Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 27 lipca 2012

Igrzyska w Londynie: złoty medal olimpijski tańszy od... kompromitacji piłkarzy

Dziś oficjalnie ruszają Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Nieoficjalnie ruszyły już dwa dni temu, bo zawody w niektórych dyscyplinach trwają w najlepsze. Z tej okazji oczywiście w blogu nie może zabraknąć kilku zdań o finansowym aspekcie udziału w tym wydarzeniu dla polskich sportowców. Reprezentacja naszych olimpijczyków liczy 218 osób (z tym, że część występuje w sportach drużynowych) i - jak mówią eksperci - ma szansę na jakieś 12-15 medali. Największe emocje wzbudzać będą siatkarze, którzy ostatnio zrównali z ziemią wszystkie światowe potęgi, nie wyłączając Brazylii, a także Agnieszka Radwańska, rakieta numer 2. w światowym rankingu. Oba sporty należą u nas do najbardziej popularnych i zapewne przed ekranami telewizorów zgromadzą miliony kibiców. Ja będę bacznie obserwował amazonkę Beatę Stremler, która z miłości do swojego konia i z chęci spróbowania sił na igrzyskach w Londynie odrzuciła ofertę sprzedaży swojego konia Martini za milion dolarów.

Londyn 2012

Zasiądź przed telewizorem, otwórz piwo i... sprawdź ile ono kosztowało

Co - poza sławą - mają do ugrania zawodnicy? Od strony finansowej premie za medale nie należą do najbardziej wygórowanych, ale też nie można powiedzieć, że są glodowe. W konkurencjach indywidualnych złoty medalista może liczyć na 120.000 zł nagrody od Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Za srebrny medal komitet płaci 80.000 zł, zaś za brąz nagroda wynosi 50.000 zł. W konkurencjach drużynowych każdy z uczestników drużyny dostanie 75% standardowej wypłaty indywidualnej, czyli np. za złoto będzie się należało 90.000 zł. Oddzielną stawkę mają siatkarze, jedyna nasza drużyna w sportach zespołowych. Oni do ugryzienia mają 720.000 zł do podziału za złoty medal i np. 480.000 zł za srebrny. No i chyba trzeba powiedzieć, że są lekko pokrzywdzeni, bo im wychodzi najwyżej 28.000 zł na zawodnika (nie licząc trenerów, lekarzy, masażystów). Jak za olimpijskie złoto nie jest to nagroda przesadnie bogata. No i w ogóle letnie igrzyska w Londynie nie dopieszczają zawodników - premie są niższe, niż cztery lata wcześniej w Pekinie (wtedy dochodziły do 240.000 zł) oraz dwa lata temu w Vancouver (tam za złoto płacono 250.000 zł).

Ciekawe wyliczenie: Ile seksu można mieć za przeciętną pensję?

Inna sprawa, że na premiach od Polskiego Komitetu Olimpijskiego kasa za medale olimpijskie się nie kończy. Dodatkowe premie przyznają niektóre związki. Np. ten lekkoatletyczny zapłaci za każde złoto jeszcze 60.000 zł, za drugie miejsce 40.000 zł, a za trzecie 30.000 zł. Lekkoatleci walczą więc o złoto olimpijskie i... aż 180.000 zł. Ci ze sportowców, którzy mają swoich sponsorów, mają też w kontraktach zapisane specjalne premie za sukcesy na miarę światową. A krążek zdobyty na Igrzyskach z pewnością do takowych się zalicza. Ciekaw jestem czy taki np. Lexus, sponsorujący Agnieszkę Radwańską, podstawi jej pod dom nowiutki samochód, jeśli nasza tenisistka przywiezie z Londynu złoto?  Medal olimpijski otwiera też drogę do udziału w intratnych kampaniach reklamowych, z których sportowiec ze znaną twarzą może wynegocjować nawet milion złotych za to, że pokaże ją przy jakiejś kawie lub proszku do prania (pozdrowienia dla Zygmunta Chajzera). No i wreszcie medal olimpijski to gwarancja otrzymywania przez zawodnika do końca życia specjalnego świadczenia z kasy Ministerstwa Sportu - 2483 zł miesięcznie, a więc prawie 30.000 zł w skali roku. Przy założeniu, że przeciętny olimpijczyk-medalista ma 25 lat i dożyje z medalem na piersi do 80-tki, a świadczenie miałoby stałą wysokość, do wzięcia jest ni mniej ni więcej, niż 1.639.000 zł. No, a do tego wszystkiego jest jeszcze wizja dodatkowych pieniędzy za pobicie rekordu świata. Mam nadzieję, że rekord świata, poza naszymi asami, będą biły także sportowe misski, takie jak wieloboistka Jessica Ennis ;-)

Jessica Ennis

Kasa za medale nie jest w przypadku naszych olimpijczyków powalająca, biorąc pod uwagę, że taki np. Malezyjczyk za złoty medal zgarnie poważną sztabę złota, wartą 500.000 euro (czyli jakieś... 10 kilogramów). Rosjanie za złoty medal płacą swoim sportowcom po 100.000 euro, ale już Niemcy - tylko 25.000 euro, a więc mniej niż nasz PKOl. Dość zabawne jest natomiast porównanie "gołych" nagród olimpijskich z zarobkami, które zgarnęli polscy piłkarze podczas niedawnego polsko-ukraińskiego turnieju Euro 2012. Nie wiem czy pamiętacie, ale wyliczyłem w blogu, że każdy z naszych niewydarzonych piłkarzy, z tytułu nie osiągnięcia na Euro 2012 niczego - bo umówmy się, że dwa remisy i porażka w najłatwiejszej z grup to było jednak poniżej oczekiwań każdego w kraju kibica - wzbogacił się o 67.000 euro, czyli 285.000 zł. Wychodzi na to, że wielcy przegrani najważniejszego w Europie (ale przecież nie na świecie) turnieju, rozgrywanego w najpopularniejszej na globie zespołowej dyscyplinie sportu, zarobili ponad dwa razy więcej, niż może osiągnąć zdobywca złotego medalu olimpijskiego, czyli najważniejszego lauru sportowego na świecie. Albo więc piłkarzom zapłacono za dużo, albo olimpijczykom płaci się za mało. Albo jedno i drugie ;-). Ale i tak życzę komitetowi olimpijskiego, żeby musiał po igrzyskach zgłosić się po kredyt bankowy, by sfinansować nagrody.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 27 lipca 2012 07:52

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line