Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 05 września 2012

Bank wypowiedział i... przymusowo przewalutował jej kredyt. Co robić?

Pisałem już na stronach tego blogu o najróżniejszych rafach, kryjących się w kredytach hipotecznych w walucie obcej. Oczywiście użalałem się nad spreadem (uruchomiłem nawet specjalne Pogotowie Antyspreadowe), a także nad tym, że tego rodzaju kredyty doskonale sprawdzają się jako element polityki prorodzinnej - każda próba ich podziału, zmiany wierzyciela itp. jest traktowana przez banki jako doskonała okazja, by podwyższyć marżę. Pisałem też o tym, że banki ostatnimi czasy chętnie sprawdzają wartość nieruchomości i mogą żądać od klientów dodatkowych ubezpieczeń jeśli kredyt jest wart o 30% lub więcej, niż kupiona za pieniądze banku nieruchomość. Ale najgorszym co Was może spotkać jeśli macie taki kredyt, jest jego wypowiedzienie przez bank. To zwykle oznacza finansową kaplicę, a mówiąc jeszcze bardziej obrazowo - pętlę założoną na szyję. Nigdy, przenigdy nie doprowadzajcie do sytuacji, w której bank wypowiada Wam kredyt we frankach. Jeśli macie kłopoty z jego obsługą - idźcie do banku i negocjujcie. Nie chowajcie głowy w piasek, bo będzie jeszcze gorzej. Idźcie do banku z tą pieśnią na ustach ;-).

Ku przestrodze opowiem Wam historię pani Doroty, hipotecznej klientki banku Getin. Pani Dorota zwróciła się do mnie o pomoc w załatwieniu sprawy z bankiem, ale jest w tak trudnej sytuacji, że chyba jedyne, co mogę zrobić, to opisać jej sprawę. I liczyć na to, że bank sie zlituje, zmieniając nieco warunki ugody. Jeśli się zlituje, zostanie publicznie, na stronach tego blogu wychwalony. Jest więc o co walczyć, drogi banku! Zanim jednak dojdziemy do ugody, musimy dowiedzieć się czym tak bardzo wkurzyła bank pani Dorota, że teraz mówimy już o ugodzie, a nie o normalnej spłacie rat. "Miałam trzymiesięczne zaległości w spłatach. Przyczyną był ciąg fatalnych wydarzeń w moim życiu osobistym, z którymi nie mogłam sobie poradzić. Przeszłam załamanie nerwowe, na skutek czego nie byłam zdolna do podejmowania jakichkolwiek racjonalnych działań. Pożyczyłam w DomBanku, dziś to oddział Getin Banku, 420.000 zł we frankach. Było to w 2007 r. Od tego czasu spłaciłam 100.000 zł, zostało 320.000 zł. 

Bank, na skutek zaległości, wypowiedział mi kredyt, wypowiedzenie się uprawomocniło, a kredyt został przewalutowany z franków na złotówki. To się stało na przełomie kwietnia i maja. Chcę nadal spłacać kredyt na poprzednich warunkach, ale bank się nie zgadza. Mimo to co miesiąc od kwietnia systematycznie wpłacam raty w oddziale banku. Po przewalutowaniu bank żąda ode mnie 650.000 zł. Uważam, że straty banku w przypadku mojego opóźnienia w spłatach są niewspółmiernie małe w stosunku do straty jaką ja poniosę. Na skutek nieprzejednanej postawy banku staję się dożywotnim bankrutem. Czy o to bankowi chodziło gdy podpisywał ze mną umowę kredytową?" - pyta pani Dorota. Zapewne nie o to. Znam różne przypadki dziwnych działań banku Getin, ale jak zerknąłem w papiery, przesłane mi przez panią Dorotę, to się przeraziłem. Umowa została wypowiedziana w lutym 2012 r., kwota zaległych rat wynosiła wówczas 13.356 zł. Na moje oko to mniej więcej cztery miesiące braku wpływów.

Czytaj też: Promocja Getinu, czyli po roku masz do spłaty o 1000 zł więcej

Cóż, po tak długim czasie milczenia klientów banki często tak właśnie się zachowują - wypowiadają umowy. Gdyby pani Dorota była klientką innego banku, może wytrzymałby on jeszcze góra dwa miesiące, ale na pewno nie dłużej. Getin, wypowiadając umowę, zostawił pani Dorocie furtkę: "bank rozważy możliwość cofnięcia wypowiedzenia  w przypadku uregulowania w okresie wypowiedzenie (30 dni) całości zaległych należności". A więc wtedy jeszcze sytuacja była do odkręcenia. Ale już w kwietniu 2012 r. spółka o słodko brzmiącej nazwie GetBack (tak, to nie fatamorgana, jak bierzecie kredyt to idziecie to GetIn, a jak go nie spłacacie, to biorą Was w obroty filutki z GetBack) wysłała do pani Doroty monit z żądaniem spłaty zaległości w wysokości 14.994 zł. I to już jest kicha. Chińszczyzna.

Co ciekawe, pani Dorota zeznaje, że spełniła warunki postawione przez bank w wypowiedzeniu kredytu, to znaczy zwróciła zaległości w ciągu 30 dni wypowiedzenia. I sugeruje, że bank - mimo swoich własnych deklaracji - nie chciał odkręcić sytuacji. "Na wypowiedzeniu umowy kredytowej i monicie z zewnętrznej  firmy windykacyjnej GetBack widnieje podpis i pieczątka tej samej osoby. Podejrzewam, że firma GetBack, z którą byłam w kontakcie i windykacja zaległej kwoty przebiegała skutecznie, czyli wywiązywałam się z ustaleń, stworzona została po to, aby uśpić czujność klientów. W pewnym momencie okazało się, że Getin zabrał sprawę z tej firmy i przewalutował mój kredyt". Wykluczyć tego niestety nie można, bo jeśli bank obawia się już współpracy z jakimś klientem, to zawsze znajdzie na niego kijek. Tu nie musiał szukać długo, bo nawet gdyby pani Dorota spłaciła migiem wszystkie zaległości, to i tak bank miał jedynie "rozważyć" cofnięcie wypowiedzenia.

Pani Dorota nie spłaciła raptem czterech rat kredytu i zapłaciła za to wypowiedzeniem kredytu i skokowym wzrostem zadłużenia o ponad 230.000 zł. Teraz twierdzi, że gdyby bank chciał jej pomóc, wywinęłaby sie z tarapatów. "Mam następujący pomysł: sprzedaję skredytowane mieszkanie za ok. 450.000 zł i kupuję mniejsze za 260.000 zł. Spłacam część długu i przenoszę kredyt na to mniejsze. Mam upatrzone to mieszkanie, ale musiałoby to się stać szybko. Drugi pomysł jest taki, że rodzina odkupi ode mnie udział w skredytowanym mieszkaniu za 100.000 zł, wpłacę tę kwotę do depozytu banku jako gwarancję spłat, a bank przywróci starą umowę. Najbardziej chciałabym przywrócić starą umowę, ponieważ - jak mi jakiś prawnik powiedział - została wypowiedziana nieskutecznie, bo  zaniechałam działań z powodu zaistnienia siły wyższej" - zastanawia się czytelniczka. W rozważania na temat siły wyższej publicznie wchodzić nie możemy, by nie roztrząsać prywatnych spraw pani Dototy, ale ten pomysł byłby trudny do przeprowadzenia, bo wypowiedzenie za nieskuteczne musiałby uznać sąd. Może warto o nie powalczyć?

Czytaj też: Prawnicy zaciskają pętlę wokół banków, Getin na celowniku

Getin Bank nie bardzo chce rozmawiać o pomysłach pani Doroty (o ile pierwszy - z zamianą mieszkania - jest rzeczywiście ryzykowny i wymagałby od banku dużej dozy zaufania do klientki, to ten z wpłatą 100.000 zł depozytu zabezpieczającego trzyma się sensu). Zamiast tego Getin proponuje ugodę na następujących warunkach. Dług, wynoszący obecnie 666.000 zł, z czego 34.600 zł to karne odsetki, miałby zostać spłacony w ciągu dwóch lat - z ratami 2000 zł miesięcznie przez 23 miesiące i ratą balonową w ostatnim miesiącu. Bank deklaruje, że na mocy kolejnego porozumienia może prolongować tę ostatnią ratę bądź rozbić ją na części. Getin proponuje też umorzenie połowy karnych odsetek (czyli 17.300 zł) oraz dopisanie pozostałych odsetek do kapitału. Oprocentowanie kredytu przez te dwa lata ma wynieść niestety aż 9,98% w skali roku. No i jeszcze, rzecz jasna, pani Dorota musiałaby uznać bez zastrzeżeń swoje zobowiązanie, co definitywnie zamykałoby jej drogę sądową do kwestionowania skuteczności wypowiedzenia kredytu - czy to z powodu dziwnej koincydencji nazwisk w kwitach z Getin i GetBack, czy to z powodu działania siły wyższej, uniemożliwiającej spłatę rat. A jak siła wyższa to... módlmy się i szykujmy stos ;-).

Doceniam fakt, że bank jest gotów, by dogadać się z klientką. Ale wielka szkoda, że zasady ugody są tak dociskające czytelniczkę blogu do muru. Oprocentowanie kredytu prawie jak szybkiej gotówki, a do tego żadnej gwarancji, że za dwa lata bank będzie chciał prolongować spłatę - bo przecież pani Dorota nie wyciągnie wtedy z lewej kieszeni spodni 600.000 zł (bo 50.000 zł spłaci przez te dwa lata). Uważam, że choć klientka zawaliła sprawę, to należy jej się szansa od banku. I to szansa spisana na nieco lepszych zasadach, niż te, które zaoferował. "Rozumiem, że bank miał prawo wypowiedzieć umowę, ale mam nadzieję, że sąd weźmie pod uwagę moją sytuację. Stać mnie na spłatę kredytu tego kredytu, ale nie na warunkach zawartych w ugodzie. Proszę o pomoc w negocjacjach z bankiem. Tam z nikim nie można porozmawiać. Nie mogę podpisać ugody w takiej formie, a Getin nie chce słyszeć o jakichkolwiek zmianach w treści. Mam kilka propozycji zabezpieczenia interesów banku, ale bank widzi tylko jeden kierunek. Albo ugoda z warunkami nie do przyjęcia, albo egzekucja" - skarży się klientka. Tą drogą apeluję do szefów Getin Banku o ponowne przejrzenie warunków ugody. Wrócę do sprawy, relacjonując Wam czy bank jest gotów do dalszych negocjacji,  czy też przyjmuje strategię "getback".

”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. A jeśli masz probl;em z bankiem, ubezpieczycielem, biurem maklerskim, pośrednikiem finansowym - pisz na maciej.samcik (at) agora.pl. Nie odpowiem od razu, ale na pewno się odezwę. Zapraszam!

SUBIEKTYWNOŚĆ POMAGA POLAKOM. Przykładów na to, że blog "Subiektywnie o finansach" czyni instytucje finansowe lepszymi, jest bez liku. Po krytyce w blogu inwestorzy wymusili na spółce inwestycyjnej Opulentia dymisję jednego z kontrowersyjnych menedżerów. Firma BRE Ubezpieczenia po interwencji w blogu przyznała klientowi odszkodowania za zniszczony piec w mieszkaniu, choć wcześniej likwidator szkody nie chciał uznać roszczenia. Bank BGŻ po publikacji w blogu obiecał, że nie będzie już się głupio tłumaczył, gdy przyjdzie mu pomysł na podwyższanie oprocentowania kredytów. Blog jest też ulubioną lekturą niektórych pracowników NBP, bo po lekturze jednego z wpisów bank centralny napisał karcący list do nierzetelnych handlarzy złotymi monetami. Notka w blogu sprawiła, że bank BPH uznał za stosowne przeprosić klienta za to, że od trzynastu miesięcy rozpatruje jego reklamacje. Bank Pocztowy obiecał popracować nad przekazem marketingowym, bo jego ludzie przeczytali w blogu, że jest on spaprany. Bank PKO BP wskutek ujawnienia w blogu nieprawidłowości przy konkursie dla klientów anulował jego wyniki. Wyniki swojego konkursu zmieniał też Citi Handlowy, ale po interwencji blogu przyznał nagrody wszystkim tym, którym wcześniej je odebrał. Getin Noble Bank uznał, że nie będzie już patroszył klienta ubezpieczeniem. Bank BPH - że skończy z nasyłaniem na klienta windykatorów. PKO BP - że trzeba zmienić zasady bezpieczeństwa przy kontroli klientowskich płatności kartami. Citi od czasu awantur w blogu wzorcowo informuje klientów o podwyżce prowizji, a Open Finance przynajmniej na chwilę poprawił swoje reklamy, by były mniej kontrowersyjne z etycznego punktu widzenia. To tylko najnowsze przykłady wymiernych efektów publikacji w blogu. Te z lat 2010-2011 podsumowałem tutaj. 

Jak pomnażać oszczędności

KUP PORADNIK "JAK POMNAŻAĆ OSZCZĘDNOŚCI"! Książkę autora blogu o oszczędzaniu i inwestowaniu pieniędzy możecie kupić nie tylko w sieci Empik i księgarniach w całej Polsce, ale i w formie e-booka! Książkę będziecie mieli na ekranach, klikając ten link, bądź wchodząc do jednej z dobrych księgarń internetowych. Oto kilka recenzji poradnika: ”Dziennik Gazeta Prawna”: ”Autor wie jak rozprawiać o finansach w sposób zachęcający i zrozumiały. (...). Samcik wielokrotnie powołuje się w książce na swoje długie, bo już prawie 20-letnie doświadczenie inwestora. To uczciwy i dobry sposób, by wciągnąć czytelnika do fascynującej gry w inwestowanie. To czyni tę książkę wiarygodnym źródłem wiedzy o sensownym odkładaniu pieniędzy”. Blog Kreatywa: "Autor nie sili się na profesorski, sztywny ton, nie operuje nieustannie skomplikowanymi terminami i niezrozumiałymi wykresami. Pozwala sobie czasem na luźniejszą, bardziej przyjazną formę. Szary obywatel sporo wyniesie z takiej lektury, nie będzie czuł się przytłoczony fachową terminologią, a jednocześnie jego wiedza się wzbogaci". Blog "Literacka Kanciapa": "Samcik pisze dość swobodnie, w sposób nieskomplikowany i zrozumiały dla przeciętnego czytelnika"  Portal edukacji finansowej NewTrader.pl: "Praktyczne porady znajdą tu zarówno poważni gracze giełdowi, inwestorzy jak i ludzie, których gospodarowanie pieniędzmi ogranicza się do domowego budżetu. (...) Książkę świetnie się czyta. Poradnik ten został napisany językiem dla laików, każdy z nas zrozumie o co chodzi w pozornie skomplikowanych produktach finansowych".

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 05 września 2012 07:57

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • baron_lewicy napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:14:05:

    Jak czytałem ten wpis, to zanim doczytałem, wiedziałem, że chodzi o Getin :)
    Oni potrafią uroczo wyciągać pieniądze od klienta na wiele sposobów. Jak kiedyś brałem kredyt hipoteczny, to zajrzałem też do Getina. Zaproponowali mi do kredytu taki mały "prezencik" - Pareto. Powiedzieli, że bez tego nie będę miał zdolności i wiarygodności kredytowej (nie miałem wcześniej żadnych kredytów i to podobno dlatego). To Pareto to było takie cudo, na które miałem wpłacać przez 15 lat kilkaset złotych - mówili, że to takie zabezpieczenie kredytu. Obiecywali, że przez to odłożę sobie na wcześniejszą spłatę, bo tam miały być zyski 15 proc. rocznie - tak jak w Amber Gold :) Podali mi nazwę indeksu na którym ta złota inwestycja się opierała i sprawdziłem - indeks spadał. A więc moje kilkaset złotych miesięcznie zjadłaby inflacja i opłaty za zarządzanie.

    A we wszystkich innych bankach miałem jakoś zdolność kredytową bez Pareto i prześcigali się w telefonach, żebym to u nich wziął kredyt. Gdybym wziął to Pareto i kredyt w Getinie, to byłbym upupiony jak ta pani, o której jest artykuł

  • kociogon napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:14:52:

    "Pożyczyłam w DomBanku, dziś to oddział Getin Banku[...]"

    Hm... widzę tu prawidłowość. Miałem kiedyś bezpłatne konto w Allianz Bank, nieużywane bo założone automatycznie w związku z otwarciem lokaty. Muszę je teraz zamknąć bo Getin nagle dowalił mi opłaty, o czym dowiedziałem się z SMS-a z żądaniem spłaty debetu. W sumie to i tak dosyć tania nauczka na przyszłość :)

  • arikblox1 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:19:18:

    Premie jakieś wręczają za jak najmniej korzystne załatwienie sprawy dla banku w GB? Bo z całej tej historii można wyciągnąć jeden wniosek, pracownicy banku zajmujący się ofertami dla klientów problemowych są chyba niespełna rozumu albo zwyczajnie płacą im za takie zachowania...

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:19:33:

    faktycznie, klientka sobie nagrabiła, ale aby aż taki wyrok jej dowalić? toż to dożywocie, ba, dożywocie może się również skrócić, ze względu na dobre zachowanie.
    Klientka złożyła korzystne dla banku propozycje, a bank mimo tego dalej swoje. Szkoda, jak widać kolejny powód aby Getin omijać, ostatnio ma złą prasę. taki to bank, który jest miły i uśmiechnięty przed podpisaniem umowy, a po podpisaniu czeka na najdrobniejszy błąd.

    Inna prawa, że firma windykacyjna i bank pewnie należy do tego samego Leszka. Ale każda z tych firm rozlicza się pewnie osobno przed Leszkiem więc może być już po ptokach.

  • dkm1 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:30:44:

    ciekawe są oferty Getinu wpuszczane przez spółkę córkę Open Finanse. To są czarodzieje! Pod płaszczykiem bezstronności oferują cudowne kredyty wraz z inwestycją. Dopiero czytając umowę pojawia się Getin lub Noble, mimo mówienia o niezależnej ofercie z Open. Hm...trochę krew zalewa

  • sbpientka napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:36:30:

    Niestety jestem skredytowany w tym banku. Jak tylko czytam o ciągłych przewałach dotyczących GetInu to jedyne o czym myślę to jak najszybsze przeniesienie się gdzieś indziej ...

  • mocten napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:37:08:

    Teraz jedyne wyjscie dla tej pani to nic nie płacić, wynająć notarialanie na 100 lat czesc domu rodzinie,dogadac sie z pracodawcą o wypłacanie pensji pod stołem i spokojnie czekac na licytację nieruchomosci, której z lokatorami nikt nie kupi.

  • tacx napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:46:38:

    mam do powiedzenia tylko tyle że człowiek rozumny od pożyczania pieniędzy z banków trzyma się jak najdalej jak tylko może. Jak się spojrzy na efekty pożyczania pieniadza to wyjdzie na to że to po prostu debilizm. Wyludnione wsie i miasta bo wszystko pokupowało mieszkania w metropoliach za księżycowe ceny. Dzis te mieszkania warte są tyle co dobre mieszkanie na prowincji przed kryzysem. O historiach takich jak pani Doroty nawet nie piszę. Trochę mi jej żal ale jak to mówią głupota i naiwność to się urodzi choćby na kamieniu. Wolę miec spokojne i biedniejsze życie niż latanie z jęzorem na wierzchu by zarobić na lichwiarskie raty bo sie chciało cuda wianków na wodzie i życia jak w kolorowych gazetach.

  • pawciu2 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 09:51:05:

    Smutne to. Zwrocmy uwage tylko na jedna sprawe. Panie nie pozyczala 450 tys zl, nie oddala 100 tys zl... Pani pozyczylta 204 tys CHF, splacala odsetki i musi oddac 191 tys CHF. Za cala operacje zaplacila ok 20 tys zl. (to ok 160 zl miesiecznie).

    Pytanie: swiadomie, czy nieswiadomie? Podejrzewam, ze nieswiadomie, bo wziela kredyt w CHF, bo inni brali w CHF, bo sprzedawca doradzal, ze CHF.
    Nikt nie zadal sobie pytania: skoro w PLN bedzie trudno, do dlaczego po polaczeniu tego z kilkoma kosztownymi operacjami mialoby byc latwiej.

    Bardzo mi szkoda tej Pani. Sprzedawcy banku powinni ja uswiadomic (ba, nie na pismie, ale werbalnie - bo kto czyta jakiestam pisma o ryzyku? wazne zeby parafke postawic.), prawie na pewno nie podjelaby takiej decyzji swiadomie. Bank po czesci ratuje ja sytuacja w ktorej CHF kosztuje 4.50PLN - oczywiscie sytuacja jest tak samo teoretyczna, jak to ze CHF bedzie kosztowal 3.50 w momencie gdy kosztowal 2.50 i lecial w dol, do kwoty 2zl. Szkoda, ze o tym nie jest artykul.

    Zgodnie z ta teoria, sa ludzie, ktorzy w 2007 roku wzieli kredyt w PLN i jesli byl on na kwote 450 tys zl, to przez te 5 lat oddali do banku ok 70 tys zl odsetek wiecej niz gdyby wzieli kredyt w CHF, bo podejrzewali, ze na kredyt w CHF ich nie stac mimo iz maja zdolnosc kredytowa.

    Co jest pocieszajace:
    1. ta pani ma mieszkanie

    2. nie jest tak zle, bo kredyt na 450 tys dostala - czyli zarabia raczej niezle

    3. ma 100 tys, wiec w sumie ugoda 2000 tys m-c przez 2 lata i w tym czasie wypracowanie zdolnosci kredytowej - na 600 - te 100 tys z depozytu - calkiem realne. Oczywiscie - do pracy to raczej autobusem. I wakacje u rodziny.

    Szkoda, b. szkoda, ze ludzie beztrosko podejmuja powazne decyzje. Ludzi trzeba edukowac i wspomniany portal moglby to robic.

    Bardzo to jest smutne. Pocieszyc sie mozna, ze nie jest sie ofiara wypadku samochodwego, i jedyne co trzeba robic to po prostu wiecej zarabiac niz inni, zejac na tym samym lub nizszym poziomie.

  • t.junior123 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 10:00:43:

    Na mnie GB zarobił ok. 60 tys. zł w ciągu 2 lat. Kredyt hipoteczny który doradził mi ichniejszy "doradca kredytowy" z Open Finance i symulacja którą mi przedstawił na początku przy spłacie okazała się fikcją, a później doradził mi przewalutowanie na którym straciłem 30 tys. . Kolega do hipotecznego założył lokatę na 15 lat i jednostka tak spadła że wpłacił 11000,00 PLN a już ma aż 4200,00 PLN. GB i ich OPEN FINANCE to są zwykli sprzedawcy ich kredytów a żadni doradcy. Nawet w TV było ostatnio o ich lokacie na 10 lat i klient wpłacił 30 000,00 a po pół roku już miał 18 600,00. A coś Komisji Nadzoru Finansowego to nie przeszkadza. No bo jak w komisji siedzą Ci sami co w bankach to o czym tu gadać... Lepiej w skarpecie trzymać.

  • m.smog napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 10:20:18:

    Hej,
    jednej rzeczy nie rozumiem (ale poważnie nie rozumiem, a nie, że się z takim wstępem czegoś czepiam:) ) - zabezpieczeniem kredytu jest nieruchomość, tak? Wartość tej nieruchomości nie ma przełożenia na wartość kredytu. Sama egzekucja komornicza, licytacja itp tego zabezpieczenia potrwa długo i nie zaspokoi roszczeń banku. W jaki sposób im się to opłaca? Nawet jeśli potem mogą wejść z egzekucją na pozostały majątek to znów zajmie to wieki i nie ma szans na odzyskanie należności. Myślałem, że właśnie to jest główną przyczyną ostatnich kombinacji, które wprowadzają banki - brak zabezpieczenia kredytów. Wydawało mi się, że bank przede wszystkim próbuje ustalić, czy klienta stać na opłacanie raty, a dopiero kiedy jest pewien, że absolutnie nie ma innego wyjścia, wtedy zaczyna wypowiadanie umowy itp. Nie wydaje mi się logiczne działanie Getinu...

  • alex2835 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 10:31:34:

    Panie Macieju, nie wypowiadam się nt. okoliczności wypowiedzenia kredytu, bo najwyraźniej wszystkiego nie wiemy. Natomiast nie jest prawdą, że klientka stała się "dożywotnim bankrutem" w wyniku wypowiedzenia kredytu. Co prawda klientka jest bankrutem, ale z innego powodu: wzrostu kursu franka. Czyli spekulowała ponad swoje miary i przegrała. Kontynuacja kredytu we frankach daje szansę się odkuć w przyszłości, ale tylko szansę i wcale tak nie musi się stać (jeśli kurs CHF będzie dalej rósł).

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 10:55:29:

    Dzień dobry, dzięki za komentarze. @alex2835: rzeczywiście, głównym winowajcą bankructwa (domniemanego, ale bardzo prawdopodobnego) jest skłonność klientki do spekulowania na walutach i skłonność banku do sprzyjania takiej spekulacji.
    Pozdrawiam!

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 11:17:11:

    Nastały czasy żniw, a więc wyciskania przelewarowanych kredytobiorców ;)
    Banki grupy Getin, a w szczególności "doradcy" Open Finanse ubrali wielu konsumentów (i nie tylko) w "super" produkty finansowe (supermarżowe i prowizyjne dla sprzedawców oczywiście). Plan był niemal doskonały, produkty sprzedaje OF, a nie bank, bo bank mógłby klient pozwać za wprowadzenie w błąd, a tak niech próbuje pozwać OF ;) Z OF nie ma żadnej umowy, więc mu może co najwyżej podziękować ;).
    Oczywiście po napompowaniu wyników (przeszło 60% sprzedaży to produkty z grupy, a tajemnicą poliszynela jest, że produkty finansowe grupy Getin są chyba najdroższe na rynku) OF poszedł na giełdę. Pan LC znalazł kolejnych naiwnych, tym razem inwestorów, którzy kupili akcje OF, odciął więc kupon, a i biznes dalej się kręci.
    Dzisiaj największe problemy ze spłatą kredytów wydają się mieć właśnie klienci banków grupy Getin, raz że były to jedne z najdroższych produktów na rynku, dwa, że sprzedawane przez "superpośredników" i "superdoradców" z OF, a więc klienci byli zadłużani pod kurek, a dodatkowo dostawali jeszcze superprodukty inwestycyjne.
    Klient prędzej, czy później pękał, przestał płacić, więc bank mógł zacząć naliczać odsetki karne. Więc nawet jak na początku nie zarobił, to odbił sobie w momencie jak klient nie miał już pieniędzy na obsługę zadłużenia. Osobiście nie znam nikogo, kto by wyszedł dobrze na współpracy z podmiotami z grupy LC, ale zdaję sobie sprawę, że pewnie tacy są, tylko się nie chwalą. Za to na bank stosują marketing szeptany, wręcz napastliwy na wszelkich forach wychwalając pod niebo OF.
    Teraz nadszedł czas żniw, sprzedaż kredytów siadła, sprzedaż produktów "inwestycyjnych" jeszcze jakoś idzie, ale to do momentu aż ludzie zorientują się, że na tych produktach zarabiają tylko sprzedający i zarządzający. Zawsze należy patrzeć w przyszłość. A więc musi pojawić się ktoś kto zmotywuje tych ubranych w kredyty i przelewarowanych do spłacania tych zobowiązań, więc na wiosnę tego roku powstał Get Back. Pracy będzie miał na lata, bo trafią do niech sprawy z grupy. I oczywiście będzie miał doskonałe wyniki, do momentu upublicznienia spółki, bo klientom doliczy się opłaty za windykację + pozawiera się superugody z odsetkami 4* lombard NBP + opłaty windykacyjne. I strzyżemy dalej owce patrząc tylko, żeby przypadkiem ich nie zarżnąć, bo nie zarzyna się przecież kury znoszącej złote jajka.
    Przetasowało się aktywa w bankach, najpierw Getin, później Noble, później Get Bank, dzisiaj już tak naprawdę pewnie nawet audytorzy mają problem z wyceną tych aktywów. Trudne kredyty "sprzeda" się go jakiegoś podmiotu i niech żyje kreatywna księgowość. Dzisiaj pewnie niewielu już naprawę wie w jakim podmiocie ma zobowiązania. Getin/Getin Noble/Get Bank cóż to za różnica, kto czyta wnikliwie pisma jakie przychodzą w sytuacji stresu związanego z windykacją / wypowiedzeniem kredytu.
    Na końcu klient słyszy: przecież widział Pan / Pani co podpisywał :).
    (znaczy się mamy Cię. podpisałeś nieczytając, to Twój problem drogi kliencie, a że sprzedawca, tzn. "doradca" obiecywał coś innego, to niemożliwe, przecież podpisałeś umowę i na pewno ją czytałeś)
    Jeżeli chodzi o problem tej Pani, to sugerowałbym przed podpisaniem czegokolwiek kontakt z prawnikiem i ustalenie strategii działania. Jeżeli bank wypowiedział umowę bezpodstawnie /bezprawnie, to podpisanie ugody zamyka jej drogę do dochodzenia swoich praw, gdyż uzna zadłużenie. Nie wiem jak wygląda sytuacja majątkowa klientki, ale zrozumiałem, że wartość nieruchomości jest zdecydowanie mniejsza niż wartość zabezpieczenia. W tego typu przypadkach większy problem z reguły ma wierzyciel, niż dłużnik. Jeżeli Pani nie znajdzie fachowej pomocy, to proszę o kontakt: antybankster@gazeta.pl. Zobaczymy, czy uda się jej pomóc.

  • laptokowiec napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 11:27:08:

    re: t.junior123
    Jak się słucha "doradców kredytowych" ,to potem trzeba ponosić tego skutki.

  • kevix1234 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 12:03:24:

    do alex2835

    Pani nie przegrala dlatego ze spekulowala, tylko dlatego ze Bank Pani wypowiedzial umowe kredytowa. Z tego powodu kredyt traktowany jako zobowiazanie dlugoterminowe, stal sie krotkoterminowy i jego wartosc zostala wyrazona w zlotych, w zlym momencie po bardzo niekorzystnym kursie. Nie wszystko co jest zwiazane z walutami jest spekulacja. Pani nie dlatego zaciagnela zobowiazanie zeby na nim zarobic, tylko po to zeby kupic mieszkanie, biorac na siebie ryzyko walutowe. Ale przypuszczam w chwili gdy Pani zaciagal kredyt w CHF koszt kredytu w zlotokwach byl duzo wyzszy. Z perspektywy trudno powiedziec jak by Pani na tym kredytcie wyszla gdyby spokojnie doczekala do konca okresu kredytowego. Gdyby Pani zaciagnela kredyt w PLN to w tych kategoriach ktos tez moglby myslec ze spekuluje, tylko ze na stopie procentowej. Jak by Pani kupila kuchenke... spekulacja na poziom przyszlych dochodow. Pani kupila mieszkanie dla celow zyciowych a nie zarobkowych.

    A Pan/Pani wie jaki bedzie kurs franka za rok albo piec? Zawsze juz bedzie rosl? A jezeli tak to dlaczego?
    A przy okazji oprocz ryzyka stopy kredyt we franku ma nizsze oprocentowanie....

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 12:13:24:

    Cała ta sytuacja potwierdza to, o czym "zapominają" wychwalający nadal kredyty walutowe: że jak komuś się noga powinie, to kredytem z zaległościami nie jest już kredytem walutowy, ale złotówkowym. Stąd takie piękne wyniki obsługi kredytów walutowych...
    I druga sprawa, na którą już ktoś zwrócił uwagę: Pani nie zapłaciła 200tys za przewalutowanie. Pani po prostu ma kredyt, który obecnie był tyle wart. W przypadku kredytu walutowego pisanie, że wzięło się 420tys ZŁOTYCH i spłaciło już 100tys ZŁOTYCH więc zostało do spłaty 320tys ZŁOTYCH pokazuje, że Pani nie ma zielonego pojęcia w co się wpakowała. A właściwie dała wpakować - bo rozmawiając właśnie w 2007 roku w firmach "doradców" typu OF na temat podwyższenia i ewentualnego przeniesienia kredytu niemal oczekiwano, że to ja się będę tłumaczył dlaczego nie chcę CHF - mimo, że od pierwszych słów mówiłem, że interesuje mnie wyłącznie kredyt złotówkowy. Parcie na CHF było potężne, a ofertę dla złotówek robiono najczęściej po komentarzach w stylu "no jak pan chce więcej płacić to przygotuję panu taką ofertę".
    Natomiast dla rzetelnego przedstawienia sprawy wypadałoby podać we wpisie nie kwoty złotówkowe, ale te wyrażone w CHF. Tylko że wówczas prawdopodobnie można byłoby narzekać jedynie na samo wymuszone przewalutowanie, nie zaś na jego jakoby "skokowy wzrost zadłużenia o 230tys zł"...

    A tak już zupełnie na koniec - chciałoby się napisać trzy słowa tym, co w 2007-2008 roku wyzywali w najłagodniejszej formie od bezmyślnych idiotów osoby ostrzegające na forach przed kredytami walutowymi. Te trzy słowa to "A nie mówiłem?"

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 12:54:56:

    @kevix1234
    > Pani nie dlatego zaciagnela zobowiazanie zeby na nim zarobic, tylko po to zeby kupic mieszkanie, biorac na siebie ryzyko walutowe

    Pytanie tylko: czy została o nim poinformowana? Czy ktokolwiek powiedział jej, na czym to ryzyko walutowe polega? Czy ktokolwiek powiedział jej, że choć dostanie złotówki, to kapitał będzie wyrażony w walucie?
    Krótko: czy była świadoma, w co została wpakowana?

    > Ale przypuszczam w chwili gdy Pani zaciagal kredyt w CHF koszt kredytu w zlotokwach byl duzo wyzszy

    W latach 2005-2007 nie był dużo wyższy. Różnica oprocentowania wynosiła około 3%. Oczywiście inaczej to wygląda, gdy porówna się kwoty rat - tylko że kosztem nie jest kwota raty, ale oprocentowanie kredytu. Komuś nieświadomemu można oczywiście wmówić, że liczy się tylko i wyłącznie rata, miesięczna rata, święta rata. I tylko to należy brać pod uwagę - bo nawet wówczas, gdy doradcy PYTANI o ryzyko walutowe pokazywali piękne wykresiki - to pokazywały one wyłącznie zmiany wartości rat. Pytanie o kapitał kończyło się krótkim stwierdzeniem, że no kapitał to co innego, ale przecież spłaca się raty.

    Dużo wyższy był np. w 1999 roku - gdy różnice w oprocentowaniu kredytów złotówkowych i walutowych przekraczały 10%, a do tego kredyty udzielane i spłacane/przewalutowywane były średnim kursem NBP.

    > Gdyby Pani zaciagnela kredyt w PLN to w tych kategoriach ktos tez moglby myslec ze spekuluje, tylko ze na stopie procentowej.

    Jeżeli ktoś liczy na spadek stopy - to tak. Ale np. ja się nad tym nawet nie zastanawiałem - no może pośrednio: bo uznałem, że te 3% różnicy w oprocentowaniu nie rekompensuje kosztów spreadu i ryzyka wzrostu kursu. Dla mnie istotne było przede wszystkim to, aby (niemały) kapitał co miesiąc miał mniejszą wartość. Nieco wyższą ratę na którą się godziłem można by traktować jako ubezpieczenie spokojnego snu.

    > A Pan/Pani wie jaki bedzie kurs franka za rok albo piec? Zawsze juz bedzie rosl? A jezeli tak to dlaczego?

    Ja np. tego nie wiem. Podobnie jak nie wiem, czy w ruletce wypadną czerwone, czy czarne - co za tym idzie decydując się na granie w nią gram tym, co mi zbywa a nie tym, co mi brakuje.

    > A przy okazji oprocz ryzyka stopy kredyt we franku ma nizsze oprocentowanie....

    No właśnie: rata, rata, święta rata. Tylko co z tego niższego oprocentowania przyjdzie, jak rata takiego samego kredytu w CHF po wzroście kursu będzie już tylko bco najwyżej porównywalna z kredytem złotówkowym?. Skąd to wiem? Bo jakiś czas temu trafił się już jeden tak bardzo przekonany o tym, jakie to kokosy zbija na kredycie w CHF że podał dokładne jego parametry. Miał pecha, bo wziąłem w tym samym momencie (przełom 2005/2006) niemal identyczny kredyt w złotówkach - i nagle jego wizja sięgającej 1200zł miesięcznie różnicy (o tyle według niego więcej musiałby spłacać w złotówkach) stopniała do kilkudziesięciu złotych. Pisał to przy kursie PLN/CHF wynoszącym 3,06. Owszem, moja rata nieco wzrosła od tamtej pory w związku z wzrostem wskaźnika WIBOR 3M - ale i jego rata nie zmalała. I nadal wychodzi, że różnica nawet jeżeli się utrzymuje - to jest minimalna. Co innego kapitał - tu przepaść jest ogromna: ten przeliczony z CHF przekracza nadal pierwotną wartość wyrażoną w złotówkach.

  • obrain napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 13:02:44:

    Panowie, zachęcam do przyjrzenia się ubezpieczeniom niskiego wkładu - mbank. Sposób ich naliczania, przewalutowywania w dziwnych konfiguracjach i podawanie stawki końcowej są co najmniej zastanawiające jak AmberGold... (właśnie spłacałem III ratę)

  • 581616aaaa napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 13:41:29:

    GET IN = GET OFF !!! czy GET OUT !!! mnie zwracali 2 razy pieniadze na lokate mimo ze wszystko było ok ale lepiej przetrzymywac nieoprocentowane srodki - SPRAWA W PROKURATURZE !!!

  • kevix1234 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 13:59:52:

    No wlasnie

    Mi bardziej chodzilo o to ze z formalnego punktu widzenia to co zrobila Pani, to jest Pani wina. Poniewaz podpisala umowe z bankiem. Ale wg mnie faktycznie pani tutaj jest czesciowo winna. A juz napewno nie mozna Pani nazwac spekulantem. Pani kupowala mieszkanie po to zeby mieszkac w nim. Po 2gie, z kursem walutowym jest jak z wrozeniem z fusow. Po 3cie Pani wybrala opcje wtedy dla niej tansza, tansza na miare swoich mozliwosci. To ze polakow nie stac na mieszkania ktore kupuja to juz inna sprawa. Natomiast caly system kiepsko funkcjonuje i ja uwazam ze winny jest czesciowo system a czesciowo brak dobrej woli ze stronmy banku oraz krotkoterminowe spojrzenie. Poniewaz to o czym czytam napewno zniecheci mnie do takiej instytucji. Malo tego ludzie ktorzy bywaja klientem banku, czesto maja z takimi instytuacjami kontakty partnerskie i biznesowe. Takie praktyki napewno nie poprawiaja reputacji w oczach partnerow z biznesu.

  • kevix1234 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 14:04:21:

    Bank jest dobry jak sprzedaje produkty, ale jak juz klienta ma to ma mase srodkow prawnych zeby takiego klienta ud...ic. Zawsze sie moze poprzec bankowym tytulem ezgekucyjnym. Dlaczego jedne banki moga negocjowac z klientem a inne nie? Pewnie to jest zadanie dla ustawodawcy zeby zaczac chronic interesy nie tylko tych co maja pieniadze na prawnikow (banki), ale zeby rowniez chronic tych maluczkich ktorzy w starciu z gigantami sa bezradni... i po prostu chca zyc...\

    Trzymam za Pania z artykulu kciuki...

  • tom_fed napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 14:25:01:

    Pisalem, pisze i bede pisal (KU PRZESTRODZE): GetInBank darze takim samym zaufaniem i szacunkiem co - AmberGold i Finroyal.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 14:42:14:

    Jak już było zauważane, Pani oczywiście myli to, czy wzięła kredyt w kwocie 420 tys. PLN, czy w kwocie x tys. CHF, stanowiącej w jakimś dniu równowartość 420 tys. PLN. Jeżeli spłata rat następowała w CHF, to wartość zobowiązania w PLN nie malała dokładnie tak samo, jak gdyby spłacała w PLN.
    Przy czym nawet w PLN naprawdę trzeba być jeleniem, żeby myśleć, że 100 tys. PLN spłacone w bieżących ratach, zmniejsza kwotę kapitału o 100 tys. PLN.
    Nie wiem co oznacza "bank przewalutował przymusowo" i wobec dotychczasowych niejasności w przekazie tej pani, nawet nie chcę tego dochodzić. Zapewne jak zapytała ile mała spłacić w PLN, to tyle przy dzisiejszym kursie wyniosło. Swoją drogą jak do kwoty 185 tys. CHF (plus minus) zaczniemy dodawać odsetki 25%... to pani powinna podpisać ugodę jak najszybciej, choćby dla zbicia odsetek.

  • suwalczanin2 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 15:25:35:

    dd

  • suwalczanin2 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 15:28:59:

    Zastanawia mnie dlaczego banki udziełały kredytów w CHF w momencie kiedy frank był rekordowo niski w okolicach 2 pln i ryzyko, że jego kurs wzrośnie było bardzo duże. Teraz gdy to ryzyko jest dużo mniejsze nikt nie udziela takich kredytów. Pachnie to mi jakąś spiskową teorią.

  • kevix1234 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 15:45:02:

    Do Suwalczanin2:
    Tutaj bym sie nie doszukiwal teorii spiskowej :) o tyle ze problemy kredytowe bija rowniez w banki. Banki bardzo by sie chcialy pozbyc kredytow walutowych poniewaz ze wzgledu na poziom zlotowki te kredyty staja sie zagrozone pod wzgledem wyplacalnosci. Byc moze dlatego bank z artykulu ma parcie na konwersje, gdyz moga pekac w bankach roznego rodzaju limity. A pozyczaly wtedy bo sytuacja byla zuplenie inna. Nie mielismy jeszcze kryzysu, tylko rozbudzone oczekiwania na dalszy wzrost cen nieruchomosci. Bank jak pozycza CHF to sam je musi pozyskac, czy to pozyczajac czy tez kupujac. To jest tez koszt dla banku. A jak pozyczy to musi zwrocic. Oczywiscie bank to podmiot profesjonalny wiec napewno urywa na kursach walutowych sporo... to nie jest nic nowego... tylko wtedy sprzedaz byla wg mnie dyktowana innymi czynnikami i inna sytuacja niz jest obecnie///

  • janzdziarski napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 15:45:41:

    Skąd bank bierze pieniądze na kredyt w walucie?
    Pożycza również w walucie np. na 5 lat. klientowi udziela kredytu na 30lat. Po 5 latach bank musi spłacić lub zrolować kredyt. Stąd problemy w bankach w 2008/2009 roku i tzw. wojna depozytowa.

    W chwili obecnej kredyty w chf to tykająca bomba w bankach. KNF każe monitorować stopień zabezpieczenia kredytu. Dlatego Ci, którzy nie spłacają rat dają fantastyczny pretekst bankom do takich działań.

    Ciekawe, czy nie dało znaleźć się innego przykładu niż Getin. Proszę się przyjrzeć polbankowi, millenium, etc.

