|
Blog > Komentarze do wpisu
Czy idzie kredytowa rzeź niewiniątek? Pięć złych wiadomości dla klientów bankówZmroziło mnie dziś, gdy zobaczyłem wyniki najnowszej ankiety Narodowego Banku Polskiego, przeprowadzonej wśród bankowców z 29 banków. Ponad 40% bankowców przyznaje w niej, że w ostatnim kwartale zaostrzyli politykę przyznawania kredytów hipotecznych. Co ważniejsze, aż 85% przepowiada, że kryteria kredytowe zaostrzy też w kolejnym kwartale! Z tego połowa określa spodziewane zmiany in minus jako "znaczne". Najczęściej zaostrzanie polityki kredytowej obejmuje podwyższenie wymaganego wkładu własnego kredytobiorców oraz większe wymagania dotyczące zabezpieczeń (takie parametry wymieniło 35-40% banków). Banki - o czym pisałem w blogu - już zaczęły masowo podwyższać marże kredytów. W grudniu i styczniu podwyżki marż kredytowych ogłosiły m.in.: Alior Bank, Raiffeisen, Polbank, ING Śląski. Przykładowo w Raiffeisen Banku, który dawał najlepszym klientom kredyty z marżą 1,1%, teraz szczytem marzeń jest 2,15%. Po wynikach ostatniej ankiety NBP należy się spodziewać kolejnej fali podwyżek marż. I to nie tylko dla tych klientów, którzy przyjdą po kredyt hipoteczny. Aż 40% ankietowanych bankowców potwierdziło, że w ostatnim kwartale zaostrzyli też politykę kredytową dla drobnych przedsiębiorców. Jeśli w bankach nastroje rzeczywiście są tak pesymistyczne, to może czekać nas kredytowa rzeź. Przypomnę tylko, że w zeszłym roku zadłużenie konsumentów i firm w bankach zwiększyło się o 100 miliardów złotych. Gdyby w tym roku banki „zdjęły” kilkanaście procent z ubiegłorocznej podaży kredytów, to w całej gospodarce byłoby nieciekawie. Czy to możliwe? Pewnie wypuściłbym te wszystkie narzekanie bankowców lewym uchem - już widzę jak przestają udzielać kredytów i zaczynają zajmować się handlem warzywami, he, he - gdybym nie miał niejasnego przeczucia, że tym razem ostrzał w ich kierunku jest wyjątkowo solidny. Jest kilka niepokojących faktów, które sprawiają, że można się obawiać, iż tym razem zapowiedzi bankowców o ograniczaniu akcji kredytowej mogą nie być tylko frazami wypowiadanymi dla jaj lub lobbistycznymi gadkami gości, którzy w zeszłym roku zarobili 15,7 miliarda złotych. Netto. Po pierwsze regulacje Komisji Nadzoru Finansowego. Rekomendacji nadzoru ograniczających akcję kredytową jest sporo i choć każda z osobna jest słuszna, to wszystkie razem, wprowadzane mniej więcej w tym samym czasie, tworzą mieszankę iście wybuchową. Rekomendacja, by nie kredytować osób, które na spłatę rat pożyczek przeznaczają już dziś ponad 50% swoich dochodów. Zalecenie, by nie udzielać w ogóle kredytów walutowych ze względu na ryzyko banku i klienta (co wycina z rynku kredyty hipoteczne o najniższym oprocentowaniu). Bardziej restrykcyjny sposób liczenia zdolności kredytowej, narzucony przez KNF (nawet biorąc kredyt na 30 lat klient musi mieć zdolność do spłaty w ciągu 25 lat). A teraz z jaskini KNF przy Pl. Powstańców słychać pomrukiwania zapowiadające rekomendację, by nie udzielać kredytów klientom nie posiadającym wkładu własnego. Powtarzam: to wszystko są dobre pomysły, które ograniczają wpędzanie ludzi w pętlę kredytową. Ale w kontekście innych regulacji, o których napiszę niżej, powodują duże ryzyko ograniczenia akcji kredytowej., Po drugie złe kredyty. Nawet w świetnym 2011 r. wartość kredytów, których klienci nie spłacają w terminie, wzrosła z 84,5 do 88,1 miliarda złotych. I byłoby jeszcze więcej, ale w ostatnich dwóch latach banki sprzedały firmom windykacyjnym, by pozbyć się problemu, prawie 12 mld zł złych długów. Prawie co piąta karta kredytowa nie jest spłacana w terminie, prawie co szósty kredyt gotówkowy wiąże się z jakimiś zaległościami. Ponad 2,1 miliona osób nie reguluje w terminie swoich należności, a powoli w górę rusza nawet wyjątkowo niski odsetek przeterminowanych kredytów hipotecznych. Jakieś 200.000 ludzi ma kredyty, których wartość przewyższa wartość ich nieruchomości. Jeśli stanie się coś złego z kursem złotego, to będzie tykająca bomba zegarowa. I bankowcy o tym wiedzą. Po trzecie luka w finansowaniu kredytów. W tym roku bankowcy naprawdę nie mieli co narzekać na depozyty. Pieniądze płynęły do nich szerokim strumieniem. Koniunktura na giełdzie była denna, Minister finansów przymykał oko na lokaty antybelkowe, dzięki którym atrakcyjność depozytów mogła być znacznie wyższa, niż standardowo (na koszt fiskusa banki mogły kusić klientów nawet oprocentowaniem rzędu 7,5%. A mimo tego strasząca w bilansach banków luka między wartością udzielonych kredytów, a zebranych depozytów, znów wzrosła. Rok temu wynosiła 80 miliardów złotych, teraz - już 100 miliardów! Lokaty antybelkowe zostały przez rząd skasowane, a jeśli do tego konkurencję lokatom zaczną robić akcje (na giełdzie jest tanio) i obligacje, to tempo wzrostu depozytów w bankach będzie niższe, niż w 2011 r. A to oznacza, że banki, by ograniczyć lukę finansową, będą musiały ograniczyć kredyty Po czwarte niedobre mamusie. Bankowcy muszą się spodziewać - myślę tu o tych, którzy należą do międzynarodowych grup finansowych - że zagraniczne "mamusie" ograniczą im finansowanie w postaci takich linii kredytowych z centrali. Austriacki nadzór już zapowiedział swoim bankom, że powinny powiedzieć spółkom-córkom w Europie Środkowej, by radziły sobie same, a kredytów udzielały tylko wtedy, jak wcześniej zbiorą pod nie depozyty. Po piąte podatek bankowy i wypłacalność. Z jednej strony bankowców straszą zapowiedzi Ministerstwa Finansów, że wprowadzi podatek bankowy, z drugiej niepewność powodują europejskie regulacje dotyczące podwyższania wypłacalności i płynności banków. Co prawda średni współczynnik wypłacalności w polskiej branży bankowej wynosi 13,1%, ale przed rokiem było to 13,8%. Związek Banków wyliczył poza tym, że aby spełnić europejskie normy dotyczące płynności nasze banki będą potrzebowały zwiększyć swoje najbardziej płynne aktywa o 5,6 miliardów w krótkim terminie i 40 miliardów w długim. To też nie jest dobry powód, by jakoś specjalnie rozbujać akcję kredytową. Z początkiem tego roku rzuciłem Wam kilka rad dla domowego budżetu. Było wśród nich zalecenie, by spróbować ograniczyć nieco „finansowanie zewnętrzne”, bo dobra wola bankowców, by zasilać nas w pieniądz kredytowy, może się skończyć. Mam nadzieję, że to tylko strachy na lachy, a bankowcy nie zaczną podcinać gałęzi na której siedzą - a jest nią, nie ma się co oszukiwać, udzielanie kredytów.
”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. Zapraszam! środa, 15 lutego 2012, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
pawels80
2012/02/15 20:37:42
jak w 2005 roku kupowalem na skraju krakowa mieszkanie w malym bloczku, to placilem ~3800pln/m2. w 2011 przy ubezpieczaniu budynku, wartosc odtworzeniowa wynosila ~3000pln/m2. a jak okiem siegne, to zaden deweloiper nie sprzedaje obecnie taniej niz a 6000..7000pln/m2 (a w szczycie boomu to widywalem ceny zblizajace sie do 8-9 tys.). w takim ukladzie nie dziwie sie, ze banka nabitych hipotecznych zaczyna powoli pekac i banki zakrecaja ten strumien pieniedzy, ktory plynal do deweloperow.
2012/02/15 22:42:56
a czy przypadkiem nie jest tak, że to sytuacja 2-3-4 lata temu była nienormalna, i właśnie teraz odzyskuje równowagę? Nie da się ukryć, że banki pożyczały pieniądze ludziom, których nie było stać na te pożyczki. Jakieś "muzgi" wymyślały kredyty hipoteczne na 110% wartości nieruchomości, i kasowały premie za wzrost udziału w rynku, a dwa lata później podwyższały spread tym, którzy grzecznie płacą "z powodu konieczności uwzględnienia ryzyka banku związanego z kredytami zagrożonymi". Szkoda, że nie ściągają tego z wynagrodzeń tych pożal się Boże "muzguf".
Chciwość - nie biedaków usiłujących podskoczyć wyżej głowy przecież, tylko bankowców - zaślepiała, ale płacą wszyscy (poza bankowcami). Tą lekcję przerobiły już Stany. Nie musimy jej powtarzać. Choć pewnie sztaby bankowych statystyków już kombinują, ze jakby jednak wymyślić kredycik z ubezpieczeniem, zastawem, cesją oraz opłatami za papier, długopis, rozpatrzenie wniosku, podajnik do kawy i wakacje szefa o RRSO = 230%, to można to wciskać nawet bezdomnym. Jeśli tylko co dwudziesty coś zapłaci, to i tak bank będzie do przodu. A resztę przerzuci się na innych klientów. 2012/02/16 04:51:50
To świetna wiadomość Panie Macieju. Oznacza ona, że mniej będziemy inwestowali za pieniądze z kredytów, a więcej za pieniądze obrotowe.
Przecież Pan dobrze wie, że inwestycja "z kredytu" jest średnio droższa tylko z tego tytułu o około 30%. Bez kredytów za pieniądze na trzy inwestycje wybudujemy cztery i ilość miejsc pracy powiększymy o 1/3. To przecież wspaniały wynik gospodarczy. Kula u nogi, która pieszczotliwie nazywamy bankiem tylko w tym przeszkadza. 2012/02/16 10:22:53
Ja tam nie widzę w tym niczego złego. Banki po prostu ograniczają ryzyko, co spowoduje, że w dłuższej perspektywie kredyty powinny tanieć. Niemniej lepiej by zakręcanie kurka z pieniędzmi odbywało się stopniowo, tak by rynek był w stanie dostosowywać do nowych warunków.
Posługując się teoriami spiskowymi - całkiem możliwe, że te całe rekomendacje wydawane przez KNF zaostrzające przyznawanie kredytów mają rodaków zachęcić do przyjęcia przez Polskę EUR, bo w takim przypadku kredyty będą po prostu tańsze. 2012/02/16 10:32:33
A niech podwyzszaja marze - nawet do 100%. To juz taniej bedzie zaplacic za dom karta kredytowa... Tyle, ze te kredyty beda sami sobie dawac i poplyna na fali bankructwa... Heheh.
2012/02/16 10:52:05
Ja sie tylko zastanawiam, dlaczego akurat teraz te wszystkie rekomendacje wchodza.
Dlaczego kredytow walutowych nie ograniczano gdy frank kosztowal 2zl? Dlaczego wkladu wlasnego nie wymagano gdy mieszkania byly na gorce w 2008? Dlaczego 5 lat temu Kowalski zadluzajac sie na 70% przychodow byl ok, a teraz przestal byc? Nie wierze w krotkowzrocznasc KNF, zrobiono wiele osob w konia i beda na nich zarabiac przez reszte ich zycia, a trekomendacje wchodza dopiero w momencie, gdy zrobilo sie niebezpiecznie (dla bankow, nie dla kredytobiorcow). 2012/02/16 11:04:19
KNF powinien się chyba trochę bardziej wysilić i zastanowić nad tym co robi. Przez długi czas można było powiedzieć, że mieliśmy jeden z najsprawniejszych nadzorów finansowych w Europie, ale rzecz tkwi w umiarze. W tej chwili tego umiaru już brakuje i jeśli akcja kredytowa banków zostanie mocno ograniczona to podkopie to fundamenty gospodarki i sprawi, że ludzie nie będą mieli za co spłacać starych kredytów. Koło się zamknie i wpadniemy w spiralę spadającego PKB.
Moim skromnym zdaniem udało nam się uniknąć wielkiego kryzysu w ostatnich latach właśnie, dlatego że nie przesadziliśmy z reakcjami pesymistycznymi. Cała Europa uwierzyła w wielki kryzys, a my jedynie w spowolnienie - konsumenci wydawali pieniądze, a banki dawały kredyty, chociaż mniej chętnie. Tylko przedsiębiorstwa się wystraszyły i ograniczyły inwestycje. A w tej chwili mamy w strachu przedsiębiorstwa i powoli banki. Zostają tylko konsumenci, którzy wydają pieniądze własne, ale też te z kredytów. 2012/02/16 13:00:11
A mnie niejaki Credit Agricole kolejny raz wzywa sms-em do spłaty kredytu, którego u nich nie mam! Niezły bajzel, tylko tak dalej! Kogo tam zatrudniaja Bóg jeden wie; jeszcze ponoć płacą za to!
2012/02/16 23:30:32
""april20""
Lepiej zgłoś wcześniej na policję ; oraz posłuchaj tego ; www.interwencja.polsat.pl/Interwencja__Oficjalna_Strona_Internetowa_Programu_INTERWENCJA,5781/Archiwum,5794/Archiwum__News,5800/Kredyt_Widmo,1281543/index.html |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|