Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 11 września 2012

Czy właściciele IDM chcą oskubać małych akcjonariuszy? Zły giełdowy zwyczaj

W tym blogu bronię zwykle klientów pokrzywdzonych przez bezdusznych bankowców, ale dziś wstawię się za drobnymi akcjonariuszami. Wkurzyły mnie ostatnio dwie historie, które pokazały, że inwestora indywidualnego często traktuje się na polskiej giełdzie jak dojną krowę. Ma przynieść kasę wtedy, kiedy już nikt inny nie chce jej dać, a potem ma spokojnie się przyglądać jak pociąg odjeżdża mu sprzed nosa. Pamiętacie jak dziwiłem się na stronach blogu wielkiej akcji promowania obligacji firmy Gant, której banery wyskakiwały niemal w każdym miejscu w internecie? Gant płacił za swoje obligacje 11%. Pisałem o wysokim ryzyku tej inwestycji, ale nie przypuszczałem, że zobaczymy je czarno na białym już teraz. Kilka dni po zakończeniu sprzedaży obligacji (ludzie skusili się na papiery za 22 mln zł), Gant podał, że ma 7,4 mln straty w pierwszym półroczu 2012 r. , a  w ujawnionej razem z raportem opinii biegłego rewidenta aż zaroiło się od znaków zapytania. Obnażył to koncertowo bloger giełdowy Marcin Kaczmarczyk. Czy inwestorzy, którzy kupili obligacje, zrobiliby to samo znając raport półroczny? Czy termin jego publikacji został wybrany przypadkowo tuż po zakończeniu emisji? Spółka oczywiście oskarża swoich krytyków o "czarny PR", ale wolałbym, żeby najpierw odniosła się do tych pytań. Tymczasem nabywcom obligacji pozostaje tylko kontemplować cenę akcji Ganta i zastanawiać się: "daliśmy się zrobić w trąbę, czy nie?"

Gant, kurs w 2012

Od razu nasuwa mi się porównanie z inną głośną spółką, w której - jak wiele na to wskazuje - drobni inwestorzy zapłacą za błędy menedżerów firmy. Chodzi o IDM, który właśnie szykuje się do walnego zgromadzenia akcjonariuszy (ma się odbyć 13 września). Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to mali udziałowcy, którzy i tak stracili już mnóstwo pieniędzy (kurs spadł o 85% w ciągu zaledwie kilku miesięcy!), zostaną dodatkowo oskubani. Co gorsza niektórzy inwestorzy spekulują, że cała akcja mogła być ukartowana. Dowodów brak, ale... pobawmy się w Antoniego Macierewicza i włączmy podejrzliwość. Jest ona całkiem na miejscu, bo IDM to przecież porażka na porażce: 60 mln zł utopione w obligacjach autostradowego bankruta DSS, kolejne miliony w papierach upadłego budowlanego potentata PBG. To inwestycja w niewypłacalną turystyczną spółkę Sky Club (właściciel marki Triada) i w tonącą w długach sieć delikatesów Bomi. To katastrofa funduszy inwestycyjnych Idea TFI, z których jeden musiał zawiesić wypłaty klientom (będzie oddawał kasę w ratach), a drugi postanowił się zlikwidować, specjalnie w tym celu zmieniając statut.

W IDM za wszystkie sznurki pociąga niedawne dziecko szczęścia, czyli Grzegorz Leszczyński ze wsparciem innego głównego udziałowca - Rafała Abratańskiego. Szefowie IDM najpierw winę za kłopoty zrzucali na banki, które przycięły finansowanie, a potem na wrogich inwestorów, którzy rzekomo mieli grać na spadki IDM po to, żeby tanio przejąć spółkę. Gdybym na drugie miał Antek, to na pewno zastanawiałbym się czy przypadkiem te opowieści nie mają przykryć celowej gry szefów firmy na spadki, która to gra mogłaby przynieść korzyści niektórym udziałowcom i menedżerom IDM. W ramach gry operacyjnej marki "Antek" przekopałem się przez fora inwestorskie, na których dyskutowano na temat IDM. Trafiłem na wypowiedź niejakiego Grigorija, który już 11 lipca napisał tak: "Jest idealny moment na wyczyszczenie leszcza do szpiku kości! Z 30 grochów zrobimy odwrót, proszę zachować informację wyłącznie dla siebie". Wtedy cena akcji IDM wynosiła jeszcze grubo powyżej złotówki, a on już wiedział - i nawet dzielił się tą informacją z innymi - że celem jest 30 grosiaków. Dziś, równo dwa miesiące po owym wizjonerskim wpisie, kurs IDM wynosi niemal dokładnie... 30 groszy.

