Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Bank Szwajcarii zagrał va banque! O ile i na jak długo spadną raty kredytów?

Philipp Hildebrand, prezes Narodowego Banku Szwajcarii (SNB) pokazał we wtorkowe przedpołudnie, że ma cojones wielkie jak granaty. Prawdopodobnie podjął najbardziej ryzykowną grę z zagranicznymi spekulantami od 1992 r., kiedy brytyjski bank centralny zmierzył się z największym spekulantem świata George'em Sorosem. Wyzwanie, które podjął SNB, jest równie poważne - otóż bank centralny Szwajcarii zdecydował, że będzie skupował waluty obce w dowolnych ilościach po maksymalnej cenie odpowiadającej 1,2 franka za jedno euro. W chwili, kiedy SNB ogłaszał tę decyzję, za euro płacono na rynku tylko 1,1 franka. W praktyce oznacza to, że jeśli jakiś inwestor chce kupować franki, powinien udać się do SNB, bo tam kupi je zdecydowanie taniej, niż na rynku. Jeśli nie widzieliście jeszcze kursu franka, spadającego w jednej chwili o ponad 8%, czyli 35 gr., to spójrzcie na wykres. Czegoś takiego nie było jeszcze w historii.

Kurs franka do euro 2011

Czytaj też bilans lata: W te wakacje zbiednieliśmy o 20 mld zł. A nasze długi...

Bank Szwajcarii w ten sposób zagrał na osłabienie kursu franka, żeby pomóc tamtejszej gospodarce. I oczywiście w krótkim terminie cel osiągnął. Rynkowy kurs szwajcarskiej waluty natychmiast spadł do 1,2 franka za euro, dostosowując się do warunków podyktowanych przez SNB. Inwestorzy uznali na razie dyktat banku centralnego Szwajcarii, bo nikt nie poważy się zakwestionować jego zdolności do zrealizowania obietnicy zakupu każdej ilości walut obcych po 1,2 franka za euro. Teoretycznie można sobie wyobrazić, że SNB nawet wydrukuje ileś-tam miliardów nowych franków, by kupować za nie euro i dolary. W normalnych warunkach oznaczałoby to wzrost inflacji, ale na razie od trzech miesięcy w Szwajcarii ceny spadają, więc nawet jeśli trzeba będzie dodrukować franków, to inflacja najwyżej wróci do „dodatniego” poziomu.

Co to wszystko oznacza dla nas? Stabilizację rat kredytów hipotecznych we frankach. Dopóki powiązanie kursu franka i euro będzie działało, frank szwajcarski na rynku będzie warty tyle, ile życzy sobie SNB. A więc za euro będzie się płaciło 1,2 franka. W tej sytuacji raty osób spłacających kredyty hipoteczne będą zależały wyłącznie od kursu złotego do euro. Jeśli dziś euro jest warte 4,2 zł, to frank automatycznie jest po 3,5 zł. (bo jeden „szwajcar” kosztuje na sztywno, według parytetu SNB, ok. 0,83 euro). Wniosek: jeśli masz kredyt hipoteczny, to jego raty po decyzji SNB będą znacznie mniej wahliwe, niż dotąd. Jeśli kurs złotego spadnie do 4,4 euro, to kurs franka do złotego z automatu wyniesie 3,65 zł. Jeśli złoty umocni się i euro będzie po 4 zł, to frank szwajcarski będzie u nas kosztował 3,3 zł. To oczywiście wszystko są kursy rynkowe, nie uwzględniające spreadów bankowych.

Kurs franka do złotego 2011

Czytaj też: Goldman Sachs czarno widzi. Będzie krach i zgrzytanie zębów?

Trochę spokoju walutowym kredytobiorcom się przyda, ale teraz przyjrzyjmy się potężnym cohones prezesa Hildebranda. Już w pierwszym komunikacie Europejskiego Banku Centralnego czytamy, że SNB podjął decyzję o związaniu kursu franka z euro „na własną odpowiedzialność”. Jest jasne, że tego rodzaju decyzje prędzej czy później sprowokują wielkich, międzynarodowych spekulantów do przetestowania siły SNB. Gdyby udało się „zwalić” kurs euro z tego „parytetowego cokołu”, to obstawiając taki właśnie rozwój wydarzeń można zarobić miliardy. I na pewno znajdzie się chętny, by spróbować. Dobrze, że na emeryturę (przynajmniej jak chodzi o inwestowanie cudzych pieniędzy) poszedł George Soros, bo przecież jego legenda narodziła się właśnie na testowaniu odporności banku centralnego.  Działo się to 22 września 1992 r. (ach, ten wrzesień). Soros zagrał wówczas va banque i położył na szali ponad 10 mld dol., by obniżyć kurs funta szterlinga.

Czytaj też: Jak przytulić 3,7 mld dolarów, czyli cwaniaki z funduszy

Anglicy bronili się jak lwy, ale musieli przełknąć gorzką pigułkę i zdewaluować funta. Soros w kilkadziesiąt godzin zarobił wówczas miliard dolarów i zyskał sławę "człowieka, który złamał bank Anglii". Bank zaś policzył, że przegrana walka z Sorosem kosztowała go 3,5 mld dol. Sztywnego kursu peso nie udało się też obronić podczas kryzysu w latach 90. rządowi Argentyny, który na stałe podyktował kurs 1 peso = 1 dolar. Okazało się, że nawet bogatej, choć zadłużonej po uszy, Argentynie nie udało się wygrać z rynkiem. Nie udało się Argentynie, nie udało się potężnemu Bankowi Anglii, a ma się udać Narodowemu Bankowi Szwajcarii? Przecież kapitału spekulacyjnego jest dziś na świecie kilkanaście razy więcej, niż dwie dekady temu!

Jeśli fortel Szwajcarów się nie powiedzie, mogą pogrzebać gospodarkę Szwajcarii w głębokiej recesji. A portfele frankowych kredytobiorców w Polsce - we łzach. Bo jeśli „parytet” pęknie, to frank nie będzie już kosztował 4 zł, jak w szczycie sierpniowej paniki, tylko znacznie, znacznie więcej. Tyle, że - jak słusznie zauważacie w komentarzach do tej notki - Szwajcarzy są w lepszej sytuacji. Oni nie bronią wartości własnej waluty, oni ją chcą zwalczyć. Więc mogą po prostu drukować do upadłego franki. Jedyne co ich może spotkać to spadek wiarygodności - kto jak kto, ale Szwajcaria do drukowania pustego pieniądza się nigdy nie posunęła - oraz inflacja, która do pewnego stopnia jest niegroźna, ale trzeba uważać, bo po przekroczeniu granicy drukowania pieniędzy przestaje się ją kontrolować. Póki co jednak pogrążona w deflacji Szwajcaria jest od takiego scenariusza oddalona o lata świetlne.

Samcik blox

MÓJ TYSIĄC PREMIER I WASZ PIĄTY MILION.Papier musi być baaardzo cierpliwy, skoro znosi moje pisanie o finansach osobistych już od ponad 11 lat. Teraz czas przetestować cierpliwość internetu. Czas start! Niniejszym otwieram blog pt. Subiektywnie o finansach”. - taki wpis ukazał się 31 marca 2009 r., niemal dokładnie dwa i pół roku temu. Okazało się, że internet też daje radę :-). Bowiem od tego czasu blog „Subiektywnie o finansach” miał tysiąc premier. Więcej o jubileuszu - czytaj w świątecznej notce  

SUBIEKTYWNOŚĆ NA FACEBOOKU. Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach”. Znajdziesz tam zapowiedzi kolejnych wpisów, luźne spostrzeżenia na temat banków, które nie zmieściły się w blogu oraz dyskusje na tematy dotyczące pieniędzy. Jeśli chcesz napisać lub przeczytać coś na temat swojego banku - zarejestruj się jako fan blogu w Facebooku! 

wtorek, 06 września 2011, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/09/06 13:48:41
Co jak co, ale franków to SNB może sobie dodrukować ile trzeba. Najgorsze co ich może spotkać to inflacja.
-
2011/09/06 14:19:22
a najlepsze jest to, ze Soros nie grał wlasna kasą tylko pozyczył z banków a po udanej spekulacji oddał im. Ciekawe co by sie stalo gdyby mu nie wyszlo? Dostalby grzywne 500 tys. euro i zakaz pracy "w zawodzie" na 5 lat? Światowy system finansów jest chory. Gdy terrorysci atakuja bombami to robimy rozpierduche na pół świata w zemście, gdy terrorysci finansowi atakują to wszystko jest w porzo. Dlaczego? Jedyne co mi przychodzi do głowy to dlatego, że najczęściej inwestują pieniądze rządzących (polityków, grubych ryb, bankierów, prezesów itp. itd.).
-
2011/09/06 14:24:56
Jest zasadnicza różnica pomiędzy interwencją banku centralnego mającą na celu utrzymanie mocnego kursu waluty i obronę przed dewaluacją (casus banku Anglii) i interwencją mającą na celu dewaluację kursu własnej waluty. W pierwszym przypadku bank centralny dysponuje tylko takimi środkami ile zgromadził rezerw walutowych bo żeby bronić własnej waluty przed dewaluacją musi kupować ją na rynku od chętnych do sprzedaży spekulantów płacąc innymi walutami (których ma ograniczoną ilość). W drugim przypadku żeby zdewaluować własną walutę (casus franka) bank centralny musi kupować na rynku inne waluty płacąc za nie własną walutą. Nad drukiem własnej waluty ma pełną kontrolę więc może jej mieć tyle ile chce. Inwestorzy dobrze o tym wiedzą i dlatego kurs spadł tak szybko. Nikt nie odważy się zmierzyć swojego portfela z drukarką. tak długo jak długo dostawy papieru i farby drukarskiej do Szwajcarii nie będą objęte embargiem :) tak długo SNB będzie mógł zasypywać rynek frankami. Ryzyko jest tylko takie, że nie wie do końca ile inflacji wygeneruje w ten sposób w kraju, a ile wyeksportuje na zewnątrz. Zważywszy jednak na to, że za oceanem mamy Bena Bernanke, który prasy drukarskie też gotów znowu uruchomić w każdej chwili, to rozsądną inwestycją może być zakup akcji którejś z drukarni papierów wartościowych ;) (żart). A na moje oko, inwestorzy będą mieli teraz tylko jedną drogę ucieczki, znający się na rzeczy wiedzą którą...
-
2011/09/06 14:35:08
"Jeśli ich fortel się nie powiedzie, mogą pogrzebać gospodarkę Szwajcarii w głębokiej recesji. A portfele frankowych kredytobiorców w Polsce - we łzach. Bo jeśli parytet pęknie, to frank nie będzie już kosztował 4 zł, jak w szczycie sierpniowej paniki, tylko znacznie, znacznie więcej."

Frank podrożeje, ale na krótko. Po "upadku" akcji banku centralnego Szwajcarii kurs spadnie w okolice EURo (albo i poniżej), posiedzi tam a potem wróci na poziom dzisiejszy lib nawet wyższy. Nieudana akcja SNB bedzie na tyle kosztowna, że osłabi i Bank i walutę. W średnim okresie spowoduje to ponadto inflację. Dla naszych frankowych kredytobiorców będzei to sytuacja, gdy styryjek zamienił siekierkę na kijek. Kurs sie obnizy w okolice 3 złotych, ale wzrosnie oprocentowanie spowodowane inflacją. Raty nie zmaleja ale spadnie wartość złotowa kredytów frankowych. Finalnie wszystko i tak będzie zależało od tego, jak będzie stała polska waluta w stosunku do EURo.
-
ril
2011/09/06 14:37:05
Wydaje mi się, że inflacji SNB nie musi się bać, bo franki są transferowane do zagranicznych właścicieli, nie krążą po szwajcarskiej gospodarce. A jeśli zagraniczni właściciele zechcą masowo pozbyć się franka to jego kurs osłabnie. Wtedy SNB będzie mógł je skupić za zgromadzone rezerwy walutowe i wysłać banknoty do niszczarki :) I nawet mu się to opłaci bo będzie skupować franki taniej niż sprzedał. Podsumowując: na całej akcji może w najgorszym razie zyskać trochę rezerw walutowych
-
2011/09/06 15:14:09
Jest tylko takie "ale". Brytyjskiego funta czy argentyjskiego peso to narodowe banki rozpaczliwie podtrzymywaly (w Tajlandi tez) mimo, ze irealna wartosc tych walut byla duzo nizsza.
-
2011/09/06 16:46:31
@ril
Franki to franki. A jak ich zagraniczni właściciele zechcą nakupować sobie szwajcarskiej czekolady? zegarków? albo domów? To co wtedy?
Wszystko jest fajnie póki lokatą są same franki (z resztą realnie nie istniejące w ogóle, bo banki centralne obecnie większość kasy "drukują" wyłącznie wirtualnie, a wizje maszyn drukarskich pracujących 24/7 są tylko dla gawiedzi).
-
2011/09/06 18:17:31
Podstawowe pytanie kredytobiorców brzmi: jak usztywnienie kursu franka do euro wpłynie na kurs euro do złotówki?
-
2011/09/06 19:33:27
W sumie nie wpłynie bezpośrednio. Po prostu euro będzie warte 0,8 franka i przeliczając to na złote biorąc cenę euro będziemy otrzymywali wartość złotego w relacji do franka.
Pozdrawiam!
-
2011/09/06 21:08:50
Jesszcze kilka dni temu napisał Pan tekst pod tytułem: Goldman Sachs czarno widzi, czyli obstawiaj wzrost franka i bankructwa firm

Dzięki GW czyta Pana "ulica" a Pan ją nabija w butelkę.

Ciekawe co teraz zrobi ten co kupił frank za 4,80 PLN. Ech żenada!!!
-
2011/09/06 21:12:50
Małe sprostowanie:
Ciekawe co teraz zrobi ten co kupił frank za 4,80 PLN

maiło być:
Ciekawe co teraz zrobi ten co kupił frank za 3,80 PLN
-
2011/09/07 10:34:25
Bardzo odważna i dobra (przynajmniej dla mnie i przynajmniej chwilowo) decyzja Banku Szwajcarii. Pozostaje mieć nadzieję, że starczy im determinacji a co ważniejsze, że złotówka przestanie się osłabiać w stosunku do euro. Teraz czekam aż euro stanieje do poniżej 3 złotych i w ślad za tym frank szwajcarski będzie po 2,50 zł :))
-
2011/09/07 10:52:58
Czytam dzisiaj "jedynkę" w GW i... jak bym to już gdzieś czytał, patrzę a tam samcik ;) gratuluję.
-
z17
2011/09/07 12:28:50
Problem wg mnie leży w tym, że franka nie skupują inne banki centralne, żeby sobie w nim robić wieloletnie rezerwy, tylko inwestorzy giełdowi, którzy zaledwie na chwilę wyskakują z rynku akcji. W efekcie, w każdej chwili, przy jakimkolwiek błysku poprawy światowej koniunktury może pojawić się trend odwrotny, czyli globalne parcie na sprzedaż CHF.

I wtedy Szwajcarzy obudzą się z ręką w nocniku, bo równie gwałtownie kurs może spaść np. na 2,2 za euro, a nawet 3,5 za euro (zależy ile teraz wirtualnie go naprodukują). Im więcej puszczą w obieg franków, tym później mocniej ich to uderzy. Gwałtowna kilkukrotna dewaluacja franka zdemoluje gospodarkę mocniej niż jego obecne przewartościowanie. A co do wyrażonej przez któregoś forumowicza opinii, że tylko zarobią na tym, bo zapłacą za własną walutę taniej niż ją wcześniej sprzedawali, to.... powiem tyle - owszem tak, ale o ile starczy im rezerw walutowych. Bo wtedy będą już w sytuacji Banku Anglii w 1992 roku.
-
2011/09/07 12:37:15
W tej dyskusji zastanawia mnie tylko jedno - skoro Bank Szwajcarii będzie dodrukowywać i sprzedawać franki, to czemu przed tą operacją usztywnił kurs na niekorzystnym dla siebie poziomie. Nie lepiej byłoby jakby dodrukowane franki sprzedawać po 1 EUR zamiast po 0,83 EUR ?
-
z17
2011/09/07 14:12:48
Właśnie podano, co o tym sądzi dawny wspólnik Sorosa Jim Rogers.

Cytat "Posunięcie to przyniesie efekt na jakiś czas, ale ostatecznie rynek będzie miał więcej pieniędzy niż Narodowy Bank Szwajcarii powiedział portalowi CNBC.com Rogers, który w przeszłości wspólnie z Georgiem Sorosem założył fundusz inwestycyjny Quantum Fund. Jego zdaniem szwajcarski bank centralny może ponieść duże straty kupując duże ilości zagranicznych walut, które ostatecznie będzie musiał sprzedawać poniżej kosztów nabycia. Z drugiej strony może doprowadzić do całkowitej deprecjacji franka, próbując utrzymać konkurencyjność szwajcarskiej gospodarki. Doprowadziłoby to do upadku krajowy system bankowy, stanowiący tradycyjnie jeden z podstawowych jej działów - Tak więc jest to ogromny błąd Szwajcarii, gdyż ucierpią w ten czy inny sposób"

Jak wcześniej napisałem, puszczenie maszyn drukarskich w ruch to ogromne ryzyko, bo te franki nie zalegną w żadnym skarbcu tylko szybko wrócą ze zdwojoną siłą na rynek. A jest oczywiste, że silna deprecjacja CHF całkowicie spustoszy Szwajcarię.

Gdybym był Szwajcarem, już jakiś czas temu spieniężyłbym cały majątek w CHF, zakupił za to posiadłość w jakimś ciepłym raju urlopowym świata oraz wykupił rentę dożywotnią w euro w firmie ubezpieczeniowej typu Munich Re.

Przeciętny Szwajcar z przeciętnym majątkiem i oszczędnościami jest obecnie (chwilowo) Panem Świata. Przy odrobinie pomyślunku może do końca życia nie kalać się robotą i leżeć na plecach opływając w luksusy tego świata.

Ciekawe ile procent obywateli tego kraju ma tyle w głowie, aby wykorzystać tę jedyną w swoim rodzaju okazję na wygodne życie za darmo?
-
2011/09/07 15:17:58
Bank Szwajcarii nie zagrał va banque. Oni mogą dodrukować dowolną ilość franków i żyć na koszt innych, jak USA robiły przez ponad pół wieku. Gdyby spekulanci grali na obniżenie kursu franka, wtedy bank musialby dysponować wielkimi rezerwami walutowymi i w końcu i tak by przegrał, jak brytyjski bank centralny z Sorosem. Jesli jednak spekulanci grają na zwyżkę kursu, wystarczy drukować puste pieniąze :)

