Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

niedziela, 10 lipca 2011

Po publikacji w blogu bank przestał nasyłać na klientkę windykatorów

Niedawno opisywałem w blogu niezbyt miłą zabawę, w którą bawili się bankowcy z pewną moją czytelniczką. Bank  wystawił jej duplikat karty, którego nie zamawiała i oczywiście naliczył z tego tytułu opłatę. Czytelniczka wyjaśniła sprawę w banku została poinformowana przez pracowników banku, że rzeczywiście duplikat został wystawiony omyłkowo i nie powinna ponosić z tego tytułu żadnych opłat. Niestety, opłatę tę bank mimo wszystko naliczył, a następnie zaczął naliczać opłaty za monitowanie, bo klientka - a chodziło tu o bank BPH - oczywiście za nic płacić nie chciała.

Przygotowując wpis w blogu zapytałem bank BPH o tę sprawę. Dostałem lakoniczną odpowiedź, potwierdzającą to, co napisała mi pani Monika. „Chcielibyśmy poinformować, że niesłusznie naliczone opłaty zostały anulowane. Skontaktowaliśmy się z klientką telefonicznie oraz wysłaliśmy w tej sprawie pismo informacyjne. Przepraszamy klientkę za wszelkie niedogodności”. Cóż, ucieszyłem się, że moja interwencja pomogła. Ale niestety ucieszyłem się przedwcześnie. Po kilku dniach dostałem kolejnego e-maila od pani Moniki. „Skontaktowali się ze mną ludzie z BPH. Pani powiedziała, że ma radosną nowinę: bank anuluje  moje zadłużenie. Ale oto wczoraj dostaję SMS-a z tego samego banku o treści: „Prosimy o wpłatę 16 zł do środy 11 maja. Nie wpłaciłam. Opadły mi ręce. Potem zadzwonili do mnie i naliczyli kolejną opłatę za monit” - oburzała się pani Monika.

Czytaj też: Po publikacji w blogu bank przestał wciskać klientom karty Gold

To niestety był sygnał, że w banku panuje bałagan. Opisując sprawę w blogu liczyłem, że ktoś w BPH postanowi odciąć łeb tej hydrze. I się nie zawiodłem. Właśnie otrzymałem taki list od p. Katarzyny Ewert z biura prasowego banku. „Panie Redaktorze, w nawiązaniu do wpisu na Pańskim blogu chciałabym poinformować, że sprawa Pani Moniki została załatwiona: opłaty zostały anulowane (zgodnie z tym, co napisałam Panu wcześniej). SMS, który otrzymała Klientka, został wysłany automatycznie przez system – w tej sytuacji omyłkowo (na rachunku nie występowały już zaległości). Klientka nie będzie już więcej otrzymywała SMS-ów tego typu. Przyznajemy, że za zaistniałą sytuację Klientce należą się przeprosiny”.

A więc chyba jednak happy end. To dobrze, że bank BPH, zgodnie ze swoim hasłem i mottem życiowym, postanowił wreszcie zainwestować w relacje z klientką. Na marginesie niestety muszę dodać, że ten sam bank przestał inwestować w relacje ze mną. Jak wiecie mam tam kredyt hipoteczny. I jak co roku, rytualnie, nie wyrobiłem się z przekazaniem do banku cesji polisy ubezpieczeniowej obejmującej mury kredytowanej nieruchomości. Bank BPH zwykle w takiej sytuacji groził mi palcem, wysyłając pismo, że przypominają, proszą i upominają. I że jak będą musieli wysłać kolejne pismo, to zapłacę za monit 6,5 franka. Po takim rytualnym piśmie ja rytualnie dzwoniłem do mojego doradcy ubezpieczeniowego, on załatwiał cesję i bank po kilku dniach miał w papierach porządek.

Czytaj też: Ma wspólny rachunek z mamą, więc... została niewolnicą

Niestety, w tym roku nie było tak słodko. Ja zrobiłem wszystko według rytuału, ale bank już nie chciał. Przysłał mi pismo takie samo, jak zwykle, ale... dorzucił jedno zdanie: „za niniejszy monit zostanie naliczona opłata...”. W moim przypadku - 8,5 franka. Cóż, skończyły się dobre czasy, śmierć frajerom. Do tej pory za niewypełnianie swoich obowiązków zawartych w umowie kredytowej - bo tak to trzeba nazwać po imieniu - wielokrotnie mi się upiekło, a bank inwestował w relacje ze mną. Co prawda tylko raz zaproponował mi przeniesienie do BPH konta, ale pewnie gdyby chciał zacieśnić relacje ze mną, to przez wzgląd na dobrą współpracę - bym nie odmówił. A teraz, kiedy inwestowanie w relacje wiąże się z rygorystycznym egzekwowaniem zawartych umów... no, nie wiem, jeszcze się zastanowię :-)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
niedziela, 10 lipca 2011 16:33

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • taglinda napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/10 19:10:31:

    "Przyznajemy, że za zaistniałą sytuację Klientce należą się przeprosiny.

    Widać, że pani rzecznik (czy ktoś-tam) brała nauki u miszczów naszej klasy politycznej. Albo odwrotnie - wtedy wypadałoby uznać talenty dydaktyczne nauczycielki albo to, że uczniowie nie są tak mało inteligentni, na jakich wyglądają codziennie w tv.
    Zamiast bowiem przyznawać, ze komuś coś się należy (a z tego jeszcze nic nie wynika), może po prostu trzeba.... przeprosić?

  • na-plus napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/10 19:44:58:

    Blogosfera kolejną władzą ;-)

  • a_galka napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/10 20:35:25:

    Naliczona opłata to prosta konsekwencja Pana interwencji i opisania sprawy Klientki banku na blogu ;] taka ukryta 'sankcja' za napisanie jak się sprawy mają ;) ale wierzę, że Pan się nie boi takich 'kar', bo chyba nie należy Pan do gatunku strachliwych i dlatego nadal będzie Pan stawał w obronie słabych i uciśnionych przez 'finansistów' ;)

  • zgryzliwy-tetryk napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/10 21:43:17:

    "...za zaistniałą sytuację Klientce należą się przeprosiny" - Wow! Doprawdy jestem porażony dobrym sercem banku - AŻ przeprosiny należą się kobiecie, którą BPH wielokrotnie i konsekwentnie usiłował orżnąć na nienależnych opłatach. Moim zdaniem, oprócz wymuszonych przeprosin, pani Monice należy się co najmniej 6.5 CHF za każde pismo czy telefon, który musiała wykonać by odkręcić ten BPH'owy b..ałagan. Zapewne z podzięki za udaną interwencje, odpaliłaby Samcikowi jedną działkę, by biedak nie musiał labidzić po internetach, że go skubnęli za monit. :D

  • kjonca napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/11 13:51:14:

    Jakby to powiedzieć: w dobie kalendarzy google, przypominajek w telefonach, i Bóg wie gdzie jescze, przeoczenie tego rodzaju terminu (dostarczenia cesji polisy) jest ... mało poważne.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line