    Ilość artykułów na temat Getina może wzbudzić podejrzenie, że to jakaś prasowa nagonka.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 15:48:59:

    Dlaczego Cię to zastanawia? Postaw się w miejsce banku. Jesteś profesjonalista, wieloletnim uczestnikiem rynku finansowego, wiesz, że prędzej, każdy trend się prędzej czy później zmienia, nic nie trwa wiecznie. Jeżeli jesteś w ostatniej fazie wzrostu (np. umocnienia się złotego) to wiesz, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo że lada moment trend się odwróci i przyjdzie krach. Spadki są z reguły dynamiczniejsze niż wzrosty. Wypychasz więc kredyty w CHF i zabezpieczasz sobie pozycję na rynku walutowym na wypadek zmiany kursu (jesteś profesjonalistą, jesteś świadom ryzyka, wiesz jak to zrobić i zabezpieczasz się). Tak więc jedynym przegranym w tej walce jest ten jeleń, któremu wciśnięto kredyt. On jest konsumentem. Nie ma bladego pojęcia o ryzyku na jakie został wystawiony, nie ma bladego pojęcia jak się przed tym ryzykiem zabezpieczyć, nie wie nawet że można. On musiał kupić mieszkanie, bo wszyscy kupowali, bo wszędzie pisali, że najem jest nieopłacalny, że kto nie kupił ten frajer, bo ceny nieruchomości będą tylko rosły, a waluty tylko spadały, żyć nie umierać (warto wrócić do archiwum i poczytać co pisały media na temat rynku nieruchomości i kredytów walutowych). Konsument w Polsce nie może ogłosić bankructwa (tzn. może ale tylko teoretycznie), oznacza to, że bank będzie miał swojego małego prywatnego finansowego niewolnika po wsze czasy.
    Niestety żyjemy w niedobrych czasach, rządzi chciwość. Dlatego na "doradców finansowych" łapią tych młodych świeżaków, zaraz po studiach, albo nawet lepiej ze średnim wykształceniem. Znaczna część z nich nie rozumie w czym bierze udział. Mają sprzedawać. Liczy się wynik i presja jest na wynik. Nie umiesz sprzedawać, wypadasz. Ci inteligentniejsi jak załapią o co chodzi, to prędzej, czy później dziękują. Choć pewnie pozostaje wielu cynicznych z podejściem: przecież klient umie czytać i wiedział co podpisuje. Tak jak w AmberGold, przecież to nie Marcin P. zrobił ten biznes. Brało w nim udział bardzo wielu ludzi. Bardzo wielu ludzi czerpało z tego korzyści - media z reklamy, a sprzedawcy z prowizji od sprzedaży, wynajmujący lokale z najmu itd itp. Póki były z tego pieniądze beneficjenci siedzieli cicho (warto przejrzeć gazety z początku roku na jednej stronie reklama AmberGold, na drugiej OLT.
    Dzisiaj niestety coś takiego jak etyka w biznesie praktycznie nie istnieje, a w szczególności w finansach. Smutne to, ale prawdziwe. Bank nie jest już instytucją zaufania publicznego. Pecunia non olet. W mojej ocenie to nie problem systemu, czy nadzoru, ale niestety problem ludzi, chciwości i braku etyki.

  • suwalczanin2 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 16:06:33:

    OK. Załóżmy , że w interesie banków jest tworzenie niewolników finansowych, ale dlaczego Komisja Nadzoru Finansowego wtedy siedziała cicho, a rekomendacje ograniczające kredyty we frankach pojawiły się dopiero wtedy gdy zaczeło się opłacać wziąc kredyt w CHF. Nie mam wykształcenia w tej dziedzinie, może myślę trochę naiwnie, ale KNF powinien strzec naszych interesów, a nie banków, chyba że to jest jakiś mafia albo inny matrix

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 16:27:51:

    definitywnie zamykałoby jej drogę sądową do kwestionowania skuteczności wypowiedzenia kredytu - czy to z powodu dziwnej koincydencji nazwisk w kwitach z Getin i GetBack, czy to z powodu działania siły wyższej, uniemożliwiającej spłatę rat.

    Przepraszam, przegapiłem: żadna ze wskazanych okoliczności nie daje podstaw do kwestionowania skuteczności wypowiedzenia kredytu. Skoro zaległości były, to niewątpliwie kredyt można było wypowiedzieć, pomijam niuanse.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 16:41:17:

    KNF ma czuwać nad bezpieczeństwem rynku finansowego. Pamiętaj, że banki udzielają finansowania wykorzystując do tego depozyty zbierane z rynku. Jeżeli ktoś przeszarżuje i będzie udzielał pożyczek małowiarygodnym klientom, to prędzej, czy później pojawia się problem ich niewypłacalności. Stąd rekomendacje KNF odnośnie badania zdolności kredytowej. Na kredyty stracone należy tworzyć rezerwy. Banki udzielają finansowania długoterminowego korzystając z depozytów krótkoterminowych. To taka mała piramida finansowa. Wystarczy poważna iskra, brak zaufania i ludzie wycofają swoje depozyty. I sypie się system. Od dłuższego czasu tak się dzieje w Grecji, Hiszpanii i Włoszech, tam jest notowany znaczny odpływ depozytów. Dzisiaj nikt nie wie co będzie z euro. Niemcy zrobią oczywiście wszystko, żeby euro przetrwało, ale tam również dociera kryzys. Kryzys oznacza dojście do władzy nacjonalistów i populistów, to oznacza ryzyko zmiany polityki. Dzisiaj są zwolennikami euro (bo żyją z eksportu), ale jutro może się to zmienić, demokracja to mimo wszystko bardzo trudny ustrój. Największym problemem jest dzisiaj zadłużenie Włoch i Hiszpanii, to olbrzymie kraje o olbrzymim zadłużeniu. Racjonalnie do tego podchodząc nie są w stanie w długim terminie obsługiwać tego zadłużenia przy tym oprocentowaniu obligacji. Dług jest coraz droższy, w związku z kryzysem przychody są coraz mniejsze, pojawia się coraz większy deficyt, tym samym konieczność cięcia kosztów, a więc spadają inwestycje, pojawiają się redukcje, rośnie bezrobocie itd. itp. CHF jest uważany za bezpieczną przystań. Umacniał się tak bardzo, że SNB postanowił ustalić sztywny kurs do EURO. Gdyby nie to, to dzisiaj frank byłby pewnie droższy niż EURO. Na rynku rządzą emocje i strach, tak naprawdę nie wiadomo gdzie lokować środki. Nie ma już bezpiecznych instrumentów. Za takie były kiedyś uważane obligacje państwowe. Przykład Grecji pokazał, że to był kolejny mit. Zmienność na rynku jest tak duża, że za pół roku CHF może kosztować równie dobrze 2,6 zł, jak i 4,5 zł. Dzisiaj udzielanie kredytów walutowych jest po prostu olbrzymim ryzykiem niewypłacalności kredytobiorcy. A pamiętasz, że owieczki można strzyc / przycinać, ale nie należy ich zarzynać ;). Każde ryzyko ma swoją cenę i w tym przypadku, gdy bardzo trudno jest nim zarządzać lepiej było je wyeliminować. I w mojej ocenie bardzo dobrze że je ograniczono w tym przypadku. Przy obecnym oprocentowaniu złotego pożyczanie pieniędzy przez konsumentów na zakup nieruchomości jest szaleństwem. Skórka niewarta wyprawki. Po Nowym Roku skończy się Rodzina na Swoim, spadki cen nieruchomości powinny nabrać siły. W międzyczasie spadnie też oprocentowanie, RPP już za moment zacznie ciąć stopy procentowe. Ale będą to robili bardzo powoli, bo sama już zapowiedź cięcia spowodowała osłabienie złotego. Drastyczne cięcia spowodowałyby bardzo szybki odpływ kapitału spekulacyjnego, który zarabia na wysokim oprocentowaniu naszych obligacji. Należy pamiętać, że ostatnio instrumenty dłużne emitowane przez Niemcy dawały nawet ujemne stopy zwrotu, a więc inwestorzy dostawali mniej niż inwestowali (trudne do uwierzenia). Ale gdzieś ten kapitał trzeba przecież trzymać. I nie bardzo da się to robić w domu, a trzymanie w banku jest chyba bardziej ryzykowne niż pożyczenie państwu (no może prócz Grecji, Hiszpanii i Włochom) ;) Dlatego najbliższe dwa lata w mojej ocenie czeka nas marazm, coraz mniej udzielanych kredytów, coraz więcej problemów z ich obsługą i spadki cen nieruchomości. Ile to potrwa, dzisiaj nikt nie wie. Ale przeżyjemy. Mądrzejsi nieco ;) A za 10 lat jak już wszyscy zapomną powtórka z rozrywki, kolejna bańka na nieruchomościach, kolejne przelewarowanie itd. itp.

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 17:48:10:

    Panie Samcik, jak Pan już coś policzy to aż zęby od tego bolą. (Lepiej niech znajdzie jakiegoś rozgarniętego gimnazjalistę, żeby sprawdzał co panu "wychodzi").
    Skoro pani jest winna bankowi 666000 (nb. już te trzy szóstki wskazują, że propozycja Getinu jest szatańska :D) to po dwóch latach będzie mu winna jakieś .... 740000 !!!! (a nie żadne 600000). Spłacając bowiem po 2 tysiące miesięcznie nie spłaci nawet odsetek, które według stawki 9,98% będą wynosić około 5500 miesięcznie !!!.
    Jednym słowem przyjmując taką "ugodę" do posiadanej już pętli pani dowiąże sobie głaz.

  • whiskey188 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 17:55:52:

    Nie rozumiem o co chodzi. Kobieta nie wpłaciła 4 rat nie jakiegos kredytu na żelazko tylko hipotecznego, bank wypowiedział jej umowę bo miał prawo to zrobić. Widocznie Getinowi bardzo dobrze się powodzi i woli ryzykować default klienta i gra ostro do końca, niż z nim się dogadywać co zorbić w zaistniałej sytuacji.
    BAnk już zarobił, mieszkanie 450tys, Pani spłaciła 100tys w tym z 70tys odsetek i wartość mieszkania to niech będzie 400tys do sprzedaży. Jeśli dojdzie do windykacji bank wyjdzie co najmniej na zero a jesli nie to jeszcze wiecej wyciśnie z tej Pani.
    Pani jest pewnie wyksztalcona i wie, że tanie mięso to psy jedzą, "tanie" kredyty samobójcy biorą

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 18:11:15:

    @sy1wester
    przyjmując taką "ugodę" do posiadanej już pętli pani dowiąże sobie głaz

    Nie, bo jak tej ugody nie zawrze i spłaci te same 50 tys., to za dwa lata będzie mieć zadłużenie ponad 930 tys., w tym 632 tys. kapitału i ze 300 tys. karnych odsetek.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 18:28:04:

    bartoszcze.
    Może też nic nie płacić jeżeli nie ma. Kto ma wówczas większy problem bank, czy dłużniczka?
    Czasami najlepszą obroną jest atak ;)

  • komfin1 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 18:30:17:

    Niestety, w naszym systemie finansowym wyłącznie klient ponosi ryzyko związane z zakupem(!) takiego, a nie innego kredytu hipotecznego. Jeśli bank, wierzyciel, mógłby dochodzić swoich roszczeń tylko z nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie kredytu, lepiej kalkulował by ryzyko (kredyty walutowe, czy kredytowanie 100% wartości nieruchomości). A tak to hulaj dusza, dla banku ryzyka nie ma, bo klient odpowiada za całość zobowiązania, a jak się po drodze kredyt wywróci, to się najwyżej mniej zarobi...

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 18:39:15:

    system, w którym klient odpowiada tylko z majątku na którego zakup zaciągnął zobowiązanie, czyli nieruchomość, jak pokazuje przykład stanów również nie jest doskonały. Tam też wygrała chciwość, a sprytni banksterzy z Wall Street potrafili zainfekować ryzykiem wynikającym z tego rodzaju kredytów niemal cały świat. Pytanie zatem co jest lepszym rozwiązaniem i dla kogo.
    Niezależnie od wszystkiego najważniejsza jest edukacja finansowa. Świadomy klient potrafi racjonalnie ocenić ryzyko. Niestety u nas tego w szkołach nie uczą. Troszkę inne są priorytety i środki przeznaczane są na naukę innych ważnych przedmiotów, widocznie to lobby jest silniejsze ;)

  • duzymietek napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 18:42:58:

    Bohaterce artykułu współczuje, bo zagrała na walutach i przegrała. Cóż szkoda, że dziennikarze nie pisali w 2007 roku o ryzykach kredytu walutowego tak chętnie jak dzisiaj tylko napędzali bankom jeleni. Od pana redaktora oczekiwałbym jednak trochę rzetelności i przedstawienia sytuacji taką jaka ona jest. A niestety artykuł napisany na kolanie zawiera sprzeczności i niezbyt precyzyjne informacje.

    Po pierwsze aby być obiektywnym należałoby podać zadłużenie we frankach. Pani miała "420 tys PLN kredytu spłaciła 100 tys. (kapitału?) i zostało jej 320 tys. do spłaty..." - takie wyliczenia to może sobie szczęśliwy posiadacz kredytu złotówkowego robić. Jak ktoś ryzykuje kredyt walutowy to takie wyliczenia są bzdurą.

    Po drugie nie do końca jest dla mnie jasne czy wpłaciła w lutym te pieniądze czy dopiero jak się odezwała firma windykacyjna? Bo chyba to drugie a więc deklaracja banku z pierwszego pisma nie miała zastosowania! Dlaczego pan Samcik ciska gromy na bank, że nie poszedł klientce na rękę podczas gdy to ona nie wykorzystała danej przez bank szansy? Na moje oko wyglądało to tak, że bank w lutym wysłał warunkowe wypowiedzenie umowy. Bohaterka artykułu nie skorzystała z szansy kontynuowania kredytu więc wypowiedzenie stało się skuteczne co jednocześnie pociągnęło za sobą przewalutowanie (chyba wszystkie banki mają taką procedurę).

  • koniectegodobrego napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 18:44:42:

    a ja myślę że póki coś ma to taniej będzie ogłosić bankructwo konsumenckie i w tą stronę bym szedł... tylko tak pozbędzie się długu i nie stanie się niewolnikiem banku.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 18:49:31:

    Może też nic nie płacić jeżeli nie ma

    Może, ale życie z pół milionem długu na karku to średnia perspektywa dla kogoś z aspiracjami, a przynajmniej z ochotą na zwykłe życie
    (pół, bo drugie pół jednakowoż z niej ściągną)

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 19:00:42:

    Wszystko zależy od tego czy ma inny majątek, pracę (ile zarabia), czy ma się rodzinę / dzieci na utrzymaniu, itd. itp. W mojej ocenie niewielka różnica czy ma się milion długu, 10 milionów, czy 100 milionów jeśli się niewiele ma. Złota zasada, 100 tys. zł długu to problem zadłużonego. 100 milionów długu, to problem wierzycieli. Pożyczkodawcy / kredytodawcy powinni kierować się również zdrowym rozsądkiem. I analizować ryzyko, a nie wcisnąć kredyt / pożyczkę, skasować prowizję i jak tylko szybko się da wypowiedzieć umowę i kasować karne odsetki 4xlombard. Czym takie działanie różni się od lichwy?

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 20:24:44:

    @bartoszcze

    Myślę, że na to odpowiedział antybankster: wszystko zależy od okoliczności. Różnica czy po dwóch latach dług wynosić będzie 700, 800 czy 900 tysięcy dla zdecydowanej większości klientów w kłopotach jest czysto abstrakcyjna i absolutnie bez znaczenia. Lepiej po prostu nic nie mieć, dzieci uprzedzić, żeby spadek odrzuciły i .... wegetować.

    Dla 98% ludzi w tym kraju nawet długoterminowa ugoda z bankiem przy tej wysokości kapitału i odsetek, no i idąca za tym rata na poziomie 7000 miesięcznie (20 lat) jest gorsza niż komornik na karku, który musi przynajmniej kwotę wolną od zajęcia zostawić.
    Z pozostałych 2% zdecydowanej większości i tak nie będzie sie opłacało pracować i (nadal) wegetować, większość zarobionych pieniędzy musieliby oddawać bankowi.
    A ci, których stać przez 20 lat płacić po 7000 miesięcznie nie mają takowe kłopotu.

    Mnie zdumiewa tylko, że ktoś kto miał dochody pozwalające mu wziąć 420000PLN kredytu, miał tak niesamowicie ograniczone pojęcie o ryzyku, odsetkach, kapitale.... A to już WINA bankowców i tyle - oni też powinni ponosić jakieś konsekwencje swojego działania.

    Czy wciskanie ludziom NIEPOTRZEBNEJ kasy się skończyło? Czy skończyło się przemalowywanie rzeczywistości na różowo? Czy skończyło się przymykanie oczu na jakieś tam "niedoskonałości" klienta? Oczywiście, że nie.
    Na tym blogu jest mnóstwo przykładów "wciskanych" kart, kredytów, limitów i ... wie czego jeszcze.
    Nie szukając daleko: miesięcznie wykorzystywałem jakieś 15-25% limitu karty kredytowej i zawsze spłacałem wszystko automatycznie, więc zadzwonił pan z banku i zaproponował zwiększenie limitu o 75% jako "ZABEZPIECZENIE" na przyszłość. Czy to nie jest czystej wody oszustwo? Robienie ludziom wody z mózgu? I szukanie kłopotów? Jakim to "zabezpieczeniem" może być limit na karcie (zwłaszcza zupełnie niepotrzebny)?

    Podsumowując: pani Dorota wykazała się wybitną naiwnością, niewiedzą, a na koniec (przyjmijmy, że obiektywne) kłopoty doprowadziły ją do miejsca, z którego już nie ma odwrotu. Albo bank zaproponuje godziwe do przyjęcia warunki, albo lepiej żyć z milionami długu na karku, zarabiając najniższą krajową. I niech sobie te miliony rosną do końca świata, albo i jeden dzień dłużej.

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 20:51:45:

    @suwalczanin2, @sy1wester
    Prawda niestety jest taka, że to nie banki - a przynajmniej nie te największe - wciskały ludziom kredyty walutowe. Owszem, miały je w swoich ofertach, ale jeżeli się szło do banku to wystarczyło raz powiedzieć "nie interesuje mnie" i był koniec rozmowy o walutowym. Parcie na walutę miały firmy tzw. doradcze, które za wszelką cenę próbowały przekonać klienta do waluty.

  • wiola236 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 21:27:13:

    Twoje OC za 342 zł +prezent do każdej wyceny tracking.novem.pl/z/28826/CD12534

    Skorzystaj bo warto pozdrawiam

  • mav3 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 21:36:34:

    Zdecydowanie bank miał rację wypowiadając umowę. Jeśli ktoś nie płaci raty przez 3 miesiące to nic dziwnego, że w końcu upomnieli się o swoje pieniądze. Ta kobieta jest dorosła i odpowiada za swoje czyny niech więc nie liczy na pomoc skoro sama zawaliła sprawę. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Trzeba było wpłacać i nie chować głowy w piasek. Nawet jakby w tym czasie miała pożar mieszkania, wypadek, kilka zgonów w rodzinie i inne przygody to chyba znalazłaby godzinę na załatwienie sprawy z bankiem? Zresztą, przy takim kredycie to i dochody powinny być porządne, widać więc brak oszczędności -> życie ponad stan. Za własną głupotę się płaci.

  • tslmkdc napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 21:42:26:

    po raz kolejny powtarzam ludzie zastanówcie się co robicie nie bierzcie pożyczek w polskich bankach(pko,getin,alior) bo was wykołują tylko sprawdzone zachodnie z tradycja jak deutschebank , nie kupujcie polskich prosuktów(sól przemysłowa,susz jajeczny itp ) tylko niemeickie w lidlu z kodem kreskowym niemeickim , a tak wogóle to pani nie ma racji bo bank polski daje kredyt wlasnie zeby go po pewnym czasie wypowiedziec zeby dana nieruchomosc mogl kupic krewny,synek,znajomy bankowca na licytacji za symboliczna kwote

  • znajomy_jennifer_lopez napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 21:49:43:

    Ludziki uczą się. Tego że bank nie jest żadną instytucją zaufania społecznego a drapieżnym rekinem, ostrym graczem kapitalizmu który ma jeden cel: maksymalizacja zysku (czasami tylko "łagodnieje" gdy pójscie po trupach oznaczałoby zbyt duże straty wizerunkowe czyt. nie opłaciłoby się. Gdy natomiast się opłaca nie zawaha się przed stratą "twarzy" jak mBank z nabitymiwmbank. Tutaj pewnie Getin zapopronuje lepsze warunki jednak będzie to dośc pozorne, po prostu z "ugody" drakońskiej przejdzie na baaaardzo drogą - dla klienta.
    Poza tym za chwilę takie numery będą pewnie wyczyniać inne banki więc może nie będą specjalnie skorzy do negocjacji (nawet PKO BP podobno przeprowadza przegląd kredytów "proponując" niektórym klientom natychmiastową spłatę części lub dodatkowe "ubezpieczenie" czyt. dopłac nam po kilka(nascie) tys rocznie za nasze potencjalnie większe dziś ryzyko). Bank ZAWSZE umie się zabezpieczyć. SIĘ. SIEB?IE. Własną d...ę. Ot i cała prawda o tej "instytucji"

  • znajomy_jennifer_lopez napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 22:04:14:

    Zwykle nie komentuję tego typu wypowiedzi jak powyżej pana/i? tslm coś tam bo one "bronią" ;-) się same jednak być może to wypowiedz na poważnie, więc panu zafascynowanemu niemiecką gospodarką radzę przejrzeć AKCJONARIAT wielu niemieckich firm, ile firm jest współwłasnością banków i w jaki sposób te banki uzyskały te udziały. Nie przypadkiem właśnie banki z niemieckimi konotacjami (BRE Bank, austriacki Raiffeisen) są - poza bankami grupy Getin - najbardziej agresywnymi rekinami na naszym rynku

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 22:38:04:

    @mav3

    Wydaje się, że nikt tutaj nie kwestionuje wypowiedzenia umowy co do samej zasady: bank miał rację i już.
    Czym innym jednak jest "produkowanie" absurdalnego długu, odsetek od odsetek, kar umownych, poczwórnych stóp, czy propozycji ugody, która, gdyby była możliwa do zrealizowania, nigdy nie byłaby potrzebna.

    Jakoś ta sytuacja przypomina mi to: stratakazika.pl/
    Dług niby rośnie, potencjalne zyski banku też, tylko, że to wszystko staje się wyłącznie zapisem księgowym, mirażem.

    Rozumiem, że "kara" musi mieć przede wszystkim rolę wychowawczą. Gdyby dłużnicy nie kończyli marnie, nikt kredytów by nie spłacał i nikt ich nie dawał, ale....
    Ale nie rozumiem sensu produkowania (jak owa "strata Kazika") kwot absolutnie nie do odebrania. Bzdurnych i fantastycznych.

  • mortalthe napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 22:38:17:

    Pomyśl, dlaczego teraz kredyty walutowe w CHF na przyklad, są tak słabo dostępne. Bo frank jest bardzo drogi i jest na niego presja, zeby byl jeszcze droższy. Stad EURCHF = 1.2 . Również złotowka się może umacniać. Zatem bank ma małe szanse na zyskanie na kapitale kredytu wyrażonego w PLN, inaczej chętniej by udzielał kredytów walutowych.

    Przykład na jabłkach. Bank pożycza Ci 2 kg jabłek w momencie, gdy są warte 100 PLN. Nie daje ci jednak jabłek, daje te 100 PLN i mówi, że masz mu oddać również PLN. Za miesiąc jabłka sa warte 150 PLN - za te 2 kg. Bank nie chce tych 2 kg, chce 150 PLN (tyle masz kapitału), bo umowiles sie na splate w PLN . Zarobił 50 PLN w miesiąc, nie dając Ci jabłek do ręki!
    Wiedział, że jabłka mają drożeć, więc dał ci kredyt wyrażony w jabłkach (nie mylić z jabłkami na kredyt).
    Ktoś zaraz powie - ale bank te jabłka musiał kupić, jak ci je dawał i musiał je też komuś tam oddać. Owszem, ale bank nie kupuje w tym samym czasie, co Tobie udzielał kredytu. Bank kupił jabłka (i trzymał w sw0jej wirtualnej skrzynce) dużo przed udzieleniem tobie kredytu, a oddać je musi po jakims czasie (srednio 3 lata). Zatem, kurs jablek po jakim bank je kupuje ma sie nijak do tego , po jakim ty je splacasz. Dla banku wazne jest to, żebyś spłacił kredyt po jak najwiekszym kursie. A im bardziej ten kurs się różni od kursu, po którym bank musiał je nabyć w momencie rolowania - tym większe premie dla prezesa, zarządu i dyrektorów działów kredytowych. Są na to specjalne konta - różnic kursowych.
    Lekcja bankowości dla opornych.
    I to tłumaczy powtrzymanie akcji kredytów walutowych teraz oraz to, dlaczego Getin w przypadku tej pani tak szybko i bezwględnie przewalutował jej kredyt na PLN - zamrażając jej stratę.

  • kostuh napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/05 23:21:32:

    @tslmkdc
    Większej głupoty to już nie mogłeś napisać:)))

    Weź to powiedz jakiemuś klientowi mBanku(Commerzbank) to z miejsca cie ukatrupi:D

  • adalbert_81 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 07:57:09:

    Jeden aspekt tej sprawy wydaje sie byc przez wszystkich pomijany. Przeciez mozna bylo wypowiedzenia kredytu dosc latwo uniknac... Wiadomo ze kazdemu moze sie przytrafic kiepski okres w zyciu, nieoczekiwane klopoty, choroba, etc. Sztuka polega na tym zeby sie na to przygotowa za wczasu. Wiem ze tej pani to juz nie pomoze i oczywiscie latwo byc madrym po fakcie ale wezmy z tego lekcje.

    Zaciagajac kredyt nalezy posiadac oszczednosci pozwalajace "obsluzyc" ten kredyt w czasie przejsciowych problemow. Owe oszczednosci dadza nam tez czas na re-negocjacje kredytu jezeli okaze sie ze nasza sytuacja trwale sie pogarsza. To tak samo jak z ubezpieczeniem. Majac dzieci czy inne osoby zalezne od naszego dochodu trzeba sie ubezpieczyc (NNW itp) oraz gromadzic oszczednosci zeby rodzina nie glodowala w razie przejsciowych klopotow. Oczywiscie aby oszczedzanie bylo mozliwe rata kredytu nie moze pochlaniac wszystkich wolnych srodkow ale to juz sprawa elementarna.

    Niestety wiele osob stara sie zmniejszyc ryzyko zwiazane z kredytem oraz koszty jego obslugi poprzez jak najszybsza jego splate. Splacaja po dwie raty na raz czy cos w tym stylu, angazujac wszystkie wolne srodki w celu wczesniejszej splaty. To jest powazny blad. Nalezy wolne srodki oszczedzac na wypadek problemow. Jezeli chcemy wczesniej splacic kredyt to odkladajmy srodki na boku az uzbieramy wystarczajaco duzo by splacic cale pozostale zadluzenie na raz i zeby jeszcze troche zostalo.

    Na koniec praktyczna rada. Trzeba czesc oszczednosci (w wysokosci kilku rat) trzymac na koncie z ktorego raty pobierane sa automatycznie przez bank. Najlepiej zeby nie bylo to konto z ktorego na codzien korzystamy. Trzeba takze ustawic automatyczny przelew co miesiac z naszego konta "codziennego" (na ktore przychodzi pensja) na konto z ktorego pobierana jest rata kredytu. To pozwoli nam uniknac katastrofy w sytuacji gdy na kilka miesiecy "zapomnimy" o kredycie (jakiekolwiek by nie byly tego powody).

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 08:52:57:

    adalbert_81
    Można gdybać, tylko po co? co się stało nie odstanie się. Można było nie brać kredytu w ogóle i mieszkanie wynająć, można było wziąć mniejsze obciążenie, odłożyć pieniądze na czarną godzinę. Tylko mleko się rozlało. Bank skorzystał z możliwości, być może zgodnie z umową, bo jak rozumiem nikt, prócz Pana Samcika jej treści nie czytał, być może nie. Na pewno skorzystał z nadarzającej się okazji i kredyt o niskim oprocentowaniu (pewnie LIBOR 3M CHF + marża 1-2%) zaciągnięty przy mocnym złotym (kurs pewnie w okolicach 2-2,2 zł/CHF), zamienił na złotówkowy z oprocentowaniem 4x lombard NBP (czyli 25%) i przewalutował go na złotówki (pewnie po kursie 3,5 zł / CHF), czyli dłużniczka nie ma najmniejszych szans na skorzystanie z umocnienia się złotego, kredyt zaciągała w CHF, a ma do spłacenia kredyt złotówkowy. Jak dla mnie pytanie jest następujące, czy to co się stało jest etyczne? Drugie pytanie, czy zgodne z umową i prawem? Czy udzielając kredytu przedstawiono klientce taki scenariusz? Czy uświadomiono jej to ryzyko? Czy też uśmiechnięty doradca poklepał po ramieniu, powiedział: będzie Pani zadowolona i pokazał gdzie podpisać, bo oferta jest z tego jedynego banku, który zgodził się Pani udzielić kredytu i ważna tylko dzisiaj. A że nie miała Pani czasu przeczytać umowy ze zrozumieniem? To nic, przecież my Pani nie oszukamy, to bank, a nie szulernia ;) Każdy kto choć trochę otarł się o finanse i sprzedaż takich produktów wie, który scenariusz jest bardziej prawdopodobny. Czy miał miejsce w tej sprawie? Tego nie wiemy i się nie dowiemy, bo pewnie każda ze stron zapewne zaprezentuje własną wersję ;)

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 09:00:54:

    zamienił na złotówkowy z oprocentowaniem 4x lombard NBP (czyli 25%)

    Jeśli wypowiedział kredyt, to nie musiał zmieniać waluty, tylko zgodnie z umową pani ma kredyt w CHF na 25%.

    i przewalutował go na złotówki

    Jak na razie nie ma żadnego dowodu że przewalutował. Tylko tak opowiada pani, której się wydaje, że przez 4 lata spłacała sam kapitał w PLN.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 09:15:11:

    zgadza się nigdzie nie jest powiedziane. Spotkałem się w praktyce z zapisami, że w przypadku wypowiedzenia finansowania kredyt jest przeliczany w dniu wypowiedzenia na złote. czy jest tak tutaj? tego nie wiem. odsetki karne w walucie na poziomie 4xlombard NBP, czyli w 25% są małoprawdowpodobne, choć należy wziąć poprawkę, że to Getin (a u nich nawet rzeczy trudne do uwierzenia stają się możliwe) ;)
    Bez treści umowy większość to gdybanie. Pan Samcik opisał jej parametry dość lakonicznie...

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 09:24:12:

    Odsetki karne na poziomie 4xlombard to standard.
    Wg KC i prawa bankowego nie ma podstaw do przewalutowania przymusowego, a w umowach.. no cóż, umowy nikt nie widział. Ale też nie sądzę.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 09:37:53:

    odsetki karne 4xlombard w walucie? Nie spotkałem się, na pierwszy rzut oka podchodzi pod wyzysk (oprocentowanie wzrastało by 10 krotnie w takim przypadku) i tu bym uderzał broniąc się w postępowaniu. Co do przewalutowania kredytu na złote, to odnoszę wrażenie że w umowach z okresu 2006-2008 to standard. Wiadomo już wówczas było jak to się zakończy, więc banki dawały sobie podstawę w umowach. Czy było tak tutaj? tego oczywiście nie wiemy. Natomiast chciałbym zwrócić na poziom edukacji finansowej klientki. Widać po informacjach przekazanych w artykule. przepraszam za porównanie, ale to tak trochę jak dać małpie brzytwę i liczyć że nie zrobi sobie krzywdy, albo napalonemu i niewyżytemu 16 latkowi, który jeździł do tej pory na rowerze dać motor ścigacza i pozwolić mu spróbować jazdy;) Dość mało odpowiedzialne... Dlatego też kredyty walutowe były kiedyś dostępne dla osób dobrze zarabiających. Była taka zaleta, że jak się nawet poparzy, to przeżyje. Później jak tani pieniądz zalał rynek, to poleciała bańka na nieruchomościach. I zostali nabici we franki po 2,-2,4 i w nieruchomości po 5-10 tys. zł z m2

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 09:45:05:

    Żaden wyzysk. Odsetki dozwolone ustawą.
    Tyle że walutowe rzadziej trafiają do windykacji, więc dlatego trudniej spotkać.
    Argument z edukacji jest słaby, różnica na oprocentowaniu kazała się zastanowić (jak nad różnicą między lokatą a złotym bursztynem), a że ktoś trafił jak kupujący akcje w szczycie hossy..

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 10:26:54:

    ;) proszę Cię. Wytłumaczenie, że coś jest dozwolone ustawą nie robi na mnie wrażenia.
    nie uwzględniasz zasadniczej kwestii to jest relacja profesjonalista v konsument. Provident też działa ponoć zgodnie zgodnie z prawem i co z tego? Rąbanie klientów w potrzebie na oprocentowanie rzędu dziesiąt procent w skali roku to lichwa i wyzysk, nawet robione w majestacie prawa. Jeżeli prawo na to pozwala, to jest to złe prawo. Dłużniczce życzę, żeby znalazła dobre wsparcie. Tą walkę ciężko jej będzie wygrać, ale nie oznacza to, że nie jest to możliwe. Jak lichwiarz raz dostanie nauczkę, to da mu to do myślenia. Biznes trzeba robić odpowiedzialnie. Pieniądze w życiu na szczęście nie są najważniejsze.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 10:37:06:

    Dowiedz się, proszę, co to jest wg prawa lichwa i wyzysk, a potem pogadamy.

  • adalbert_81 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 11:10:40:

    @antybankster
    Jak wspomnialem na poczatku mojego wpisu: "Wiem ze tej pani to juz nie pomoze i oczywiscie latwo byc madrym po fakcie ale wezmy z tego lekcje"

    Nie umniejszam wagi innym wpisom ani pytaniom, ktore stawiasz. Staram sie po prostu podkreslic, ze nie mozna zapominac o "prewencji". W moim rozumieniu artykul zostal napisany glownie "ku przestrodze".

    Swoja droga, pytanie czy zachowanie banku jest etyczne tez mozna podsumowac "Można gdybać, tylko po co? co się stało nie odstanie się" ;)

    Mysle ze wszyscy staramy sie wyciagnac z tego lekcje na przyszlosc zeby takie sytuacje sie nie powtarzaly.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 14:47:27:

    bartosze po wypowiedziach zakładam, że możesz być z grupy: młody, wykształcony i z wielkiego miasta, czy jeszcze dodatkowo pracujesz w banku z tej grupy?
    To nie chodzi o to, żeby podłożyć klientowi umowę do podpisania, załadować go pod kurek i czekać aż pęknie i wypowiedzieć mu umowę kredytu. A później to co spłaca przeznaczać tylko na odsetki. ja nie nazwałbym tego inaczej jak lichwa i wyzysk. Z opisu sprawy wnioskuję, że tak właśnie jest w tym przypadku.
    W Chinach też są fabryki, gdzie ludzie pracują po 14 godzin, za miskę ryżu i zgodnie z prawem. I też uważam to za wyzysk
    adalbert_81
    oczywiście masz rację. bardzo dobrze, że masz takie podejście, zabezpieczasz się, tworzysz poduszkę finansową. ale niestety tej Pani to nie pomoże. sam osobiście uważam, że kredyty tak naprawdę powinny być dostępne tylko dla przedsiębiorców, bo oni je zaciągając są w stanie pomnożyć pieniądze, a tym zarobić coś extra i to extra wystarczy aby spłacić koszt kredytu. Takie zadłużanie się ma sens. Kredyty dla konsumentów są w mojej ocenie produktem bez sensu, wytwór obecnych czasów i źródło wielu problemów (choćby baniek spekulacyjnych na rynkach nieruchomości). wynika to z tego jeżeli ktoś nie był w stanie odłożyć, to jak ma być w stanie zapracować na spłatę? Oczywiście od razu dodam, że nie można generalizować. zdarza się, że zepsuje Ci się np. lodówka, a nie masz odłożonych środków na czarną godzinę, wówczas wiadomo trzeba jakoś środki zorganizować. Ale branie kredytów po to żeby zaspokajać potrzeby konsumpcyjne? to jest irracjonalne i do niczego dobrego nie prowadzi. A jest źródłem wielu tragedii ludzkich. Co z tego że bohaterka artykułu dostałą lekcję? Ona przegrała wiele lat swojego życia. niewypłacalność, stres, problemy ze zdrowiem, pewnie z rodziną itd. itp. gdzie jest dzisiaj ten co jej pożyczał? co przygotował i dobrał jej produkt finansowy do jej potrzeb, uwzględniając jej możliwości i ryzyka? On jak twierdzi bartoszcze korzysta z prawa i nalicza teraz jej karne odsetki. No bardzo, bardzo fajnie. super podejście. życzę zdrowia

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 15:34:31:

    @antybankster
    Prawnik. Z dobrą znajomością tematu. Więc jeśli chcesz się wypowiadać na tematy prawne, to nie myl gruszek z jabłkami, wyzysku z zyskiem a lichwy z odsetkami.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 16:48:50:

    ;)
    Wikipedia nie jest oczywiście żadnym źródłem, ale warto od czasu do czasu rzucić okiem.
    pl.wikipedia.org/wiki/Wyzysk
    pl.wikipedia.org/wiki/Lichwa
    w szczególności: "W Polsce międzywojennej oprocentowanie pożyczki powyżej 10% określano jako lichwiarstwo".
    dzisiaj mamy XXI wiek i przypadek odsetek 4xlombard NBP, czyli 25%.
    A teraz podaj mi łaskawie Twoje definicje.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 17:22:22:

    Wyzysk - zastrzeżenie dla siebie lub innej osoby świadczenia, którego wartość w chwili zawarcia umowy przewyższa wartość świadczenia drugiej strony, w wyniku przymusowego położenia, niedołęstwa lub niedoświadczenia drugiej strony
    Lichwa - pobieranie nadmiernych odsetek, obecnie: wyższych niż dozwolone przez prawo (4xlombard); nie podniecaj się międzywojenną stopą procentową, bo w okresie hiperinflacji to 10% się dziennie naliczało, za to za króla Kazimierza było dopuszczalne i 104% rocznie:)

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 17:55:52:

    rozumiem, że przeczytałeś te definicje ze zrozumieniem.
    odnieśmy je do tego konkretnego przykładu.
    kobieta z jakiegoś powodu nie była w stanie obsługiwać kredytu. pomijam kwestię, że ten kredyt o takich, a nie innych parametrach ktoś jej sprzedał wykorzystując jej brak doświadczenia. Ona nie obsługuje go na dotychczasowych warunkach. bank zamiast ją zrestrukturyzować wypowiada jej umowę kredytu. miała oprocentowanie na poziomie 2-3% w skali roku, ma 25%. dostaje "propozycję" ugody - 23 raty po 2 tys. zł miesięcznie i balon na końcu - całą resztę. podpisując ugodę uznawałaby roszczenie i zamyka sobie szanse na obronę. straszy się ją zapewne windykacją, komornikiem, licytacją mieszkania, aby tylko podpisała ugodę. ugoda na tych warunkach, podobnie jak wypowiedziany kredyt w mojej ocenie jest wyzyskiem. bank wykorzystuje jej trudną sytuację i fakt, że nie jest w stanie spłacić zadłużenia i podpisze wszystko co dostanie do podpisania, aby tylko trochę zyskać na czasie (dość standardowe zachowanie zadłużonych i zaszczutych konsumentów) zamiast pomocy dostaje do pętli doczepiony głaz jak tu ktoś wcześniej ładnie napisał.
    Przypomnijmy, że dotychczasowe oprocentowanie. miała na poziomie 2-3% w skali roku i jak wiemy z artykułu nie była w stanie tego obsłużyć, teraz ma 25% w skali roku. Wzrost oprocentowania o 1250-800%. koszt pozyskania przez bank finansowania na rynku międzybankowym LIBOR 1M/3M CHF + marża, zamyka się raczej na pewno poniżej 1%. Podsumujmy bank finansuje się na 1%, a od niej liczy 25%. przepraszam, ale jeżeli nie jest to lichwa, to jak to nazwać? Z ciekawości sprawdziłem jakie jest oprocentowanie należności przeterminowanych w umowie o kredyt denominowany w CHF z 2007 roku z banku spoza grupy Getin. tam oprocentowanie należności przeterminowanych ustanowione jest na poziomie 5,8%.
    Oczywiście każdy ma inne poczucie wartości. w końcu banksterzy z Wall Street tylko przepakowywali toksyczne kredyty w inne instrumenty finansowe, nikomu nie kazali ich kupować, a że znajdowali się naiwni, którzy je kupowali, to sami sobie są winni.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 18:31:53:

    Jeżeli przeczytałeś ze zrozumieniem słowa "wyższych niż dozwolone przez prawo" to masz oczywistą świadomość faktu, że cały Twój długi wywód jest psu na budę.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/06 18:33:44:

    poprosiłbym jeszcze o stanowisko co do wyzysku

  • adalbert_81 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/07 06:02:12:

    hmm... zastanawiam sie jakie ma znaczenie czy to jest etyczne czy nie. Lichwa z prawnego punktu widzenia to nie jest a czy jest to wyzysk to pewnie nie do rozstrzygniecia prawnie. Wiec nawet jezeli ze tu na forum zgodzimy sie ze to wyzysk to jakie to ma znaczenie dla tej pani?

    Proponuje nie skupiac dyskusji na owych 25% (4xlombard) bo z artykolu nic takiego nie wynika. O ile dobrze zrozumialem to byla tylko sugestia w jednym z komentarzy ze bank moglby takie karne odsetki naliczac gdyby chcial i wobec tego lepiej szybko podpisac ugode. Wiec odlozmy to na bok na razie.

    Propozycja kredytu na 666tys ze splata 2tys miesiecznie jest faktycznie swego rodzaju pulapka bo powoduje zwiekszanie zadluzenia z czasem a nie jego zmniejszanie (odsylam do obliczen uzytkownika sy1wester powyzej).

    Ale zagrajmy adwokata diabla i postawmy sie na chwile w roli banku. Zakladamy ze kredyt jest teraz warty wlasnie te 666tys w przeliczeniu na PLN. Niefajnie ale to bylo wlasnie ryzyko brania kredytu w walucie. Odetki na poziomie 10% to duzo ale pamietajmy ze to jest de facto nowy kredyt. Obecne stawki dla kredytow w PLN to okolo 7,5% - 8% (wliczajac marze) a w tym przypadku bank dolicza jeszcze premie za ryzyko. Ustalil rate na poziomie 2tys pewnie dlatego ze wyzszczej klientka i tak by nie byla w stanie splacac. Jezeli tak, to przy odetkach 8% tez by nie byla w stanie splacic pelnej raty.
    Mozna by na to spojrzec tak: Jest to rozwiazanie przejsciowe ktore potencjalnie pozwoliloby klientce odbudowac wiarygodnosc wobec banku i wynegocjowac lepsze warunki za rok czy dwa.

    Z drugiej strony, jest to typowa zaciskajaca sie petla dlugu. Nie ma jednak idealnego rozwiazania.
    Bo zalozmy ze bank nagle mieknie i zgadza sie na to zeby klientka kontynuowala splate starego kredytu jak gdyby nic sie nie stalo (po pokryciu zaleglych rat wraz z odsetkami).
    Po pierwsze, jak bank ma zaufac klientce ze za chwile sytuacja sie nie powtorzy? Nie wiemy co tam sie dzialo przez te kilka miesiecy, czy klientka banku unikala, zwodzila czy oklamywala. Dla banku to jest wciaz kredyt zagrozony.
    Po drugie, nawet jezeli wrocimy do "starego" kredytu w CHF to nie zmienia to faktu ze przy obecnym kursie przerasta on zdolnosc kredytowa klientki. OK, przy obecnej stopie LIBOR moze obslugiwac raty (zakladajac ze jej sytuacja zyciowa bedzie juz stabilna) ale co jesli za 3 lata LIBOR podskoczy a kurs franka jeszcze wzrosnie? Klientka znowu wpadnie w klopoty tylko ze tym razem jej kredyt bedzie warty nie 666 tys ale milion PLN albo i wiecej... I co wtedy?

    Niestety, powrot do "starego" kredytu to kolejny zaklad (hazard) o kurs franka i stope LIBOR, ktory juz teraz okazal sie byc moze zabojczy dla klientki. Czy to dobry pomysl by w to brnac, zwlaszcza biorac pod uwage niestabilna sytuacje klientki?

    Zeby bylo jasne, sam nie mam odpowiedzi na to pytanie ale trzeba wziac te kwestie pod uwage. Byc moze bankructwo to jedyne rozwiazanie.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/07 08:13:52:

    Jeśli chodzi o wyzysk, to po pierwsze przy cytowaniu definicji wyleciał mi z niej element "w rażącym stopniu" ("w rażącym stopniu przewyższa") a po drugie karne odsetki nie są umówionym świadczeniem. Tak czy owak, wyzysk w rozumieniu prawa to to nie jest.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/07 09:15:06:

    Nie znamy sytuacji majątkowej bohaterki artykułu. Więc jest to oczywiście wróżenie z fusów. Jeżeli jedynym jej majątkiem jest ta nieruchomość, której obciążenie hipoteczne przewyższa jej wartość, to szans na ogłoszenie upadłości raczej nie ma niestety. Może coś się zmieni w następnym roku, bo szykowana jest nowelizacja w zakresie upadłości konsumenckiej (obecnie po prostu nie działa). Ponadto musiałaby wykazać, że sytuacja w jakiej się znalazła nie nastąpiła z jej winy, co chyba byłoby trudne w tym przypadku. Tutaj niestety mamy raczej przykład konsumenta, który wziął na górce kredyt we frankach i nie jest go w stanie obsłużyć. Ale nie oznacza to, że należy człowieka skazywać, tylko szukać rozwiązania.
    Biorąc pod uwagę, kto jest po drugiej stronie, to o rozwiązania z happy endem będzie raczej trudno przynajmniej na razie. Bezsprzecznie klientka powinna znaleźć dobrego prawnika z praktyką wychodzenia z tego typu spraw, który korzystając z okazji nie załatwi jej tak jak bank, bo takich na rynku niestety też nie brakuje (później znowu dowiaduje się, że przecież widziała co podpisuje, że jest to dozwolone przez prawo, że umie przecież czytać itd. itp.). Nie warto wpadać z deszczu pod rynnę. Musi mieć też wsparcie psychiczne ze strony najbliższego otoczenia, rodziny, bo prowadzenie takich rozmów i negocjacji jest przede wszystkim długotrwałe i męczące. Należy przede wszystkim ocenić jej aktualną sytuację i perspektywy. Wykluczenie finansowe jest dzisiaj poważnym problemem społecznym. Bycie niewolnikiem banku przez kolejnych 10-20 lat nie ma najmniejszego sensu, to co zarobi musi oddać. Jak bank zrozumie, że w sprawie wiele nie ugra (to on ma pieniądze do odzyskania) to prędzej, czy później usiądzie ro rozmowy. I może wówczas uda się wypracować sensowne rozwiązanie. Póki dłużniczka jest uległa nie widzę szans na zawarcie porozumienia szanującego obie strony. Obym był w błędzie.

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/07 20:26:24:

    @bartoszcze

    Przestałbyś już ....
    Z faktu, że prawo na coś pozwala i bank ma do czegoś prawo nie wynika od razy wniosek, że każde bezwzględne korzystania ze swoich praw jest etyczne czy społecznie akceptowalne (dotyczy to zarówno banku, jak i staruszki szarpiącej młokosa w tramwaju).
    Jeśli do tego dodamy próbę de facto wyłudzenia 46000PLN (owa pseudorata) i przy tym wyprodukowania dodatkowych blisko 100000PLN długu oraz składanie tej "łaskawej" oferty osobie, którą bez wątpienia należy nazwać finansowym analfabetą....

    To wszystko skłania do stwierdzenia, że Getin to lichwiarz i wyzyskiwacz (nawet jeśli prawnicze definicje tych słów do tego nie uprawniają).
    Howgh!

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/07 21:51:29:

    @sy1wester
    Ależ nazywaj sobie do woli, możesz dorzucić oszusta, złodzieja i co Ci do głowy przyjdzie. Tyle że będzie to oznaczało, że masz ochotę sobie ponazywać, a nie że z tego coś wynika pod względem prawnym.
    A co do "dodatkowych długów" to konsekwentnie odsyłam do wyliczeń, co się stanie, jeśli pani zostawi sobie status quo. Z punktu widzenia takiego, że kiedyś się chce tego długu pozbyć.

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 08:49:41:

    @bartoszcze

    Sprowadzając sprawę do absurdu w niczym nie zmienisz "ludowego" postrzegania takich sytuacji.

    Ale zastanawiając się nad sensem takiego postępowania banku (w końcu gwałtowna "produkcja" zadłużenia u osoby mającej kłopoty ze spłatą niższych rat na pozór wydaje się irracjonalna) przychodzi mi do głowy tylko jeden scenariusz:
    1. po dwóch latach i wpłaceniu 46000PLN dług wynosi 740000 i, oczywiście, zostaje postawiony w stan natychmiastowej wymagalności i obciążony 25% stawką karną - trudno choćby przypuszczać, że pani Dorota zgromadzi taką kwotę
    2. następnie pewnie ze 4 lata będą trwały korowody sądowo-komornicze, eksmisja i takie tam, a dług urośnie do jakiś 1,5MPLN
    3. Po tym czasie bank w końcu sprzedaje mieszkanie za powiedzmy 400000PLN, resztę długu uznaje za nieściągalną i sprzedaje ją jakiemuś windykatorowi za powiedzmy 100000PLN, pozostały milion zgodnie z prawem staje się kosztem banku i pozwala mu obniżyć podatek należny o 190000PLN.
    W ciągu tych sześciu lat bank więc zarobi na tym kredycie około 740000PLN - czyli, nie wnikając w szczegóły, jakoś tam mu się zbilansował, a DUŻĄ CZĘŚĆ (190000) spłacił mu podatnik. Czyli pan płaci, pani płaci, wszyscy płacimy.....
    Amerykański model (kredyt=zabezpieczenie i nic więcej) chroni więc nie tylko klienta, ale przede wszystkim PAŃSTWO, a w dodatku rozkłada ryzyko po równo na bank i klienta, o czym tu już ktoś pisał.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 10:48:31:

    @sy1wester
    Ja Cię uprzejmie proszę, nie bierz się za rachunkowość bankową, o której nie masz pojęcia. Bo na dzień dobry "zgubiłeś" w rachunku, że od należności przeterminowanej bank musi utworzyć z własnych pieniędzy wielotysięczne rezerwy. O dalszych szczegółach nie będę się rozpisywał, ale pomysł, że sprzedane karne odsetki są źródłem kosztów uzyskania przychodu, przyprawi każdego księgowego w banku o ciężki atak śmiechu.

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 12:19:31:

    @bartoszcze
    Od należności przeterminowanej bank tworzy z własnych pieniędzy rezerwy i tworzy, i tworzy, i tworzy, aż należność staje się nieściągalna (o tym decyduje sam bank i takową nieściągalność wystarczy "uprawdopodobnić", a po hipotetycznej sześcioletniej historii komorniczo-sądowej nie będzie to trudne) i wtedy owe rezerwy stają sie kosztem banku. Im owa należność jest większa tym ów "koszt", a więc "zysk" na podatku jest większy.
    Co prawda nie mam zielonego pojęcia o rachunkowości bankowej (opinię wypowiadam jednak na blogu i prywatnie, a nie jako doradca finansowy Getinu :D i nawet jak palne bzdurę to nikomu to nie szkodzi, w przeciwieństwie do tego co robia doradcy Getinu :D), ale najpierw poczytałem co się z tymi rezerwami dzieje. Nie wyparowują przecież?
    Gdyby rezerwy były tworzone wyłącznie na sam dług podstawowy (nawet te 650000PLN) to interes nie byłby taki oczywisty. Są jednak tworzone na cały szybko produkowany "dług", także na te dodatkowe setki tysięcy jakie oszacowałem na potencjalnych 6 lat batalii z Getinem.
    W interesie banku więc leży ich jak najszybsze i największe naprodukowanie i "lokowanie" na całkiem zacny procent (19% odpisu podatkowego na koniec). Co prawda owe rezerwy są z pieniędzy banku i jest to trochę przelewanie z pustego w próżne, ale 19% podatku to już całkiem realne pieniądze jakie traci na tym Skarb Państwa.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 12:43:53:

    @sy1wester
    W dalszym ciągu powiadam Ci, że bajdurzysz. Od tego, że sobie wymyśliłeś jakąś konstrukcję, ona nie stanie się prawdą. A pieniądze, które bank odkłada na rezerwy, są jak najbardziej prawdziwe.
    I jeszcze jedna uwaga o rzekomym nacinaniu Skarbu Państwa - kosztem uzyskania przychodu może być tylko taka nieściągalna wierzytelność, która wcześniej została zaliczona do przychodu i została opodatkowana. Czyli Skarb Państwa w najgorszym przypadku wychodzi na tym na zero.

  • mortalthe napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 14:46:12:

    @bartoszcze
    cyt: " A pieniądze, które bank odkłada na rezerwy, są jak najbardziej prawdziwe.".

    Oj naprawde są prawdziwe? TO straszne, doprawdy.
    A czy nie zauważasz, że te pieniądze to bank nie wydaje, tylko odkłada ?
    Pieniądze potem uwalnia, gdy ofiara spłaci kredyt (wtedy jest pokaźna premia dla prezesa i zarządu i dyrektora) , albo gdy dług zostaje uznany za nieściągalny - wtedy bank ponownie dysponuje tymi środkami i zaczyna się jazda z podatkami.

    W przeciwieństwie do klientki , która miała by WYDAĆ swoje prawdziwe pieniądze na chore odsetki tylko po to, żeby odroczyć wyrok. Pieniądze wpłacane do banku w ten sposób przepadają, jak w studni bez dna.
    I co może należy teraz współczuć bankowi, w jak strasznej się znalazł sytuacji ?

    Powtarzam, jakiś ćwok podjął tragiczną w skutkach decyzję o natychmiastowej wymagalności tego kredytu, ale w PLN , po kursie, który już tak wysoki może długo nie być, a więc w niekorzysnym momencie dla klientki - stawiając ją pod ścianą.
    I nie pieprz mi tu kto postępuje etycznie, a kto nie musi. W banku liczy się tylko zysk , ale nie instytucji , tylko zysk prywany poszczególnych osób podejmujących takie decyzje i dla których wynagrodzenie doatkowe (premia) zależy od tego, ile w takich machlojkach ugrają.
    Tyle.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 15:00:32:

    czy nie zauważasz, że te pieniądze to bank nie wydaje, tylko odkłada ?

    Genialne, Watsonie. Nie ma to jak przymusowe oszczędności. Zwłaszcza że klientom odsetki trzeba w tym samym czasie wypłacać.

    gdy ofiara spłaci kredyt (wtedy jest pokaźna premia dla prezesa i zarządu i dyrektora)

    To świetnie, że naczytałeś się bajek...

    wtedy bank ponownie dysponuje tymi środkami i zaczyna się jazda z podatkami

    ..bo wiedzy i tak żadnej nie masz. EOT.

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 18:15:40:

    @bartoszcze
    Wyluzuj, to jest blog i każdy tu papla co chce, raz lepiej raz gorzej, ale w dobrej wierze, a Ty puszczasz bąki i psujesz tę miłą atmosferę.

    Bez względu na to kto ma rację naprawdę (z tymi rezerwami i podatkami), to Twój argument o "przymusowym oszczędzaniu" tym bardziej potwierdza, że bank na nim zarabia. Gdyby ponosił z tego powodu wyłącznie straty (jak starasz się suponować) to:
    a) dążyłby do natychmiastowego rozwiązania problemu poprzez sprzedanie zabezpieczenia, odebrania ile się da, na pozostałą część musiałby stworzyć zdecydowanie mniejsze rezerwy, a tym samym (wg. Ciebie) poniósłby mniejsze straty
    lub
    b) zrestrukturyzowałby dług, zaproponowałby warunki, które przynajmniej dawały by tej kobiecie nadzieję na spłatę (np. +1% marży do "starych" warunków), a jak i to jej się nie uda to patrz pkt. a
    Produkowanie długu w wersji obecnej, odkładanie egzekucji (w każdym tego słowa znaczeniu) służyć może tylko ekstrazyskom. Bo nikt chyba nie uważa, że nawet taki "szatan" jak Getin zatrudnia wyłącznie idiotów, którzy nic tylko dają kredyty na prawo i lewo, a potem w generują "masakryczne" dla banku odsetki.
    I wszyscy na tym tracą - zdumiewające.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/08 19:50:21:

    @sy1wester
    No Gospodarz stara się podchodzić do tematu poważnie, to i czasem by wypadało się tego trzymać:)

    A wracając do meritum:
    - na trzymaniu tworzeniu rezerw bank traci, bo musi odłożyć na bok pieniądze, na których nie zarabia (podatkowo wyjdzie neutralnie, bo rezerwę niby wrzuci w koszty, ale przy rozwiązaniu rezerwy musi ją wliczyć w przychody; poza tym zwiększenie kosztów oznacza brak zysków, a brak zysków nie jest uważany za coś dobrego, to nie rachunkowość domowej firemki)
    - sprzedanie zabezpieczenia paradoksalnie niczego automatycznie nie poprawia, bo reszta długu zostaje niezabezpieczona (a dobre zabezpieczenie na jakiś czas pozwala pomniejszyć rezerwy), a dłużnik traci motywację do dalszego spłacania; owszem, można to opchnąć za parę procent do Funduszu czy firmy windykacyjnej, żeby wyczyścić księgi, różne są polityki
    - restrukturyzacja nie jest takim prostym tematem, bo niestety kłania się problem zdolności kredytowej, ocenianej jak przy nowym kredycie - nie ma zdolności, małe są szanse na restrukturyzację.

    Nie oceniam, co Getin powinien zrobić, i jakie ma szanse w którym wariancie, bo nie mam w zwyczaju analizować na podstawie cząstkowych danych ani podejmować za kogoś decyzji, po prostu piszę o pewnych aspektach, które przeważnie są mało znane.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 09:17:06:

    Osobiście uważam, że kapitalizacja odsetek do kapitału kredytu, tak jak chce to zrobić bank w opisywanej sytuacji powoduje, że księguję te odsetki jako przychód. Ma to więc wpływ na wynik finansowy. Oczywiście księgowo wpływ pozytywny. Dlatego bank dąży do podpisania takiej właśnie ugody. Co zrobi z tym później, to myślę, że niespecjalnie dzisiaj się ktokolwiek nad tym zastanawia, bo dla zarządzających liczy się wynik najbliższego kwartału, później kolejnego, a jak wciąż będą zarządzającymi to następnego. Z że jest to rodzaj kreatywnej księgowości, no cóż, nie Getin pierwszy i nie ostatni. W pewnym momencie będziemy mieli bank, który ma piękne wyniki finansowe, ale jedynie papierowe. Bo większość tych pieniędzy będzie nie do odzyskania. W mojej prywatnej ocenie nie jest to przypadek że w ostatnim czasie doszło do "porządkowania aktywów" w grupie Getin. W pewnym momencie będziemy mieli jedną wielką wydmuszkę. Osobiście nie korzystam z produktów tej grupy bankowej, nie powierzam im ani złotówki oszczędności i odradzam moim wszystkim znajomym. Nie znam też osoby, która byłaby zadowolona z relacji z tym bankiem, a w szczególności z jego produktów i rozwiązań finansowych. Podejście do biznesu: znaleźć jelenia, a później go wydoić ile się da nie dla mnie. Choć LC żadnej Ameryki w tym nie odkrył. Szanse, że klient będzie w życiu brał jeszcze jakiś kredyt hipoteczny nie są wielkie. Taki, a nie inny sposób podejścia do biznesu prezentowany przez banki grupy Getin powodują że szanse na drugie podejście takiego klienta drastycznie maleją.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 09:28:15:

    bank, który ma piękne wyniki finansowe, ale jedynie papierowe. Bo większość tych pieniędzy będzie nie do odzyskania.

    Właśnie po to jest klasyfikacja należności i tworzenie rezerw. Nie da się uzyskać pięknego wyniku na takich należnościach.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 12:31:20:

    Pozwolę sobie na odmienne zdanie. Jak pokazał przykład Lehman Brothers, a wcześniej Enronu i jego wspaniałego audytora Arthura Andersena nie ma rzeczy niemożliwych, papier jest cierpliwy ;)
    Do grona wybitnych należałoby zapewne dzisiaj dorzucić Grecję, Portugalię, Hiszpanię, Włochy... Jeżeli celem jest pozyskanie finansowania, to księgi można podrasować. Kto składałby depozyty / pożyczał bankowi, który ma kiepskie wyniki, za duże rezerwy? Czy LC ma wystarczająco dużo środków, żeby podsypać, i czy jeżeli nawet ma, to czy podsypie jak pojawi się potrzeba? ;) Pożyjemy zobaczymy. Niestety gra jest do jednej bramki, jak coś pójdzie nie tak, to koszty poniosą wszyscy (BFG). Tak jak wspomniałem wcześniej, jak masz 100 tys. zł zobowiązań, to masz problem, ale jak masz setki milionów, to chyba jest to problem Twoich wierzycieli...

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 12:38:31:

    Pozwolę sobie na odmienne zdanie. Jak pokazał przykład Lehman Brothers

    Jak pani ma kredyt w Goldmanie, to też bym był ostrożny. Natomiast w polskich bankach generalnie trzęsą się przed KNF-em dużo bardziej.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 12:56:26:

    Ale skąd ma KNF wiedzieć co się tam naprawdę dzieje? Bank pokazuje dobre wyniki, ktoś to audytuje i potwierdza jest super, wszystko więc jest cacy. Póki będzie amunicja, czyli środki pieniężne w postaci depozytów jakoś się będzie kręciło. Czasy się na szczęście zmieniły, ile można prowadzić w taki sposób biznes? Czy to przypadek, że LC robi kolejne biznesy pod nowymi brandami? Kiedyś był Getin, później Open, Home Broker, następnie, Noble Bank, ten się zmienił w Getin Noble Bank, aż ostatecznie chyba w Get Bank, powstał nowy brand: Idea Bank, Tax Care, w międzyczasie pseudopośrednik: Home Broker, a teraz wersja prestiż lion's house ;) Klienta można oszukać tylko raz. Niezadowolony pójdzie i powie 10 kolejnym, zadowolony powie jednemu. Stąd taki nachalny marketing i próba ściągnięcia klienta pod nowy brand, bo stary już się chyba zużył, albo tak jak klient, był jednorazowy ;)

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 12:59:13:

    Ale skąd ma KNF wiedzieć co się tam naprawdę dzieje?

    Kontrole bezpośrednie, na przykład. Sprawozdawczość różnego rodzaju, która w taki czy inny sposób się krzyżuje. A bank to bank, a nie brand, zmianą nazwy nadzorców się nie nabierze.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 13:13:53:

    Widocznie mamy inne doświadczenia. Osobiście wątpię w skuteczność KNF. Co oni mogą zrobić? Załóżmy, że okaże się, że faktycznie bank ma trupy w szafie i podkolorowuje wyniki. Co zrobią jak wykryją? Co jak podniesie się larum? Jak zareaguje rynek, a przede wszystkim Ci co mają tam depozyty? Nikt nie chce paniki, przecież ten system bankowy to tak naprawdę domino. A im większy bank, tym większe ryzyko reakcji łańcuchowej. Może lepiej udawać, że nic się nie dzieje, pudrować i liczyć że się nie wyda? Co się ostatnio stało z DM IDM i IDEA TFI? oni byli też pod nadzorem KNF, mówią, że nawet pod specjalanym nadzorem Kluzy;). O Amber Gold nie wspominam, bo wiadomo, że parabanki pod nadzór nie podchodziły, ale jeżeli przez 3 lata prokuratura nie potrafiła nic zrobić z zawiadomieniem KNF, to albo ktoś nie chciał, albo nie miał motywacji, albo nie miał narzędzi, albo wszystko łącznie. Zobaczymy co się stanie jak prześwietlą wreszcie SKOKI, tam pewnie kilka ładnych kwiatków też wyjdzie.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 13:28:00:

    Co zrobią jak wykryją?

    Co będzie trzeba. Co nie oznacza że zaczną od konferencji prasowej. Właśnie dlatego.

    Co się ostatnio stało z DM IDM i IDEA TFI?

    A co się miało stać, wtopili, nic mi nie wiadomo, żeby było to związane z kręceniem w dokumentacji podlegającej kontroli.
    I generalnie co to ma do zachowania banków?


  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 13:48:31:

    To nie ja wyciągnąłem argument że banki są bezpieczne, bo kontrolowane przez KNF. Przykład tyczył podmiotu, który był właśnie kontrolowany przez KNF. Przytoczony, aby pokazać jaką mam opinię na temat jakości tej kontroli.
    Nazywajmy rzeczy po imieniu. Nie tyle wtopili, co wtopili ich klienci, bo zarządzający pensje otrzymywali i otrzymują. Podobnie jak nadzorujący z KNF. A to jest zasadnicza różnica. Na razie zawiesili tym klientom możliwość umarzania jednostek na 2 miesiące. ZGODNIE Z PRAWEM, żeby nie było.
    I co z tego? Nic. Przecież zrobili to z prawem.
    Ktoś tam stracił pieniądze, bo ktoś je mu "inwestował".
    Ale były bezpieczne, przecież KNF nadzorował te instytucje.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 13:54:58:

    Nie użyłem argumentu że banki są bezpieczne bo są kontrolowane przez KNF. Użyłem argumentu, że akurat banki mają na tyle dużo rozmaitych rygorów, że trudno im pokombinować w taki sposób jak by Ci się wydawało, i że rzeczywiście obawiają się kontroli KNF-u.
    I uprzejmie proszę o niemylenie banków z innymi podmiotami, jeśli mają zupełnie inne reżimy nadzoru.
    Oczywiście możesz mieć dowolne zdanie o oszustach z sektora finansowego itepe, ja jedynie prostuję pewne twierdzenia, które może fajnie pasują do koncepcji, ale leżą kawałek drogi od rzeczywistości. I tyle.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 14:06:27:

    Proponuję więc poczytać trochę więcej na temat produktów finansowych wszelkich maści oferowanych przez podmioty grupy Getin, ale nie na stronach internetowych tych podmiotów, tylko na forach internetowych. Przede wszystkim, jeżeli pozwala na to czas, spróbować zabawić się mystery shoppera i udać się do jednego z tych podmiotów grając kompletnego ignoranta finansowego. A później porównać to co mówi doradca z tym co daje do podpisania, czyli umową. A jeżeli jest rozbieżność to oczywiście zawsze można zawiadomić KNF, oni na pewno zajmą się tematem i to wyprostują ;) Może dzięki temu uda Ci się dostrzec kilka innych aspektów sprawy . Samo czytanie umów i weryfikowanie ich zgodności z obowiązującym prawem obawiam się, że może zakłamywać rzeczywisty obraz. A później możesz już prostować każdą rzeczywistość.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 14:09:19:

    Ale zauważyłeś, że ja piszę o czymś zupełnie innym, czy skupiasz się tylko na tym, o czym sam piszesz?

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 14:16:42:

    zauważyłem, jedynie że próbujesz udowodnić, że cacy wszystko jest generalnie i nie ma problemu. Ale punkt widzenia jak wiemy zależy często od punktu siedzenia.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 14:26:39:

    Więc coś źle przeczytałeś.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 14:42:24:

    czy to oznacza, że nie jest?

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 15:05:43:

    To oznacza, że w ogóle się nie wypowiadałem na taki temat. Wypowiadałem się o konkretnych aspektach, a przedwczoraj wieczorem wyraźnie odciąłem się od oceniania Getinu.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/10 15:47:37:

    W takim razie dziękuję za prezentację poglądów i życzę powodzenia.

  • porazka79 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 00:02:50:

    Witam serdecznie. Mam podobna sytuacje tylko z 90 tyś zrobiło sie 200 tyś( bo tez był we franku) Na dniach mam otrzymać ugode... az strach pomyśleć:(

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 10:14:30:

    @porazka79
    Czy ty również nie spłacałeś kredytu i został Ci wypowiedziany i kredyt we franku został zamieniony na kredyt w złotówce?

  • porazka79 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 10:19:27:

    tak za 3 tys złotych, wypowiedzieli mi umowe przewalutowali kredyt na zł i teraz czekam za ugoda:) Najgorsze jest to za wypowiedzieli mi kredyt w zeszłym roku,wysłali poleconym ja go nie odebrałam bo byłam za granica. Przez rok płaciłam raty nie wiedzac o tym ze mam wypowiedziany kredyt. W sierpniu 2012 zadzwoniła do mnie osoba by ustalic szczegoły przekazania nieruchomości! Przezyłam szok!

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 10:22:07:

    "zadzwoniła do mnie osoba by ustalic szczegoły przekazania nieruchomości!"

    Przekazania nieruchomości? Nie znam procedury prawnej, w której bank mógłby zadzwonić o "przekazanie nieruchomości", chyba że to nie w Polsce...

  • porazka79 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 10:32:03:

    Tak sie właśnie stało. Nastepnie zapytał czy wysłac mi komornika czy sama z wolnej stopy chce sprzedac! Bo mozemy dojsc do porozumienia, jezeli wplace np polowe kredytu

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 10:48:43:

    Ach Ci wszechmocni windykatorzy ;)
    Proponuję poinformować dzwoniącego o nagrywaniu kolejnej rozmowy, włączyć rejestrator, poprosić o dokładne dane dzwoniącego, zapytać w jakiej sprawie dzwoni, na koniec zapytać czy to jest oficjalne stanowisko banku i poprosić o przesłanie tego samego co powiedział drogą pocztową w wersji papierowej z podpisem.
    Po otrzymaniu i zapoznaniu się z aktualną sytuacją podjąć decyzję co dalej :)
    Niestety mankamentem jest to że w sprawie może być już wydany bankowy tytuł egzekucyjny. Dodatkowo rozumiem, że roczne wpłaty poszły na odsetki karne...

  • porazka79 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 11:08:57:

    najbardziej dołujace jest to ze jeszcze nic nie otrzymałam na piśmie ugoda miałabyc tydzien temu i nic, masakra. O odsetkach ani mowy nie było. W ogóle cieżko sie z ta osoba rozmawiało, napisałam 3 pisma na zadne nie dostałam odpowiedzi, gdybym miała ta kase to spłaciłabym cały kredyt zeby miec z głowy przede wszystkim to podejscie.

  • porazka79 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 11:12:00:

    oczywiście nikogo juz to nie dziwi jak pyta co to za bank?????? to Getin!!

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 11:14:44:

    wydaje mi się, że najlepiej byłoby znaleźć rozwiązanie najlepsze z ekonomicznego punktu widzenia, a nie najszybsze. ale każdy ma swoje priorytety.

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 11:19:52:

    ale marka Getin już się przejadła wszystkim. Ostatnio były przerabiane Noble Bank, Get Bank, a teraz codziennie znajduję w skrzynce spam od Tax Care i Idea Bank. Teraz te nowe brandy "doradzają" i "uszczęśliwiają" przedsiębiorców. W tym przypadku "uszczęśliwiania" UOKiK im przynajmniej nie namiesza, bo prowadzący działalność, to nie konsumenci. Im można powiedzieć: przecież widziałeś co podpisujesz. Podpisałeś? No to MAMY CIĘ!!! :D Proste nie?

  • donio7777 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/25 00:06:36:

    Witam.Potrzebuje porady(chodzi mi o Pana o nicku antybankster) dotyczacej wypowiedzianego kilka dni temu kredytu hipotecznego w getin banku.Moj email dominikwilczek@wp.pl .Pozdrawiam

  • unowakk napisał(a) komentarz datowany na 2013/02/07 12:04:13:

    Witam. To samo dzieje się w BPH. Zamiast blabla nalezy zrobić coś konstruktywnego.
    Może wspólnie nalezy złozyć skarge na działania banków zmierzające do doprowadzenia ich klientów do totalnego bankructwa i przez jakąś zaległość, do straty dorobku xcałego zycia. Komuś bardzo na tym zależy. Powinniśmy wspólnie przed tym sie bronić, a nie tylko o tym sie rozpisywać.
    Może jakiś dobry prawnik zgłosi sie z chęcią działania i ukrócenia tego procederu banków. Ich właściciele są obcokrajowcami i powodując nasze bankructwo niszczą nas, obywateli polskich.

  • pamelarosaflores napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/16 10:09:14:

    Czesc, jestem Pamela Rosa Flores, wiarygodna i wiarygodna pozyczkodawca. Udzielam pozyczki z jasnymi i latwymi do zrozumienia warunkami z 2% odsetkami. Zapewniam kredyty na dzialalnosc gospodarcza, pozyczki osobiste, kredyty studenckie, kredyty samochodowe i pozyczki na splate rachunków. Jesli potrzebujesz pozyczki, skontaktuj sie ze mna bezposrednio: pamelarosaflores11@gmail.com

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny