Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Majewski kontra Braciak. Reklamowy pojedynek na szczycie. A klienci marudzą

Bankowcy jednak mają poczucie humoru.  W ten weekend wystartowały aż dwie hitowe kampanie reklamowe instytucji finansowych. O jednej z nich już wspominałem w zeszłym tygodniu, bo dotyczy ona PKO-wskiego nowego otwarcia jeśli chodzi o ofertę kont osobistych. Przy okazji nowych ROR-ów bank postanowił również mieć nową, dowcipną twarz. W telewizyjnych spotach będzie występował znany showman Szymon Majewski. W ten sposób PKO-wska skarbonka ma przestać się kojarzyć z bankiem dla klientów mało nowoczesnych.

Drugim hitem reklamowym jest nowa kampania reklamowa ING. Do gry znów wkracza Marek Kondrat, ale tym razem nie w towarzystwie Garri Kasparowa, ani nawet w pączkowej akcji z Andrzejem Blikle. Rozrywkowe klipy ING, reklamujące kredyty hipoteczne, osłodził tym razem aktor Jacek Braciak, który jest jednym z najbardziej sympatycznych gości w świecie filmu i okolicach. Choć niewielu z Was zna go z nazwiska, to jego twarz jest jednym z lepiej rozpoznawalnych elementów dobrej komedii.

Czytaj też: Cage, Williams, Banderas? Mocne pożegnanie z BZ WBK

Braciak tym razem występuje w roli gościa, który znajdzie sobie każdą wymówkę, by nie musieć iść do banku i wypełniać papierków o kredyt hipoteczny. W jednym klipie udaje, że ćwiczy, w drugim - z uporem maniaka czyści wszystkie dostępne buty, by nikt nie miał wątpliwości, że jest człowiekiem niezwykle zajętym. „Zawsze coś, żeby tylko nie załatwiać formalności kredytowych”  - to motto najnowszej kampanii ING, wygłaszane na koniec obu klipów przez Marka Kondrata. Podobno w ING pomagają klientom w załatwianiu całej papierkowej roboty bardziej, niż w innych bankach. Ciekaw jestem, czy tak jest naprawdę. Sprawdzicie i dacie mi znać?

W sumie jednak z dwóch hitowych kampanii większym zaskoczeniem jest na z Majewskim. Największy polski bank ostatnio puszczał nam smętne i bezbarwne spoty z Miniratką lub poprawne, ale zrobione bez błysku, quasi-reportażowe reklamy o młodych ludziach wprowadzających się do własnego mieszkania, kupionego oczywiście na kredyt w PKO BP.

Teraz jest wreszcie wielkie bum - znana twarz, dowcipne reklamy, obok których nie da się przejść obojętnie, nowa oferta. Inna sprawa, że nie wiadomo, czy za tymi nowościami nadążą sprzedażowcy PKO BP, bo nie ma co kryć - to od efektywności ludzi na pierwszej linii frontu, w oddziałach banku, zależy, czy nowe spoty okażą się tylko sztuką dla sztuki, czy też przełożą się na sukces finansowy banku. Pierwsze doniesienia z linii frontu, które do mnie docierają, nie są niestety optymistyczne.

Po artykule o nowych kontach w PKO BP, poszedłem do oddziału uzyskać nieco informacji, zasięgnąć języka, wziąć nieco materiałów i podjąć decyzję co do zmiany rachunku. Panie były uprzejme, ale nie dysponowały żadnymi materiałami, mogły tylko  ustnie udzielić informacji” - skarży się w liście jeden z moich czytelników. Kiepsko - jak można zorganizować konferencję prasową, wypuścić niusa do wszelkich możliwych mediów, a potem zapomnieć dostarczyć do oddziałów materiały informacyjne? Toż to sabotaż. A klient twierdzi w dodatku, że nie jedyny. „Jak chce się wymienić konto, to trzeba też oddać karty bankomatowe. Nowe za dwa tygodnie. Jak kontaktować się z bankomatami przez dwa tygodnie? Nie można. Ale bez kart dwa tygodnie, kto to wytrzyma? Do tego oprocentowanie kredytu odnawialnego rośnie z 11% do 17%. Za karę, że zachciewa mi się nowego konta”. Tak, ten klient nie zauważył zmiany w PKO BP. I nie będzie śpiewał o tym banku tak, jak niejaki Kasowski :-)

Szymon Majewski Szymonem Majewskim, ale bez sprawnej obsługi wizerunku PKO BP tak łatwo się zmienić nie da. Ale co mają powiedzieć w konkurencyjnym Banku Pekao, który miał zdetronizować PKO BP na fotelu lidera polskiej bankowości, a tymczasem coraz bardziej od niego odstaje. Gdy PKO BP zwiększa zyski o jedną trzecią, w Pekao rosną tylko o kilka procent. Gdy PKO BP zarabia na czysto 3,2 miliarda złotych, bank z żubrem w logo jest w stanie wycisnąć tylko 2,5 miliarda. Wszystko wygląda tak, jakby we włoskiej (bo właścicielem Pekao jest grupa UniCredit) maszynce do zarabiania pieniędzy coś się zacięło.

Wróbelki w mieście ćwierkają, że „Żubr” płaci dziś cenę za to, że w czasie kryzysu pochopnie zakręcił klientom kurek z kredytami. PKO BP nie bał się rozkręcania akcji kredytowej, a Pekao w tym czasie tracił szansę na poprawę relacji z klientami. A teraz ponoć - słyszałem od członków zarządów dwóch konkurencyjnych banków - Pekao rozpaczliwie próbuje wrócić na rynek, oferując ekstremalnie niskie, zahaczające o dumping, stawki na rynku kredytów korporacyjnych. Może „Żubrowi” też przydałoby się takie nowe otwarcie, jakie funduje PKO BP Szymon Majewski? Albo np. taka reklama wizerunkowa, jak poniżej? Zobaczcie, moim zdaniem to jest genialne. Chwyta za serce. I buduje takie skojarzenia z bankiem, że aż chce się być jego klientem.

”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

poniedziałek, 14 marca 2011, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/03/14 08:48:35
Zachłystanie się reklamami/spotami nic nam nie da .
Jeżeli kredytobiorcy , by odczuli w swoich kieszeniach to rozumiem :)

Panie Maćku a ty jako dziennikarz tym bardziej powinieneś ostrzegać i uczulać przyszłych kredytobiorców hipotecznych przed takimi wędkami .

Co nam ze spotów kolorowych jak banki próbują kredytobiorców

wyskubać / wyiskać / wycisnąć ile się da .

Warunki jakie dzisiaj przedstawiane są w tych kolorowych ofertach KH , to włos się na głowie jeży .

Ja rozumiem że bank to nie instytucja charytatywna ale żeby było takie zdzierstwo na kredytach hipotecznych "" to o pomstę do nieba woła ""
-
2011/03/14 09:00:49
Denerwuje mnie , że traktuje Pan te wszystkie kwestie wizerunkowe i reklamowe na poważnie. Liczą się warunki. Przecież tylko idiota założy konto w banku, który ma fajne reklamy, ale drogie produkty.
-
2011/03/14 09:53:09
Jeżeli na tym blogu jest opisywana reklama /spot produktów bankowych , to na końcu każdego wpisu powinna być zamieszczona notatka , kolorem czerwonym oraz dużą czcionką na co kredytobiorca powinien zwrócić szczególną uwagę przy korzystaniu z produktów bankowych (ale przed podpisaniem umowy bo po to już klapa ) .

Panie Maćku chyba ten blog miał temu służyć , bo mam czasem wrażenie że pomału , malutkimi kroczkami zacierane są informacje dla konsumentów bardzo istotne ,które pozwolą uniknąć w przyszłosci , wielu nieprzyjemnych sytuacji i kosztownych operacji związanych z produktami bankowymi i pseudo bankowcami .
Pozdrawiam
-
2011/03/14 10:52:46
"Choć niewielu z Was zna go z naswiska"
Piękna polszczyzna w Wyborczej...

Swoją drogą to nie pierwsza reklama z Braciakiem, i poprzednia z obiadem rodzinnym w tle była o wiele lepsza...A ta? Kontynuacja wątku, szkoda że nie występuje w niej ojciec rodziny jak poprzednio
-
2011/03/14 12:17:07
Odpowiadając na postawione w tekście pytanie dot. ING - zdecydowanie nie jest tak, jak mówią w spotach. Jakiś czas temu brałem pożyczkę hipoteczną w ING - ogrom formalności, trudność z dogadaniem się z pracownikami banku i błędne informacje, jakie dostawałem od pracowników mnie przeraziły. Na kredyt w końcu zdecydowałem się, bo był najtańszy, ale następnym razem wybrałbym już inny bank.

Kiedyś policzyłem sobie, że przez nieprawdziwe informacje, jakich udzielali mi pracownicy banku nt. kredytu (chodziło o termin przyznania kredytu i dodatkowe formalności, które wyskakiwały co krok), straciłem prawie 2000zł (w porównaniu do tego, co bym zapłacił, gdyby wszystko było tak jak mi to przedstawiano na początku). Ale najbardziej kuriozalna była inna sytuacja. Ze względu na zdolność kredytową, musiałem obniżyć limit kredytu odnawialnego w innym banku. Kredyt ten zlikwidowałem (zamiast obniżać), bo tak było mi łatwiej. Okazało się, że dla banku jest to problem, bo w tabelce stoi "obniżenie limitu" a nie "likwidacja"...

Podsumowując - odkąd wziąłem kredyt w ING, wszystkim odradzam ten bank.
-
2011/03/14 15:35:45
nie przejmuj sie - w każdym banku tak jest. tuz po podpisaniu umowy kończą się uprzejmości, czerwony dywany i darmowa kawa i stajesz się zwykłym petentem przy okienku
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users