|
Blog > Komentarze do wpisu
Eurogeddon: szukanie bogatych jeleni, czy oferta dla prawdziwych twardzieli?Znany ekonomista Krzysztof Rybiński, niegdyś wiceszef NBP, a dziś m.in. rektor prywatnej uczelni Vistula, wspólnie z Opera TFI uruchamia fundusz o urokliwej nazwie Eurogeddon. Jak sama nazwa wskazuje, fundusz obstawia wszystko co najgorsze: bankructwo Grecji i na dodatek Włoch, głęboką recesję w Europie, masowe bankructwa banków i oczywiście załamanie naszej ulubionej waluty - euro. Piękny scenariusz, prawda? Bardzo jestem ciekaw ilu inwestorów w niego uwierzy i położy swoje pieniądze na Eurogeddon. Będzie to poniekąd rodzaj sondażu nastrojów inwestorów, który pozwoli ocenić jak popularne jest wśród nich przekonanie, że... to już jest koniec i nie ma już nic. Obstawiam, że nie jest to zbyt popularny punkt widzenia, ale kto wie, kto wie... Czytaj też: W czasie załamania na giełdach te fundusze zarabiały po 20%! Fundusz firmowany przez Krzysztofa Rybińskiego nie da się w 100% porównać z funduszami typu short. Eurogeddon ma znacznie bardziej wysublimowaną strategię, aniżeli tylko kupowanie kontraktów terminowych zarabiających na spadkach cen akcji. Eurogeddon, poza zajmowaniem krótkich pozycji w kontraktach terminowych na indeksy akcji WIG20, DAX, CAC40 i Stoox, będzie też "grał na krótko" na rynku włoskich obligacji (czyli postawi na wzrost ich oprocentowania), założy również lokaty w funduszach typu ETF obstawiających wzrost kursu dolara, a także kupi kontrakty terminowe zakładające zarobek na wzroście cen złota. A więc: negatywny scenariusz dla Europy na każdym froncie: od akcji, poprzez obligacje i waluty, aż po surowce. Ba, nawet wolne pieniądze będzie trzymał w niczym innym, tylko obligacjach rządu amerykańskiego. Krzysztof Rybiński, zwany przez kolegów-ekonomistów "Rybą", zawsze lubił pływać pod prąd i szokować opinię publiczną. Więc i teraz mu się to udało - w dniu, w którym Europa świętuje uratowanie Grecji przed bankructwem, Rybiński ogłasza powstanie funduszu, który na zarabiać na tym, że ten kraj właśnie zbankrutuje. Trudno o lepszy performance. :-) Inna sprawa, że profesor jak zwykle pojechał po bandzie. Opowiadanie o tym, że fundusz w razie kolapsu systemu bankowego zlikwiduje wszystkie inwestycje i przeniesie kasę do Banku Gospodarstwa Krajowego, bo żaden inny bank nie daje najmniejszych gwarancji wypłacalności w sytuacji kryzysowej, jest dość... nowatorski. Jeśli rozsypałby się system bankowy w Polsce, to wyobrażam sobie, że złotówki zgromadzone w BGK - rzeczywiście jedynym banku, który nie może zbankrutować - i tak mogłyby być niewiele warte. Z takim podejściem profesor Rybiński powinien radzić swoim klientom raczej zakup złotych sztabek i zakopanie ich w ogródku, niż inwestowanie w jakikolwiek fundusz. Ale jak szaleć, to z przytupem :-). Powinien nam Pan Profesor jeszcze do tego wszystkiego zaśpiewać: "Zabiorę cię właśnie tam, do banku BeeeGieeeKaaaa" :-) Przyznam szczerze, że w dużej części podzielam pesymizm profesora "Ryby" co do rozwoju sytuacji w Grecji. Podobnie jak on nie sądzę, by 130 mld euro pożyczek i gwarancji wyciągnęło ten kraj z tarapatów, bo ani Grecy nie mają tradycji ciężkiej pracy i wyrzeczeń, by wyjść z długów, ani plan Europy nie daje wielkich nadziei na to, że gospodarka Grecji ruszy z kopyta. Przeciwnie, zostanie raczej zduszona, a więc kraj nie będzie szybko zmniejszał swoich zobowiązań. Czyli prędzej czy później znów trzeba będzie podłączyć Greków do kroplówki. Wysłać konwój ciężarówek z wydrukowanymi naprędce euro i dbać ze wszystkich sił, by problemy z wiarygodnością finansową nie rozlały się na inne kraje. Nie, nie, nie sądzę o Grekach aż tak, jak Borys Szyc :-) Wizja kreślona przez Eurogeddon nie jest więc całkiem od czapy, choć z drugiej strony nie mieści mi się w głowie, by miała przyjąć aż tak ostrą formę, jak czytam w opisie funduszu. Zwłaszcza w czasach, kiedy banki centralne bez krępacji mogą wydrukować dowolną ilość banknotów nie mających żadnego pokrycia, po czym zasypać nimi każdy problem finansowy. Oczywiście za cenę inflacji, która nadejdzie później. Dlatego gdybym miał przygotowywać się na najgorsze, to - abstrahując od oczywistej i bezdyskusyjnej wizji zakopywania złota w ogródku - obstawiłbym mimo wszystko mniej radykalny scenariusz, niż ten, który zakładają twórcy Eurogeddonu. I zabezpieczałbym się przede wszystkim przed inflacją (kupując wszelkiego rodzaju aktywa, których rentowność jest indeksowana stopą inflacji bądź takie, których wartość nie podlega inflacji), a dopiero w drugim rzędzie przed końcem wszystkiego, czyli upadkiem kolejnych krajów, bankructwami banków i rozpadem strefy euro. Czytaj też: Czy zbliżamy się do pęknięcia złotej bańki? A może to początek... Nie zmienia to faktu, że fundusz TFI Opera, firmowany przez prof. Rybińskiego, przemawia do wyobraźni. I być może byłby nie najgorszym dopełnieniem portfela inwestycyjnego, który ograniczyłby straty gdyby rzeczywiście wszystko zaczęło się sypać. Dla optymisty takim dopełnieniem na jakieś 5-10% portfela, a dla pesymisty - na 25-40%. Szkoda tylko, że będzie to rosyjska ruletka dla nielicznych, bo próg wejścia dla osoby fizycznej to równowartość 40.000 euro (nie lękajcie się, jeśli sprawdzą się wizje profesora, wkrótce to wcale nie będzie taka duża kwota). W funduszu Eurogeddon najbardziej podoba mi się struktura opłat. Trzeba przyznać, że fundusz zachowuje się fair w stosunku do inwestorów, nie kosząc ich równo z trawą prowizjami i opłatami manipulacyjnymi. Na starcie fundusz weźmie 1,5% prowizji manipulacyjnej, a na wyjściu kolejny 1%. W porównaniu z bandyckimi stawkami występującymi na rynku funduszy dla "detalu" jest to niewiele. Fundusz nie pobiera też żadnej opłaty za zarządzanie - jest tylko succes-fee w wysokości 25% od osiągniętych przez fundusz zysków. Niemało, ale to przynajmniej oznacza, że twórcy funduszu zarobią na nim fortunę tylko wtedy, jeśli spełnią się ich katastroficzne wizje. Dla mnie taka struktura opłat to dowód, że Eurogeddon nie jest tylko marketingowym wymysłem, który pod atrakcyjnym brandem, z gwiazdą profesorską na pokładzie i pod nośnymi hasłami kryzysowymi, ma ściągnąć jak najwięcej kasy i jak najszybciej obłowić się kosztem naiwnych. No i żeby nie było: oni naprawdę zakładają, że może być koniec wszystkiego. Cytat z karty funduszu: "W przypadku oznak załamania systemu bankowego w Europie fundusz natychmiast zamyka wszystkie pozycje, kupuje dolary i lokuje wszystkie środki albo w obligacje rządu USA, rządu Niemiec lub w Banku Gospodarstwa Krajowego. W sytuacji masowego wycofywania depozytów pieniężnych z banków Bankowy Fundusz Gwarancyjny pokrywa niecałe 2% depozytów w Polsce. Natomiast Bank Gospodarstwa Krajowego jest jedynym bankiem komercyjnym, który nie może zbankrutować (tj. nie posiada zdolności upadłościowej, można go zlikwidować jedynie drogą ustawy). W przypadku krachu ludzie tracą znaczną część depozytów, a klienci naszego funduszu śpią spokojnie i zarabiają". Science fiction? Mam nadzieję. Może niepotrzebnie się dziwię, wszak - jak zauważył w swoim blogu Grzegorz Zalewski - twórcą funduszy Opera TFI jest ekscentryczny asset manager Maciej Kwiatkowski. To on pod koniec 2008 r. wysłał do swoich klientów słynny list z przeprosinami, w którym nazwał się baranem. „Zachowaliśmy się w minionym roku jak skończone barany. W tej chwili niczego bardziej nie żałuję niż utworzenia Opery cztery lata temu. […] Całą winę biorę na siebie. W jeden rok, a w zasadzie jeden kwartał utraciłem państwa zaufanie, na które pracowałem od 1994 r.”. Mam nadzieję, że za kilka lat Maciej Kwiatkowski nie będzie musiał w podobnym tonie przepraszać za Eurogeddon. Chociaż zakładając, że jeśli Kwiatkowski nie musiałby przepraszać, to oznaczałoby, iż jednak nastąpił koniec wszystkiego... chyba jednak wolałbym, żeby Kwiatkowski przepraszał :-). A więc jak: tańczymy z Kwiatkowskim i Rybińskim ostatni raz? :-) Tym, którzy są przekonani, że Kwiatkowski jednak będzie musiał przepraszać, Maciej Bittner z Wealth Solutions zaleca taki oto portfel inwestycyjny, który nazwał przekornie Eurorecovery: "Łatwo zbudować portfel składający się z funduszy ETF, który będzie zarabiał na wzrostach kursów akcji w krajach dotkniętych kryzysem (przecenionych od kwietnia 2010 r. nawet 40-60%) oraz na spadku rentowności ich obligacji. Jego skład mógłby być następujący: po 10% w akcje greckie, irlandzkie, hiszpańskie oraz włoskie, 15% w akcje europejskich blue chipów, 30% w obligacje pięciu krajów strefy euro, które są w największych kłopotach oraz 15% w instrumenty zarabiające na spadku cen złota. Podaną alokację można uzyskać inwestując przykładowo w następujące fundusze ETF (zgodnie z wymienioną kolejnością): Lyxor Greece ETF, iShares MSCI Ireland, iShares MSCI Spain, iShares MSCI Italy, EuroSTOXX50 ETF (capitalizing), IBoxx € Sovereigns Eurozone Yield Plus ETF, ETFS Short Gold" - pisze Bittner. ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. Zapraszam! wtorek, 21 lutego 2012, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
2012/02/22 09:04:30
Co to za fundusze short, które na 20 % spadku zarabiają 1 %?
To nie jest short tylko nic. Może oni te pieniądze trzymają na lokacie w banku? 2012/02/22 09:12:57
Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ogólna stagflacja. Czy istnieje jakaś strategia na stagflację?
2012/02/22 09:15:37
W zasadzie to się nie wyklucza: twarde jelenie. Dlaczego jeleń nie miałby być twardy?
Ciekawe co ten fundusz zrobi, gdy zmienią się prognozy profesora? Może się rozwiąże i zwróci zyski w odpowiednim momencie, zanim ta katastroficzna stragegia nie przestanie działać? 2012/02/22 09:40:17
a co robił w zeszłym roku o tej porze? to był czas na zakładanie tego rodzaju funduszu,myślałam ,że po członku RPP można sie spodziewać rzetelnej wiedzy,ale jak czytałam to "czarna owca" i największa pomyłka kadrowa RPP.
2012/02/22 10:39:21
Jak do tej pory profesorek generalnie się mylił przez ostatnie kilka lat co do rozwoju sytuacji. A inwestowanie to umiejętność tego co się wydarzy w DAJĄCEJ SIĘ PRZEWIDZIEĆ przyszłości. Z dużym prawdopodobieństwem "kiedyś" upadnie dolar, a Chiny staną się demokratyczne. Ale czy warto czekać aż te prognozy spełnią się gdy czas będzie dobijał do nieskończoności? Ale w Rybińskim najgorsze jest to, że w ogóle nie jest krytyczny co do swoich "przeszłych" nietrafionych wizji.
Rynki już zdyskontowały bankructwo Grecji na więcej niż w 50% (myślę że mniej więcej w 80%) więc funduszowi wcale nie będzie tak słodko zarobić na tym pieniędzy. Do Grecji przestaną płynąć pieniądze pomocowe gdy banki obarczone obligacjami Greckimi zostaną dokapitalizowane, co ma nastąpić mniej więcej w połowie roku. Wtedy będzie można uznać, że bankructwo Grecji będzie najbardziej prawdopodobne od początku ich problemów ze spłatami swoich zobowiązań. No i panie Maćku - nie mogę się z Panem zgodzić co do tego, że oszczędności są niewłaściwym postępowaniem. W czasie pierwszej fazy kryzysu Ryga zaaplikowała swojemu społeczeństwu takie oszczędności przy których to co jest w Atenach to "symulowanie", że "coś tam robią". Ale zrobiono to raz, a dobrze, a nie męczono wszystkich przez cały rok i dłużej kolejnym obrotem śruby przykręcającej. Oczywiście oszczędności spowodują, że gospodarka się zmniejszy i w statystykach będzie to wyglądało gorzej, ale spowoduje wyłącznie powrót do normalności. Tzn. spowodowałoby powrót do normalności gdyby nie to, że Grecja musi zbankrutować bo nie da się jej utrzymywać w nieskończoność. Demokratyczne społeczeństwa pozostałych krajów Europy nie pozwolą na to by podnosić u nich wiek emerytalny po to by móc coraz więcej pieniędzy dosypywać do Greckiej Studni Bez Dna. W Grecji za mycie rąk w zawodach w których jest to wymagane dostawało się dodatkowych ponad 400 EUR, za to, że kierowca autobusu przyjeżdżał planowo na przystanek dostawał ponad 300 EUR. Naprawdę nikomu nie jest żal Greków, utrzymuje się ich wyłącznie z obawy przed skutkami ich bankructwa. 2012/02/22 14:42:31
Nie wiem dlaczego autor sądzi, że fundusz Rybińskiego ma być sondażem nastrojów społecznych. Ile ludzi w tym kraju ma 40 tys euro żeby wpłacić na fundusz ? Garstka.
2012/02/22 15:58:00
Wątpię, czy tak skonstruowany fundusz da zarobić komukolwiek. Tak jak to było podnoszone wcześniej bankructwo Grecji zostało już zdyskontowane, prawdopodobnie zresztą jest to najlepsze wyjście, także dla Greków.
W pierwszej chwili myślałem, że powstał fundusz korzystający z teorii czarnego łabędzia, jednak nie. Myślę, że właśnie taki byłby znacznie ciekawszy - i znacznie bardziej interesujące byłoby co też taki fundusz obstawiałby w dzisiejszych czasach. 2012/02/22 17:51:21
Sprawą oczywistą jest, że jest to prosty wybór pomiędzy funduszem Rybińskiego, a lokowaniem kasy w skarpetach. W drugim przypadku można stracić wszystko, w scenariuszu Rybińskiego można stracić około 50% aktywów, lub zyskać 150-200%. Ale ten fundusz nie jest dla każdego. 9 na 10 Polaków nie stać na to, by wpłacić tam pieniądze.
2012/02/22 18:44:51
@Mazur_Krzysztof
bo ten 1 % to pewnie wynik całoroczny, a w całym 2011 giełda przecież nie spadała. A co do uwagi, że fundusze typu short zebrały raptem parę mln, to pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do większości FIO, gdzie otwarcie rejestru jest już od kwoty rzędu 100-1000 zł, minimum na wejściu wynosi bodaj jakieś 40000 zł... 2012/02/22 21:32:47
Panu redaktorowi się coś pomyliło. Qshort zarobił 20 proc. w ubiełgym roku, a Alior short 16 proc. Qshort ma aktywa wielkości ponad 28 mln zł ;) tak gwoli ścisłości
2012/02/23 21:53:53
Dzień dobry, stopy zwrotu podaję od dziś rok wstecz. Co do aktywów Quercusa to racja, już poprawiłem.
Pozdrawiam! 2012/02/24 01:05:45
Jeśli ktoś twierdzi, że jakiś podmiot nie może zbankrutować to jest skończonym debilem, a nie profesorem (a może to nie ma różnicy u nas?)
2012/02/25 00:49:11
Nie wierze w fundusze inwestycyjne. Dlaczego? Prosze sobie sprawdzic ile placa np. obligacje korporacyjne samemu kupowane, a potem porownac z zyskiem dla inwestora funduszy handlujacych obligacjami.
Czy ten fundusz moim zdaniem zarobi? I tak i nie. Jesli Grecja utrzyma wspolna walute oraz wykona obecny plan raczej nigdy nie wyjdzie z dlugow. Zabierajac wedke rybakowi nie sprawimy, ze bedzie mial na oddanie za nowy kredyt. Jesli chodzi o strefe, nie sadze by cala sie rozpadla. Najpierw rozpadnie sie wspolnota, co moim zdaniem w tej chwili stety(strefa wolnego podrozowania i handlu) badz niestety(bzdurne przepisy biurokratow z brukseli) jest raczej malo prawdopodobne. Przez nastepna dekade czy dwie kraje beda chcialy dolaczyc, przykladem niech bedzie nawet przyjmowanie kryzysowej waluty dzisiaj, gdy wszyscy wiedza, ze powtarza sie to co zdarzylo sie w Slowacji. Ale banka na zlocie raczej peknie - zdecydowali o tym Chinczycy - dzisiaj zamiast skupowac zloto inwestuja w Europie, Afryce etc, i dolara chca zamienic na inny papierowy pieniadz rezerwowy. Poza tym wspolnota juz jest w krachu. Taki fundusz nalezalo zalozyc w 2008 roku. Dowodem tego niech bedzie chocby podejscie do strefy wolnego handlu i wymiany uslug. Umowa wspolnotowa zakazuje dyskryminacji obywateli, przez kraje ktore nie wprowadzily okresu przejsciowego. A np. turysta przylatujacy do Londynu, czy to z francuskim, polskim, greckim czy hiszpanskim paszportem na Big Bena od bodajze 2010 roku juz nie wejdzie. Wymagany jest paszport brytyjski. Niby to nic znaczacego czy waznego dla gospodarki ale symbolicznie pokazuje swoiste zamykanie sie rynkow. Ma to wazniejsze reperkusje - imigranci z nowych panstw czlonkowskich beda mieli wielkie problemy z legalna praca w Anglii(a to przyslowiowi "zmywacy Lisa" uratowali tak naprawde UK przed kryzysem demograficzno-pracowniczym jaki czeka Polske za 15-30 lat(jesli nie zmienimy rzadu i podejscia do systemu, w. emerytalny mozna podwyzszyc i do 110 lat, problemem jest brak atrakcyjnosci Polski dla imigrantow i samych Polakow) choc Anglicy zalatwia sobie zapewne slynny rabat i nadal bez przeszkod sprzedadza brytyjskie produkty w tych krajach.- |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|
Generalnie jak sypnie się Euro, z dużym prawdopodobieństwem dolar rzeczywiście krótkoterminowo pójdzie w górę. Po czym natychmiast poleci na gębę, ze względu na to że Ben "Helikopter" Bernanke natychmiast dodrukuje biliony by zapobiec kryzysowi bankowemu wynikającemu z ekspozycji banków amerykańskich na inwestycje w Europie.
Inflacja zamorduje więc dolara jakieś 2-3 lata po upadku euro.
Super by było jakby fundusz wycofywał inwestycje w złotówki oraz akcje polskich firm krytycznych dla polskiej gospodarki (KGHM, PGNIG, Orlen, PKO BP, PZU), szczególnie że KGHM/Orlen powinny być wtedy prawie za darmo.