|
Blog > Komentarze do wpisu
Tego jeszcze nie było: kup polisę, a jak dobrze pójdzie odzyskasz połowę składekNiechętnie rozmawiam z ludźmi dzwoniącymi do mnie z banków. Wychodzę z założenia, że jeśli będę potrzebował jakiejś nowej usługi to sam sobie ją znajdę. A jeśli bank mi coś proponuje, to z reguły w momencie, w którym tego nie potrzebuję i na warunkach niekoniecznie konkurencyjnych. A przy tym zapewne będzie to nieporadny telemarketing, zabijający chęć do życia. Wyjątek robię tylko wtedy, kiedy bank chce zainwestować w relację intymną :-). Tym razem zadzwoniono do mnie z Alior Banku, ale nie zbyłem pani z call-center od razu, bo mnie zaintrygowała. Powiedziała, że wspólnie z ING Życie chce mi sprzedać ubezpieczenie „Życiowy Bonus”. Tak naprawdę użyła do tego kilku innych zdań, sugerujących chęć lepszego zorganizowania mojej rzeczywistości finansowej, ale odsysając ładne słowa od rzeczywistych intencji - po prostu chodziło jej o sprzedanie mi polisy na życie. Sprawa mnie zaintrygowała, bo takiej polisy, jaką pani mi zaoferowała, nie znalazłem na stronie internetowej Alior Banku, w standardowej ofercie. Postanowiłem zgłębić problem i wdałem się z panią w dyskusję o „Życiowym Bonusie”. Okazało się, że to bardzo proste, terminowe ubezpieczenie, obejmujące tylko jedną osobę i obowiązujące przez pięć lat od podpisania cyrografu. Odszkodowanie jest wypłacane wskazanej w polisie osobie wyłącznie w przypadku śmierci ubezpieczonego. Pieniędzy jest nieco więcej jeśli mamy do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem lub wypadkiem komunikacyjnym. Sumy ubezpieczenia zaczynają się od 10.000 zł, a kończą na 70.000 zł. Składka wynosi od 15 zł miesięcznie do 40 zł. Polisa ma jedną rzeczywiście unikalną cechę, z którą do tej pory - nie będąc wybitnym specem od ubezpieczeń - się nie spotkałem. Otóż jeśli kupię tę polisę i przez cały czas trwania umowy, czyli rzeczone pięć lat, nie przydarzy mi się nic złego, ING Życie zwróci mi część wpłaconych składek. A konkretnie - połowę. Przyznam, że to bardzo ciekawy wabik. Zwykle bowiem pieniądze wpłacane na ubezpieczenie - zwłaszcza jeśli jest to ubezpieczenie na życie lub mieszkaniowe - traktujemy jako wydatek nie do odzyskania, swoistą cenę świętego spokoju. A tu proszę: można dostać polisę i mieć gwarancję wypłaty odszkodowania, a przy tym jeszcze możliwość odzyskania połowy wpłaconych pieniędzy. A pewna rosyjska firma wypożyczająca samochody ma już pomysł na co taką odzyskaną forsę można byłoby przeznaczyć... :-) Czytaj też o Ciesnym Wieśku, który również zagrał w drużynie ING Gdyby pofilozofować, to słabą stroną tego interesu jest fakt, że klient może dojść do wniosku, że skoro firmie ubezpieczeniowej opłaca się oddawać połowę składki, to znaczy, że została ona skalkulowana na zawyżonym poziomie, ergo: klient jest robiony w bambuko. Ale to już budowanie teorii nazbyt złożonych, których snucie nie przyjdzie do głowy przeciętnemu klientowi Alior Banku, namawianemu na ubezpieczenie ze zwrotem połowy składki. A czy cena faktycznie jest zawyżona? Cóż, przy najwyższym proponowanym wariancie ubezpieczenia - a więc zakładając sumę na polisie wynoszącej 50.000 zł - miesięczna składka wynosi 40 zł. Porównałem to z moim prywatnym ubezpieczeniem, które