Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Konta i polisy sprzedawane przez Groupon? Eksperyment, który kusi...

Firma ubezpieczeniowa Liberty Direct jest drugą instytucją finansową w Polsce, która postanowiła przeprowadzić akcję ściągania klientów wspólnie z serwisem zakupów grupowych Groupon. Pierwszym śmiałkiem był Alior Bank, który „sprzedawał” w ten sposób konta pozbawione standardowych opłat. Tamta akcja zakończyła się umiarkowanym sukcesem, bo w dwudniowej sprzedaży kuponów na aliorowskie konto zapisało się raptem niecałe 900 osób. Bank spodziewał się jednak mniejszego zainteresowania - ok. 700-750 osób - i uznał akcję za sukces.

Czytaj też: Im więcej osób założy konto, tym dłużej będzie ono darmowe

W przypadku Liberty Direct promocja z Grouponem również jest przewidziana tylko na dwa dni (wtorek i środa, więc kończy się już dziś) - i to tylko na terenie Warszawy - a za promocyjny kupon trzeba zapłacić 49 zł. W zamian Liberty Direct daje posiadaczom kuponów 250 zł zniżki na przy zakupie dowolnego pakietu polis OC i AC Standard (to podstawowy, najczęściej wybierany pakiet przez kierowców w Liberty Direct). Na skorzystanie z rabatu posiadacze grouponowych kuponów będą mieli aż trzy miesiące, więc nieprędko poznamy wyniki całego przedsięwzięcia. No i jeszcze jedno obostrzenie - oferta przeznaczona jest wyłącznie dla nowych klientów. Jak ktoś miał w ciągu ostatniego roku aktywną polisę Liberty Direct, może sobie kupon wsadzić. Na przykład do klasera.

Ciekaw jestem jak się uda promocja Liberty Direct. Nie jestem fanem zakupów grupowych, więc nie powiem, żebym jakoś gorąco kibicował tej akcji. Niedawno kolega mi opowiadał, jak luksusowy hotel spa zorganizował akcję grouponową. Do hotelu wypełnionego przez gości z tłustym portfelem - takich, którzy mogą sobie pozwolić, by płacić 500-700 zł za dobę - przyjechał wagon ludzi z Groupona. Pierwszej nocy urządzili libację z nurkowaniem w basenie, drugiego dnia biegali w kółko z pochodniami, a trzeciego... pozostali goście wyjechali i obiecali, że już nie wrócą. No bo skoro ich hotel sprzedaje innym gościom miejsca po 100 zł, gdy normalnie kosztowały najmarniej pięć razy tyle, to ci płacący po 500 zł musieli się poczuć zrobieni w wałków. Ostatnio się dowiedziałem, że w jednym z serwisów zakupów grupowych sprzedają godzinę gry w tenisa w „moim” klubie po 20 zł, twierdząc że wcześniej ta cena wynosiła 40 zł. Tak się składa, że ja bez żadnego groupona, będąc standardowym klientem, też mogę kupić godzinę grania za 20 zł. A w cenniku najdroższa godzina kosztuje góra 30 zł. Nie wiem skąd oni wzięli te 40 zł, od czego naliczyli „rabat”.

Zniżka oferowana przez Liberty Direct jest spora, ale mimo wszystko nie przekonuje mnie kierowanie się przy zakupie ubezpieczenia jego ceną i rabatami przyznawanymi za zakupy hurtowe. Jakoś tak mam, że wybieram głównie te firmy ubezpieczeniowe, które zapewniają najlepszy serwis. Nie twierdzę, że w Liberty Direct jest on niewystarczający, ale na pewno nie zmienię ubezpieczyciela tylko dlatego, że ten lub inny jego konkurent wystawił oferte na Grouponie. Ale może jestem jakiś archaiczny? Co o tym myślicie?

Czytaj też: Jak w Liberty Direct poprawili reklamy i już nie denerwują ludzi

Samcik blox

środa, 27 lipca 2011, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/07/27 14:01:12
O ile firma oferująca kupony jest znana i duża, a cena atrakcyjna, to moim zdaniem warto korzystać z tych ofert. Gdybym aktualnie szukał OC+AC w Warszawie, to poważnie bym rozważył ofertę Liberty Direct. Na zakupach grupowych zawiodłem się tylko raz - kupiłem kupon do nie znanej mi wcześniej restauracji, czekałem z jego wykorzystaniem niemal do końca terminu i do tego czasu restauracją zdążyła się zwinąć.

BTW, doceniam żart z klaserem ;)
-
2011/07/27 18:24:26
Jak chodzi o kupowanie OC przez Grupery i Groupony, to nie bardzo rozumiem z czego wynika krytycyzm autora. Wszakże dobra zniżka na ubezpieczenie nie jest niczym złym. Jeśli chodzi o konto bankowe, to mam już gorszy stosunek. Irytuje mnie fakt, że parę lat temu doskonale pamiętałem ofertę niemal wszystkich banków, a w pewnym momencie zaczęto wprowadzać w życie nieco inne rozwiązania niż pewne i stabilne warunki umowy. Oprocentowanie i opłaty zmieniają się co rusz. Nienajprzyjemniej jest skakać z konta na konto, gdy nagle okazuje się, że np. niska opłata była tylko przez 3 miesiące, a kolejne udogodnienia przestają być bezpłatne lub zostają okrojone.

Minusem wielu akcji promocyjnych jest przede wszystkim chęć wprowadzenia klienta w błąd. Dzieje się tak na każdym kroku. Ma się więc do wyboru omijanie wszelkich, nawet najatrakcyjniejszych akcji promocyjnych, albo zachowanie wzmożonego poziomu ostrożności i upierdliwości w trakcie analizowania zasadności skorzystania z oferty. Nadużycia etyczne mogą być drobne, mogą i gigantyczne.

Ot, chociażby ostatnio zdarzyło mi się tankować auto na Shellu. I jestem informowany, że jak zatankuję 20 litrów, dostanę bon do Lidla na 15zł. Pytam czy dla diesla też to obowiązuje i ile kosztuje litr ON. Odpowiedzi twierdzącej towarzyszy informacja o cenie 4,99zł/l. i pytanie: To ile tankujemy?

- Niech będzie te 20 litrów - odpowiadam i zaczynam liczenie w myślach: Lidl jest blisko. Czasem tam kupuję. No to wychodzi mi 4,24zł/litr! Opłaca się! - i już raduję się z dobrej promocji.

- Wipałera czy zwyczajne? - słyszę gdzieś w tle.

- Zwyczajne - odpowiadam.

- Ale to trzeba 25 litrów a nie 20 żeby dostać bon.

- Dobra, niech będzie! - odpowiadam czując, że ktoś znów mnie naciąga, ale wciąż entuzjastycznie sobie liczę: (4,99 * 25 - 15)/25 = 4,39zł. za litr. Ratio dominuje. Złe przeczucia nie mają wszakże uzasadnienia.

Idę do kasy, płacę. I dostaję bon. Okazuje się, że zakupy muszą być na minimum 100zł. I co? Moje obliczenia stają się nic niewarte! Jestem poirytowany. Mam kazać odessać sobie te 25 litrów i oddać pieniądze?!? I tak zaliczam to do przejawów drobnego sukinsyństwa. Zdarzają się gorsze. Ale jeśli ktoś twierdzi, że moje obiekcje są nieuzasadnione, zapytam: czy jesli dla zrealizowania bonu musiałbym wydać nie 100zł. a 300zł. to dalej wszystko jest ok? A jeśli musiałbym pozyć się w Lidlu aż 1000zł.?!?

Owszem, mogłem dopytać o wszystko co przyjdzie mi do głowy, poprosić o regulamin i dokładnie go przestudiować. Ale czy mam skazywać czekających w kolejce po paliwo na dłuższe czekanie? Mam otwarcie zademonstować chłopakowi lejącemu na stacji paliwo, że zwyczajnie mu nie ufam i chcę sprawdzić reguły oferty sam? Mam wpychać się przed kolejkę do kasy i prosić o regulamin czy może odstać w kolejce dwa razy (drugi raz po samym tankowaniu)? Ile tych pytań mam zadać i jak je formułować, by być pewnym, że wyeliminowałem już niebezpieczeństwo zastosowania jakiejś podpuchy? Pomyślmy jak wielu klientów nie ma czasu ani głowy do formułowania pytań eliminujących niebezpieczeństwa. Wiem na pewno, że mogłem zadać pytanie o termin ważności kuponu. Okazuje się, że mam zaledwie 4 dni, by wydać w Lidlu stówkę i "zarobić" obiecane mi 15zł. A to też nie jest przyjemna informacja.
-
2011/07/27 20:17:32
Gorzej, gdy sytuacja jest taka, że ktoś 'leci w kulki' na bezczelnego. Na przykład tłumaczy, że rabat jest tak duży, że można z niego skorzystać wyłącznie przy małym obłożeniu, a więc mniej więcej do 17:30. Albo wyłącznie gdy jest kucharz, a ten wychodzi zwykle wczesnym wieczorem jeśli nie ma zamówień.

tnij.org/domum

Pizzeria DOMINIUM niedawno zraziła mnie do siebie dość skutecznie. Zaoferowała na Facebook'u sympatyczne kuponiki uprawniające do zakupu malutkiej pizzy za 2,90zł. Kupony podobały mi się także dlatego, że zamiast gwiazdek miały w miarę jasno sprecyzowane zasady. Informowały m.in. o możliwości zakupu "maksymalnie 2 pizz na osobę podczas jednego zamówienia". "Czyli jeśli idziemy w trójkę to potrzebujemy trzech kuponów czy wystarczy jeden?" - zacząłem się zastanawiać. Wydrukowałem sobie "na zapas" 4 sztuki i poinformowałem znajomego o możliwości udania się na szybką przegryzkę, dla odmiany, do Dominum. Upewniłem się telefonicznie, że w mojej pizzerii promocja obowiązuje. Wszakze lepiej dmuchać na zimne. Zgodnie z zasadami, planowaliśmy zamówić po dwie małe pizze na osobę. Nie zaskoczyło mnie, że kelnerka na wstępie dość topornie nakłaniała nas do zakupu napojów. Nie powinienem także czuć się zdziwiony faktem, że po wyciągnięciu kuponików nie czuliśmy się jak klienci pierwszej kategorii. Jakież natomiast było moje osłupienie, gdy pani poinformowała nas, że może nam sprzedać tylko dwie pizze w promocyjnej cenie. Na nic było tłumaczenie, że przecież każdy z nas ma po jednym kuponie, a kupon upoważnia do nabycia DWÓCH pizz na JEDNĄ osobę. Restauracja najwyraźniej nie ma szczególnej ochoty poważnie podchodzić do zaciąganych przez siebie zobowiązań. Nie ma możliwosci literalnej i logicznej analizy regulaminu. Nie i już! Po niemal godzinie oczekiwania dostaliśmy swą upragnioną mikro-pizzę, poświęciliśmy na konsumpcję około stu sekund, po czym głodni i wkuirytowani oddaliśmy się rozmaitym rozważaniom.

Reasumując - zniżki to dobra rzecz. Oferty promocyjne dla wybranych to rzecz kontrowersyjna. Ale Grouponom przydałby się niewątpliwie jakiś rozsądny system oceniania. Bo zbyt wiele tam chwastów.
-
2011/07/27 20:29:10
Smutne, że w Polsce czeka się na 'potknięcia' klienta, że nie mówi się otwarcie, że pisze się małym drukiem... A potem się dziwić, że Polacy najlepiej kombinują :)
-
2011/07/27 21:23:26
NIEZAMIESZCZONA z nieznanych mi przyczyn CZĘŚĆ DRUGA (przed "GORZEJ"):

A jak bywa z Grouponami? Różnie, ale tylko czasami tak jak by się oczekiwało. Po kupieniu kuponu na masaże okazuje się, że "masażysta będzie chyba jakoś do 12:00 jutro, a w czwartek gdzieś wyjeżdża chyba" i należy "spróbować jutro tak koło dziesiątej". Pizzeria czynna "od dziesiątej" okazuje się "jeszcze zamknięta" o 14:00, "bo dzisiaj nic się nie dzieje". Przy kolejnej wizycie dowiaduje się, że "jutro się nie da, bo jutro coś tam się dzieje. W ogóle, w weekendy są jakieś komunie czy coś." Tak więc, trzeba poczekać aż obsłużą. A co, jeśli obowiązkowa rezerwacja telefoniczna jest niewykonalna, bo telefon nie odpowiada? Czasem na termin realizacji kuponu czeka się aż kilka tygodni. Mimo, że często na bieżąco przyjmowani są inni klienci. Dziwnie, kiedy np. trzykrotnie nie ma możliwości zarezerwowania terminu, aż wreszcie kupon przepada...Gdy zamawiałem mineralną, upewniałem się że "pan wniesie na piętro". Zniżkowo-dowozowa cena zbytnio nie odbiegała od sklepowej, ale zdecydowałem się właśnie ze względu na owo wniesienie i chęć spróbowania czegoś nowego. I co się okazało? Że pan nie wniesie. Trzeba se zejść i samemu dreptać z transporterami szklanych butelek. A kiedy już wszystko jest w miarę w porządku i zgodnie z kuponem? Oj, nierzadko słyszy się subtelne sugestie, że nie jest się klientem pierwszego sortu. W sumie, zwykle to kwestia percepcji i wrażliwości. Słysząc uśmiechniętego właściciela knajpy mówiącego np.: "Żadnego napoju pan jednak nie zamówił, no to wychodzi na to, że pan się tu nażarł u nas praktycznie za darmo" można się oburzać, a można się uśmiechać. Można starać się tłumaczyć merytorycznie (że pewnie inaczej nigdy bym tu nie trafił, że zapłaciłem ponad dwie dychy, że poświęciłem czas na analizę jego oferty pośród innych kuponówek, że paliwo też kosztuje itd.), można zignorować, można obrócić w żart. Wsio rybka.
-
2011/07/27 22:00:24
narsut, czy moglbys wytlumaczyc po ludzku dlaczego nie zatankowales do pełna?

znasz przyslowie ze chytry dwa razy traci?
-
2011/07/28 00:33:53
@ryszard_mis_ochodzki

Nie zatankowałem do pełna, gdyż to tankowanie odbyło się wyłącznie na skutek przekazania mi informacji o promocji. Nie miałem zamierzenia tankować. Robię to zwykle w pierwsze dni okresu na moich kredytówkach. Poza tym, z każdym kolejnym litrem paliwa, stawało się ono wedle moich obliczeń droższe. Jeśli wszystko byłoby ok, zdecydowałbym się raczej na ponowny zakup 25 litrów niż na zatankowanie do pełna.

Przysłowie znam, ale wydaje mi się dość kontrowersyjne. Podobnie jak "mądrej głowie dość dwie słowie" albo jak sentencja: "Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni."
-
2011/07/28 13:34:52
znasz przyslowie ze chytry dwa razy traci?

To bardzo adekwatne przysłowie. Mam wrażenie, że tak Shell, jak Lidl po opisanej akcji "promocyjnej", nieco straciły w oczach tego klienta (i niektórych czytelników tego bloga).
-
2011/08/01 11:41:23
@Narsut

Podsumowując, podjechałeś pod dystrybutor i wdałeś się w rozmowę z placowym, ale nie "miałeś zamierzenia tankować" bo takowe "zamierzenie" masz raz w miesiącu. Coś mataczysz.

Dostałeś bon zniżkowy na 15 zł i jaki masz z tym problem? Taki, że musiałeś zatankować 25 litrów paliwa, którego i tak potrzebowałeś czy taki, że musiałeś wydać 100zł na jedzenie, które i tak byś kupił?

Wydać stówkę na żywność w markecie to nie jest jakiś ogromny wyczyn. Wystarczy załadować do koszyka produkty dla czteroosobowej rodziny na tydzień i już masz wymagany próg 100zł. Do tego bez łaski akceptują bon z Shella i zakupy masz 15% tańsze. A że i Shell i Lidl określili warunki skorzystania z promocji - to jest ich prawo. Ich promocja, ich warunki.
Fakt, gdyby ten próg był ustawiony na 300zł to nie byłoby fair, ale stówka? Daj spokój.

Jak dla mnie bardzo czysta akcja promocyjna.
-
2011/08/02 08:45:25
Problem nie w tym, że firmy określają warunki, tylko że usiłują się promować ofertkami w których uzyskanie głupich 15 zł ma cały bukiet "haczyków".
Najpierw dostał informację, że jak zatankuje 20l. to dostanie bon na 15zł, a potem sie okazało, że nie 20 tylko 25, bo 20 to dotyczyło innego paliwa, i nie tylko na Shellu trzeba wydać, ale jeszcze w samym Lidlu - sumkę parokrotnie większą od wartości bonu. I na dodatek musi to zrobić w 4 dni. Przejrzystość jak cholera...
A nie wiadomo jeszcze czy tak calkiem "bez łaski" akceptują ten bon w Lidlu - poczekajmy na ciąg dalszy. ;)
I owszem, Shella i Lidla prawo robić takie promocje, ale klienci też mają prawo do krytycyzmu w ich ocenie.
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users