|
Blog > Komentarze do wpisu
Najzabawniejsze sposoby okradania banków: czary przy wrzutni, lewe wyciągi...Dużo rzeczy działo się ostatnio wokół finansów osobistych, ale gwoździem kończącego się tygodnia była mimo wszystko genialna kradzież 4,5 miliona złotych z jednego z banków. Kradzież, w której nie użyto ani zgrai informatyków, ani broni palnej, ani żadnego podkopu. Ani kasiarza Kwinto. Aby obrobić bank wystarczyło mieć dobry, bezczelny pomysł. Pan Zenek najpierw założył sobie w jednym z banków rachunek firmowy (oczywiście na podrobione dokumenty), następnie zapewne coś tam przy nim gmerał, przepuszczał przezeń pieniądze, by zasłużyć na zaufanie banku. Pewnego dnia zadeklarował wpłatę na konto - ale w sposób niestandardowy, bo poprzez tzw. wrzutnię nocną - kwoty 1,5 miliona euro. Nasz bohater oczywiście nie miał tylu euro, więc zastosował manewr z wielu filmów - pociął zwykły papier i umieścił pomiędzy prawdziwymi banknotami. I wrzucił w specjalnej kopercie do wrzutni. Bank zaakceptował i zaksięgował zadeklarowaną kwotę. Już chwilę później dopisana do rachunku złodzieja gotówka szybko została zamieniona na złoto warte 4,5 miliona złotych. Kruszec sprzedał złodziejowi sam bank, bo oprócz handlowania papierkami udającymi pieniądze zajmuje się on też sprzedawaniem klientom złotych sztabek. Wyposażony w złoto pan Zenek oczywiście natychmiast rozpłynął się w powietrzu. Jak to możliwe, że bank uwierzył na słowo rzekomemu przedsiębiorcy, że wpłaca rzeczywiście 1,5 miliona euro? Dlaczego nikt nie przeliczył tych pieniędzy przez zaksięgowaniem? Zapewne klient zawczasu zadbał o idealną historię finansową. Bank musiał go uznać za bardzo wiarygodnego klienta, bo nie każdemu oferuje się dostęp do wrzutni nocnej, do której wpłaty są księgowane natychmiast, jedynie na podstawie deklaracji klienta, a sprawdzane dopiero za kilka dni. Panie Zenku (imię wymyślone), szczerze podziwiam pomysłowość. Gość ma ogromne cojones, chociaż oczywiście jego czyn jest obrzydliwy i pan Zenek zapewne będzie się zań smażył w piekle. Nie postępujcie tak jak Zenek, bo to zło, a poza tym... drugi raz ten sam numer nie przejdzie. :-). Ale pan Zenek zgarnął - jak to się mówi w języku biznesu - premię pierwszeństwa i zanim będzie smażył się w piekle, najpierw popławi się jakiś czas w luksusach na jakiejś odludnej wyspie, gdzie nie ma żadnych wrzutni, bankomatów, ani bankowych skarbców. Są za to palmy, ocean i słońce przez okrągły rok. Cóż, gościa ze sztabkami złota o wartości miliona euro wszędzie wita się z otwartymi ramionami. Pamiętam wiele akcji złodziei w bankach, ale tak pomysłowej jeszcze nie opisywałem. Choć oczywiście bankowych historii zabawnych inaczej, ze złodziejami w roli głównej nie brakuje. Chcecie posłuchać? W 2006 r. dwóm klientkom jednego z banków z kont zniknął w sumie milion złotych. W obu przypadkach złodzieje wypłacili pieniądze bez pomocy internetowych hakerów czy działających pod osłoną nocy włamywaczy. Wypłat dokonali w biały dzień, w oddziale, na lewy dowód osobisty oraz fałszywe pełnomocnictwo. No i oczywiście wszystko zatwierdzane było sfałszowanym podpisem. Pracownicy banku grzecznie wypłacili pieniądze, choć na pełnomocnictwie nie było wszystkich danych (złodziej po prostu ich nie znał). A podpisy na dokumentach nawet nie były podobne do tych z bankowych wzorów podpisów. Filutki, nie ma co. W 2005 r. na ciekawy pomysł wpadła pani Aneta, pracownica lubelskiego oddziału jednego z banków. Z kilku kont bogatych klientów wyprowadzała po cichu pieniądze, których wartość sięgnęła 600 tysięcy euro. Nie wiadomo, kto akceptował wypłaty (każda transakcja powinna być zatwierdzana przez przynajmniej dwóch pracowników). Pracownica, by ukryć wyprowadzanie pieniędzy, sporządzała dla klientów fałszywe wydruki z saldami kont. I osobiście im je co miesiąc wręczała. Pierwszy z nich zorientował się, że żyje w równoległej rzeczywistości po pół roku. A to było (poprawcie mnie jeśli się mylę) chyba jeszcze przed Matriksem? :-) Teraz mam dla Was jeszcze lepszy numer. W Legnicy przez siedem lat główna księgowa i dwie kasjerki wyciągnęły ze skarbca banku, w którym pracowały, prawie 9 mln zł. Kobiety wyjmowały pieniądze z tzw. bezpiecznych kopert, w których deponowali je klienci. A dla niepoznaki do kopert wkładały ścinki papieru. Sprawa wyszła na jaw, gdy... w banku zabrakło pieniędzy dla bieżącej obsługi klientów. Panie zbytnio się pospieszyły i osuszyły oddział z prawdziwej kasy, nim zapadł zmierzch. Gdyby