Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 25 maja 2011

Kupiliście obligacje skarbowe? Jakie jest ryzyko, że będziecie nimi palić w piecu?

Zainwestowaliście oszczędności w obligacje skarbowe? To popsuję Wam dzisiaj nastrój. Sobie też popsuję, bo dziesięcioletnie obligacje rządowe tkwią w moim długoterminowym, prywatnym portfelu inwestycyjnym. Tkwią tam zaklasyfikowane jako „bezpieczna” inwestycja, razem z lokatami bankowymi i niedaleko produktów strukturyzowanych, które też w sumie są bezpieczne, bo z reguły mają gwarancję kapitału. Słowo „bezpieczny” w kontekście obligacji chyba nie przystoi, biorąc pod uwagę niewypłacalność lub groźbę niewypłacalności takich potęg gospodarczych jak Grecja (no co, teoretycznie są bogatsi od nas), Irlandia, Portugalia, czy Hiszpania.

Gorzej, że według portalu www.businessinsider.com, w rankingu krajów, w których ryzyko bankructwa jest największe, mieści się... Polska. Ściślej pisząc jesteśmy na miejscu 20. wśród krajów zagrożonych plajtą, tuż za Rosją (ale oni mają gaz i ropę), a przed Izraelem (ale oni mają silną armię). Niechlubnym zwycięzcą zestawienia została Grecja, drugie miejsce ma Wenezuela, a trzecie - Portugalia. Dalej Argentyna, Ukraina i Irlandia. Przyznam, że poczułem się nieswojo. Jako posiadacz obligacji skarbowych wyemitowanych przez polski rząd wolałbym, żeby ich emitent nie był wymieniany w „elicie” potencjalnych bankrutów. Być może w portalu, który przyrządził zestawienie, nie słyszeli o tym, że jesteśmy zieloną wypą wzrostu gospodarczego? Zapomnieli sprawdzić, że stopy procentowe są u nas bodaj najwyższe na kontynencie, co świadczy, że rozpędzonej do czerwoności gospodarki nie trzeba pobudzać tanim pieniądzem?

Metodyka rankingu jest prosta - wzięto pod uwagę kraje o najwyższej cenie tzw. CDS-ów, czyli papierów wartościowych, będących ubezpieczeniem długu poszczególnych krajów. Brzmi to trochę mało czytelnie, ale generalnie chodzi o to, że jak ktoś kupi jakieś obligacje i uznaje, że ich wykupienie przez emitenta nie jest pewne, to może wykupić ubezpieczenie. Gdyby emitent nie oddał pieniędzy, zapłaci je inwestorowi ubezpieczyciel, a ściślej - wystawca CDS-u (bo, zdaje się, tych papierów nie muszą wcale wystawiać firmy ubezpieczeniowe). Ceny CDS-ów są różne dla obligacji różnych krajów, bo wystawcy tych CDS-ów również nie są w ciemię bici i życzą sobie więcej pieniędzy za wzięcie na klatę ryzyka upadku kraju zagrożonego bankructwem.

W przypadku polskich obligacji rządowych taki CDS, zabezpieczający interesy posiadacza obligacji na całe pięć lat, „kosztuje” 140 punktów bazowych, czyli 1,4% wartości zabezpieczanego długu. To mniej - wybaczcie porównanie od czapy, ale chcę, żebyście jakoś umieścili sobie te procenty na skali - niż płacimy średnio za ubezpieczenie swojego samochodu (pakiet OC/AC kosztuje zwykle 4-7% wartości w miarę nowego auta, nie licząc ewentualnych zniżek). Ale taki CDS do polskiego długu kosztuje z drugiej strony więcej, niż przeciętne ubezpieczenie ruchomości w mieszkaniu, bo tu przeciętna stawka to 0,5-1% wartości ubezpieczanego majątku.

Jak ceny CDS-ów ubezpieczających polski dług mają się do tych, które są wystawiane dla inwestorów mających stres z powodu posiadania innych obligacji? CDS ubezpieczający dług Turcji, która jest 16. w rankingu krajów zagrożonych bankructwem, kosztuje 164 punkty bazowe (czyli 1,6% wartości ubezpieczanych obligacji). Ubezpieczenie długu Węgier kosztuje już 260 punktów bazowych (czyli 2,6% wartości obligacji), ale ten kraj jest już na 11. miejscu w rankingu najbardziej zagrożonych. A dalej zaczyna być gorąco. Masz obligacje Ukrainy i chcesz je ubezpieczyć? Zapłacisz 450 punktów bazowych, za CDS „irlandzki” płacisz już 662 punkty bazowe, zaś za CDS-y „greckie” aż 1393 punkty bazowe.

Czytaj też: Świetna prezentacja o historii kryzysów autorstwa Nialla Fergusona

Jedynym pocieszeniem dla posiadaczy obligacji krajów zagrożonych bankructwem jest to, że w zasadzie nie wiadomo jak takie bankructwo ma wygladać. Ekonomiści twierdzą, że bankrutem jest już ten kraj, który nie jest w stanie obsłużyć swojego zadłużenia. W takiej sytuacji już rok temu znalazła się Grecja, teraz jest Portugalia. Tyle, że to jeszcze nie oznacza, że ludzie nie dostaną zainwestowanych w papiery pieniędzy. W odwodzie jest pomoc międzynarodowa, wydłużenie okresu spłaty itp. Raczej nie pali się obligacjami w piecach (a raczej twardymi dyskami zawierającymi zapisy tych, którzy te papiery kupili).

O tym, że bezpieczeństwo obligacji, nawet tych emitowanych przez państwo, jest w pewien sposób ograniczone możliwością bankructwa emitenta, pisałem już w blogu daaawno temu. Państwa również mogą bankrutować. Przynajmniej tak twierdziła moja prababcia, która dawała mi w szczenięcych latach rządowe obligacje do zabawy w sklep. Pamiętam, że u prababci te piękne, wydrukowane na czerpanym papierze dokumenty, beztrosko się walały po podłodze i nieomal palono nimi w piecu. Babcia twierdziła, że już nigdy nie będą nic warte, bo wyemitował je przed wojną inny rząd. Taki, który nie jest poważany przez obecny rząd. Nie wiedziałem co oznacza słowo „poważany”, ale nie widziałem nic zdrożnego w tym, by palić papierami dłużnymi w piecu.

Tymi obligacjami, które mam w portfelu nawet napalić w piecu się nie da, bo fizycznie nie istnieją, są zapisami na twardych dyskach w Ministerstwie Finansów. W głowie mi się nie mieści, że Skarb Państwa mógłby nie wypłacić mi pieniędzy, choć wiem, że Jacek Vincent Rostowski te pieniądze, które ode mnie pożyczył, już dawno przepuścił na emerytury i pensje budżetówki. I odda je z emisji kolejnych obligacji, w które będzie musiał „ubrać” jakichś następnych fraje..., przepraszam, inwestorów.  Ale tak działają budżety państw na całym świecie i dopóki ta piramida finansowa się kręci, inwestorzy odzyskują włożone w obligacje pieniądze.

Czytaj też: Ile zarobisz inwestując w fundusz kupujący obligacje firmowe?

Przemysław Słomski, mieszkający w USA autor blogu ekonomicznego o zacięciu - jak sam pisze - antyklerykalnym, ostatnio opisywał senacką debatę na temat rezolucji wzywającej polski rząd do uregulowania kwestii przedwojennych obligacji, które nigdy nie zostały wykupione. Oto cytat jednego z senatorów, który powiedział mniej więcej to, co powiedziałbym sam, będąc na jego miejscu. „Mnie chodzi nawet nie o te pieniądze, tylko o to, czy my poważnie traktujemy państwo polskie. Skoro my, jako państwo polskie, nie szanujemy zobowiązań wobec przedwojennych obywateli i ich obecnych spadkobierców, to jaka jest gwarancja, że za ileś lat te obligacje, które państwo polskie wypuszcza teraz, będą honorowane?”. Zaś p. Przemysław zakończył swój wpis tak: „niezależnie od tego, czy w przyszłości jakaś wojna wybuchnie, czy nie, polskie obligacje są niemożliwe do spłacenia bez posuwania się do ordynarnego druku pieniędzy”. Gdyby tak rzeczywiście było (albo inaczej: jeśli tak rzeczywiście jest), to nie wiem czy słusznie robię wrzucając w moim portfelu inwestycyjnym obligacje polskiego rządu do kategorii „bezpieczne”. Ale ich z niego nie wyrzucę, bo jestem patriotą :-). A poza tym... lubię moje „dziesięciolatki”!

„SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” POLECA! W papierowej „Gazecie Wyborczej” oraz w serwisie Wyborcza.biz ruszyła akcja edukacyjna „Akcjonariat Obywatelski”. Jeśli chcielibyście inwestować swoje oszczędności na parkiecie, a nie wiecie od czego zacząć - warto tam zerknąć. Możecie też kupić książkę-zestaw poradników autora blogu „Subiektywnie o finansach”. Tam też znajdziecie fragment o tym jak włączyć akcje do swojego finansowego planu na życie. Więcej o książce i o tym jak ją dopaść znajdziecie w serwisie www.kulturalnysklep.pl.

Przewodnik po domowych fnansach

„SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” ZAPRASZA DO GRY! A jeśli chcecie sprawdzić się w inwestowaniu w grze „na sucho”, to zajrzyjcie na stronę www.wielkakasa.com. To gra finansowa, w której inwestujecie wirtualne pieniądze nie tylko na giełdzie, ale też na rynku walutowym, surowcowym, a także nieruchomościowym. Byłem, widziałem, zagrałem i wygląda mi na to, że to jedna z najbardziej rozwoniętych gier giełdowych. Zapraszam! W części edukacyjnej znejdziecie m.in. porady Waszego ulubionego blogera o tym jak zacząć przygodę z akcjami. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 25 maja 2011 23:22

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • cool_mother_fucker napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/25 23:31:37:

    Maćku, kim jest czapa?!

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 10:03:52:

    Taki mój kumpel, który rozprawia się z autorami wkurzających komentarzy. Czasem pomaga mu Beret :-).
    Pozdrawiam!

  • kumple.best napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 10:10:53:

    Obligacje i papiery strukturyzowane jako bezpieczna częśc portfela?! Przecież to absurd. Wirtualne zapisy albo nic nie warte papierki.
    Ja jako bezpieczną część mojego portfela traktuję metale szlachetne, franki szwajcarskie (ewentualnie dolar australijski), nieruchomości.

  • 2doxa napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 11:12:36:

    Witam,

    Dziekuje o wzmianke o moim blogu.

    Pozwolilem sobie na mala polemike - slomski.us/2011/05/26/patriotyzm/

    P. Slomski

  • rraleighh napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 12:33:03:

    10-letnie obligacje emerytalne są relatywnie bezpieczne. Przede wszystkim dlatego, że zgodnie z prospektem można ja w dowolnym momencie sprzedać za 1% wartości nominalnej.
    Wśród płynnych inwestycji krajowych bez wątpienia jest to jedna z bezpieczniejszych propozycji. @kumple_best proszę nie zachęcać amatorów do kupowania
    - złota za 1525 dolarów za uncję,
    - franków za 3.23 PLN,
    - ziemi w pipidówie za 100zł za metr kwadratowy.
    To są ciekawe inwestycje, ale tylko dla PROFESJONALISTÓW i w przypadku klienta detalicznego mogą być mało trafione, szczególnie w przypadku złota, jeśli zważy się na fakt, że faktyczny koszt wydobycia to +- 400 dolarów za uncję :) [co nie znaczy, że zanim do tego rozsądnego poziomu złoto powróci, nie zaliczy 3000 dolarów ;) ]

  • qentin2 napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 13:26:31:

    Polskie obligacje przedwojenne były zdecydowanie bezpieczniejsze od obecnych, ponieważ miały zabezpieczenie w złocie, czyli teoretycznie nie mogły stracić na wartości w w wyniku inflacji. Jak sobie z tym poradzono? Po wojnie komuniści uchwalili ustawę, która znosiła parytet złota w przypadku długów.

    Co ciekawe, zrobili to w czasie kiedy ubowiązywała konstytutcja która chroniła prawo własności. Dodatkowo ustawa działała wstecz ponieważ dotyczyła już sprzedanych obligacji i wszystkie sądy twierdzą , że było to zgodne z prawem. A jeżeli tak, to w każdej chwili można ustawowo zmienić warunki na jakich zostały wyemitowane obecne obligacje.

    Jeżeli w tej sytuacji ktokolwiek kupuje polskie obligacje, to bez urazy, moim zdaniem jest jeleniem.

  • wykresy-gieldowe napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 14:05:59:

    Nie ma powodów sięgać do prababek. Przez ostatnie 30 lat Polska bankrutowała dwa razy. Pierwszym razem w 82 roku (rozwiązano to chyba metodą Bradego). Potem jeszcze raz. Tym drugim razem Rząd zrobił taki numer, że przestał obsługiwać obligacje, a poprzez agendę, przez podstawione słupy skupował je po 22 centy za dolara.

    Obecnie inwestowanie w obligacje jest bardzo ryzykowne. Nie tylko ze względu na niewypłacalność ale przede wszystkim ze względu na ryzyko inflacji/hiper-inflacji.

  • davecarrol napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 15:28:56:

    Według podanych danych CDS są TAŃSZE niż ubezpieczenie domu. Stawka 0,5-1% to chyba za rok, a więc za 5 lat 2,5-5% (CDS 1,4%).

  • prac124 napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 15:33:25:

    Kupowanie obligacji własnego skarbu państwa wiedząc, że w momencie wykupu będę jeszcze pracował to jakieś dziwne. Sprowadza się to do tego, że teraz wpłacę do skarbu państwa pieniądze, żeby po 10 latach dostać je z powrotem z odsetkami, ale sam je muszę z budżetu sfinansować z tymi właśnie odsetkami i jeszcze kosztami całej zabawy.
    Czy to nie śmieszne?.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/26 23:08:51:

    prac124: to nie jest śmieszne.
    To jest przekomiczne i jednoczesnie przetragiczne.
    Samcikowi wydaje się na dodatek, że jest patriotą - a to g... prawda.
    Gdyby był patriotą to kupowałby obligacje/długi/srugi polskich firm, a nie rządu, który emitując od ponad 20 lat te śmiecie pt. "zysk bez ryzyka" zabiera firmom i krajowi możliwości rozwoju.

    Co do bankructwa Polski to oczywistym jest, że jest przesądzone. Pytanie nie brzmi czy lecz kiedy. Czy za niecały rok, zaraz po wygranych przez PO wyborach (identycznie jak na Białorusi) czy za maksymalnie 5 lat przed końcówką rządów PO.
    Z tym, że nie dopatrywałbym się odmowy wypłaty obligacji, lecz po prostu dewaluację złotówki.
    Jak ktoś ma obligacje w euro, dolarach itp. to jeszcze ma szansę nie wtopić.

  • prac124 napisał(a) komentarz datowany na 2011/05/27 03:35:21:

    Do: kumple.best.
    Teoretyzujesz, czy znasz miejsce lokaty we frankach? Podziel się. Mój e-mail znajdziesz w gazeta.pl. Chyba podadzą, jeżeli się zgadzam.

  • porownanie napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/21 11:16:43:

    trochę naciągane hasła poslka na pewno nie zbankrutuje.

  • abies napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/04 12:26:22:

    @davecarrol
    Ten koszt jest rocznie. Kupujesz ubezpieczenie na 5 lat i placisz te 1.4% rocznie przez 5 lat. Roznica w stosunku do zaplacenia 7% od razu jest taka, ze jak Polska zbankrutuje, to nie musisz placic reszty ;) (no i oczywiscie present value of future cashflows itd)
    A ze jest juz 2 lata pozniej, teraz 5-letnie cdsy sa po 0.8% rocznie czyli sie chyba poprawilo...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny