Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Koniec mitu o konserwatywnej bankowości. Szwajcarskie banki jak wydmuszki

Pewnie od czasu do czasu zadajecie sobie pytanie: czy europejska branża bankowa jest rzeczywiście w tak złej sytuacji, jak wszyscy mówią. Czy te wszystkie Santandery, Credit Suissy, Paribasy, Barclaysy są rzeczywiście kolosami na glinianych nogach, większymi niż Bank of America, czy Citigroup, nie mówiąc już o bankach azjatyckich? Niestety, coraz więcej przesłanej wskazuje na to, że rzeczywiście europejskie banki są bardziej chore, niż jakiekolwiek inne na świecie. Wpadł mi w ręce najnowszy raport Boston Consulting Group. Analitycy BCG policzyli jakie obciążenia ponoszą światowe banki, by wypełnić zalecenia nadzoru dotyczące wysokości i jakości wymaganego kapitału. Przypomnijmy, że nadzór zażądał od banków podniesienia już teraz tzw. współczynnika wypłacalności. Musi on w każdym banku wynosić co najmniej 9 proc., z tego 7 proc. ma zapewniać tzw. rdzenny kapitał (z ang. Core Tier 1).

Według Boston Consulting, jeśli obliczyć wymogi kapitałowe „po nowemu” (według tzw. standardów Bazylei III), to światowe banki muszą uzupełnić dziurę w astronomicznej wysokości 354 mld euro. A najgorzej mają się właśnie banki w Europie, na które przypada ponad połowa - 221 mld euro - dodatkowego kapitału. Na banki w USA przypada 65 mld euro, a dla tych z Azji i rejonu Pacyfiku - 68 mld. Poniżej znajdziecie wyszczególnienie tych wyliczeń dla poszczególnych krajów. Mnie osobiście zszokowały zwłaszcza statystyki dotyczące banków w Szwajcarii, uchodzącej za ostoję tradycyjnej, konserwatywnej bankowości. A guzik prawda! Banki w Szwajcarii, które (licząc „po staremu”) miały bardzo wysoki współczynnik wypłacalności rzędu 17,6%., według nowych standardów mają już tylko 4,7%. Nie lepiej mają się banki w Niemczech, gdzie też podobno bankowość zawsze była konserwatywna, a podejście do ryzyka nabożne. Licząc „po staremu” niemieckie banki miały przeciętną wypłacalność na poziomie 11,4%, a według nowych kryteriów - będą miały ledwie 3,7%.

Boston Consulting raport

Ten wykres, który wkleiłem powyżej, pokazuje zmianę współczynników wypłacalności banków po przejściu ze standardów Bazylei II na zasady Bazylei III, a także potrzebne kapitały, by powstałą dziurę załatać. Nad nazwami krajów macie kółka z współczynnikiem wypłacalności banków w danym kraju, liczonym „po staremu”. Potem są słupki pokazujące ile kapitału trzeba „odpisać” przechodząc na bardziej restrykcyjne przepisy Bazylei III. Te słupki są rozbite na część pokazującą m.in. odpisy z tytułu ryzyka rynkowego (ciemna zieleń), ryzyka drugiej strony transakcji rynkowych, które banki prowadzą (jasna zieleń), posiadanego przez banki tzw.kapitału hybrydowego, czyli emitowanych przez nie instrumentów - będących połączeniem obligacji z kapitałem akcyjnym - mających imitować kapitał własny (ciemnoniebieski). Jest też spadek tzw. „regulatory capital”, czyli wartości firmy liczonej według zasad Bazylei III (jasny beż). A poniżej słupków mamy wypłacalność banków liczoną „po nowemu” i wartość potrzebnego kapitału, by zalepić powstałą lukę. .

Patrzę na wykres i widzę, że szwajcarskie giganty bankowe, które wydawały się bezpieczne i stabilne, okazują się być - bankowców proszę o wybaczenie, bo świadomie piszę to z pewną przesadą, ale... chyba coś w tym jest - gigantycznymi „wydmuszkami”. Mają najwyższe ze wszystkich banków ekspozycje na ryzyko rynkowe, co prawdopodobnie oznacza, że imają się relatywnie najbardziej ryzykownych interesów, związanych pewnie z bankowością inwestycyjną (to ta ciemnozielona część słupków). Zorganizowały też sobie - by móc działać na większą skalę - mnóstwo kapitału hybrydowego, który będą musiały wymienić na jakiś „normalny” kapitał. Z szacunków BCG wynika też, że pod rządami Bazylei III trzeba będzie odpisać ogromne ilości euro z wartości majątku banków. Nota bene: więcej od Szwajcarów kapitału hybrydowego mają tylko niemieckie banki, też nieźle w tej kwestii kombinujące (to chyba nad Renem na największą skalę stosuje się ten rodzaj finansowego „wspomagania”).

Generalnie sytuacja banków w Europie jest taka, że jeśli sprawdzić ich ryzyko rynkowe prowadzonych operacji, stopień ryzyka wynikający z wiarygodności kapitału będącego po drugiej stronie różnych transakcji i jeśli odjąć jeszcze kapitał hybrydowy, który został wymyślony tylko po to, by „udawał” w bankach kapitał własny... to okaże się, że banki na Starym Kontynencie są słabiej skapitalizowane, niż te w USA, nie mówiąc już o azjatyckich. Zresztą spójrzcie też na poniższy wykres - publikowałem go już kiedyś w blogu. A mówi on jak finansują się banki w Europie, a jak w USA. Amerykanie biorą pieniądze na kredyty z depozytów, a europejskie banki - z tzw. rynku hurtowego, czyli... pożyczając od innych banków. Innymi słowy: przelewając z pustego w próżne. 

Bank funding structure IIF

piątek, 23 grudnia 2011, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/12/23 23:15:19
No cóż >Pod latarią najciemniej< Banki wymyślają nam maluczkim rekonmendacje "S" "T",mówią pożyczaj tyle abyś dał rade oddać,ale same mają niezły burdel na swoim podwórku.Pożyczają więcej niż same maja w swoich skarbcach.I jak ma to nie pierdolnoć wszystko.
Czytając o wysokości zadłużenia niektórych krajów zastanawiam jak oni jeszcze funkcjonują?!
-
2011/12/24 02:34:48
Od kilkunastu lat trąbię, że to jedna wielka ściema, a tu się dopiero budzi Pan Samcik? :)

Co za różnica czy 4,7% czy nawet 11% . Jak się ludzie ockną i rzucą do kas to i 99% nie starczy by nie doszło do plajty.

A rzucą się na pewno. Pytanie tylko w którym dniu to się zacznie. (W Grecji co przezorniejsi już dawno wszystko wybrali z banków).
-
2011/12/24 02:38:28
Jest jeszcze gorzej dla bankow europejskich, poniewaz jakosc ich portfela, w ktorym nie brakuje obligacji greckich, hiszpanskich i wloskich jest gorsza niz bankow amerykanskich.
-
2011/12/24 03:27:08
Samcik, debil jestes.
A Szwajcaria dla takich jak ty doskonaloscia nie do osiagniecia ...
-
2011/12/24 04:10:39
Szwajcarskie banki jak wydmuszki, frank niedlugo po 4 zety.
-
2011/12/24 07:01:24
I dlatego, tylko ZLOTO prosze panstwa. zloto, zloto i jeszcze raz zloto.
-
2011/12/24 08:59:57
A nie jest przypadkiem tak, że ostatni wykres porównuje dwie odrobinkę różne rzeczy -- aktywa banków amerykańskich z pasywami banków europejskich? Zwłaszcza, że poza Szwajcarią, pierwszy wykres sugeruje całkiem podobną strukture kapitału banków Europy i Ameryki.
-
2011/12/24 09:31:19
@arnoldbuzdygan
Albo jesteś głupi, albo masz edukację ekonomiczną na poziomie "doratcuf" PiS.
Jak WSZYSCY klienci ruszą do kasy to nawet najzdrowszy bank tego nie wytrzyma, bo bank jest po to, żeby zarabiać pieniądze na pieniądzach, a JEDYNYM sposobem zarabiania pieniędzy na pieniądzach jest ich pożyczanie na procent. Więc, żeby Ci wypłacić JAKIEŚ odsetki z twojego depozytu to musi TWOJE pieniądze pożyczyć komuś innemu. Więc w danej chwili bank nie ma twoich pieniędzy bo pożyczył je komuś innemu. Wiec jak po nie przyjdziesz przed terminem wypłaty to bank zwyczajnie ich nie ma. Współczynnik wypłacalności jest właśnie po to, żeby takim debilom jak Ty (albo ludziom, którzy muszą to zrobić - np. ze względu na wypadki życiowe) bank mógł wypłacić natychmiast ich pieniądze (oczywiście bez odsetek) bazując na kapitale własnym.
Cały problem jest w tym, żeby kapitały własne były "używalne" natychmiast (czyli gotówka w skarbcu), a nie "za chwilę" (czyli właśnie to o czym pisze Pan Samcik).
Więc jak chcesz to trzymaj swoją kasę w skarpecie albo w tapczanie, a nie wciskaj innym kitów.
Ja będę swoją trzymał w bezpiecznym banku.
-
2011/12/24 09:36:38
w przypadku szwajcarii dwa banki ubs i credit suisse sa odpowiadzialne w zasadzie za ten obrazek. duza czesc ich dzialalnosci zlokaloizowana jest za granica wiec jesli beda jakies problemy szwajcarow to akurat nie bedzie dotyczyc bo syf zostanie za granicami kraju.
-
2011/12/24 12:23:57
geminix: "Ja będę swoją trzymał w bezpiecznym banku."


Czyli ktorym?
Poza tym daruj sobie wyzwiska i po trzecie w ogole nie zrozumiales wymowy mojej wypowiedzi.
A jest ona taka, ze nieistotne sa te wspolczynniki (czy 4% czy 11%) bo jesli ludziom puszcza nerwy i rzuca sie do kas po gotowke to bankom nie pomoze i 99% współczynnik.
A jesli nie rzuca to i 1% bedzie OK.

Trzymanie kasy w skarpecie tez nie pomoze - zje je dewaluacja.
-
2012/03/15 01:25:01
Bezpieczny bank jest jeden - nazywa się łopata(ewentualnie kilof) i skrzynka najlepiej schowana w górach Szwajcarii - choć ryzyko operacyjne jest olbrzymie, choćby ze względu na zakaz obozowania na "dziko" i wysokie kary za to. (Pewnie było wielu chętnych ;-) )

Po drugie Wy trochę mylicie pojęcia. Większość banków(zwłaszcza szwajcarskich) jako taka jest bezpieczna jeśli chodzi o przechowywane depozyty(choć oczywiście są okazyjne włamania). - Czyli klasyczną bankowość. Inflacja robi swoje ale ona jest niezależna i tylko "Chuck Norris" tak naprawde nią rządzi.

To o czym tu jest mowa dotyczy głównie popularnych rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych. W zasadzie to wina samych klientów, że niezbyt dokładnie czytają i rozumieją umowy, choć z oszczędnościowego procenta na takich rachunkach niewiele dzisiaj zostało.

Po trzecie zakładając taki rachunek zwany rorem decydujesz się na to, że bank w Twoim imieniu inwestuje środki tam zawarte jednocześnie umożliwiając wypłatę w teoretycznie dowolnym momencie, pod warunkiem, że aktualnie dysponuje gotówką(to kwestia przede wszystkim jego stabilności). Jaki jest Twój zysk? Ano czasem kilka procent, czasem 0,1% czy nawet 0%. Ale cóż Twoja wola - sam to podpisałeś. Stąd zresztą pochodzi nazwa "oszczędnościowy". Rozliczeniowy - bo bank dzięki statystykom(którzy m.in. są np. fizykami jądrowymi z wykształcenia) oblicza szanse, że ktoś będzie chciał wypłacić i w jaki dzień. Wiedząc w teorii, kiedy może pożyczyć oprócz "twardego" kapitału z lokat(tam jest sama nazwa oszczędnościowa, bo godzisz się na dłuższy termin blokady, co bankowi daje większy procent szansy, że nie będzie musiał wydać gotówki), pożycza także więcej dzięki rorom.

Jakie są Twoje dodatkowe benefity:
- wypłaty gotówki z części bankomatów bezpłatnie(dlatego mnie wkurzył nieco tutaj Samcik swego czasu)
- darmowe często przelewy internetowe(choć one banków de facto nie kosztują nic, bo i tak muszą utrzymać infrastrukturę) - ale niektórzy i tak lubią na nich zdzierać
- możliwość śledzenia Twojej gotówki (to akurat jest główny argument rządów, które dzięki temu przepisami zmuszają ludzi do posiadania kont)
- niższe koszty operacyjne dla firm, Twój pracodawca Ciebie zmusi/zachęci ewentualnie podziękuje:-) za założenie konta.
- oprócz tego "interesujące" oferty produktów bankowych(a nuż ten klient złapie haczyk :-) i zrobimy na nim więcej)

Zakładając koszty operacyjne etc. np. wypłaty gotówki i inne dla Banku każdy ror kosztuje go różnie - ale średnio pewnie jest to mniej więcej niewiele. Np. 50 złotych/msc. zakładając, że część klientów jest wredna i wypłaca część gotówki 50 w bankomatach niezależnej spółki(czytaj ****netu ;-) ), a do tego klient dostaje pensję minimalną, którą wypłaca w 5 minut po założeniu konta.

Dlatego też w przypadku lokaty bank często oferuje dużo większe oprocentowanie mając większą pewność, że jej nie zerwiesz. Dodatkowo popularne konta głównie oszczędnościowo to niezły numer - bo kolejna wypłata/przelew na ror poza jedną w msc. jest karana opłatami, co i tak daje większą szansę, że klient będzie trzymał na lokacie.

Zasadniczo wszelkiego typu prezenty dodawane do rorów w promocjach to dla banków czysty zysk -> dadzą klientówi coś kosztujące powiedzmy 100 PLN, co kupili za 50 PLN on deklaruje wpłaty np. po 2 tysiące z pensji miesięcznie, stastycznie część użyje karty do rachunków, a więc nie wypłaci pierwszego dnia całości i już bank teoretycznie pożyczać może duże sumy. Dodajemy ubezpieczenie w BFG i wszyscy są "happy", poza klientem świadomym, że kiedy on dostaje 0,1% na ROR, bank robi na tym np. 5% uwzględniając wszystkie możliwości żądań wypłaty.

Wbrew pozorom taki system jest dość bezpieczny, bo sprawdźcie sobie sami ile banków upadło i BFG musiał ratować klientów.

Problem czyli schody zaczynają się, gdy bank wpakuje się w złe inwestycje. Ale dobre znajomości wśród polityków i idea wspólnego interesu klientów oraz dziennikarzy sprawia, że taka Grecja dając nam przykład jak zadłużać się mamy. Jednoczesnie ratuje sie banki drukując przez EBC i nie tylko pieniądze...
-
2012/03/29 10:24:28
A frank mimo wszystko trzyma się jak zaklęty, dzis 3,44. Natomiast jedynym bezpiecznym bankiem skrzynia zakopana pod ziemią, niestety przed inflacją nas nie ochroni.
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users