytorów wciskających nam przeróżne usługi finansowe (najczęściej takie, których akurat nie potrzebujemy). Często chodzę na różne spotkania, na które agenci zapraszają moich znajomych. I nie mogłem sobie odmówić przyjemności odwiedzenia agenta firmy Axa, która ostatnio intensywnie reklamowała w telewizji pakiet ubezpieczeniowo-inwestycyjny o nazwie „Złoty Środek”.

Pakiet jest reklamowany jako połączenie ochrony z inwestowaniem i nie muszę się spotykać z żadnym agentem, żeby wiedzieć, że tego produktu nie polubię. Jeżdżenie na dwóch koniach naraz nigdy nie było dobre, chyba że dla tego, kto sprzedaje nam te konie w pakiecie - dwa zamiast jednego. Ale mimo negatywnego podejścia postanowiłem towarzyszyć jednemu z członków mojej rodziny w spotkaniu z agentem Axy. Spodziewałem się dużej dawki dyrdymałów i wciskania kitu, tudzież zatajania prawdziwych kosztów „Złotego Środka”.

I przyznam, że zostałem mile zaskoczony. Agent wypytał mojego ziomka o jego potrzeby i wyszło, że bardziej przyda mu się  inwestycja z myślą o przyszłości, niż ochrona życia. „Nie zaproponuję panu Złotego Środka, bo to bez sensu” - oświadczył agent. Zaprotestowałem głośno, bo nie po to straciłem mnóstwo czasu na dojazd do miejsca spotkania, by przeszło mi koło nosa opowiadanie dyrdymałów. Zaś Axa nie po to chyba wydaje furę pieniędzy na telewizyjne reklamy, żeby jego agenci mówili klientom, iż ten cały „Złoty środek” jest bez sensu!

Podpuściłem agenta. Powiedziałem, że wiele dobrego słyszałem o pakietach łączących inwestowanie z ochroną kapitału, że właściwie to bardziej wierzymy tej reklamie w telewizji, niż jakimś innym. I żeby już przestał się krygować, tylko zaczął wreszcie wciskać ten kit! No dobra, tego ostatniego już nie powiedziałem. Ale dałem to do zrozumienia. Agent był jednak twardzielem. Uprzejmie wytłumaczył, że łączenie inwestowania z ochroną generalnie nie jest najlepszym pomysłem i że jeśli już się ciężko uprzemy, to on proponuje zakup osobno pakietu inwestycyjnego i osobno ochronnego. Wspomniał też coś o jechaniu na dwóch koniach, po czym szczęka opadła mi na podłogę i przez kilka minut jej tam szukałem.

Wystrzeliłem więc z najcięższej armaty: „Przecież od Złotego Środka  miałby pan wyższą prowizję!” - powiedziałem. Nie odpowiedział wprost, ale odbił piłeczkę, pokazując tabelkę z opłatami wstępnymi, które w „Złotym Środku” w pierwszym roku sięgają 90% wpłaconej kwoty. W odruchu szczerości wyznał mi też, że jego zdaniem tego typu produkty są robione po to, by klient miał złudzenie, że inwestuje pieniądze, choć tak naprawdę chodzi tylko o pozyskanie dodatkowej składki poza tą, która idzie na ochronę życia.

Rzeczywiście, w „Złotym Środku” opłaty są wysokie. W pierwszym roku przepada 70-90% wpłaconych składek (50-60% w przypadku osób po pięćdziesiątce), a w drugim roku 25%. W kolejnych latach firma pobiera w ramach opłaty wstępnej 5% od każdej składki. A poza tym bierze prawie 11 zł opłaty administracyjnej (przy składce rzędu 200 zł jest to kolejne 5%, kasuje też opłatę za zarządzanie funduszami (do 0,85% rocznie od zebranych przez klienta pieniędzy) oraz bierze opłatę za ryzyko ubezpieczeniowe (jej wysokości nie ma niestety w tabeli opłat). Jest oczywiście również opłata likwidacyjna - 2% od każdej wypłaty (po pierwszych dwóch latach, wcześniej wypłacać nie można w ogóle).

Przy tak wysokich kosztach z części inwestycyjnej klient nie ma pewności, że zarobić choćby tyle, ile można uciułać na lokacie, nie mówiąc już o funduszach inwestycyjnych. Tak się zdenerwowałem, że wspólnie z Anią Skurczyńską i chłopakami ze studia TV nagraliśmy filmik:

Nie wiem po co Axa reklamuje produkt, który jest tak naprawdę czymś innym, nizż wydaje się to klientowi. I potem agenci muszą to wszystko „odkręcać” (o ile oczywiście chcą być fair w stosunku do klienta). Dlaczego Axa kreuje w reklamie fałszywy obraz, sugerujący, że klient może ze „Złotym Środkiem” inwestować na dostatnią przyszłość? .

