Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Bank wydał klientowi kartę, po czym mu ją zabrał i... kazał oddać pieniądze

Do jednego z doradców klienta w pewnym banku przyszedł jakiś czas e-mail zaczynający się taką oto frazą. „Panie Marcinie, zaistniała problematyczna sytuacja, którą bardzo pragnę wyjaśnić. Jako współadresata tego e-maila dodaję pana Macieja Samcika (na końcu e-maila jest wyjaśnienie dlaczego część listu adresowana jest do pana Macieja)”. Doradca klienta najwyraźniej wpadł w popłoch z powodu ostatniego zdania tego e-maila, bo „problematyczna sytuacja” klienta została błyskiem wyjaśniona. Wcześniej ów klient zgłaszał ją kilkakrotnie, ale z powodu braku dodatkowej motywacji ze strony pracowników banku, by coś z fantem zrobić, kwestia nie była załatwiona. Dopiero dopisanie do reklamacji tego ostatniego zdania pomogło. Ale o jaką sprawę chodzi? Cofnijmy się w czasie o kilka tygodni.

Pan Radek złożył w pewnym banku wniosek o konto i kartę kredytową. Co do konta - zostało bez problemów uaktywnione, choć - jak zeznaje klient - nie nastąpiło to szybko, bo procedury zajęły niemal dwa tygodnie. Co do karty wiadomości były gorsze - wniosek klienta został odrzucony. „Po problemach (kontakt banku ze mną w sprawie złożonych wniosków nastąpił dopiero po około dwóch tygodniach, po tym jak sam przypomniałem bankowi, że ktoś miał się ze mną skontaktować) przyjechał do mnie kurier z przesyłką. W przesyłce była umowa ramowa, którą podpisałem, oraz... karta kredytowa. Ta sama, której - wg informacji udzielonych przez bank - nie mogłem dostać. Kilka dni później zobaczyłem w serwisie internetowym banku, że jednak karta kredytowa została mi przyznana. I to z limitem 2000 zł, o jaki wnioskowałem. Bardzo się ucieszyłem, ponieważ uznałem, że jednak bank docenił to, że jestem jego klientem już od pewnego czasu oraz mam w nim założone lokaty na kwotę kilka razy wyższą niż wnioskowany limit na karcie.

Skoro dostałem kartę, to postanowiłem ją użyć, żeby sprawdzić czy wszystko ładnie działa. Dokonałem więc kilku transakcji, które przebiegły bez najmniejszego problemu. Kilka dni później stała się rzecz dziwna. Zadzwonił do mnie pan z banku z informacją, że karta kredytowa została mi przyznana z powodu błędu w systemie i powinienem w związku z tym rozliczyć ją oraz zamknąć. I przelać bankowi pieniądze za transakcje, które zdążyłem już wykonać. Chciałem sprawdzić, czy faktycznie bank zmienił limit zadłużenia na 0 zł. Udałem się do sklepu, gdzie zrobiłem małe zakupy i chciałem zapłacić kartą kredytową, Transakcja została odrzucona, a Pani kasjerce została wyświetlona informacja, że karta została zgubiona i należy ją zatrzymać”.

Klient jest oburzony żądaniami banku. Pan Radek napisał do banku tak: „Jeśli Państwa system nie działa prawidłowo, to konsekwencje możecie ponieść państwo, dział IT albo firma zewnętrzna która ten system stworzyła/administruje. Ja, jako klient, nie miałem i nie mam żadnego wpływu na to, jak państwa system działa. W trakcie rozmowy doradca klienta powiedział, że limit zadłużenia zostanie zmieniony na 0 zł. Nie powiedział, że karta zostanie oznaczona jako zgubiona. Nie składałem takiej dyspozycji” - piekli się klient. Bo rzeczywiście, sytuacja była potwornie głupia. Dali klientowi kartę kredytową, pozwolili jej używać, a potem - jak już zorientowali się w pomyłce - postanowili zabrać mu kartę i kazali oddać pieniądze. Aż nie chce się wierzyć w takie kuriozum. A karta? Buzi na pożegnanie i pa, pa. Bank zaś niech słowo "kocham" od klienta jeszcze raz usłyszy :-)

Klient tak się zawziął, że napisał e-maila o treści takiej, jaką zacytowałem na początku tego wpisu, jeszcze raz omawiając idiotyczną sytuację z kartą kredytową. Pomogło i to w ciągu ledwie kilku godzin. Co prawda pomogło nie do końca, ale lepszy rydz... Pan Radek napisał do mnie tak: „W sprawie e-maila z reklamacją, w którym dołączyłem pana jako współadresata, skontaktował się dziś ze mną telefonicznie pracownik banku. Przeprosił mnie za całą sytuację związaną z kartą. Powiedział, że informacja jaką dostałem od konsultanta na temat spłaty jest już nieważna, a ponieważ błąd był po stronie banku, to oni pokryją koszty. Wszystko fajnie, zrozumieli, że błąd był po ich stronie....ale czy na pewno?

Otóż pan, z którym rozmawiałem powiedział, że limitu na karcie nigdy nie dostałem, bo to był błąd techniczny banku. A umowa, którą mam, jest nieważna. On może wygenerować i przysłać mi poprawną. Dobre sobie! Ja mam trzymać się umowy, a oni będą mówić o błędach systemu i przesyłać mi nową, mniej korzystną umowę. A może w niej również będą jakieś błędy spowodowane przez system, które bank zechce skorygować za pół roku? Pracownik nie potrafił mi udzielić odpowiedzi na pytanie: który zapis umowy lub prawa polskiego pozwala bankowi na dowolne wycofywanie się z umowy ze mną zawartej. W związku z moimi wątpliwościami pracownik zgłosił sprawę do działu prawnego i wg informacji przesłanej e-mailem po naszej rozmowie, otrzymam oficjalne pismo w tej sprawie w terminie 30 dni. W serwisie internetowym karta kredytowa już nie istnieje”.

Wątpliwości pana Radka są jak najbardziej słuszne. Bank zapewne powoła się na „działanie pod wpływem błędu”. Opisywałem już kiedyś podobną sprawę, w której instytucja finansowa - wtedy, zdaje się, chodziło ubezpieczyciela - przesłała umowę z błędnym wyliczeniem sum ubezpieczenia. I też korygowała umowę w oparciu o „oczywisty błąd”. Tym niemniej ciekaw jestem jaką gimnastykę intelektualną wykonają prawnicy banku, by przekonać klienta, iż podpisana przez wszystkich świętych w banku umowa, wysłana do klienta i wcielona w życie, jest nic nie wartym kwitkiem. Oj, ciekaw jestem. Na koniec spostrzeżenie klienta dotyczące blogu. „Otóż trzeba zauważyć, że po tym jak wysłałem e-maila z reklamacją, w którym pan został współadresatem, stanowisko banku się zmieniło. Wcześniej miałem zapłacić za transakcje, których rzekomo nie powinienem był dokonać, a teraz bank mówi, że on pokryje koszty, bo to był jego błąd. I jak tu nie powołać się na taki autorytet w branży bankowej? Bardzo serdecznie pozdrawiam, wierny czytelnik blogu”. A na koniec zagadka: o którym banku mowa? Głosujcie na stronie blogu w Facebooku!

