Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

sobota, 17 września 2011

RRSO: pomoc dla zaciągających kredyty, czy wielka ściema i nieporozumienie?

O tym, że oprocentowanie kredytu nie bywa zwykle całym jego kosztem wie chyba każde dziecko. To, że jakiś bank zachęca do wzięcia kredytu na 10%, zwykle oznacza, że tak naprawdę kredyt kosztuje ze 20% w skali roku. Bo do oprocentowania jest doliczana prowizja - zazwyczaj kredytowana, czyli płaci się od niej odsetki, takie same, jak od kwoty głównej - a często i ubezpieczenia. Ile to w sumie wynosi - dowiadujemy się zwykle dopiero spłacając raty. Daną, która ma sprowadzać koszty kredytu do wspólnego mianownika ma być RRSO, czyli Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania, którą w swoich ofertach muszą prezentować banki i która musi się znajdować w każdej umowie kredytowej. Bankowców zobowiązuje do tego ustawa o kredycie konsumenckim. Tyle, że mało kto wie co to jest owo RRSO i jak jest wyliczane. A wiedzieć warto. Dlatego dziś w blogu krótki przewodnik po RRSO.

Myliłby się ten, kto powiedziałby, że RRSO to po prostu oprocentowanie kredytu z uwzględnieniem wszystkich kosztów, opłat i prowizji pobieranych przy jego udzieleniu. To tylko pół prawdy. Po pierwsze w RRSO nie są niestety uwzględniane wszystkie koszty. Banki nie wliczają w tę stopę np. ubezpieczenia kredytu. To już trochę zafałszowuje RRSO, bo duża część kredytu łączy się z obowiązkowymi ubezpieczeniami. Po drugie RRSO to nie tylko oprocentowanie. Tak naprawdę RRSO jest odzwierciedleniem tego, ile byśmy zarobili, kładąc na lokatę pieniądze otrzymane z kredytu (razem z opłatami i prowizjami), gdyby ta lokata była tak samo wysoko oprocentowana, jak kredyt. Innymi słowy, RRSO odzwierciedla nie tylko odsetki i koszty kredytu, ale i wartość pieniądza w czasie. To z jednej strony dobrze, a z drugiej... no cóż, RRSO od kredytu niżej oprocentowanego może być wyższe od tego droższego, ale spłacanego dłużej.  Wiele zależy od opłat początkowych, naliczanych przy zaciąganiu pożyczki. A także od tego jaki będzie harmonogram spłaty kredytu. Ale o tym za chwilę. Teraz coś na rozruszanie mózgufff :-)

RRSO wzór

Dla miłośników matematyki (do których, od razu powiem, się nie zaliczam, choć uważam, że ta nauka powinna być wykładana we wszelkich możliwych szkołach i uczelniach, bo uczy logicznego myślenia), zapodam wzór na wyliczenie RRSO, żebyście mogli sobie poćwiczyć. RRSO, po angielsku Annual Percentage Rate, czyli APR) jest wyliczana zgodnie z ustawą z 20 lipca 2001 r. o kredycie konsumenckim. RRSO obliczamy poprzez rozwiązanie równania: \sum\limits_{K=1}^{K=m} {{A_K} \over (1+i)^{t_K}} = \sum\limits_{K'=1}^{K'=m'} {{{A'}_{K'}} \over (1+i)^{t_{K'}}}. Poszczególne litery i symbole użyte we wzorze oznaczają: K - numer kolejnej wypłaty raty kredytu; K' - numer kolejnej spłaty kredytu lub kosztów; AK - kwota wypłaty raty kredytu K; A'K' - kwota spłaty kredytu lub kosztów K'; \sum - suma; m - numer ostatniej wypłaty raty kredytu; m' - numer ostatniej spłaty kredytu lub kosztów; tK - okres, wyrażony w latach lub ułamkach lat, między pierwszą wypłatą i kolejnymi wypłatami, począwszy od 2 do wypłaty m; tK' - okres, wyrażony w latach lub ułamkach lat, między pierwszą wypłatą kredytu i kolejnymi spłatami kredytu lub kosztów, począwszy od 1 do spłaty m'; i - rzeczywista roczna stopa oprocentowania

Polecam też: Kalkulator do obliczenia RRSO Waszych kredytów

Czaszki dymią? U mnie też, dlatego proponuję nieco prostsze spojrzenie na sprawę. Sprawdźmy ile wyniosłoby RRSO pożyczki o wartości 1200 zł, spłaconej jednorazowo, po roku, i oprocentowanej na 20%. Zakładamy, że nie ma żadnych kosztów dodatkowych (zero opłat i prowizji). Otóż RRSO takiego kredytu wynosi... 20%, zaś bankowi spłacimy 1440 zł. No dobra, a co się stanie z RRSO, jeśli weźmiemy identyczną pożyczkę na 20% w skali roku i bez kosztów dodatkowych, ale spłacimy ją nie w jednej racie na koniec, ale w dwunastu ratach miesięcznych? Taka jednorazowa rata wyniesie 115 zł, zaś w sumie bankowi oddamy 1380 zł. Dlaczego oddamy mniej, niż 1440 zł z poprzedniego przykładu? Ano dlatego, że każda rata zawiera część kapitałową (czyli 100 zł od pożyczki 1200 zł) oraz część odsetkową, która jest naliczana od salda pozostałego do spłaty. To saldo z miesiąca na miesiąc jest mniejsze, więc i część odsetkowa spada. W wysokości miesięcznej raty tego nie widać, bo banki najczęściej uśredniają część odsetkową i kapitałową, wyliczając jedną, stałą comiesięczna ratę. Dopiero w jej szczegółach widać, że wartość kapitału i odsetek jest w każdej racie inna.

Ale to wyjaśnienie na marginesie - ważne jest to, że pożyczając 1200 zł na 20% w skali roku i oddając pieniądze w ratach oddajemy bankowi 1380 zł. Pożyczając tyle samo i oddając wszystko w jednej racie, na końcu kredytu, zapłacimy 1440 zł.  Tyle, że dla tego drugiego kredytu RRSO będzie wynosić ok. 22%, czyli więcej, niż w pierwszej opcji! Dwa takie same kredyty (w sensie wysokości i oprocentowania), przy czym jeden jest droższy, a drugi tańszy w spłacie, a tymczasem w przypadku tego droższego RRSO wynosi 20%, zaś w przypadku tańszego - 22%. O co tu kaman? W drugim kredycie RRSO jest wyższa, bo zgodnie z filozofią tego wskaźnika, więcej byśmy zarobili, mając 1200 zł do dyspozycji przez cały czas i lokując w banku na 20%, niż mając do dyspozycji w pierwszym miesiącu 100 zł, a w kolejnych po 100 zł więcej co miesiąc. Głupie? Potwornie głupie, ale i jakoś-tam spójne logicznie. Tyle, że mając świadomość tej żelaznej logiki RRSO trudno uznać ten wskaźnik jako super-obiektywny miernik opłacalności zaciągnięcia kredytu. Bo skoro kredyt tańszy w kontekście RRSO okazuje się droższym i na odwrót? Nic tylko zwrócić kredyt, zamiast się w nim pławić :-)

Sexy bank Robber - veer.com

źródło obrazka: Veer.com

A to jeszcze nie wszystko. Na RRSO wpływa nie tylko harmonogram spłaty rat, ale i wysokość opłat wstępnych. Przyjrzał się temu w swoim blogu ekonomista Wojciech Sawicki. „W rachunku RRSO prowizja i opłaty płacone przy zaciąganiu pożyczki, są traktowane podobnie jak odsetki, to jest w proporcji do spłat ratalnych. Tym samym wartość RRSO liczonego od jednorazowego kosztu początkowego, zależy od ilości rat pożyczki! Np. gdybyśmy wzięli 100 zł kredytu bez odsetek i zapłacili 50% prowizji, RRSO dla „darmowej” pożyczki na 10 lat wyniesie ok. 17%, dla rocznej już ok. 320%, a dla jednego miesiąca kilka tysięcy procent” - pisze Sawicki w swoim artykule. „Trzeba też podkreślić, że wyliczenie RRSO wg obowiązującej ustawowej reguły jest niewykonalne bez specjalnego programu komputerowego, który w dodatku jest przez klienta w ogóle niesprawdzalny. To poważny problem, bo wyniki otrzymywane dla tych samych parametrów kredytów z różnych banków, obliczane w ich własnych algorytmach są rozbieżne. I jak tu można mieć zaufanie do banków? Nie miejmy zaufania do tego wskaźnika. A oprocentowanie rzeczywiste możemy sobie wyliczyć samemu, zobaczyć ile rzeczywiście nas kredyt kosztuje i porównać go z innymi” - nawołuje Sawicki.

Czy ma rację? Po części ma, bo po co komu RRSO, które wprowadza w błąd i powoduje, że kredyt tańszy w rzeczywistości ma RRSO wyższe, niż konkurencyjne pożyczki? Trochę przestałem się dziwić, że wysokość RRSO banki w swoich reklamach chowają jak tylko się da. Tak naprawdę RRSO przydaje się tylko do tego, by klient mógł stwierdzić czy do kredytu są dostawione jakieś opłaty i prowizje Jeśli RRSO nie różni się diametralnie od oprocentowania nominalnego, można się domyślać, że dodatkowych opłat nie ma. Jeśli zaś widać dużą różnicę - bankowo kredyt jest obwarowany dodatkowymi opłatami. I tyle o tym mitycznym RRSO. A kredyty trzeba porównywać tak, jak dawniej, czyli porównując miesięczne raty albo sumując łączne koszty pożyczek.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
sobota, 17 września 2011 01:16

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • izunkar napisał(a) komentarz datowany na 2011/09/17 07:12:54:

    Panie Macku moze chodzi o to ze w pierwszym przypadku po miesiacu wisimy bankowi mniej kapitalu, po drugim jeszcze mniej i tak dalej, natomist w drugim calosc trzymamy przez rok?

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2011/09/17 09:23:27:

    Typowy klient chce sobie kupić "lampę" za 1200PLN z równymi miesięcznymi ratami płatnymi np. właśnie rok (i lepiej byłoby z takim założeniem sprawdzić różne procentowo-prowizyjno-ubezpieczeniowe misz-masze). Ktoś w ogóle zna przykład kredytu konsumenckiego spłacanego jednorazowo po roku?
    Nie dość, że banki robią wszystko żeby jak najbardziej kredyty zagmatwać, to jeszcze Pan do tego dokłada wydumane przykłady.
    RRSO pozwala DOŚĆ DOBRZE porównać różne kredyty, a na pewno LEPIEJ niż przed jego wprowadzeniem. Nie zwalnia jednak ludzi z myślenia.

    Inną zupełnie sprawą jest spojrzenie KTO bierze takie kredyty. Na wybrzydzanie i porównywanie może sobie pozwolić ktoś, komu ten kredyt tak naprawdę do niczego potrzebny nie jest. Ludzie ZMUSZENI sytuacją życiową do brania takich kredytów biorą co dają i nic ich nie obchodzi RRSO i reszta.

  • jerry.uk napisał(a) komentarz datowany na 2011/09/17 12:15:39:

    Dla porównania: w Wielkiej Brytanii w wielu sklepach (np. salon meblowy) bardziej opłaca się zrobić zakupy na raty (nieoprocentowane!) bo cena dla płacących gotówką jest taka sama.

    Slogan reklamowy Barclays (sorry za kryptoreklamę, ale oni nie działają w Polsce) jest taki, że jeśli znajdziesz pożyczkę tańszą od naszej, czyli 9,9% rocznie, to zwrócimy Ci różnicę w odsetkach.

    Dlaczego w Polsce wszystko musi być droższe?

  • mentatd_at_gmail napisał(a) komentarz datowany na 2011/09/17 12:30:23:

    Ja o tych ubezpieczeniach.
    Ja chciałbym by zadał pan przedstawicielom banków pytanie o te ubezpieczenia kredytów. Po co one w ogóle są? Miałby sens gdyby firma ubezpieczeniowa brała na siebie ryzyko niespłacania kredytu i przez to ryzyko banku spadłoby tak, że rzeczywiste koszty kredytu byłby niższe niż od tego bez zabezpieczenia ubezpieczeniem. Bo tak jak to wygląda teraz to nabijanie kasy a nie żadne ubezpieczenie. W każdym razie świadczy to o tym, że banki nie są w stanie racjonalne kalkulować ryzyka albo mają nadmierną płynność i mogą dowolnie doić klientów, albo... ale to wymaga następnego akapitu ;-)

    Ponadto zwykle to klient płaci ubezpieczenie które zabezpiecza bank. Klient nie ma więc możliwości prawnych przeciśnięcia ubezpieczyciela w razie swoich problemów finansowych, a bankowi może na tym w ogóle nie zależeć. A jak wyglądają wypłaty ubezpieczeń to wie chyba każdy kto miał stłuczkę i chciał dostać pieniądze z OC. Może to rodzić kolejne uzasadnione podejrzenia nieuczciwego traktowania kredytobiorców, poprzez zawieranie ramowych umów między bankami a ubezpieczycielami, że bank nie wykorzysta np. więcej niż 1% zawartych ubezpieczeń, do wypłaty świadczeń. Ja potrafię sobie coś takiego wyobrazić i jestem przekonany, że tak to wygląda.

  • jg46889 napisał(a) komentarz datowany na 2011/09/17 13:49:25:

    Ubezpieczenia nie są po to, aby zabezpieczyć kredyt, ale po to, aby bank zarobił dodatkowe pieniądze poza odsetkami i prowizją. Zwykle przychody z takiego ubezpieczenia dzielone są pół na pół między bank i zakład ubezpieczeń.

  • stribog napisał(a) komentarz datowany na 2011/09/17 17:16:57:

    Samcik: "Głupie? Potwornie głupie, ale i jakoś-tam spójne logicznie. Tyle, że mając świadomość tej żelaznej logiki RRSO trudno uznać ten wskaźnik jako super-obiektywny miernik opłacalności zaciągnięcia kredytu."