..............
topowe lokaty
pieniadzezrobsam.blogspot.com/
-
ril
2011/09/07 17:56:15
@z17
Oczywiście, że SNB starczy rezerw, bo będzie je kupował po korzystnym kursie. Zobrazuję to na przykładzie:
1. SNB kupuje 1mld euro płacąc za nie 1,2mld franków, które dodrukował.
2. Potem gdy inwestorzy będą chcieli się pozbyć franka ten zacznie słabnąć do poziomu powiedzmy 1 euro = 1,4 franka.
3. SNB skupuje te 1.2mld franka, które wydrukował płacąc za nie tylko 857 mln euro.
4. SNB "niszczy" te 1.2mld franka i zostaje z 143 mln euro, które zarobił na czysto.
Przykład jest uproszczony, bo raczej nie kupuje się na raz takiej ilości gotówki, rezerwy warto by robić też w innych walutach, ale pokazuje, że to się opłaca. Czysta matematyka. To czy gotówka jest w papierze czy na kontach bankowych nie ma znaczenia i papier i rachunek bankowy to zobowiązanie. Nie ma też obawy, że inwestorzy, który kupili franki jako lokatę kapitału zaczną wywoływać inflację wykupując produkty i usługi ze szwajcarskiej gospodarki. To by się im opłacało, skoro frank jest taki drogi.
-
2011/09/07 20:01:58
Ale nie wspomniano wcale o wpływach tych decyzji na naszych kredytobiorców, którzy zgrzytają zebami z powodu kursu franka. SBN drukuje franka na potęge, powoduje to inflację. Żeby ją ograniczyć, Szwajcaria podniesie stopy procentowe. Kurs franka spadnie, ale oprocentowanie kredytów walutowych wystrzeli w górę.
Zamienił stryjek siekierke na kijek...
-
z17
2011/09/08 02:42:37
@ ril
Z tego co dziś wyczytałem w Basler Zeitung, SNB za euro uzyskane z wyemitowanych nadprogramowo franków najprawdopodobniej będzie kupował akcje firm niemieckich. Bo uważa, że są niedowartościowane. Jeśliby te akcje wzrosły, no to mieliby zarobek jeszcze większy.

Te scenariusze, w tym opisany przez Ciebie, są oczywiście korzystne dla Szwajcarów i całkiem prawdopodobne, ale pod jednym naczelnym założeniem - że zmiana trendu nastąpi w miarę szybko i nie nastąpi totalny krach europejskich i światowych finansów.

Niestety, obawiam się, że w przypadku nagłego bankructwa Grecji i zagrożenia realnym bankructwem pozostałych krajów grupy PIIGS (efekt domina), popyt na franka może okazać się tak wielki, że zagrozi stabilnością finansów tego niewielkiego kraju. Bo choć w emisji pieniądza przez bank centralny teoretycznie 'sky is the limit', to jednak -powtórzę po raz trzeci- to nie są pieniądze dla skarbców banków centralnych, tylko pieniądze obrotowe. Jeśli Szwajcarzy wygenerują w krótkim czasie nieprawdopodobne ilości franka, to ten frank ich za moment zaleje rykoszetem. Co do możliwości odkupienia i "zutylizowania" nadmiaru franków przez SNB -o czym piszesz- to należy pamiętać, że przecież już przy "normalnej" ilości franków w obiegu możliwe było silne osłabienie franka (1 CHF = 2 PLN w 2008r.). A przy takiej masie pustego pieniądza jaki oni teraz deklarują w ciemno wydrukować... i przy zmasowanym wtórnym puszczeniu go na rynek, co niechybnie uczyniliby spekulanci gdyby światowy trend w finansach zaczął się odwracać.... to ja nie jestem pewien, czy 253 mld rezerw finansowych Szwajcarii by wystarczyło. Pamiętaj, że w odwrotnej grze -na wzmocnienie franka i zapobieżenie jego gwałtownej niekontrolowanej deprecjacji- pieniążków nie będą już mogli sobie dodrukować.....

Komentarze prasy szwajcarskiej są w każdym razie dość mocno histeryczne. Głupi to oni akurat nie są, ale dobrego wyjścia z tej sytuacji nie ma. Ja chyba jednak skłaniałbym się na miejscu Szwajcarów do przetrzymania obecnej fali aprecjacji franka niż do tak skrajnie ryzykanckich ruchów jak jednostronne powiązanie waluty na sztywno z EUR. To jest igranie z ogniem.
-
2011/09/12 12:42:55
chyba się Pan zgalopował z tym, że na raty będzie miał wpływ tylko kurs złotego do euro. Bo jak wynika z wypowiedzi kupi po MAKSYMALNIE 1,2 franka za euro. Czyli zapobiega wzmocnieniu waluty ale osłabianie mu nie przeszkadza.
Nie jestem ekonomistą ale jeśli dobrze rozumiem nadal trzeba śledzić kurs frank do euro choć akurat może to być tylko przyjemność bo raty mogą maleć
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users