Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Odkładanie pieniędzy czyli bajki o żelaznym wilku. Kogo stać dziś na oszczędzanie?

O tym, że niewielka część z nas odkłada pieniądze z myślą o oszczędzaniu wiemy z dziesiątek najróżniejszych badań, sondaży i analiz. Ze wszystkich razem i każdego z osobna wynika, że nawyk systematycznego oszczędzania lub inwestowania ma 10-15% Polaków. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby dotyczyłby on choćby połowy z nas, skoro ten nikły odsetek ciułaczy zgromadził na depozytach bankowych prawie 500 miliardów złotych. Nowe światło na naszą skłonność i możliwości odkładania pieniędzy rzucają analizy Fundacji Kronenberga, przeprowadzone ostatnio. Otóż wychodzi z nich, że 32% ludzi w ogóle jest wyłączonych z procesu oszczędzania ze względu na status finansowy - zwykle 2000 zł budżetu miesięcznego na całą rodzinę. Kolejne 14% osób to młokosy, które funkcjonują na wysokim poziomie beztroski i niskim poziomie dochodów, bo studuiją albo się uczą. A jak mają jakąś potrzebę, to zaciągają kredyt gotówkowy. I niestety aż 13% z nich ma kłopoty ze spłatą rat. Ich też do oszczędzania zagonić się nie da. Zostaje niecałe 50% populacji, która ma potencjał.

Fundacja Kronenberga 2011

Fundacja Kronenberga 2011

Fundacja Kronenberga 2011

Ale potencjał to jedno, a jego wykorzystanie w realu - to drugie. Bo czterech na pięciu z tych „rozsądnych”, którzy mogliby oszczędzać, niestety nie wykazuje w tym zbożnym dziele jakiejkolwiek systematyczności. Większość z nich odkłada coś od czasu do czasu, ale z takim podejściem do oszczędzania - powiedzmy sobie szczerze - daleko nie zajadą. Brak systematyczności oznacza bowiem jednocześnie brak determinacji i brak wiary w to, że systematyczne odkładanie pieniędzy ma sens. A to z kolei skutkuje nieuchronnie zaprzepaszczaniem zaoszczędzonych pieniędzy przy pierwszym kryzysie lub większej potrzebie finansowej. W sumie tylko 7% ludzi systematycznie odkłada pieniądze. I jest to mniej więcej ten sam odsetek od kilku lat. Wstydliwy wskaźnik, zwłaszcza dla urzędników Ministerstwa Finansów, które powinno budować potencjał narodowych zaskórniaków, by było komu sprzedawać rządowe obligacje. A tymczasem miesięczny popyt na detaliczne obligacje nie przekracza 100-120 milionów złotych miesięcznie. Marnizna.

Fundacja Kronenberga 2011

Wizja oszczędzanie na emeryturę też nas nie kusi - z cyferek podanych przez Fundację Kronenberga wynika, że zajmuje się tym góra 14% Polaków, co oznacza, że średnio trzy na pięć osób, które mają potencjał do oszczędzania swój dodatkowy kapitał emerytalny mają głęboko w tyle. I to już nie jest nawet smutne, to jest niebezpieczne, bo jeśli prywatnie nie zbudujemy sobie poduszki finansowej, to niestety na starość będziemy wyjadać resztki ze śmietników. Ostatnio jedna z moich znajomych dostała z ZUS informację o wartości składek zebranych w tzw. I Filarze. Zakład Ubezpieczeń poinformował ją, że gdyby dziś przeszła na emeryturę, wypłacano by jej 220 zł miesięcznie. A jeśli będzie pracowała do 60-tki (planu wydłużenia wieku emerytalnego przez tuskowy rząd ZUS-owskie kwitki jeszcze nie obejmują), to dostałaby 700 zł miesięcznie.

Fundacja Kronenberga 2011

Oczywiście znajoma płaci jak najniższe składki, bo część pieniędzy prawdopdoobnie dostaje od szefa pod stołem, a część ma z działalności gospodarczej, „oskładkowanej” tak nisko, jak tylko się da. ZUS wykonuje świetną robotę edukacyjną, już teraz ostrzegając moją znajomą, lat 34, że ma się bujać, bo z wypłacanej przez tę instytucję emerytury nie wyżyje. Ale dopóki systematyczne oszczędzanie będzie deklarować 7% z nas, a oszczędzanie na emeryturę - 14% i dopóki połowa z nas będzie w ogóle wyłączona z tych procesów ze względu na niskie dochody bądź młodzieńczy pęd do wyszumienia się, nie będzie szansy, by za 20-30 lat ominął nas widok emerytów przymierających głodem. A w zasadzie na to, by to nas ominął ten los.

czwartek, 01 grudnia 2011, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/12/02 08:08:59
My nigdy nie potrafiliśmy oszczędzać. Polski wzrost jest oparty na konsumpcji, tak jak amerykański. Azjaci w tym samym czasie generują oszczędności, o jakich nam się nie śniło, nawet w Polsce. Polak z zarobków 3000 zł przeje wszystko i jeszcze się zadłuży. Wietnamski zmywacz talerzy w wietnamskim barze w Warszawie z pensji 1800 zł odłoży 300 zł miesięcznie. Polak musi kupić sobie odzież odpowiedniej marki, zjeść rzeczy do których jest przyzwyczajony, jeździć samochodem, mieć kablówkę i często dzwonić przez komórkę - bo dostał 500 darmowych minut w swoim nowym droższym abonamencie. A Wietnamczyk musi odkładać, a w luksusie będą żyć jego dzieci. Zastanawialiście się czasem czemu można w Warszawie zobaczyć wietnamskich chłopców za kierownicą nowego Audi albo Porsche Cayenne (w okolicach Górki Szczęśliwickiej na Ochocie to dość częsty widok)? Otóż ich ojcowie zaczynając od zmywania naczyń w barze odkładali i mądrze inwestowali. Oczywiście azjatycki model wzrostu ma swoje koszty - Wietnamczyk, który przez dwadzieścia lat odżywiał się najtańszymi resztkami po kurczaku, spał na zapleczu baru, czy chodził w plastikowych chińskich koszulkach nie pożyje tyle, co dobrze odżywiony, wyspany zadłużony Polak. Jednak za kilkadziesiąt lat to Azjaci będą rozdawać karty - w Polsce i na świecie.

.........
6 najważniejszych informacji finansowych
top6info.blogspot.com/
-
2011/12/02 10:41:42
No dobrze Panie Maćku. Ale niech mi pan powie jak oszczędzać?

Wpłacę pieniądze na lokatę, teraz jest powiedzmy ok. jednodniowa kapitalizacja - wyjdę na tym powyżej inflacji. Jak przypierniczą podatek belki to wszystkie lokaty będą pod kreską inflacji. To samo z obligacjami i bonami skarbowymi - po policzeniu ile traci się na podatek belki wychodzi również, że nie warto oszczędzać.
Są jeszcze fundusze i "polisy funduszowe", że tak je nazwę. Ale ryzyko jest w ich przypadku dużo większe trwają całe lata (i słusznie) i mało ludzi się na nie zdecyduje. Obrót akcjami to dużo większe ryzyko, no i trzeba w sumie śledzić co w trawie piszczy - bardzo mało ludzi ma na to czas i nerwy trzyma na wodzy. Później są już tylko instrumenty o poziomie ryzyka akceptowanym przez może 1 promil polulacji więc nie będę o nich wspominał.

Więc populacja Polaków działa całkowicie racjonalna - wydają pieniądze bo nie opłaca się oszczędzać. A Tych którzy trzymają pieniądze na lokacje i wychodzą poniżej inflacji można po prostu nazwać frajerami.

Natomiast kultura oszczędzania o której pan wspomina, to jest temat rzeka - ale nie minął jeszcze nawet czas jednego pokolenia od czasu hiperinflacji która zabrała ludziom dokładnie całe pieniądze. Tylko racjonalna polityka która uczy oszczędzania mogłaby przynieść jakieś owoce, ale pewnie nie wcześniej niż po upływie czasu pokolenia. A jak wiadomo polityków nie obchodzą czasy w których na pewno nie będą pełnili rządów - moim zdaniem nikogo to nie obejdzie. Dla polityka ważne jest by konsumpcja rosła - wtedy będzie mógł pochwalić się rosnącym PKB - a to leży w sprzeczności z "nauką oszczędzania" która PKB wręcz przycina. Taka jest rzeczywistość, dlatego wprowadzają podatek belki do lokat z jednodniową kapitalizacją.

Natomiast myślę, że sam kupowałbym obligacje gdyby zniesiono obowiązku podatku belki od ich dochodów. W USA tak jest - jest podatek od zysków kapitałowych, ale są z niego wyłączone obligacje rządowe. To taka moja propozycja, ale jak napisałem wcześniej - bez szans wydaje się jej wprowadzenie.
-
2011/12/02 19:17:39
@ mentatd_at_gmail

Sprostowanie: dochody z obligacji rządowych nie są w USA zwolnione z opodatkowania. Ale ich rentowność jest tak niska, że i bez podatku nie wyrównują inflacji. Natomiast zwolnione z podatku są, w większości przypadków, obligacje komunalne, które przez to jednak mają jeszcze niższą rentowność.
-
2011/12/02 22:14:29
@mentatd_at_gmail: Święte słowa prawisz. Dodam jeszcze, że pobieranie podatku od całości odsetek z lokat (zamiast od odsetek pomniejszonych o inflację) to bandytyzm w czystej postaci. W praktyce człowiek, który poniesie realną stratę musi dodatkowo zapłacić jeszcze haracz państwu.
-
2011/12/03 11:22:17
Wobec powyższych opinii wynika, że oszczędzanie w Polsce w ogóle się nie opłaca - tylko inwestowanie ma sens. Zyski z tego inwestowania należy ponownie reinwestować i tak do przodu. Niezbędna życiowa konsumpcja na bieżąco, z części bieżących dochodów z czynnej pracy lub z części zysków inwestycyjnych w przypadku nie posiadania pracy. Wobec powyższego główną umiejętnością jaką należy posiąść, to jest właśnie umiejętność rozumnego inwestowanie, racjonalne i z głową.
-
2011/12/04 16:22:41
Konsumpcja konsumpcją, a inwestowanie inwestowaniem, ale jak chcecie mieć pewność, że realnie nie stracicie, to - o ile wierzycie, że ten kraj nie zbankrutuje - wkładajcie część oszczędności w 10-letnie obligacje skarbowe. Oprocentowanie to inflacja plus kupon, więc realnie zawsze będziecie do przodu.
Pozdrawiam!
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users