    OMG... "Jakoś-tam"?! Weź się nie kompromituj. Porównujesz dwa kredyty baaardzo różne: w pierwszym przypadku masz do dyspozycji kapitał 1200 zł przez cały rok, w drugim -- 1200 zł tylko przez pierwszy miesiąc, a potem z każdym miesiącem coraz mniej (średnio, przy ratach równych, mniej niż 700 przez kolejne 12 miesięcy).

  • pmam napisał(a) komentarz datowany na 2011/09/18 13:21:46:

    Artykuł jest kompletnie bez sensu. Autor przyznaje, że jest kiepski z matematyki, a więc jak się czegoś nie rozumie, to trzeba milczeć albo prosić o wyjaśnienie a nie bredzić.
    Po pierwsze skąd się wzięła suma 1380 jako spłata kredytu po 12 miesiącach, przecież nawet kalkulator z linka w artykule podaje inną wartość
    Po drugie i ważniejsze rrso czyli rzeczywista roczna stopa procentowa jest rzeczywista, czyli jeżeli ktoś podaje inną to ona jest nierzeczywista. Czyli większość kalkulatorów internetowych, w tym przytoczony przez autora, jest bez sensu. Bo jak z nierzeczywistej stopy procentowej, powstałej z przyjęcia dowolnych założeń
    można obliczyć stopę rzeczywistą. Nie można bez znajomości tych założeń. Na tle tego badziewia pojawiają się strony sensowne n.p na www.carecash.pl. Obliczają tam rrso na podstawie ściśle zdefiniowanych założeń: kwoty kredytu, ilości rat i kwot poszczególnych rat.

  • oprocentowanie napisał(a) komentarz datowany na 2011/11/29 00:06:30:

    Banki ciągle kombinują jak tu ukryć koszty kredytu. Miejmy nadzieję że nowa ustawa o kredycie konsumenckim trochę to ukruci.

  • szybkiepozyczki napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 08:32:15:

    dziękujemy za wyjaśnienie z pozornie błachej sprawy

  • szybkiepozyczki napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 08:33:31:

    banki to kombinują z tym rrso strasznie, ale Pana wyjaśnienie pomogło wielu osobom

  • jan-g napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 10:02:56:

    Szanowny Panie Redaktorze Samcik,

    Pisze Pan na metry pisząc o finansach. Jeśli płacą panu za wierszówkę, to można zrozumieć, ale w ten sposób tylko Pan gmatwa ludziom w głowie. RRSO w każdym przypadku można policzyć łatwo prostym zobowiązaniem pożyczkodawcy do podzielenia wszystkich kosztów pożyczki i kredytu przez sumę pożyczaną i tak otrzymany wynik odnieść do okresu w jakim cała ta operacja się zakończy. Jeśli zakończenie takiej pożyczki byłoby pokwitowane przez BANK/pożyczkodawcę obliczeniem RRSO oraz stwierdzeniem, że nie ma już innych zobowiązań z tyt. tej pożyczki, to wszelkie inne kalkulacje byłyby zbyteczne.

    Jeśli ustawodawca przewidzi maksymalny koszt (RRSO) takiej pożyczki, to w przypadku przekroczenia tej stawki BANK/pożyczkodawca musiałby zwrócić różnicę.

    Na koniec przykład pożyczki gotówkowej z karty kredytowej (dowolnego?) Banku:
    1) Oprocentowanie 17 % (bywa więcej);
    2) Pobieramy dla ustalenia uwagi 1000 zł co miesiąc i spłacamy pod koniec tego samego miesiąca;
    3) koszt prowizji od wypłaty gotówkowej z (dowolnego?) Banku wynosi 3 % koty pobieranej,
    4) Jeśli robimy tak przez rok (co miesiąc) to z samych prowizji mamy już 30 %
    5) Żeby nie gmatwać pomijam oprocentowanie 17 % z tytułu pobieranych prowizji oraz małych różnic (1-3 dni) z tyt. dni wolnych od pracy Banku/pożyczkodawcy.
    6) Jak widać RRSO w tym przykładzie jest bliskie 47%.

  • jan-g napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 10:06:35:

    Oczywista pomyłka: z prowizji mamy 36 % (a nie 30%) i RRSO wychodzi 53%
    (a nie 47%).

  • forum_kredyt napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 10:59:13:

    Wskaźnik RRso moze nie jest odealny ale przynajmniej mocniej oddaje wysokość kosztów kredytu niż np. oprocentowanie nominalne.

  • locus24 napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/02 10:28:51:

    Niestety to prawda. Marketingowcy są bardzo kreatywni bardzo łatwo ukrywają dodatkowe koszty poprzez liczne usługi powiązane np. obowiązkowa karta, konto lub polisa ubezpieczeniowa.

    Najgorzej jest w przypadku pożyczek gotówkowych, bo tam opłaty dodatkowe są w stanie najbardziej sfałszować RRSO.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line