Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.
Blog > Komentarze do wpisu

Akcja likwidacja: klient przywiązany do polisy jak chłop pańszczyźniany do ziemi

Nigdy nie byłem wielkim fanem polis inwestycyjnych, bo uważałem - i nadal uważam - że firmy ubezpieczeniowe powinny się zająć głównie ubezpieczaniem życia, majątku i różnej maści działalności gospodarczej narodu, bo na tym znają się najlepiej. Programy inwestycyjne, oferowane przez ubezpieczycieli, mają cel zgoła inny - mają zapewnić klientowi dodatkową emeryturę albo długoterminowy zysk z inwestowania, a firmie ubezpieczeniowej dodatkowy zysk. Sęk w tym, że cele te są sprzeczne, a ubezpieczeniowcy nie mają żadnego wyjątkowego patentu  na zarabianie - pieniądze trafiają do zwykłych funduszy inwestycyjnych, które są po prostu opakowane w polisę. To opakowanie ma pewne zalety - pozwala przesuwać pieniądze między funduszami bez płacenia podatku Belki, a i samych funduszy do wyboru jest więcej, niż w innych pakietach inwestycyjnych. Ale na drugiej szali są koszty: opłata administracyjna - przeważnie jakieś 10 zł miesięcznie - oraz dodatkowa opłata za zarządzanie ubezpieczeniowym parasolem - zwykle od 2% do 4%. Jeśli dodać do tego opłatę za zarządzanie pobieraną przez same fundusze inwestycyjne - to kolejne 2-4% - okaże się, że wielką sztuką jest tak zarządzać pieniędzmi, by wyjąć z polisy inwestycyjnej znacząco wyższe zyski, niż ze zwykłej lokaty, czy z obligacji. A znam przypadki, w których po kilku latach pieniędzy było mniej, niż na początku.

Dzisiaj słów kilka o innej poważnej wadzie takich produktów inwestycyjnych - opłacie likwidacyjnej. Powoduje ona, że los inwestora, który kupił taki produkt, przypomina los chłopa pańszczyźnianego w średniowieczu - przywiązanego do ziemi i smaganego batem przez pana - w tej ostatniej roli obsadzili się przedstawiciele zakładów ubezpieczeń. Jeśli w ciągu pierwszych kilku lat inwestowania klient zechce rozwiązać umowę, musi zapłacić odstępne - w skrajnym wypadku straci nawet wszystkie wpłacone składki! To jest właśnie ta opłata likwidacyjna, uzależniona procentowo od wartości wpłaconych pieniędzy. Wiadomo po co ona jest - by firma ubezpieczeniowa mogła wypłacić kilkutysięczne wynagrodzenie agentowi, który „przyniósł” klienta niezależnie od tego czy klient będzie inwestował w polisę przez umówione co najmniej 10 lat, czy też nie. Ja jednak uważam ją za nieuzasadnioną. Nie ma żadnego powodu, by uzależniać koszt rozwiązania umowy od wpłaconych przez klienta składek. Niech firmy wpisują opłaty likwidacyjne do polis - proszę bardzo! Ale niech będzie to stała opłata, rzeczywiście odzwierciedlająca koszty związane z zerwaniem umowy przez klienta. W obecnej postaci wygląda ona raczej jak nienależne świadczenie, którego związku z realnymi kosztami rozwiązania umowy żadna firma ubezpieczeniowa chyba nie byłaby w stanie wykazać. Sądzę, że to temat dla Polskiej Izby Ubezpieczeń, która ma dbać o dobre praktyki w tej dziedzinie.

Niektórzy z moich czytelników twierdzą nawet, że opłata likwidacyjna jest niezgodna z prawem i myślą o tym, by pozwać firmę ubezpieczeniową do sądu. Napisał do mnie posiadacz „Planu Inwestycyjnego Systematicus”, który jest w ofercie firmy Axa, który sugeruje wręcz, że ubezpieczyciel czyha na błąd klienta, by zabrać mu pieniądze. „W przypadku jakiegokolwiek opóźnienia z opłaceniem składki, umowa ulega automatycznemu rozwiązaniu, jednostki uczestnictwa są umarzane, zaś przejmuje wszystkie środki ze sprzedaży jednostek uczestnictwa”. Z tym „jakimkolwiek opóźnieniem” czytelnik trochę się zagalopował, o czym dalej, ale samego problemu opłaty likwidacyjnej tej fakt nie znosi. Klient twierdzi, że Axa łamie ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. „Firma stosuje na masową skalę nieskuteczne wypowiedzenie umowy ubezpieczeniowej: zamiast wypowiedzenia spełniającego wymogi Kodeksu Cywilnego wysyła jedynie zawiadomienie o zaległości w opłacaniu składek, które traktuje jako wypowiedzenie umowy” - skarży się klient. I dodaje, że Axa nie wspominała - reklamując potencjalne zyski na swojej stronie internetowej  - o ryzyku, iż w razie opóźnienia w opłaceniu składki przejmie 100% oszczędności. Ta chciwość może skończyć się tak:

Rzeczniczka Axy Aleksandra Leszczyńska nie zgadza się z tymi zarzutami, stanowczo odrzuca też posądzenia o łamanie ustawy o nieuczciwych praktykach rynkowych. „Nieuczciwe praktyki rynkowe to zazwyczaj wprowadzanie klienta w błąd. Ogólne Warunki Ubezpieczenia oraz Tabela Opłat i Limitów  w błąd nie wprowadzają. Klauzule stosowane przez Axa nie są też wpisane do Rejestru Klauzul Niedozwolonych. Gdyby były wpisane, posługiwanie się nimi byłoby oczywiście niezgodne z prawem. Bardzo dbamy o to, aby wszelkie informacje, włącznie z informacjami o konsekwencjach niedotrzymywania warunków umowy, były widoczne i klarownie przedstawione, unikamy klauzul pisanych "małym drukiem". Umowy takie jak Plany Inwestycyjne zawierane są na wiele lat. Ubezpieczający oświadcza więc we wniosku o zawarcie umowy, że akceptuje długoterminowy horyzont inwestycyjny. To oznacza dwie rzeczy:

1) aby zapewnić klientowi korzystne warunki inwestowania kapitału (alokacja 100% (albo więcej), szeroką gama funduszy, itp.) Axa ponosi koszty, które amortyzują się wraz z upływem czasu trwania umowy. Odzwierciedleniem powyższego są właśnie opłaty likwidacyjne. Opłata likwidacyjna wskazana jest jednak jako krotność składki podstawowej (nie 100% wartości). W pierwszym roku rzeczywiście sprowadza się to do zatrzymania całości rachunku, jednak ich wartość zmniejsza się z każdą rocznicą polisy, aby zniknąć w 10 roku. 2) Ubezpieczyciel, oferując produkt, musi w nim zawrzeć koszty jego zaoferowania i bieżącego administrowania produktem oraz wygenerować zysk dla siebie, jednak jeśli klient będzie oszczędzał przez 10 lat (a akceptował przecież długoterminowy horyzont inwestycyjny i przed zawarciem umowy zapoznał się z OWU i Tabelą), to nie zapłaci żadnych opłat likwidacyjnych. W dokumentach przeczyta Pan też, że ze składką można bez żadnych konsekwencji spóźnić się maksymalnie trzy miesiące, a z konsekwencjami w postaci konieczności uiszczenia opłaty operacyjnej 200 zł - nawet do pół roku. W każdym wypadku nieopłacenia składki informujemy o tym klienta i przypominamy mu o konieczności jej nieopłacenia wskazując konsekwencje braku zapłaty” - napisała mi Pani Aleksandra. To mocne argumenty, choć w dalszym ciągu mam poważne wątpliwości czy opłata likwidacyjna, uzależniona od wpłaconej składki, da się jakoś uzasadnić realnymi kosztami ubezpieczyciela. Przecież likwidacja polisy kosztuje mniej więcej tyle samo, niezależnie od tego ile pieniędzy jest na koncie klienta!

Bywa jeszcze gorzej: produkty tego typu bywają dołączane do kredytów hipotecznych, stając się kulą u nogi dla klientów, którzy - np. z powodu wzrostu kursu franka szwajcarskiego - i tak toną w nieprzewidzianych kosztach. Takich klientów banki, do spółki z firmami ubezpieczeniowymi, stawiają przed wyborem przypominającym dżumę i cholerę. Albo nie zapłacisz raty kredytu albo raty ubezpieczenia. W tym pierwszym przypadku bank może wypowiedzieć kredyt, a w drugim - ubezpieczyciel może zabrać wpłacone pieniądze. Nie ma to jak pomocna dłoń instytucji finansowej... Zgłosił się do mnie klient Deutsche Banku PBC, który zapytał czy to, że firma ubezpieczeniowa Generali - jej polisa inwestycyjna występuje w ramach pakietu „db Inwestuj w Przyszłość” - zabrania przekształcenia polisy w bezskładkową przez pierwszych pięć lat pod groźbą zabrania wszystkich pieniędzy, jest zgodne z prawem? Nie pojmuję z czego wynika aż tak surowy warunek? Czytelnik jest totalnie ugotowany, ma składkę rzędu 1000 zł miesięcznie i mówi, że nie daje rady jej płacić, a w Generali mu powiedzieli, że jak nie zapłaci składki, to mu zabiorą wpłacone 24.000 zł. bo tyle wpłacił. Trochę kiszka, że tak się ludzi dociska, prawda? Klient gotów uwierzyć w boga rzezi :-)

Niestety, rzeczniczka Deutsche Banku PBC, który ubrał klienta w polisę, której nie można przekształcić w bezskładkową, nie podziela mej rozpaczy. „Podobnie jak wiele produktów na rynku dostępnych w formie tzw. unit-linków, produkt „db Inwestuj w Przyszłość”, w opcji „Aktywne Oszczędzanie Generali” dopuszcza zawieszenie spłacania składki po pięciu latach od momentu przystąpienia. Równocześnie Tabela Opłat i Prowizji zawarta w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia określa szczegółowo opłaty za całkowity wykup polisy przed upływem zakończenia inwestycji (tj. 10 lat). Klient w deklaracji przystąpienia do produktu potwierdza zapoznanie się z TOiP, a więc także ze wszystkimi opłatami związanymi z ewentualnym przedterminowym wykupem polisy”. Cóż, bank wychodzi więc z założenia, że nie po to przywiązuje klienta do kaloryfera na pięć lat, żeby mu teraz współczuć, albo - nie daj Boże - ulżyć. To dla mnie jeszcze jeden argument potwierdzający, że opłaty powodujące, że klient ma pozycję chłopa pańszczyźnianego, powinny trafić pod obserwację. Polska Izbo Ubezpieczeń, do dzieła!

”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. Zapraszam! 

Samcik blox

czwartek, 16 lutego 2012, maciek.samcik

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/02/16 09:43:54
No niestety ja jestem jednym z tych frajerów, którzy dali sobie wcisnąć ten super produkt. Wtedy jeszcze niestety nie czytałem Pańskiego bloga ;-)
-
2012/02/16 10:27:19
Bardzo dobry wpis, jako osobnik, który już blisko 4 lata oszczedza w unit-linku, to mam sporo doświadczenie, którym się zresztą dziele z innymi ;-)
regularne-oszczedzanie.blogspot.com/

ale już poza reklamą, też mnie to opłaty zastanawiają, prowizja dla agenta to wysokość mniej więcej rocznej składki na taka polise (pewnie zależy od długości jej trwania itp.) czyli jeszcze opłatę takiej wysokości bym rozumiał. bo w koszty oferty dużej liczby funduszy czy tym podobne nie wierze, mBank oferuje 250 funduszy za darmo, a ubezpieczyciel i tak pobiera miesiecznie opłate za zarządzanie kontem i administracyjną, co pokrywa pewnie jego koszty.

przez to dochodzi do takiej kuriozalnej sytuacji, że po 4 latach, wpłaciłem składki wartości 12600 pln, rachunek inwestycyjny jest wart 13150 pln, i to tylko dzięki temu, że od 3 lat interesuje się tym co dzieje się z moimi pieniędzmi, a Skandia pobrała już prawie 1400 PLN w samych jawnych opłatach, nie wspominając o opłatach za zarządzanie zawartych w cenach jednostek funduszy. zarabia się na tym naprawdę ciężko...

a temat wciskania tego typu unit-linków przez sprzedawców/doradców open finance/expander/itp. to rzeka, można pisać mnóstwo historii, wciskają kit o poduszce finansowej do kredytu, a tak naprawdę zarabiają podwójnie na prowizji, a klient który nie mierzył swoich sił dobrze i się przeliczył, musi teraz cierpieć. tego powinni zakazać w jakichś zalecanych praktykach, bo jak to jest, że bank daje nam kredyt np. na granicy zdolności kredytowej, a obok tego wciska produkt finansowy z co miesięcznymi składkami równymi np. jednej czwartej czy połowie wysokości raty? gdzie tu logika?
-
2012/02/16 14:15:38
Nie wiem jak wygląda sprzedaż tego typu produktów przez OpenFajans czy inne tego typu. Groźne wręcz wg. mnie są sieci typu MLM takie jak Aktio czy Novision czy jak oni się tam jeszcze nazywają. Dla mnie to normalne sekty. Kiedyś znajomy zaprosił mnie na takie spotkanie w hotelu (takim co ostatnio nawet film o integracji kręcili) Gdzie przeprowadzano "szkolenie". Wszystko nastawione na to aby zrobić tzw. wrażkę. Szpaler mercedesów, dyplomy certyfikaty i bóg wie co jeszcze. Wciskają kit o dźwigniach finansowych na nieruchomości (weź pod hipotekę i inwestuj w fundusze) generalnie obiecywanie platynowych gór ze złotą posypką. Goście wyćwiczeni w tym co mówią tak wprawnie, że ludzie siedzą i słuchają wpatrzeni jak w w jasnogórski obraz. To co takie firmy robią niezamożnym zazwyczaj klientom to jest masssakra. Kiedyś gość przedstawił mi wyliczenie, w którym wyszło, że z 40 patyków zrobi mi bańkę (scandia) bo przecież średnio rocznie fundusze dają zarobić 16 % (statystyka) no to jak to może nie działać.... Gość w to wierzył dla tego nazywam te firmy sektami
-
2012/02/16 14:22:28
@jsmith87

trafne spostrzeżenie, też byłem na jednym takim spotkaniu Novision, najgorzej wydane 300 pln w moim życiu, miały być szkolenia, i były, głównie sprzedażowe i jakaś porąbana szopka z przydzielaniem wyróżnień najlepszym sprzedawcom. wtedy też niestety się dałem w Skandie wkręcić :/
-
2012/02/16 16:36:26
Kiedyś miałem takie samo zdanie o polisach inwestycyjnych jak autor, ale po kilku latach posiadania takiej polisy zmieniłem zdanie. Owszem na jednej szali są koszty o których napisał autor, natomiast na drugiej jest zdecydowanie więcej korzyści niż parasol z wielu funduszy, a mianowicie: dostęp do funduszy zagranicznych, często nie dostępnych przy niskich regularnych wpłatach (w perspektywie więcej możliwości inwestowania), brak opłat wstepnych (bezpośrednio w funduszu na starcie płacimy kilka procent), a jeśli raz na jakiś czas (np.1 raz w roku) zmieniamy TFI to płacimy podatek Belki. Warto policzyć ile podatku zapłacimy przy np.7% zysku rocznie i zmianie raz do roku TFI w perspektywie 20-30 lat, bo warto pamiętać (o czym chyba autor zapomniał), że takie polisy są przeznaczone do długoterminowego oszczędzania np. na emeryturę.
A opłata likwidacyjna to rzeczywiście problem, ale tylko wtedy kiedy mamy zamiar wypłacać pieniądze w pierwszych latach jej trwania. W moim przypadku ona wymusza dyscyplinę oszczędzania. korzystam także z "czystego" planu systematycznego oszczędzania w TFI i zawsze kończyłem oszczędzanie najpóźniej po 4-5 wpłatach, bo zawsze były jakieś inne wydatki, a polisę inwestycyjną opłacam już 8 rok!!! Aktualnie w TFI nie mam żadnych pieniędzy a na polisie ponad 30 000PLN!!!
Jeśli natomiast chodzi o polisy dodawane przez ubezpieczycieli do kredytów to warto wspomnieć o drugiej stronie tej transakcji - owszem bank zarabia na prowizji od sprzedaży polisy ale klient otrzymuje niższe oprocentowanie kredytu. Alternatywą jest płacić wyższe raty do banku czy oszczędzać na własny rachunek na polisie. Dodatkowo klient, który oprócz kredytu ma także oszczędności jest mniej narażony na niewypłacalność. A po latach z pieniędzy zgromadzonych na polisie można wcześniej spłacić kredyt.



-
2012/02/16 16:38:03
A ja pójdę pod prąd :)
Takie opłaty zdecydowanie zniechęcają do przedwczesnego zamykania takiego produktu. A jak wiadomo przeciętny "inwestor" kupuje "na górce", a sprzedaje "w dołku". Więc to co dla wielu wydaje się wadą, w długiej perspektywie będzie zaletą. Raz, że comiesięczne opłaty powodują, że inwestuje się z mniejszym ryzykiem, że akurat zainwestowaliśmy wszystkie pieniądze na górce, a dwa, że w długiej perspektywie i tak jest to lepsza forma oszczędzania niż trzymanie kasy w skarpecie a nawet na nisko oprocentowanym koncie które zwykle nawet przed inflacją nie chroni.
-
2012/02/17 12:03:25
A ja z innej beczki: panie Macieju, proszę nie rozpowszechniać bzdur o pańszczyźnianych chłopach w średniowieczu. Kmiecie średniowieczni nie mieli wcale tak źle, to propaganda komunistyczna zrobiła z nich niemal zwierzęta w celu pokazania jak to szlachta wykorzystywała lud. Gdzieś do XV w., czyli do schyłku średniowiecza chłopi mieli wolność osobistą, dopiero wraz z rozwojem przywilejów szlacheckich i popytu na zboże w XVII w. ich pozycja uległa pogorszeniu. Ta samo nikt ich tam batem nie smagał, bo skoro chłop jest wolny, to może odejść do innego feudała i szlachcic zostałby z ziemią, której nie miałby kto obrabiać.
-
2012/02/20 01:47:40
Uważam, że należy tu rozgraniczyć zasadność opłaty likwidacyjnej w zależności od rodzaju polisy z funduszem. Jeśli jest to prawdziwa polisa(np Superkapitał w Metlife albo Skała w Pramerica), ze znaczną, gwarantowaną sumą ubezpieczenia, to opłata w pierwszych latach jest zasadna - po prostu ubezpieczenie jest tańsze niż w normalnej polisie, gdyż ubezpieczyciel zakłada długi czas inwestycji. Ubezpieczyciel ponosi ryzyko w postaci wysokiej sumy ubezpieczenia.
Inna jest sytuacja, gdy to tylko pseudo polisa - tak jak to jest np w Generali - gdzie nie ma żadnej wartości gwarantowanej. W tej sytuacji wysokie opłaty likwidacyjne są nieuzasadnione.
-
2012/03/10 11:48:23
Jakoś późno tutaj trafiłem, ale może ktoś przeczyta....

Umowa na "inwestycję w przyszłość" z kredytem hipotecznym DB to z jednej strony konieczność opłacania składek przez co najmniej dwa lata, a z drugiej jednak jeden procent niższa marża przez CAŁY okres kredytowania. (Są dwie umowy dotyczące tej "polisy": jedna z bankiem warunkująca ulgę w marży pod warunkiem opłacania przez co najmniej 2 lata, druga z GENERALI).
Z wysokości składki można wnioskować, że kredyt wynosi około 650000PLN (lub równowartość w innej walucie).
Ile zyskuje klient?
Przy tej wysokości kredytu (na 25 lat) daje to oszczędności około 120000PLN na odsetkach. Musi zaś wpłacić do Generali jakieś 60000PLN, które po 10 latach odzyska. Nawet jak odzyska wyłącznie kwotę nominalną (bo ostatnio jakoś Generali te inwestycje nie idą), to i tak zysk jest olbrzymi!!! Jeśli po owych dwóch latach zrezygnuje straci co prawda jakieś 23000PLN (tyle pobierze Generali tytułem "kosztów"), ale zachowa prawo do zniżki w marży (bo co się dzieje z ową pseudopolisą po dwóch latach banku już nie obchodzi). Nadal więc płacić będzie jakieś 400PLN mniejszą ratę.

Podsumujmy więc:
- składki przez dwa lata: 24000
- oszczędności przez dwa lata na kredycie: 5000
- kwota wykupu po dwóch latach: 1000
RAZEM "KOSZTY": 18000
Dorzućmy jeszcze 2000PLN, które klient by zarobił gdyby gdzieś te kasę lokował i mamy więc 20000PLN.

Po zerwaniu umowy z GENERALI zachowujemy prawo do zniżki w marży, czyli de facto sytuacja wygląda tak jakbyśmy dostawali "rentę" około 400PLN/m-c przez pozostałe 23 lata spłacania kredytu.
I niech mi Pan teraz wskaże taką inwestycję, która zapewni taką rentę z zainwestowanych 20000PLN - raczej będzie to trudne.

Znacznie, znacznie GORSZĄ praktyką DB w przypadku kredytów hipotecznych jest utrzymywanie najwyższej możliwej raty i skracanie okresu kredytowania pomimo spadających odsetek rynkowych.
To jest dopiero groźne dla klienta.
A na czym to polega?
Klient podpisuje umowę na np. 25 lat, raty stałe.
Po podpisaniu umowy, wiadomo, warunki rynkowe się zmieniają. Oprocentowanie więc raz będzie rosło, raz będzie spadało.
Jeśli oprocentowanie rośnie, rośnie też rata tak aby ZAWSZE okres kredytowania był nie dłuższy niż owe 25 lat.
Kiedy jednak oprocentowanie spada ....... rata pozostaje niezmienna (czyli pozostaje na ostatnim poziomie), a skracany jest okres kredytowania. Klientowi nie daje się ani chwili wytchnienia!!
I to jest skandal!!!
-
2012/03/11 10:10:09
Sorki, ale drobna pomyłka: oszczędności na kredycie przez dwa lata wyniosły 10000 (a nie 5 jak napisałem).
A więc "zyski" z inwestycji stają się (procentowo) jeszcze wyższe.
wyborcza.pl
wyborcza.biz
Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

top | © Agora SA | design by kate_mac | zmiany: mawal
Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users