Samcik blox

środa, 12 października 2011, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/10/12 10:02:49
mBank ?!
-
2011/10/12 10:45:19
citi ?!
-
2011/10/12 11:34:12
Jak to jest, to bank może dowolnie zmieniać warunki umowy powołując się na oczywisty błąd w systemie a klient może co najwyżej pocałować prezesa w d**pę?
-
2011/10/12 11:56:56
Chyba się w główce poprzewracało, jakiego prezesa ?! Co najwyżej słuchawkę albo kuriera, w najlepszym wypadku "żene za pultem" :)
-
2011/10/12 12:14:08
Na czym właściwie polegał oczywisty błąd banku?
Bardzo chętnie poczytam co napisali prawicy. Moim zdaniem trudno jest taki błąd wskazać.
Jeśli bank nie chce pożyczyć pieniędzy to trudno jest go do tego zmuszać, tylko chimeryczne podejście banku może zwyczajnie wkurzać. No szkoda czasu pracowników banku i klienta.
Z facebooka nie korzystam - ale głosuję na bank z grupy bre - w mBanku podpisuje się umowy ramowe, a dokumenty są "transportowane pocztą". Niechlujność i nierzetelność w obsłudze klienta wskazuje na mBank, więc bank z grupy bre ze wskazaniem na mBank. No nich pan Panie Maćku napisze że trafiłem :-)
-
2011/10/12 20:12:16
Ja obstawiam Getin, u nich ostatnio dzieją się bardzo dziwne rzeczy.
-
2011/10/12 21:35:33
PekeO sa, ci są do wszystkiego zdolni...
-
2011/10/12 21:36:45
Mi to pachnie jak mBank...
-
2011/10/12 22:05:04
Czy ja tu czegoś nie rozumiem, czy może jednak rozumiem?
Klient dostał odmowę? Tak, czy nie?
Potem przyszła karta z limitem - innymi słowy bank"przysłał mu pieniądze do wykorzystania".
Tak, czy nie?
Klient część z tych pieniędzy wydał (=użył karty). Tak, czy nie?
Bank się obudził, że nie powinien mu tych pieniędzy wysłać (=wydawać karty kredytowej). Tak?
I poprosił (zażądał, zwrócił się czy cokolwiek innego) o zwrócenie wydanych już pieniędzy.

No i?
Ok.
Rozumiem rozżalenie autora listu, który mimo posiadania lokat na kwoty "kilka razy większe" nie ma zdolności do zaciągnięcia kredytu w śmiesznej wysokości 2000zł.
Tylko że działanie jakie podjął jest podobne do działania osoby, której ktoś przez pomyłkę wyśle listem 2000zł zamiast powiedzmy książki, ten bez najmniejszego zająknięcia weźmie te pieniądze i wyda, a potem będzie oburzony że wysyłający poprosi o ich zwrot. Bo - jak rozumiem - głównie o to chodzi. Że bezczelny bank żąda spłacenia wydanych przez niego kwot.
-
2011/10/12 22:22:52
Jaki to bank ? Chcę wiedzieć którego unikać !!! Co, wyborcza się boi o interesy reklamodawcy, że nie podaje wszystkich informacji ?
-
2011/10/12 23:31:04
Rozstrzygnięcie konkursu jutro. Ale jeden z Was już trafił. :-)
-
2011/10/13 05:51:22
Tylko w naszej Polsce taki traktowanie klienta jest mozliwe.
W podlym niekochanym USA, banki albo firmy wydajace karty kredytowe tak boja sie kontroli rzadu, ze taka sytuacja nie moze zaistniec.
Jest to rynek konsumenta.
-
2011/10/13 08:00:27
@kr_kr
bez najmniejszego zająknięcia weźmie te pieniądze i wyda

To chyba nie tak. Złożył wniosek o kartę i dostał kartę. Skąd miał wiedzieć, że to pomyłka?
-
2011/10/13 08:54:16
Witam
Jeszcze więcej takich działań, takiego POSZANOWANIA dla klienta,
a doczekamy się, że ... na drzewach zamiast liści będą wisieć finansiści.
Możemy sobie tak żartować, ale jednak Ludwik XVI stracił głowę na gilotynie.
Jemu też się wydawało, że wszystko mu wolno.
Też się tylko wydawało ...
Pozdrawiam
-
2011/10/13 08:59:32
Trochę nieeleganckie to niedopowiadanie. Ja rozumiem, że Autor liczy na podbicie "klikalności", przez czytelników wracających się dowiedzieć odpowiedzi, a to się przekłada na sprzedaż reklam przez własciciela portalu - czyli chlebodawcę, ale przy okazji publicznie wyrażane domysły komentatorów powodują przyklejanie się błota do niczemu niewinnych firm...
-
2011/10/13 09:05:59
@ kr_kr
Witam
W prawie istnieje pojęcie RÓWNOŚCI podmiotów.
Czyli ja-klient mam takie same prawa jak bank, który ze mną podpisuje umowę.
ALE TAK JEST TYLKO W REKLAMACH BANKÓW.
Jeśli ja-klient chciałbym zerwać umowę z bankiem, to muszę ponieść WSZELAKIE
i wielokrotnie NIEsprawiedliwe koszta.
Ale w drugą stronę jak bank rozwiązuje umowę to ma nas klientów w GŁĘBOKIM poszanowaniu.
Ten bohater tego artykułu powinien teraz wykazać, że ta decyzja banku
kosztowała go takie a takie straty, bo on na tej decyzji oparł swoje plany życiowe...
itd.
Bank powinien ponieść koszty swojej błędnej decyzji!
Jak sytuacja jest odwrócona, jak ja-klient się pomylę to bank
NA PEWNO każe mi zapłacić wszelkie swoje wyliczone z sufitu koszta.
To ja pytam pana kr_kr GDZIE ta wręcz konstytucyjna
RÓWNOŚĆ PODMIOTÓW ? ? ?
-
2011/10/13 10:18:09
@11krzych
To chyba nie tak. Złożył wniosek o kartę i dostał kartę. Skąd miał wiedzieć, że to pomyłka?

Bo ... dostał odmowę?
I zwróć uwagę, że on się nie rzuca i wojuje o to, że bank mu tę kartę cofnął.
On się rzuca, że "bezczelny" bank każe mu spłacić kwoty, które tą kartą wydał.

@kjking
Miał umowę? Podpisaną przez bank?
No to niech sobie sprawdzi, kiedy i na jakich warunkach bank może mu tę kartę cofnąć. Jak bank je naruszył - to niech się czepia tego naruszenia. A nie tego, że skoro bank mu ją przez pomyłkę wystawił, to on wydanych nią pieniędzy (przez siebie) nie będzie spłacał.

Co do pisania o "planach życiowych" związanych z kartą kredytową z zawrotnym limitem 2000zł to nie wiem - śmiać się, czy płakać?
-
2011/10/13 11:00:36
@ kr_kr
NIE CHE MI SIĘ prowadzić maglowych kłótni.
Jesteś bardzo agresywny - ja twoich poglądów NIE wyśmiewałem.
A co do meritum
Prawo jest, a przynajmniej powinno być PONAD umową banku.
A coraz częściej jest tak, że bankom (i nie tylko im) wydaje się, że
swoimi umowami STANOWIĄ PRAWO!
Skoro bank zawarł umowę z klientem - bo przesłał mu kartę.
To teraz powinien ponieść tzw. KARY UMOWNE ogólnie stosowane w takich przypadkach ... za zerwanie ZAWARTEJ już umowy.
A mnie jako klienta NIE obchodzą błędy banku TO ICH wewnętrzna sprawa!!!
Oczywiście klient musi spłacić zadłużenie na karcie,
ale na WARUNKACH zawartych w UMOWIE,
a nie na warunkach jakie sobie TERAZ zażyczył bank!
To jest kwestia sporna. Zmiana warunków spłaty.
Bank popełnił błąd i jego tłumaczenia są śmieszne, a niedogodności
wynikające z błędu banku ma ponieść klient
PYTAM - CZEMU ? ? - jakim prawem ???
Bo chyba tylko prawem, że DUŻY MOŻE WIĘCEJ !!!
i proszę o nie wyśmiewanie a RZECZOWĄ odpowiedź
PS
NIE rozumiem już zupełnie tej agresji
w szczególności na pojęcie -PLANY ŻYCIOWE-
Każda decyzja jest jakimś planem życiowym i forma skrótowa
wypowiedzi na forum powoduje TAKIE skróty myślowe.
Wydawało mi się to dość zrozumiałe i ogólnie przyjęte.
Ale widać się pomyliłem.
-
2011/10/13 21:17:37
Odpowiedź brzmi: Getin Bank.
-
2011/10/13 22:36:30
@kjking
@Prawo jest, a przynajmniej powinno być PONAD umową banku.

W wolnym kraju mam prawo wiązać się z bankiem taką umową, jaką uważam za właściwą i która jest zgodna z obowiązującym prawem. Zgodna, a nie ustalona przez.

@Skoro bank zawarł umowę z klientem - bo przesłał mu kartę.

Umowa to nie karta. Umowa to kartka papieru zapisana drobnym druczkiem.
95% podpisujących jej nie czyta. Potem mają pretensje, że "nie wiedzieli".

@To teraz powinien ponieść tzw. KARY UMOWNE ogólnie stosowane w takich przypadkach ... za zerwanie ZAWARTEJ już umowy.

Kary umowne jak sama ich nazwa wskazuje są zapisane w umowie. Skoro więc ma w umowie zapisane kary za wypowiedzenie umowy przez bank - to oczywiście jak najbardziej mu się należą.

@A mnie jako klienta NIE obchodzą błędy banku TO ICH wewnętrzna sprawa!!!

Oczywiście. Nie zmienia o faktu, że bank ma prawo wypowiedzieć Ci umowę. Oczywiście to wypowiedzenie musi być zgodne z umową - ale o tym nic nie wiemy. Wiemy jedynie, że piszący nie chce spłacać tego, co kartą wydał.

@ Oczywiście klient musi spłacić zadłużenie na karcie,
@ ale na WARUNKACH zawartych w UMOWIE,
@ a nie na warunkach jakie sobie TERAZ zażyczył bank!

A skąd wiesz, że te warunki spłaty miały być inne niż w umowie?
Często zresztą jest tak, że wypowiedzenie umowy przez bank narzuca określoną zasadę spłaty. Wiesz, że tak nie było? Bo ja wiem tylko, że nie chciał tego spłacać.

Przypuszczam również, że autor konfabuluje w innych sprawach. Bo o ile wiem to terminal w sklepie podaje jedynie informację o zastrzeżeniu karty (i konieczności jej zatrzymania), a nie przyczynie zastrzeżenia.
A autor twierdzi, że na terminalu wyświetliła się informacja, że została "zgubiona".

Jeżeli więc tu zmyśla dla wywarcia lepszego wrażenia, to ile prawdy jest w pozostałym opisie sytuacji?

@ NIE rozumiem już zupełnie tej agresji
@ w szczególności na pojęcie -PLANY ŻYCIOWE-
@ Każda decyzja jest jakimś planem życiowym i forma skrótowa
@ wypowiedzi na forum powoduje TAKIE skróty myślowe.

Wybacz, ale dla mnie forum internetowe nie jest śmietnikiem, gdzie można pisać byle co i byle jak - dla mnie jest taką samą formą dyskusji jak każda inna.
Więc pojęcie "plan życiowy" rozumiem jako plan na życie. I rozważanie, czy rano zrobię sobie kawę czy kakao nie kwalifikuje się pod tak mocne określenie (mimo że to też jest jakaś decyzja).
-
2011/10/13 23:16:16
@kr_kr
"Umowa to nie karta. Umowa to kartka papieru zapisana drobnym druczkiem. "
I taka umowa jest podpisana.

"Oczywiście. Nie zmienia o faktu, że bank ma prawo wypowiedzieć Ci umowę. Oczywiście to wypowiedzenie musi być zgodne z umową - ale o tym nic nie wiemy. Wiemy jedynie, że piszący nie chce spłacać tego, co kartą wydał. "
Bank nie wypowiedział umowy, bo nie może tego zrobić na podstawie żadnego z jej zapisów o czym klient poinformował konsultanta i nie otrzymał żadnego słownego czy pisemnego wypowiedzenia tej umowy.

Klient chce spłacić to co wydał na zasadach określonych w umowie: jest okres rozliczeniowy, przychodzi wyciąg a klient spłaca wg swojego kaprysu tyle ile chce, byle nie mniej niż minimalna kwota spłaty. Nie może żaden konsultant żądać natychmiastowej spłaty.

"Często zresztą jest tak, że wypowiedzenie umowy przez bank narzuca określoną zasadę spłaty." Bank nie wypowiedział umowy. Umowa jasno definiuje kiedy bank może to zrobić i nie miał żadnej możliwości wypowiedzenia jej. Bank twierdzi, że umowa jest nieważna - stąd uważa że nie ma czego wypowiadać.

"Przypuszczam również, że autor konfabuluje w innych sprawach. Bo o ile wiem to terminal w sklepie podaje jedynie informację o zastrzeżeniu karty (i konieczności jej zatrzymania), a nie przyczynie zastrzeżenia."
Kasjerka i ochroniarz w sklepie po prostu zgadli, tak? a pracownicy banku przyznali się do tego ze zwykłej uprzejmości? Przypuszczenia są całkowicie chybione.
-
2011/10/14 12:57:19
Tylko mBank :D albo coś z grupy Noble :D
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users