IDM kurs akcji 2012

Z komunikatów IDM publikowanych na giełdzie wynika, że na sesji 4 lipca ktoś z rady nadzorczej sprzedał 1,86 mln akcji IDM po 1,1 zł. Kilkanaście dni później spółka Rodan, należąca do członka rady nadzorczej Władysława Boguckiego sprzedała prawie 4,4 mln akcji, po 51 grosiaków. Na drugie nie mam Antek, ale wolno mi chyba zapytać: czy sprzedawali po to, by odkupić taniej? Bo przecież  na czwartkowym walnym IDM będą głosowane dwie emisje: akcji dla "osób kluczowych dla spółki" (w liczbie 70 szczęśliwców) i obligacji zamiennych na akcje. Ta ostatnia w dwóch wariantach: dla wybranych inwestorów lub dla każdego, kto ma w kieszeni... 50.000 euro (bo taki ma być najmniejszy zapis). W obu przypadkach mali udziałowcy zostaną wykluczeni z udziału w podniesieniu kapitału  Ich papiery zostaną rozwodnione, podobnie jak udział w majątku spółki i - co ważniejsze - w jej ewentualnych, przyszłych zyskach.

Warunki obu emisji z punktu widzenia drobnego ciułacza są niefajne. Ta pracownicza wygląda jeszcze stosunkowo niegroźnie: raptem 20 milionów papierów dla biednych menedżerów, którzy kilka lat temu (a dokładniej w 2010 r.) kupowali akcje motywacyjne po 2,1 zł za sztukę, zapewne lewarując się kredytami bankowymi. Szkoda, że zarząd IDM nie dba tak o kondycję finansową wszystkich udziałowców. "Obecne notowania giełdowe czy ubiegłoroczne wyniki finansowe IDM nie ukazują szczególnych efektów pracy kluczowych pracowników Spółki, pomimo zastosowanego dwa lata wcześniej programu motywacyjnego. Dziwi więc twierdzenie, iż kolejna bezwarunkowa tania emisja akcji przyczyni się do ich dalszej intensywnej pracy na rzecz spółki” - komentowało zgryźliwie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Te 20 mln akcji nie rozwodni zanadto kapitału, który obecnie dzieli się na 212 mln papierów.

Gorzej z emisją obligacji, bo zarząd de facto sam zdecyduje kogo dopuścić do stołu. W jakiej proporcji te obligacje, oprocentowane na 8-12% w skali roku, mają być wymieniane na akcje? A więc innymi słowy: ile akcji nabędą wybrańcy w porównaniu z frajerami, którzy dziś mają "stare" akcje IDM, kupowane np. po 2 zł, a do nowych papierów nie będą dopuszczeni? Nie mam na drugie Antek, ale gdybym miał, to posadziłbym kilku agentów przy maszynach liczących. Zarząd IDM ogłosił, że wyemituje obligacje o wartości nominalnej 50 mln zł, uprawniające do nabycia akcji o wartości nominalnej 43,6 mln zł. Ponieważ wartość nominalna  jednej akcji to 10 gr., zamiana wszystko obligacji na akcje spowoduje pojawienie się w kapitale spółki 436 mln nowych akcji. Dziś - przypomnę - jest to 212 mln papierów. Wybrańcy, którzy nabędą obligacje, de facto przejmą więc kontrolę nad spółką.

Zamiana obligacji na akcje ma być przeprowadzona po średniej cenie z kilku ostatnich sesji giełdowych, co oznacza, że im niższy kurs akcji, tym lepiej dla posiadaczy długu spółki. Czy nie brzmi to jak zaproszenie do manipulowania cenami akcji na giełdzie? Czy nie uzasadnia postów Grigorija o strzyżeniu frajerów? Czy nie oznacza, że jeśli obligacje nabędą osoby związane z zarządem firmy, to będzie im zależało na jak najgorszym postrzeganiu spółki przez rynek? Obecnie cena akcji IDM nie przekracza 30 gr., czyli jednej dziewiątej ceny sprzed kilku miesięcy. "Propozycje uchwał pozostawiają duże pole manewru do wystosowania atrakcyjnej oferty obligacji na dużej  przestrzeni czasu. Zarząd zwraca uwagę na fakt, że zaproponowana uchwała nie determinuje konieczności przeprowadzona emisji obligacji jednorazowo, bezpośrednio po podjęciu uchwały przez Walne Zgromadzenie" - uspokaja zarząd IDM. A propos zgromadzeń... ;-)

Jeden z moich czytelników, który też nie ma na drugie Antek, sugeruje, że cały ten plan z emisją obligacji zamiennych oraz z wykluczeniem prawa poboru dla dotychczasowych udziałowców, ma drugie dno. "Gdyby chodziło tylko o pieniądze, spółka zrobiła by emisję "ratunkową" z prawem poboru i myślę że spokojnie zebrałaby pieniądze. Kombinacje z obligacjami i emisją "motywacyjną" skłaniają mnie do podejrzeń, że chodzi o coś innego, czyli o kontrolę nad spółką". Cóż, gdyby - znów zabawmy się w Antka Policmajstra od mgły smoleńskiej - okazało się, że obligacje kupią krewni i znajomi królika i zaraz wymienią na akcje, których kurs będzie do tego czasu ":trzymany" jak najniżej... To byłby klasyczny przykład obławiania się przez grube ryby kosztem drobnych udziałowców, którzy kupili akcje, stracili na nich krocie, a potem zostali rozwodnieni, nieodwracalnie tracąc szansę na odrobienie tych strat.

Takie zabawy z drobnymi akcjonariuszami podważają sens programów typu "Akcjonariat Obywatelski". Macie rację - ani Gant ani IDM nie są ewenementami. Drobny inwestor często jest traktowany przez spółki i dużych akcjonariuszy jak dostawca taniego kapitału. Wciska się mu w ręce papiery kiedy duzi chcą się ich pozbyć, dopuszcza do stołu kiedy zostały na nim już tylko obgryzione kości. Nic nowego pod słońcem. A jednak wciąż się do tego nie przyzwyczaiłem. I mam nadzieję, że ludzie inwestujący na giełdzie swoje niewielkie pieniądze mają długą pamięć. O tym, że spółki czasem obawiają się długiej pamięci inwestorów, świadczy niedawny przykład spółki Opulentia, która po publikacji na stronach tego właśnie blogu postanowiła wycofać z pierwszego szeregu jednego z menedżerów z nie najlepszym track-recordem. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 11 września 2012 22:59

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • rtpm napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/12 09:19:59:

    W temacie skubania i bańki kredytów hipotecznych..

    na-plus.blogspot.com/2012/09/rekomendacja-j.html

    Polecam bardzo dobry artykuł a i autora blogu zachęcam do zainteresowania się tematem
    i skubnięcia czegoś.

  • dkm1 napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/12 09:48:18:

    by the way, o Opulentii jeszcze usłyszymy

  • nuwex napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/12 11:22:32:

    Nie mam akcji Ganta, ale kupiłem kilka obligacji, nie wstydzę się tego i nie czuję się oszukany. Każdy, kogo to interesuje! (a piszących o sprawie chyba powinno!!), wie, że w wynikach pokazywanych przez deweloperów jest obraz projektów sprzed 1,5-2 lat!, przeszłość!! dla mnie ważne jest, czy wypłacą odsetki i spłacą kapitał. Gant na razie nie daje powodów do niepokoju, od lat spłaca wszystko w terminie, choć czasy ciężkie. Oby tak dalej! Po co tak po nich jeździć? dla sportu? Ostatnio mam wrażenie, że blogi na bloxie nie starają się być obiektywne pisząc o Gancie. Zadziwiająca solidarność, szkoda, że w takiej sprawie. Powodem jest pewnie zawiadomienie Ganta do KNFu, ale czy niesłusznie oburzają się na pisanie "półprawd"? Wstyd Panowie!

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/12 11:57:28:

    @nuwex
    Niektórym również udało się zarobić na lokatach w Amber Gold. Czy to oznacza, że zarobili wszyscy?
    Nie musisz czuć się oszukany. Na razie Gant ponoć jeszcze obsługuje zadłużenie. Nie ma niestety pewności, że tak będzie dalej. Więc ryzyko z tym związane jest olbrzymie. 11% w skali roku, w stosunku do 6% jakie można dostać na lokacie bankowej (z gwarancją BFG) w mojej ocenie nie uzasadnia podejmowania takiego ryzyka. Ryzykujesz zainwestowanym kapitałem i w przypadku niewypłacalności strata nie sprowadza się do niezarobienia odsetek, a do utraty kapitału, a przynajmniej częściowej utraty. W obecnej sytuacji rynkowej przy zadłużeniu Ganta szanse na pozyskanie finansowania bankowego nie są chyba duże, skoro emituje obligacje na 11% w skali roku. Biorąc pod uwagę trend na rynku nieruchomości inwestowanie dzisiaj w deweloperkę wymaga albo olbrzymiej odwagi, albo nieznajomości rynku. Niezależnie od tego życzę abyś odzyskał wszystko co zainwestowałeś, łącznie z premią za ryzyko.
    Nikt nie powinien czerpać radości z niepowodzeń innych. Jeżeli jednak Gant nie zroluje długu, bo na spłatę nie ma przecież obecnie szans, to będzie problem, bo przestanie obsługiwać zadłużenie, a to oznacza że stanie się niewypłacalny, czyli upadłość. Może jeszcze próbować emisji ratunkowej, ale sprowadza się to do tego, że obecni posiadacze akcji poniosą jeszcze większe straty. I tak chyba ciężko znaleźć kogoś kto zarobił ostatnio na tych akcjach. Niestety tak się kończą przypadki przekredytowania. Nie oni pierwsi i nie ostatni.

  • wiceherszt napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/13 22:17:28:

    "Gdyby chodziło tylko o pieniądze, spółka zrobiła by emisję "ratunkową" z prawem poboru i myślę że spokojnie zebrałaby pieniądze. Kombinacje z obligacjami i emisją "motywacyjną" skłaniają mnie do podejrzeń, że chodzi o coś innego, czyli o kontrolę nad spółką". Cóż, gdyby - znów zabawmy się w Antka Policmajstra od mgły smoleńskiej - okazało się, że obligacje kupią krewni i znajomi królika i zaraz wymienią na akcje, których kurs będzie do tego czasu ":trzymany" jak najniżej... To byłby klasyczny przykład obławiania się przez grube ryby kosztem drobnych udziałowców, którzy kupili akcje, stracili na nich krocie, a potem zostali rozwodnieni, nieodwracalnie tracąc szansę na odrobienie tych strat.

    Fajnie to wszystko wygląda, problem w tym, że rozumowanie faktycznie iście "antkowe". Wszystkie te rewelacje o kursie "trzymanym" jak najniżej po to, żeby właściwi ludzie mogli się "tanio obkupić" może i miałyby sens, gdyby spółka była zdrowa fundamentalnie. Tylko że nie jest. Jeśli porównać wartość posiadanych aktywów i wielkość zadłużenia krótkoterminowego, wtedy stanie się jasne, że IDM to bankrut dokładnie taki sam, jak HB, czy szereg innych podobnycch bankrutów. Jest więc prawdopodobne, że zarówno emisja "motywacyjna" jak i ta druga, czyli obligacje zamienne na akcje są jedynie ostatnim strzałem, ostatnią możliwością wyciągnięcia kasy z rynku przed likwidacją całego biznesu. Co więcej zarobek jest możliwy tylko w wypadku natychmiastowego rzucenia całego tego chłamu wprost w rynek, oczekujący "odbicia". Na pierwszy ogień poszłyby więc pewnie akcje motywacyjne (bo jest ich mniej), zbijając kurs do nominału (10 groszy) a potem te z zamienionyh obligacji, puszczane nawet poniżej nominału, po każdej cenie którą jest w stanie zaoferować rynek. Można spytać, gdzie wtedy zarobek? Odpowiedź jest całkiem prosta, jeśli na przykład przyjmiemy, że obligacje zamienne na akcje będą obejmowane na przykład poprzez "rozliczenie wzajemnych zobowiązań". I tyle w temacie. Zgadza się tylko jedno. Oberwą drobni:)

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2012/09/14 10:17:01:

    drobni, czyli dawcy kapitału.
    Czyż nie tak właśnie działa giełda, w szczególności u nas ;)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line