panie miały pojęcie o finansach, to by wiedziały, że jak się pozbawia bank płynności, to nic dobrego z tego wyniknąć nie może. Ale panie postanowiły zabawić się w Legnicy w Lehman Brothers. I wpadły. Z kolei w 2009 r. łupem złodziei - podających się za konwojentów firmy ochroniarskiej - padło 5 milionów złotych. Fałszywi konwojenci pojawili się w tzw. liczarni pieniędzy, by zabrać kasę do banku. Gotówkę zabrali, ale do banku nie trafiła ani złotówka. Pracownicy liczarni wydali pieniądze, nie sprawdzając nawet dokumentów ochroniarzy. Złote chłopaki. Ten przebój jest dla nich! Ech, gdzie podziali się porządni włamywacze, którzy drogę do banku torują sobie w klasyczny sposób, czyli bez wykorzystywania głupoty bankowców? Tacy ostali się chyba tylko w Wielkiej Brytanii. Tam w zeszłym roku pewni mili ludzie przez ponad sześć miesięcy kopali 30-metrowy tunel, żeby dostać sie pod bankomat ulokowany w jednym ze sklepów. Kiedy podkop był gotowy, złodzieje przebili się przez 38 centymetrową ścianę z betonu i ukradli... 6.000 funtów. ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. A na koniec: Henryk Kwinto w niezapomnianym filmie o obrabianiu banku :-) niedziela, 26 lutego 2012, maciek.samcik
TrackBack
Komentarze
nicka1
2012/02/26 11:00:02
a w jaki sposob kupił złoto? chyba nie za pomocą wYrzutni ? :)
2012/02/26 13:31:58
Ja z innej beczki: omal zakląłem szpetnie czytając niedawny tekst Redaktora o spadku wypłacalności banków - wypłacalność banku to stosunek kapitału do kwoty kredytów, a nie depozytów. Bardzo proszę, Redaktor robi za autorytet, to bez takich wpadek.
2012/02/26 14:19:01
Dzień dobry, oczywiście ma Pan rację, jak się pisze trzy rzeczy naraz to myśli się o kredytach, a pisze o depozytach. Paru czytelników już mi doniosło, że osiwieli, jak to przeczytali :-)). Przepraszam za błąd, to pośpiech...
Pozdrawiam i zapraszam do zgłaszania śmiesznych kradzieży bankowych 2012/02/26 18:20:51
Pisze Pan, Panie Macku że drugi raz ten numer nie przejdzie. Tylko że... to już jest co najmniej drugi taki numer :-)
2012/02/26 23:00:01
Zabawne napady - a rebour:
Do niewielkiego prowincjonalnego oddziału dużego banku wchodzi młody człowiek i podsuwa kasjerce w okienku kartkę ze standardowym w takich przypadkach tekstem: "To jest napad, proszę wyłożyć wszystkie pieniądze na ladę." Zaskoczoną kasjerkę oczywiście kompletnie zatkało i w niekontrolowanym odruchu wystawiła przed oczy "klientowi" równie standardową tabliczkę: "Okienko chwilowo nieczynne - przepraszamy". Na takie dictum zbaraniał z kolei koleżka badzior (który zresztą wykazywał od początku oznaki dużego zdenerwowania), i - nie zastanawiając się długo - zawrócił bez słowa na pięcie i pośpiesznie opuścił lokal. Został zresztą podobno niebawem złapany. Rzecz działa się na początku lat 90., a znam ją z relacji kolegi, który był w tamtym czasie wyższym urzędnikiem tego banku. Dzielna pani kasjerka została zresztą mocno uhonorowana i nagrodzona przez zarząd banku. Pzdr, 2012/02/27 09:50:40
A słynna historia kradziezy 27 mld złotych z rachunku w Biurze Maklerskim Pomorskiego Banku Kredytowego? Toż to jeszcze lata 90-te, w okresie sprzed denominacji złotego.
2012/02/27 11:05:49
Sęk w tym, że większość takich numerów nie jest możliwa bez udziału pracujących w banku znajomych wzbogacającego się Królika :)
2012/02/28 15:12:23
tak, czy owak pan Zenek odkryl slaby punkt systemu i go skwapliwie wykorzystal. I za to naezy mu sie uznanie.
2012/02/29 03:45:17
Nie chce popierac zlodziejstwa, ale w tym wypadku, jesli panu X nie pomagal bankier to byla to niemalze transakcja finansowa ;-). Choc podejrzewam, ze z takim podejsciem banku, moze sie okazac, ze wyplacone zloto w srodku zawiera olow ;-).
Swoja droga to chyba najbardziej prosty w realizacji napad o jakim slyszalem. Az strach sie bac o swoje depozyty jak banki tak szastaja pieniedzmi. Chyba przebija to wielki napad na skrytki z XX w. w Anglii, ktory skonczyl sie kilkoma skandalami dla mniej lub bardziej niemilych konserwatystow ;-). Ale miejmy nadzieje, ze banki czegos sie naucza i bedziemy mogli spac spokojnie bo po to je wymyslone by zabezpieczaly depozyty a nie tylko udzielaly kredyty majac zaledwie kilku(nastu) procentowe pokrycie gotowki dla klientow z kontami... |
Ostatnie wpisy
Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”.
Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych. Subiektywnie o finansach na Facebooku! -----------------------------------------
Online Users
|