Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Pojedynek na bankowe karty miejskie. Citi kontra BZ WBK, ale... nie w Warszawie

Czekałem na ten moment, gdy zbliżeniową kartą płatniczą będę mógł płacić za bilety w komunikacji miejskiej. I na dzień, w którym będę mógł kartę płatniczą mojego banku potraktować jednocześnie jako kartę miejską - płacić nią za parkowanie, za tramwaj, autobus, metro. Widziałem takie rozwiązania na konferencji Visa w Barcelonie i zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie. Modelowo wygląda to tak, że wchodząc do środka komunikacji miejskiej zbliżam kartę do czytnika, a potem zbliżam ją ponownie, wychodząc. System już wie jaki bilet powinien mi zaksięgować na karcie. Po miesiącu wie jaką kwotą obciążyć moje konto i jakie ewentualnie zniżki może mi naliczyć za częste korzystanie z autobusów, a nie np. z samochodu. Zła wiadomość jest taka, że system wie też którymi trasami się poruszam i może mnie zaatakować spersonalizowanymi reklamami. Ale to chyba cena rozwoju technologicznego. Rozmawiałem ostatnio z taksówkarzem, który mówił o podobnym systemie na autostradach w tym kraju. Są płatne, ale nie ma żadnych bramek z opłatami - rachunek za przejechane kilometry przychodzi do domu kierowcy po kilku dniach.

Czytaj też: Tam wszyscy płacą przez komórkę, czyli mobil(n)izacja

Karta kibica żużlowegoW Polsce mieliśmy do tej pory zajawki takich systemów. W Warszawie (a chyba i w paru innych miastach) są już kasowniki zbliżeniowe i posiadając kartę miejską z zakodowanym biletem można go odbijać zbliżając kartę do czytnika. Miło, choć trzeba zauważyć, że mówimy tylko o walidacji biletu, za który i tak wcześniej trzeba gdzieś zapłacić, najczęściej gotówką (w moim osiedlowym kiosku, w którym ładuję kartę miejską, nie ma możliwości płacenia kartą). Poza tym - nawet jak już mam w kieszeni kartę miejską z „nabitym” na nią biletem, kupionym - obciach! - za gotówkę. to przecież nie ma się z czego cieszyć. Nadal jest mi potrzebna osobna karta miejska, choć mam obok w portfelu kilka płatniczych, wydanych przez banki.

Kartą płatniczą, wydaną przez dowolny bank, nie da się ładować karty miejskiej, ale... można zbliżeniowo płacić za bilety do warszawskiego metra. Tyle, że jak ktoś ma w portfelu obie karty - i płatniczą zbliżeniową i miejską z zakodowanym biletem okresowym na autobus - to jedną z nich musi wyjąć z portfela, bo karty wzajemnie się „zagłuszają”. Pojawiła się też w zeszłym roku pierwsza karta płatnicza, mająca funkcję karty miejskiej, z zakodowanym biletem miesięcznym. Wypuścił ją bank Citi Handlowy. Niestety, na tym plastiku można zakodować tylko jeden rodzaj biletu. Do idei „urban card” bardziej zbliżyły nas projekty kart szkolnych i stadionowych kart kibica, które banki wypuszczają razem z klubami piłkarskimi i żużlowymi. Takie karty łączą funkcję płatniczą i uprawnienia do wstępu na mecz oraz daje możliwość kupowania zbliżeniowo drobiazgów w sklepach klubowych.

Czytaj też: Bank wydał klientowi zbliżenioówkę, której ten nie chce

Wygląda na to, że wojnę o palmę pierwszeństwa w tworzeniu pierwszej „urban card”  z prawdziwego zdarzenia, łączącej funkcję karty miejskiej i płatniczej, stoczą, niestety tylko na oczach Wrocławian, dwa banki - Citi Handlowy i BZ WBK. Citi dziś informuje o tym, że wprowadza do sprzedaży we Wrocławiu klon swojej warszawskiej karty płatniczo-miejskiej, na której można zakodować bilet miesięczny (i oczywiście kupić go bezgotówkowo). Z kolei BZ WBK już kilka dni temu ogłosił, że w maju uruchomi we Wrocławiu specjalną kartę płatniczo-miejską. O ile się orientuję, w przypadku BZ WBK będzie to karta typu pre-paid, podczas gdy Citi oferuje plastik debetowy, podpięty do konta osobistego. Citi ma więc produkt wygodniejszy w użyciu, ale zmuszjący do większej lojalności. Obie karty dają możliwość zakupu nie tylko biletów do autobusu, ale i np. elektronicznych biletów do ZOO i do Aquaparku.

Wrocław wybrano zapewne dlatego, że jest to pierwsze duże miast w Polsce, które ma zainstalowaną infrastrukturę do płatności zbliżeniowych w całej komunikacji miejskiej. Oprócz  standardowej funkcji miejskiej, dzięki której na karcie zakodować będzie można bilet okresowy oraz np. bilet na parkowanie, kartą będzie można zapłacić także za pojedynczy bilet w pojazdach komunikacji miejskiej wyposażonych w czytniki zbliżeniowe. A to już znaczne ułatwienie dla pasażerów i turystów, którzy nie będą już musieli szukać automatów biletowych lub kiosków i zgłębiać meandrów systemu opłat za bilety. Warszawiacy bez biletów, którzy wciąż muszą wchodzić do autobusów z wyliczoną gotówką (można też próbować płacić komórką, ale trzeba mieć pamięć do cyferek), mogą tylko zazdrościć.

Co na to Hanna Gronkiewicz-Waltz? Rozkopanie połowy Warszawy (a mieszkam akurat tam, gdzie rozkopano już dwa lata temu i nie widać końca) to pewnie łatwiejsze zadanie, niż zbudowanie infrastruktury ułatwiającej mieszkańcom i turystom wygodne poruszanie się komunikacją miejską i korzystanie z atrakcji miejskich. Ciekaw jestem czy prezydent Warszawy czerwieni się teraz ze wstydu, patrząc na to, że Wrocław staje się bardziej przyjazny dla bezgotówkpwych transakcji, niż stolica. 

Czytaj też: Błąd w reklamie płatności zbliżeniowych? 70 zł bez PIN-u?

Cytowany w komunikacie dotyczących wrocławskiej „urban card” skarbnik Wrocławia, nomen omen Marcin Urban, mówi też: „dążymy do tego aby klient miał w portfelu kartę, którą zapłaci w sklepie, zakoduje na niej bilet komunikacji miejskiej czy wejdzie na stadion”. Wygląda więc na to, że wszędzie tam, gdzie w mieście pojawią się czytniki kart - zapewne od razu wyposażone w funkcję zbliżeniową - będzie można posługiwać się kartą miejsko-płatniczą BZ WBK. Jedyny problem dla klientów banku we Wrocławiu jest taki, że aby korzystać z funkcji karty miejskiej trzeba będzie wystąpić o nowy plastik - bank nie wzbogaci o nową funkcjonalność kart już wydanych. Ale i tak zazdroszczę mieszkańcom Wrocławia. Ja mogę sobie co najwyżej kupić zbliżeniowo colę w „Złotych Tarasach”.

piątek, 06 maja 2011, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/05/06 10:07:26
We wrocławskich autobusach są automaty z biletami, które obsługują płatność kartami zbliżeniowymi.
-
2011/05/06 11:00:20
Zazdroszczę Wrocławiowi i jednocześnie kibicuje. Bo jak tam BZ WBK wyjdzie to pewnie i w wawie to wprowadzi, a mam chrapkę na zbliżeniówkę, ale... ale tylko jak mi nie będzie karty miejskiej zagłuszać.
-
2011/05/06 11:21:51
Jako wrocławianin muszę trochę ostudzić entuzjazm. System urbancard działa tragicznie, zarówno pod względem technicznym (automaty notorycznie się psują) jak i organizycjnym. Nie ma żadnej wartości dodanej w porównaniu z wcześniejszymi papierowymi biletami. Zresztą automat nadal drukuje papierowy bilet, który należy ze sobą nosić jako potwierdzenie w razie awarii - to po co w ogóle karta? Dane klientów urbancard już raz wyciekły. Wszelkie bardziej skomplikowane operacje (choćby kupno łączonego biletu miejsko-kolejowego) wymagają wizyty w centrali urbancard i stania w kilometrowych kolejkach. Kartę można zamówić przez internet... ale odbiór tylko w centrali. Turysta chce mieć bilet na tydzień? Patrz wyżej.

W sumie - mam zerowe zaufanie do urbancard i skoro już muszę z niego korzystać, wolę mieć osobną kartę niż łączyć to cudo z systemem o wiele ważniejszym.
-
2011/05/06 12:55:55
We Wrocławiu sprawa wygląda lepiej niż opisał to igor wyżej. Wchodzę do autobusu lub tramwaju, klikam w ekran, że chce bilet na przejazd za 2.40, zbliżam kartę (2 sek) i już. Bilet wydrukowany. Nie wiem w czym można mieć jeszcze problem. A jeśli ktoś używa urban card to nawet tego nie musi robić, tylko wchodzi i jedzie. Rzeczywiście, jest jeden absurd: moge zamowic urban przez internet ale muszę ją odebrać na Grabiszyńskiej :)
Co za absurd. Po to zamawiam przez neta (nawet fote można im netem przysłać!) żeby później jechać na cholerną Grabiszyńską?! :)


Dlatego nie mam urban, bo aż tak często nie jeżdżę. A kiedy jadę, to używam zbliżeniowej z mBanku. Nie wie czy może być coś prostszego.
-
2011/05/06 14:57:52
Jeszcze słowo o urbancard - biletomaty w tramwajach i autobusach mają funkcję zbliżeniową, ale te na przystankach już nie. Z przyczyn dla mnie niezrozumiałych 2,4 zł za bilet mogę zapłacić kartą tylko poprzez włożenie jej do czytnika i wpisanie PINu. Ale te w tramwajach to cudo. O ile działają.
-
2011/05/06 15:53:46
Może mi ktoś w 2-3 zdaniach napisać co jest tak złego w gotówce, że się tak podniecacie kartami płatniczymi?
-
2011/05/06 18:51:31
Psie.pole
Też tego nie rozumiem. Jeszcze karta kredytowa ma sens, ale podniecać się, że można sobie bilet za 2,4 kupić kartą zbliżeniową albo za colę w automacie zapłacić. Litości.
-
2011/05/06 21:10:06
Rozkopać pół Warszawy każdy głupi potrafi, budowa nowoczesnej infrastruktury dla urban card jest zajęciem nieco bardziej ambitnym i chyba przerasta brylującą głównie w telewizji panią prezydent. Ciekaw jestem czy Hanna Gronkiewicz-Waltz też czerwieni się teraz ze wstydu, patrząc na to, że Wrocław staje się bardziej przyjazny dla bezgotówkpwych transakcji, niż stolica.

no, panie Macieju, ale tym razem to pan popłynął. Wydaje się panu, że Warszawiakom bardziej zależy na kartach zbliżeniowych niż na linii metra?
-
2011/05/06 21:49:57
Dzień dobry! @Psiepole: w gotówce niefajne jest to, że generuje wysokie koszty transakcyjne, ok. pięć razy większe, niż pieniądz bezgotówkowy. Poza tym tam gdzie nie ma gotówki mniejsza jest też szara strefa. @a_qq: nie, nie, nie, uważam, że obie rzeczy są ważne. We Wrocławiu potrafili rozkopać pół miasta i zbudować infrastrukturę, a w Warszawie tylko rozkopać miasto. Ot różnica :-).
Pozdrawiam!
-
2011/05/06 23:13:36
Z tą infrastrukturą to tak nie szalejmy, na razie Wrocław ma najwolniejszą komunikację miejską w kraju, do tego miasto jest przekopane i rozkopane do granic możliwości a to podobno jeszcze nie koniec :] z jednej strony wszystko fajnie bo za kilka lat będzie się zgrabnie jeździło, ale z drugiej teraz jest to koszmar czasami :/ do UrbanKarty na razie ciężko mi się przyczepić bo korzystam sporadycznie, ale znajomki mają i nie narzekają. Tak więc jak wszędzie zdania są podzielone ;]
-
2011/05/06 23:18:36
Co na to Hanna Gronkiewicz-Waltz? Rozkopać pół Warszawy każdy głupi potrafi, budowa nowoczesnej infrastruktury dla urban card jest zajęciem nieco bardziej ambitnym i chyba przerasta brylującą głównie w telewizji panią prezydent. Ciekaw jestem czy Hanna Gronkiewicz-Waltz też czerwieni się teraz ze wstydu, patrząc na to, że Wrocław staje się bardziej przyjazny dla bezgotówkpwych transakcji, niż stolica.

Samcik ty tak sam z siebie pierdolisz glupoty?

czy to odgórny cynk na bufetowa przed wyborami sie zaczał w GWnie?
-
2011/05/07 07:35:24
Dzień dobry. @Hegemon: trochę kultury proszę. Bo będę banował. Do tej pory hołoty w tym blogu nie było i chciałbym żeby tak pozostało. Co do HGW, to jeżdżę dużo po Warszawie i uważam, że remonty są nieskoordynowane. Ale domyślam się, że sformułowanie o każdym głupim może niektórych razić, więc je nieco złagodziłem.
Pozdrawiam!
-
2011/07/12 19:07:28
UrbanCard we Wrocławiu ma jedną, bardzo istotną wadę: w zasadzie nie zmniejsza ilości transakcji oraz papierowych biletów. Polecam się zainteresować, jak działa podobny system wprowadzony już kilka lat temu w Rybniku.

Nie wspominam o niezawodności, bo z tą jest różnie - ostatnio całą ponad 15-minutową podróż autobusem spędziłem na próbie zakupu biletu w autobusowym automacie i drukowaniu potwierdzeń, że się nie da. Niestety, w razie wizyty kontrolera potwierdzenia nie byłyby nic warte, bo brak możliwości zakupu biletu nie z mojej winy w żaden sposób nie broni przed mandatem... dopóki nie wprowadzili tego systemu, nie zdażyło mi się jechać bez biletu. Od startu tego systemu - sam nie wiem, ile tego było.
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users