również jest bardzo proste w konstrukcji i też pięcioletnie (choć poza śmiercią obejmuje też urwanie ręki, nogi, ogłuchnięcie i oślepnięcie), ale opiewa na znacznie wyższą kwotę. I z tego co wiem jest to jedna z bardziej konkurencyjnych polis na rynku (a w każdym razie była w czasie kiedy ją zawierałem). Gdybym przełożył składkę, którą płacę, na sumę ubezpieczenia 50.000 zł, to płaciłbym miesięcznie 28 zł. Biorąc pod uwagę możliwość zwrotu połowy składki przez ING Życie, ich polisa kosztowałaby mnie 20 zł miesięcznie. Rzeczywiście niedużo. Można też spojrzeć na sprawę z drugiej strony - te 40 zł miesięcznie (przy założeniu, że po rabacie suma wyniesie 20 zł) oznacza konieczność wysupłania 240 zł rocznie i 1200 zł w skali całego okresu ubezpieczenia. Innymi słowy zapłacę w formie składek ok. 5% wartości sumy ubezpieczenia, a po rabacie - 2,4%. Firma ubezpieczeniowa pójdzie z torbami, jeśli będzie musiała wypłacić odszkodowanie co dwudziestemu klientowi. Czy mi się tylko zdaje, czy śmiertelność w całej populacji jest znacznie niższa? Wiem, czepiam się strasznie, bo ubezpieczenia dokładnie tak działają - firmy ubezpieczeniowa zgarniają znacznie wyższe składki, niż by mogły i żyją dzięki temu jak pączki w maśle. Akurat oferta ING - poza kilkoma słabymi punktami, które wskażę za chwilę - należy do stosunkowo tanich, pewnie także dlatego, że sprzedaje się ją z pominięciem agentów, poprzez call-center. A pomysł ze zwrotem połowy składki moim zdaniem może spowodować, że odsetek osób, które zgodzą się zawrzeć umowę, będzie drastycznie wyższy, niż przy klasycznym marketingu telefonicznym. W ogólnych warunkach ubezpieczenia, po pobieżnym przejrzeniu dokumentu, żadnych poważnych pułapek nie zauważyłem, no może poza jedną. Nie, nie chodzi o to, że firma nie wypłaci odszkodowania jeśli krótko po zawarciu polisy osoba ubezpieczona popełni samobójstwo. I nie o to, że nie zapłaci, gdy do śmierci przyczyniła się wojna, niebezpieczne hobby albo alkohol lub narkotyki. Problem w tym, że przez pierwsze dwa lata ING Życie nie wypłaci też odszkodowania w przypadku śmierci, której przyczyną była wcześniej zdiagnozowana choroba ubezpieczonego. To niezbyt fajny zapis, bo generalnie duża część zgonów jest dziś wynikiem chorób przewlekłych. Ba, nawet zatrzymanie pracy serca da się wytłumaczyć jakimś „załamkiem Q”, o czym pisałem jakiś czas temu w blogu. Ponieważ przy zawieraniu polisy nie ma żadnych badań lekarskich (wszelkie choroby trzeba jedynie zgłosić w specjalnym formularzu), nie można wykluczyć, że przy każdym roszczeniu odszkodowawczym pracownicy działu likwidacji szkód będą przetrząsali dokumentację medyczną w poszukiwaniu śladów przewlekłych chorób, które mogły przyczynić się do zgonu. I tym samym zwolnić firmę z odpowiedzialności. O, tak: Czytaj też: Miał polisę, ale pieniędzy nie będzie. Kartdiomiopatia czy kant? Być może krzywdzę teraz firmę ING Zycie, bo nie mam żadnych przesłanek, by sądzić że akurat ona w taki sposób postępuje, ale też nie chce mi się wierzyć, by życie było tak piękne, jak przedstawia to w reklamach Metlife Amplico, firma pragnąca za wszelką cenę zatrzeć złe wrażenie zbudowane przez lata wśród wielu klientów przez swoją poprzedniczkę, Amplico AIG. Przy okazji muszę pochwalić ING Życie za poważne potraktowanie odbiorców i napisanie zrozumiałych, czytelnych i nie obciążonych slangiem ubezpieczeniowym OWU. Już kiedyś zwróciłem uwagę na to, że w ING Życie postawili na komunikowanie się fair z klientem i z zadowoleniem stwierdzam, że firma nie zeszła z obranej drogi. Pod względem konstrukcji i wyglądu OWU inne firmy ubezpieczeniowe powinny się od ING Życie uczyć. Mam natomiast zastrzeżenia do tego w jaki sposób pani z Alior Banku usiłowała mnie na tę ofertę namówić. Pani bez przerwy pytała mnie czy podzielam jej zdanie o tym, iż oferta jest wspaniała, niepowtarzalna i jedyna taka na rynku, zaś składka atrakcyjna. A jeśli nie słyszała wystarczającego entuzjazmu w moim głosie, to już o nic nie pytała, tylko sama nawijała, że „jak pan widzi...”. Denerwujące. A już do szewskiej pasji mnie doprowadziła swoim szczerym zdumieniem, że chciałbym zapoznać się z OWU. Zaproponowała mi, że jeśli mam jakieś pytania to ona sama zajrzy do OWU i mi odpowie.Aż mi się zapaliła czerwona lampka w głowie. Dopiero po tym, jak dałem jej do zrozumienia, że „OWU albo życie”, wskazała gdzie na stronie Alior Banku schowany jest ten dokument. Nie spodobało mi się też, że polisa jest zawierana od razu podczas rozmowy telefonicznej. Myślę, że część ludzi, do których dzwonią telefoniści Aliora, może nie zorientować się, że odpowiadając „tak” na pytanie pani z banku: „czy taka oferta panu/pani odpowiada”, de facto zawierają pięcioletnią umowę, wiążącą się z kilkutysięcznym zobowiązaniem finansowym. Ale może lepsze to, niż rozmowa z agentem? O tym, że pani z Alior Banku opowiadała mi namiętnie tylko o jednym, najdroższym wariancie ubezpieczenia, już nawet nie wspomnę. Generalnie oferta wygląda na porządną, ale sposób jej oferowania przez Alior Bank mi się nie podoba. Za dużo tępego marketingu i zwykłego, ubezpieczeniowego naganiactwa, a za mało „wyższej kultury bankowości”. Plus za pomysł i innowacyjność, ale minus za sposób oferowania klientom. ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego ubezpieczyciela lub zobaczyć co myślą na jego temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. Zapraszam! SPRAWDŹ CZY WARTO ZAŁOŻYĆ IKZE? Firmy ubezpieczeniowe zaczęły reklamować nową odmianę kont emerytalnych, pozwalających zbierać dodatkowe pieniądze na emeryturę. To Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. Wabikiem jest ulga podatkowa. Rocznie można odpisać od podatku nawet kilkaset złotych. Ale czy ta nowinka rzeczywiście pozwala zarobić więcej, niż na Indywidualnym Koncie Emerytalnym, na którym możemy oszczędzać już od wielu lat? Wprawdzie na IKE ulgi podatkowej nie ma, ale... niedziela, 29 stycznia 2012, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2012/01/30 08:41:24
Po przeczytaniu artykułu stwierdzam,że faktycznie nie jest Pan zorientowany w polisach.
Firma Metlife Amplico posiada od wielu lat polisę ze zwrotem składki ( 25% zwrotu po 15 latach ) a obejmuje śmierć, śmierć nw, oraz choroby. 2012/01/30 09:04:48
"KUP POLISĘ"??? Ludzie, polisa to DOKUMENT POTWIERDZAJĄCY ZAWARCIE UMOWY - czyli krótko mówiąc coś w rodzaju PARAGONU. Czy można "KUPIĆ PARAGON"? To, że w reklamach pojawiają się tak idiotyczne sformułowania nie oznacza, że trzeba je małpować. Pomyślcie trochę...
2012/01/30 09:12:17
Z tym zwrotem "zgadza się Pan że to świetna oferta" to nie tylko Alior ma problem - jakiś czas temu zadzwoniła do mnie konsultantka Orange. Oczywiścia gadka szmatka że jestem ich stałym klientem i że w związku z tym ma dla mnie nowy telefon. Potem 5 minut nawijania o tmy jaki to fantastyczny tlefon i czego on nie ma. Nastepnie Pani zapytała ile wydaje teraz na rachunki zgodnie z prawdą odpowiedziałem że korzystam z uroku telefonu na kartę więc formalnie nie płacę rachunków ale możemy założyć że doładowuje 50zl raz na 3 miesiące. Pani przyjęła do wiadomości ale chyba nie zrozumiała bo zaczęła dalej snuć swoją opowieść i mówi że taki fantastyczny telefon może być mój jeśli zmienie numer! (wcale o to nie prosiłem!) i zoobowiąże się przez 36(!) miesięcy doładowywać telefon sumą 25 zł/miesiąc. Po czym padło oczywiście " To fantastyczna oferta zgadza się Pan ze mną prawda?" Odpowiedziałem Nie zgadzam się, gdyż do tej pory płacę 50 zl / 3 miesiące w Pani nowej ofercie będe płacił 75zl/ 3 miesiące to wzrost o 50% ! do tego zmienia mi Pani numer choć wcale o to nie prosiłem i dostaje telefon którego także nie potrzebuje...Panie zamilkła, chwilę jeszcze była na lini ale nie odpowiadała na moje słucham halo..po czym sie...ROZŁĄCZYŁA..
2012/01/30 09:43:55
Panie z Aliora jeśli chodzi o wciskanie klientom ubezpieczeń, faktycznie są bardzo nachalne. Zastanawiam się ile razy można powiedzieć: Dziękuję, nie jestem zainteresowany tym produktem, proszę nie dzwonić do mnie więcej w tej sprawie" - oczywiście za każdym razem dzwoni do mnie niby inny pracownik Aliora. Na razie już 2-gi tydzień mam od nich telefony, staram się już nie odbierać, ale nie wiem kiedy puszczą mi nerwy.
2012/01/30 10:38:31
Ci trenerzy w callcenter po prostu nie rozróżniają że jak rozmawiać z klientem w zależności od tego co oferujemy. A ubezpieczenie na życie jest produktem trudnym, myślę, że obok polisy na zdrowie najtrudniejszym. Już samo to, że na szali stoi nasze życie powoduje, że zupełnie inaczej do takiego produktu podchodzimy. Decyzji nie podejmuje się ad hoc - oni tego w aliorze nie rozumieją i stąd zapewne problemy z komunikacją. Gdyby zresztą ktoś podjął decyzję ad hoc to uznałbym go za idiotę, bez względu na to jak super byłaby to oferta.
Niechęć agenta do pokazania OWU wynika stąd, że jak przeczyta Pan OWU, zastanowi się i jeśli podejmie nawet pozytywną decyzję to pójdzie do oddziału i zawrze umowę w oddziale, a agent ma po prostu prowizję od sprzedaży... i nawet gdyby Pan chciał znów porozmawiać z agentem callcenter z którym pan rozmawiał to nie ma szans bo numer się Panu nie wyświetlił i nawet nie ma do kogo oddzwonić. Tak więc przebieg rozmowy był całkowicie racjonalny :) 2012/01/30 14:07:11
Oj, było było
Klienci którzy założyli Pareto (program oszczędnościowy) w Getin Banku oddadzą prawie 20 proc. wpłat tytułem opłat administracyjnych, a inflacja przez 15 lat też im chrupnie ładny kawałek wartości. Jeśli program nie wypracuje zysków, to też wyjdzie ok 50 proc na rękę, a dotychczas zyski z zainwestowanych pieniędzy nie powalają na kolana ............... Lance do boju, szable w dłoń: Bolszewika goń, goń, goń aleprosiak.blogspot.com/ 2012/01/31 21:01:56
Polisy ze zwrotem pewnej kwoty po zakończeniu okresu ubezpieczenia (jeżeli delikwent nie zszedł śmiertelnie) to tzw. polisy na dożycie. Nic nadzwyczajnego. Tutaj łączona polisa na życie i na dożycie.
A produktów promowanych "tępym marketingiem" wystrzegałabym się. Kupując je, dajemy sygnał, że taki sposób sprzedaży mi się podoba. A tak chyba nie jest? Ja osobiście uciekam z punków sprzedaży, albo szybko kończę rozmowę przez telefon, jak słyszę takie coś. |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
Z tysiąca ubezpieczonych w ciągu 5 lat umrze więc 5 osób.
Składki wyniosą 2.4 miliona, zyski z ich inwestycji (korzystając z Pańskich siedmiu procent) jakieś 460 tysięcy.
A do wypłaty: 5x50000+ 995x1200= 1450000. Szacunków zysk wynosi więc drugie tyle.
Złota żyła :)