Zobacz też: Open Finance obiecuje, że nie zapłaci premii swoim doradcom, jeśli ich klienci nie będą zadowoleni z poziomu obsługi.

Prześwietl też sekcję blogu poświęconą pośrednikom finansowym

Cieszy mnie natomiast, że firma zatrudnia myślących agentów. Pewnie mój znajomy miał trochę szczęścia, że trafił na przedstawiciela firmy, który nie był nastawiony na wyciągnięcie od niego jak najwyższej prowizji. Ba, ów doradca powiedział, że jego zdaniem jeśli ktoś potrzebuje i ochrony i inwestowania, to powinien obie te rzeczy kupić osobno, a nie w pakiecie. Brawo! Ja też to zawsze powtarzam moim czytelnikom!

Ale biorąc pod uwagę, że człowiek był młody, speszony i - tak na oko, choć mogę się mylić - niezbyt doświadczony, domniemuję, że: 1) nie dał się zbałamucić szkoleniowcom firmy Axa, wie swoje o finansach i uważa, że nie warto sprzedawać klientom kitu, bo więcej nie przyjdą, 2) szkolenia w firmie Axa są nastawione nie tylko na to, żeby przerabiać sprzedawców na maszynki sprzedażowe, ale by uczyć ich logicznego myślenia, dobierania rozwiązań, których klient potrzebuje, a nie tych, które aktualnie są reklamowane.Od razu powiem, że w opcję numer dwa wierzę nieco mniej :-).

Rzadko chwalę doradców finansowych, jeszcze rzadziej agentów. Ale tym razem stawiam duży plus przedstawicielowi Axy. A Wy, jak sądzicie? Która z powyższych interpretacji dojrzałego zachowania agenta jest prawdziwa? Rozmawialiście ostatnio z jakimś agentem Axy w sprawie „Złotego Środka”?

ZOBACZ WSZYSTKIE ODCINKI WIDEO-PRZEŚWIETLANIA. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

SUBIEKTYWNIE O FINANSACH JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

KOMINEK TEŻ LUBI SUBIEKTYWNOŚĆ! Niejaki Kominek, podobno najpopularniejszy bloger w Polsce, samozwańczy Buk blogosfery, zajął się kilka dni temu wideocyklem „Prześwietlamy reklamy”. Sprawdź jak skomentował ostatni filmik, poświęcony polisom 4Life Direct „Moi Bliscy”

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 21 grudnia 2010 08:51

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • vroobelek napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 09:01:48:

    Obawiam się, że jakbyś ujawnił tożsamość tego pana, to długo by już sobie w Aksie nie popracował.

  • bankowiecka napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 09:41:49:

    Przeszłam szkolenie w jednej z takich firm. Co prawda uczą 'podstaw' inwestowania w trochę szerszym zakresie niż na studiach. Mówią o istocie procentu składanego, o wyższości funduszy inw. nad lokatami w dłuższym okresie... Ale i tak największa prowizja jest za sprzedanie pakietu. Mówią szumnie o edukacji Polaków, że to taki zacofany naród, że wszystkie pieniądze przejadają, przepijają i szczytem inwestowania są lokaty...Będąc agentem można edukować, ale swoje trzeba sprzedać, jak się chce coś zarobić :)
    Uważam, że Pana blog to źródło edukacji finansowej, przynajmniej tej podstawowej, a agent aksy wyrwał się spod skrzydeł szkoleniowców, albo w tym miesiącu miał bardzo dobrą sprzedaż...albo proszę rozważyć jeszcze jedną możliwość. Wiedział, że Pan to TEN SAMCIK i chciał zrobić dobre wrażenie :)))

  • halaster napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 10:07:06:

    Może agent rozpoznał Pana Samcika i spasował po prostu.

  • mentatd_at_gmail napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 11:10:41:

    Jak widać panie Maćku wiele zależy od człowieka z którym się rozmawia. Trafił pan na uczciwego, albo takiego który kojarzy pana facjatę ;-)
    Tak czy sial pośle pan do niego następnych znajomych jeśli będą chcieli coś kupić w Axa. I tym sposobem uczciwy (albo spostrzegawczy) człowiek zarobi więcej.

  • paul_winter napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 13:34:11:

    @maciej.samcik

    "... domniemuję, że: 1) nie dał się zbałamucić szkoleniowcom firmy Axa, wie swoje o finansach i uważa, że nie warto sprzedawać klientom kitu, bo więcej nie przyjdą, 2) szkolenia w firmie Axa są nastawione nie tylko na to, żeby przerabiać sprzedawców na maszynki sprzedażowe, ale by uczyć ich logicznego myślenia, dobierania rozwiązań, których klient potrzebuje, ..."

    Ja obstawiam hipotezę wariant nr 3: na szkoleniach w AXA pokazuje się plakat ze zdjęciem Pana redaktora Samcika, takie 1,5 m x 1,0 m, każdy z uczestników dostaje książeczkę z resume bloga Ww. oraz dokładnym instruktarzem, jak się zachować, jak się na tegoż Samcika napatoczymy, a wszystko okraszane jest zaleceniem "omijajmy szerokim łukiem" i paroma "pieprznymi" komentarzami pod adresem ;).

    Korzystając z okazji, Zdrowych i radosnych Świąt dla Autora oraz Czytelników bloga :) !

  • m_jar napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 13:55:56:

    Brawa dla doradcy. Skoro po rozmowie z klientem uznał, że nie potrzebuje on "Złotego Środka", to nie rozumiem dlaczego miałby opowiadać klientowi o tym produkcie?
    AXA reklamuje też ubezpieczenia samochodów, mieszkań itd.
    Rolą doradcy jest doradzać, a nie opowiadać. Zarzut, że nie chciał więcej zarobić jest śmieszny. Klient jest zadowolony, w przyszłości będzie miał z tego korzyści, a pewnie da jeszcze polecenia. Sprzedaż na siłę, za pomocą technik sprzedaży dla wysokiej prowizji działa na krótką metę. I fajnie, że konkurencja ma też takich doradców, przynajmniej nie psujemy sobie nawzajem rynku.
    Pozdrawiam

  • quinc napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 16:42:33:

    A czy autor sprawdził, że nasz wzorcowy Agent nie jest czasem multiagentem i klientowi wciskał produkt konkurencji. I druga powszechna praktyka - cicha multiagencja. Ja w PZU, a żona w AXA, szwagier w Uniqa itd. Wzajemnie sobie podajemy klienta aby z niego wycisnąć jak najwięcej ale dla siebie.

  • fn2000 napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 22:16:54:

    Po pierwsze, po rozpoznaniu potrzeb zaproponował alternatywę - oddzielnie ochronę, oddzielnie funduszę i to się bardziej spina - zależy na czym, komu zależy. To, że jakiś produkt jest reklamowany nie oznacza, że pasuje WSZYSTKIM.

    Poza tym AXA ma b. dobre fundusze, np. AAA Equity więc nie ma co robić z tego wielkiego halo.

    To, że na szkoleniach dla agentów mówią o tym, że przeciętny polak to oszczędzanie głównie kojarzy z jazdą na letnich oponach zimą to prawda - tak niestety jest - to, że na tym blogu przewijają się "eksperty" od funduszy nie oznacza, że cała populacja jest w tym obcykana - nie jest i wiele czasu na szkoleniach poświęca się temu w jaki sposób to przystępnie wytłumaczyć przeciętnemu Kowalskiemu.

    Generalnie na całym świecie jest taka zasada - im klient bardziej świadomy tym do bardziej zaawansowanej oferty proponowany jest mu dostęp - firmy (te grające fair, np. AXA) zwyczajnie chronią w ten sposób zarówno siebie jak i samego klienta przed jego własnym hojractwem.

    Wszystkim niespełnionym Buffettom zatem proponuję zwyczajnie założyć rachunek maklerski i wziąć się do roboty, a nie mądrzyć się w komentarzach.

  • mk180014 napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/21 23:43:36:

    Te 70-90% w pierwszym i 25% w drugim roku to właśnie prowizja agenta. Dodając do tego opłaty dla ubezpieczyciela pobierane już regularnie nie wyobrażam sobie jaką stopę zwrotu musiałby uzyskać fundusz abyśmy wyszli na tym nawet na zero, nie mówiąc o przekroczeniu zysku na lokacie (np. antybelkowej). Nie mówiąc o uwiązaniu kapitału na lata!!!(opłaty likwidacyjne są zabójcze).
    Ktoś wspomniał o tym, że agent musi dbać o klienta, żeby potem mu sprzedać kolejne produkty. Bzdura, gdy klient zorientuje się po jakimś czasie w co się wpakował nie będzie chciał widzieć agenta na oczy, nie mówiąc o kupnie czegokolwiek. A agent inkasując prowizję o wartości składki rocznej (!) może sobie spokojnie pojechać na wakacje..

    PS. Dociekliwym polecam zajrzeć do tablic trwania życia publikowanych przez GUS i zobaczyć jakie jest prawdopodobieństwo zgonu osoby w wieku 30-40 lat (wartość qx oznacza prawd. zgonu w ciągu roku). Składka za ubezpieczenie na życie takiego klienta to są grosze...

  • abartosz napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/22 00:20:17:

    mam taki właśnie produkt od prawie 3 lat. Płacę co miesiąc 120 złotych, a wartość ubezpieczenia na życie to 100 tys. Po tym artykule postanowiłem sprawdzić jaka jest wartość moich inwestycji po tym czasie. Okazało się, że jest tam 2700 złotych. W sumie więc chyba nie jest tak źle- skoro (po odliczeniu prowizji AXA) w pierwszym roku zainwestowałem 10% (czyli 144 pln) a w drugim 75% (czyli 1080 pln). W trzecim roku zapłaciłem 9 składek. Wg tablic GUS mam prawdopodobieństwo zgonu rzędu 0.00783, więc przynajmniej 783 złote rocznie idzie na pokrycie tego ryzyka. Naprawdę nie wiem jakim cudem udało im się osiągnąć te 2700 złotych.

  • mk180014 napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/22 01:14:57:

    @abartosz: Może jednak nie miałeś dokładnie takich samych "parametrów"? Ubezpieczyciel też nie musi ciachnąć Ci składki za ubezpieczenie życia z pierwszych dwóch składek, które są już i tak okrojone przez agenta, a zostawić sobie tą przyjemność na później (wycofać się przecież nie możesz..).

    Tak czy inaczej robiąc zwykłe długoterminowe lokaty lub od niedawna antybelki miałbyś spokojnie 2 razy więcej.

    Inna sprawa, że kupowanie takich "skomplikowanych" produktów, strata czasu związana z zapoznaniem się z warunkami, pamiętanie o wpłatach, o śledzeniu stanu funduszu, itp. żeby wpłącać po 100 zł i po latach mieć kilka tysięcy.. Gdyby naprawdę istniał uczciwy agent, to by powiedział: "Panie, nie zawracaj pan sobie i mnie głowy, załóż se pan darmowe konto internetowe i raz na pół roku zakładaj lokaty. Koszty zerowe, inwestycja bezpieczna, a parę groszy sobie Pan uciuła."

  • abartosz napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/22 01:35:37:

    @mk180014 - parametry się nie zmieniały w czasie (przynajmniej z mojej strony). Ale co oni robią z tą kasą- to nie mam pojęcia. Cały ten system nie jest transparentny i ciężko dociec co się dzieje. A co do zasadności takiego inwestowania- to doskonale zdaję sobie sprawę, że to jest bez sensu. Mi chodziło raczej o ubezpieczenie życia, o stałym comiesięcznym koszcie niezależnym od wieku.

  • bdrapella napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/22 07:59:42:

    Ze ściśle matematycznego punktu widzenia macie rację, ale jest jeszcze jeden aspekt. Ja kupiłem ten produkt 5m lat temu jako dywersyfikacja planów na przyszłość oraz celowo ograniczyłem sobie dostęp do tych pieniędzy, aby wspomóc słaba wolę. Z lokaty kasę bym wydał pod byle pretekstem typu budowa domu czy nowe auto... Więc mimo wykształcenia ekonomicznego, to w tym wypadku mając świadomość, ze jest to mniej opłacalne niż fundusze czy nawet lokaty, o wyborze produktu zdecydował aspekt psychologiczny. 2% wyjsciowego traktuje jako pomoc w wytrwaniu w oszczędzaniu

  • bolekd napisał(a) komentarz datowany na 2010/12/22 08:01:08:

    Ze ściśle matematycznego punktu widzenia macie rację, ale jest jeszcze jeden aspekt. Ja kupiłem ten produkt 5m lat temu jako dywersyfikacja planów na przyszłość oraz celowo ograniczyłem sobie dostęp do tych pieniędzy, aby wspomóc słaba wolę. Z lokaty kasę bym wydał pod byle pretekstem typu budowa domu czy nowe auto... Więc mimo wykształcenia ekonomicznego, to w tym wypadku mając świadomość, ze jest to mniej opłacalne niż fundusze czy nawet lokaty, o wyborze produktu zdecydował aspekt psychologiczny. 2% wyjsciowego traktuje jako pomoc w wytrwaniu w oszczędzaniu

  • mccudden napisał(a) komentarz datowany na 2011/01/05 10:31:17:

    abartosz,

    jestem agentem ubezpieczeniowym. I jestem w stanie zaproponować Ci ochronę życia za 50 zł (SU 100 000). Pozostałe 70 zł sobie inwestuj. Po 3 latach pchania tych 7 dych w skarpetkę miałbyś 2520 :). A jakbyś je inwestował byłoby pewnie ze 4 000.

  • narsut napisał(a) komentarz datowany na 2011/01/21 05:04:28:

    Chyba niestety

  • narsut napisał(a) komentarz datowany na 2011/01/21 05:38:08:

    Chyba niestety przeoczyliśmy pewne podstawowe dane, a od tego należałoby zacząć. Jak różnią się prowizje agenta w przypadku sprzedania reklamowanego produktu i w sytuacji, gdy zdecyduje się na dwa zaproponowane przez siebie. Załóżmy, że byłyby identyczne. Niewątpliwie ja w takiej sytuacji dałbym się naciągnąć. Otóż nęcony reklamą jednego, wspaniałego pakietowego produktu ("a jak kupuję kilka usług na raz, będę miał dużo taniej" - rozumuje wielu) udaję się do miejsca, w którym mogę go nabyć. Chcę jeszcze tylko pro forma posłuchać o szczegółach inwestycji i już cieszę się z tego, że nie będę musiał zawracać sobie głowy myśleniem o inwestowaniu, ubezpieczaniu itd (a pamiętajmy, że ludzie nie lubią zestawiać ofert i analizować ich; optymalnie przedstawia się klientowi parę produktów; wyskakując z dwustoma różnorakimi produktami finansowymi tworzonymi z myślą o nawet najbardziej wymagającym kliencie i oferując profesjonalną poradę, nie dziwmy się gdy klient powie niepewnie, że on jeszcze zadzwoni). Po chwili namysłu, dochodzę do wniosku, że powinienem jednak zadać parę pytań w kontekście tego wspaniałego ubezpieczenia, bo może nie jest takie znowu super-hiper. Przychodzi wreszcie ów komiwojażer i podaje mi rękę z miłym uśmiechem. "Cwaniak - myślę sobie - trzeba uważać." I w pewnym momencie zbija mnie zupełnie z tropu, twierdząc otwarcie, że to nie jest najlepszy produkt dla mnie i co więcej, jest w stanie mi to szczegółowo opisać. I jestem ugotowany!

    1) Być może gdyby nie super reklama, nie poszedłbym tak od razu właśnie tam.
    2) Kompetentny człowiek nie szczędzący merytorycznych argumentów fenomenalnie buduje markę firmy
    3) Mamy efekt zakotwiczenia - dostępności. Z czym zestawiam oferowane przez niego produkty? No przede wszystkim z owym nieszczęsnym superproduktem. Intuicyjnie nie zakładam więc, że on jest do bani, bo działa we mnie efekt pierwotnego zaangażowania. Chciałem go nabyć, a nie jestem idiotą, toteż automatycznie wnioskuję, że produkt musiał mieć w sobie coś wspaniałego. Ale teraz widzę coś jeszcze wspanialszego! Znacznie wspanialszego. I jest mi to przedstawione bardzo klarownie!
    4) Mądry człowiek ma u mnie parę plusów. Po pierwsze jest mądry. Po drugie, poświęcił mi czas i uwagę. Po trzecie - uratował mnie przed złą decyzją. Po czwarte - pokazał mi świetne rozwiązanie! No aż głupio byłoby mi go zdradzać na rzecz jakiegoś cwaniaka z innej firmy... ;)

  • narsut napisał(a) komentarz datowany na 2011/01/21 05:41:20:

    @mccudden

    Brzmi interesująco. Zastanawia mnie ile w tym prawdy. Czy np. 60-latka też można na takich warunkach ubezpieczyć? Może wie Pan też czy osobnika w wieku, powiedzmy 60 czy 66 lat, mieszkającego na stałe w Polsce, można bez przeszkód ubezpieczyć na życie np. w Irlandii, biorąc pod uwagę fakt, że składka może okazać się znacząco korzystniejsza?

    www.irishlife.ie/lifecover/quote-calculator.html

    Np. tutaj dla mężczyzny ze stycznia 1950, który chciałby zapewnić uposażonemu kwotę odpowiadającą dziś sumie 100 000zł. (ok. 21000 funtów) w razie swojej śmierci proponuje się wpłacanie składki w wysokości 26,26 funta miesięcznie, co odpowiada kwocie 125zł. Ubezpieczenie ma zapewnione aż do 80tki. Wydaje się to dość kalkulowalne. Pytanie tylko, w jaki sposób bez straty na różnicach kursowych, przelewać taką kwotę na irlandzkie konto?

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line